Sezon 2 zaliczony. Zdecydowanie lepszy od 1, który wyprztykał się z pomysłów już w pierwszej połowie. Tym razem serial utrzymał moje zainteresowanie do takiego stopnia, że obejrzałem wszystkie 13 odcinków pod rząd :)
Najważniejsze- w drugiej połowie sezonu, wskakuje Full Mortal Kombat Mode, więc podejrzewam, że osoby które polubiły serial za bardziej realistyczny ton, mogą poczuć się rozczarowane. Mnie akurat ta zmiana się podoba, ale nie ukrywam, że ja po prostu lubię pewną dawkę campu. Najlepszą rzeczą w tym sezonie jest bardzo udane żonglowanie wieloma wątkami, co pozwala wypełnić tą nieszczęsną ilość 13 odcinków. A do tego dochodzi fajne podejście do postaci Punishera i jestem mocno ciekaw czy odbije się to na filozofii Daredevila w przyszłych sezonach. Ku mojemu zaskoczeniu nawet Foggy i blondyna mieli nieźle poprowadzone swoje własne historie. Akcji też zdecydowanie więcej, a brutalność jest soczysta jak nigdy wcześniej, z egzekucjami Franka na czele :)
Na minus? Logika z cyklu "możemy pokazać eksplodujące głowy, ale broń boże mignąć cyckiem, albo rzucić fuckiem", oraz to, że poza kilkoma nawiązaniami do "Jessici Jones", to już nawet nie stara się być częścią MCU. Łapię to, że serial chce mieć własną tożsamość, ale kurde... robot chciał zniszczyć ziemię za pomocą miasta zrzuconego z orbity, a w innym serialu jest nam sprzedawany kryzys z Inhumans. Taaa... coraz bardziej się przekonuję, że te Netflixowe seriale lepiej by działały w swoim własnym świecie, nie powiązanym z resztą produkcji.
Mimo wszystko, świetny sezon.
PS. Elektra- totatlly fuckable :)
Najważniejsze- w drugiej połowie sezonu, wskakuje Full Mortal Kombat Mode, więc podejrzewam, że osoby które polubiły serial za bardziej realistyczny ton, mogą poczuć się rozczarowane. Mnie akurat ta zmiana się podoba, ale nie ukrywam, że ja po prostu lubię pewną dawkę campu. Najlepszą rzeczą w tym sezonie jest bardzo udane żonglowanie wieloma wątkami, co pozwala wypełnić tą nieszczęsną ilość 13 odcinków. A do tego dochodzi fajne podejście do postaci Punishera i jestem mocno ciekaw czy odbije się to na filozofii Daredevila w przyszłych sezonach. Ku mojemu zaskoczeniu nawet Foggy i blondyna mieli nieźle poprowadzone swoje własne historie. Akcji też zdecydowanie więcej, a brutalność jest soczysta jak nigdy wcześniej, z egzekucjami Franka na czele :)
Na minus? Logika z cyklu "możemy pokazać eksplodujące głowy, ale broń boże mignąć cyckiem, albo rzucić fuckiem", oraz to, że poza kilkoma nawiązaniami do "Jessici Jones", to już nawet nie stara się być częścią MCU. Łapię to, że serial chce mieć własną tożsamość, ale kurde... robot chciał zniszczyć ziemię za pomocą miasta zrzuconego z orbity, a w innym serialu jest nam sprzedawany kryzys z Inhumans. Taaa... coraz bardziej się przekonuję, że te Netflixowe seriale lepiej by działały w swoim własnym świecie, nie powiązanym z resztą produkcji.
Mimo wszystko, świetny sezon.
PS. Elektra- totatlly fuckable :)
19-03-2016, 05:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2016, 05:55 przez Grievous.)





