Miłe zaskoczenie. Miałem ochotę na jakąś epicką sf i z ociąganiem sięgnąłem po produkcję SyFylityków. Z ociąganiem tym większym, że nie przepadam nawet za ich flagową BG (wymęczyłem kiedyś pierwszy sezon), nie mówiąc już o mniej prestiżowych dziełach stacji.
Dwa sezony The Expanse łyknąłem w tydzień.
To bardzo zgrabny, emocjonujący serial z całkiem przekonującą wizją przeszłości. No dobra, Mars jako militarna superpotęga to raczej głupota (koszta związane z samym terraformingiem nie pozwoliłyby na tak gwałtowny rozwój armii i floty), ale konieczna do nakreślenia wizji kosmicznej zimnej wojny.
Plusy:
- Bohaterowie. Tak, aktorstwo jest nierówne i dialogi nie zawsze błyszczą, ale nikt tu nie irytuje i nie wydaje się papierowy. Praktycznie każdy ma przekonującą motywację - nawet super zły i psychopatyczny naukowiec potrafi sensownie uzasadnić ludobójstwo, którego dokonuje. Z trzech stron galaktycznego konfliktu żadnej nie można uznać za tą dobrą i także główna ekipa kosmicznych awanturników prezentuje różne odcienie szarości. Moi ulubieńcy to oczywiście Jane, futurystyczna Indira Gandhi i psychopata Amos. Z drugoplanowców Fred "Rzeźnik" Johnson i jego wredna przyboczna. Na początku drugiego sezonu doszła marsjańska marine Bobbie Draper i pomyślałem, że wreszcie jedna z postaci będzie mnie wkurzać. Chciałem nawet polecić ją uwadze szopmana, znanego na forum konesera przechujowych postaci kobiecych. Ale nie, nawet Bobbie się wyrobiła i przekonała mnie do siebie.
- Dramaturgia. Nie chcę rzucać spoilerami, ale twórcy serialu pięknie manipulują oczekiwaniami widzów i z godną podziwu precyzją i rozwagą serwują kolejne zwroty akcji. Zwłaszcza w S01E08, jednym z dwóch najlepszych odcinków serialu (obok Home z sezonu drugiego). Dzieciniada z GoT w stylu Czerwonego Wesela zwyczajnie nie ma startu.
- Wątek Miller/Julie. Osobliwa i nieoczekiwanie poruszająca historia miłosna, w której element sf odgrywa kluczową rolę. A grająca pannę Mao aktorka ma bardzo ciekawą urodę.
- Finał odcinka Home jest fantastyczny pod każdym względem: design, wykonanie, scenariusz, aktorstwo.
Minusy:
- Efekty i sceny akcji w pierwszym sezonie to w sumie telewizyjny standard. Bitwa z odcinka czwartego jest wręcz cienka. W sezonie drugim jest już dużo lepiej, a takie momenty jak Ganimedes czy starcie z Kalibanem wypadają całkiem fajnie.
- Wątek skośnego botanika jest raczej nużący.
Szczerze polecam.
Dwa sezony The Expanse łyknąłem w tydzień.
To bardzo zgrabny, emocjonujący serial z całkiem przekonującą wizją przeszłości. No dobra, Mars jako militarna superpotęga to raczej głupota (koszta związane z samym terraformingiem nie pozwoliłyby na tak gwałtowny rozwój armii i floty), ale konieczna do nakreślenia wizji kosmicznej zimnej wojny.
Plusy:
- Bohaterowie. Tak, aktorstwo jest nierówne i dialogi nie zawsze błyszczą, ale nikt tu nie irytuje i nie wydaje się papierowy. Praktycznie każdy ma przekonującą motywację - nawet super zły i psychopatyczny naukowiec potrafi sensownie uzasadnić ludobójstwo, którego dokonuje. Z trzech stron galaktycznego konfliktu żadnej nie można uznać za tą dobrą i także główna ekipa kosmicznych awanturników prezentuje różne odcienie szarości. Moi ulubieńcy to oczywiście Jane, futurystyczna Indira Gandhi i psychopata Amos. Z drugoplanowców Fred "Rzeźnik" Johnson i jego wredna przyboczna. Na początku drugiego sezonu doszła marsjańska marine Bobbie Draper i pomyślałem, że wreszcie jedna z postaci będzie mnie wkurzać. Chciałem nawet polecić ją uwadze szopmana, znanego na forum konesera przechujowych postaci kobiecych. Ale nie, nawet Bobbie się wyrobiła i przekonała mnie do siebie.
- Dramaturgia. Nie chcę rzucać spoilerami, ale twórcy serialu pięknie manipulują oczekiwaniami widzów i z godną podziwu precyzją i rozwagą serwują kolejne zwroty akcji. Zwłaszcza w S01E08, jednym z dwóch najlepszych odcinków serialu (obok Home z sezonu drugiego). Dzieciniada z GoT w stylu Czerwonego Wesela zwyczajnie nie ma startu.
- Wątek Miller/Julie. Osobliwa i nieoczekiwanie poruszająca historia miłosna, w której element sf odgrywa kluczową rolę. A grająca pannę Mao aktorka ma bardzo ciekawą urodę.
- Finał odcinka Home jest fantastyczny pod każdym względem: design, wykonanie, scenariusz, aktorstwo.
Minusy:
- Efekty i sceny akcji w pierwszym sezonie to w sumie telewizyjny standard. Bitwa z odcinka czwartego jest wręcz cienka. W sezonie drugim jest już dużo lepiej, a takie momenty jak Ganimedes czy starcie z Kalibanem wypadają całkiem fajnie.
- Wątek skośnego botanika jest raczej nużący.
Szczerze polecam.
13-09-2017, 23:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-09-2017, 23:19 przez Paszczak.)





