Zaczęło się od powyższej krótkometrażówki, skończyło na nakręconym przez tego samego twórcę filmie z Teresą Palmer i Marią Bello.
To kolejny horror, który pokazuje problemy z którymi boryka się ten gatunek w wydaniu hollywoodzkim, a są nimi:
1) Zmarnowany pomysł wyjściowy. Koncept ducha którego widać i który stanowi zagrożenie tylko gdy jest ciemno to istna bomba z mega potencjałem, ale trudno powiedzieć by twórcy podeszli do niego w jakiś specjalnie ciekawy, pomysłowy sposób serwując mięsiste, pełne napięcia sceny i zabawę światłem i cieniem. Gdy Teresa Palmer po raz pierwszy ma kontakt z tajemniczą, widoczną tylko w ciemności zjawą, w zasadzie nic z tego nie wynika a po chwili film przeskakuje do ranka następnego dnia. Jak bohaterka spędziła noc? Spała przy włączonym świetle? A jeśli nie to czy duch znowu się pojawił? Bała się, nie bała? Nie wiadomo, bo o ile mnie to interesuje, tak scenarzysty już nie.
2) Brak konsekwencji / jasnych zasad. Pisałem już o tym przy okazji remake'u Poltergeista - duchy w tych filmach działają na zasadzie "bo tak". W jednej scenie potrafi sama gasić światło, w innej w której mogłaby to zrobić już nie, bo tak pasuje scenarzyście.
3) Wyjaśnianie niewyjaśnionego. Tło fabularne Lights Out to jego największy grzech - marna popłuczyna po The Ring, zupełnie niepotrzebnie tłumacząca zjawę i jej "moc", ale koniec końców to wszystko idzie się walić bo nie wiadomo skąd twórcy wyskakują z motywem tego, że duch jest ściśle związana z postacią Bello... ale że co? Skąd to się nagle wzięło?
Mimo wszystko ogląda się to bezboleśnie, film jest krótki, dobrze nakręcony i zarówno przez Palmer jak i Bello zagrany lepiej niż na to zasługiwał.
04-12-2016, 19:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2016, 19:13 przez Mierzwiak.)






