Wow, kolejne azjatyckie danie, które nie daje się zaszufladkować ani porównać z niczym innym. Nie jest to zachwyt na poziomie Parasite, ale jestem pod ogromnym wrażeniem.
Mam dość filmów o opętaniach i demonach, Amerykanie robią je na jedno kopyto i dotknęło to nawet przeceniane Hereditary, które zaczęło fantastycznie od rodzinnego dramatu z elementami horroru by w finale pójść na łatwiznę i zaserwować to samo, co w każdym innym horrorze.
Fabułę Lamentu Amerykanie też by spieprzyli, oglądając film (dzięki, Netflix, poproszę więcej takich perełek!) miałem w głowie flashe tego, jak mogłyby w wersji hollywoodzkiej wyglądać poszczególne sceny, włącznie z tym, co okazuje się w finale. Lament zdaje się w tej kwestii na widza, jego spostrzegawczość i umiejętność samodzielnego poskładania wszystkich elementów w całość. To nie tak że intryga jest szczególnie skomplikowana, ale też scenariusz zgrabnie unika łopatologii i prowadzenia widza za rączkę. W zasadzie tylko wiadomy motyw ze zdjęciami to największa, a przy tym jedyna tak bezpośrednia wskazówka i tutaj wracam znowu do tego, jak to się robi w Hollywood: tam takie rzeczy ujawnia się odpowiednim montażem mówiącym "Patrz widzu! Widzisz? Widzisz? Zobacz, tak to było naprawdę" i pokazującym zlepek z wielu wcześniejszych scen, tak by nawet niezbyt rozgarnięty widz się przypadkiem nie pogubił. Tutaj reżyser pokazuje wiadomo co, i po prostu zostawia z tym widza. Dzięki temu też (abstrahując już od tego, że to tak po prostu bardzo dobre, oryginalne kino) film zostaje w głowie, bo zmusza do przemyślenia tego co się zobaczyło, poszukania spostrzeżeń innych widzów itp.
Dodam jeszcze że to małe, koreańskie miasteczko i otaczające go tereny mają fenomenalny klimat a całość jest bardzo elegancko sfotografowana.
8/10
Jeśli film ma jakieś minusy, to jest to metraż (w kilku miejscach spokojnie dałoby się go przyciąć bez szkody dla całości) i to jak poprowadzono wątek dziewczyny, a raczej to jak tego nie zrobiono - po tym jak zniknęła na ile, grubo ponad godzinę? zdążyłem w ogóle o niej zapomnieć.
Widzę że film wyszedł u nas na Blu-ray, ha! (Niestety na płycie jednowarstwowej więc ma większą kompresję niż zagraniczne wydania)
Mam dość filmów o opętaniach i demonach, Amerykanie robią je na jedno kopyto i dotknęło to nawet przeceniane Hereditary, które zaczęło fantastycznie od rodzinnego dramatu z elementami horroru by w finale pójść na łatwiznę i zaserwować to samo, co w każdym innym horrorze.
Fabułę Lamentu Amerykanie też by spieprzyli, oglądając film (dzięki, Netflix, poproszę więcej takich perełek!) miałem w głowie flashe tego, jak mogłyby w wersji hollywoodzkiej wyglądać poszczególne sceny, włącznie z tym, co okazuje się w finale. Lament zdaje się w tej kwestii na widza, jego spostrzegawczość i umiejętność samodzielnego poskładania wszystkich elementów w całość. To nie tak że intryga jest szczególnie skomplikowana, ale też scenariusz zgrabnie unika łopatologii i prowadzenia widza za rączkę. W zasadzie tylko wiadomy motyw ze zdjęciami to największa, a przy tym jedyna tak bezpośrednia wskazówka i tutaj wracam znowu do tego, jak to się robi w Hollywood: tam takie rzeczy ujawnia się odpowiednim montażem mówiącym "Patrz widzu! Widzisz? Widzisz? Zobacz, tak to było naprawdę" i pokazującym zlepek z wielu wcześniejszych scen, tak by nawet niezbyt rozgarnięty widz się przypadkiem nie pogubił. Tutaj reżyser pokazuje wiadomo co, i po prostu zostawia z tym widza. Dzięki temu też (abstrahując już od tego, że to tak po prostu bardzo dobre, oryginalne kino) film zostaje w głowie, bo zmusza do przemyślenia tego co się zobaczyło, poszukania spostrzeżeń innych widzów itp.
Dodam jeszcze że to małe, koreańskie miasteczko i otaczające go tereny mają fenomenalny klimat a całość jest bardzo elegancko sfotografowana.
8/10
Jeśli film ma jakieś minusy, to jest to metraż (w kilku miejscach spokojnie dałoby się go przyciąć bez szkody dla całości) i to jak poprowadzono wątek dziewczyny, a raczej to jak tego nie zrobiono - po tym jak zniknęła na ile, grubo ponad godzinę? zdążyłem w ogóle o niej zapomnieć.
Widzę że film wyszedł u nas na Blu-ray, ha! (Niestety na płycie jednowarstwowej więc ma większą kompresję niż zagraniczne wydania)
26-10-2019, 13:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-10-2019, 14:16 przez Mierzwiak.)





