Zabrałem się wreszcie do trzeciego sezonu. Po czterech odcinkach mam bardzo mieszane uczucia. To nadal świetny serial, a Bobbie z braku Millera wyrasta na moją ulubioną postać, ale póki co to jednak najbardziej frustrujący sezon. Zaczyna momentami robić się trochę dziecinnie. Zdzichon pisze, że z Errinwrighta robią podkręcającego wąsa złego - właśnie niby nie, ale serial traktuje go jako takiego. Kupuję tą postać jako gościa, który dokonał w zeszłej serii rachunku sumienia i stwierdził, że sumienia nie posiada - i przy całym jego skurwysyństwie w tym co mówi jest często sporo racji. Tymczasem serial zaczął traktować go jako potwora prowadzącego ludzkość na skraj zagłady, a dla kontrastu wprowadzono niewątpliwie najgorszą postać w The Expanse - liżącą dywanik pastorałkę. Od jej świętoszkowatego ryja niedobrze mi się robi za każdym razem, a scenki rozmów z żonką doprowadzają mnie niemal do wymiotów. Co to za cukierkowe dziadostwo w serialu, który dotąd był zdecydowanie dla dorosłych?
28-01-2019, 00:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-01-2019, 00:25 przez Paszczak.)





