Pozwoliłem sobie wydzielić wątek, bo byłem dziś w kinie i choć mam poczucie, że niewiele mam do napisania to film zasługuje na temat, bo to, o czym opowiada gdzieś tutaj na forum spotkało się z zainteresowaniem już wcześniej.
No kurde, Vega zrobił spoko film. Naprawdę dobrze się to ogląda. Nie spłyca szczególnie tematyki (choć pewnie wielu ludzi odbije się od elementów wątku satanistycznego) i w sumie daje rade do samego końca. Myślę, że można miec zarzuty do końcówki z Adamczykiem, ale dla mnie była bardzo spoko.
Faktem jest, że gdyby wziął się za ten scenariusz lepszy reżyser - najlepiej nie polski - to byłoby bardzo dobre kino. Papryk niestety ma dość ciężką rękę i choć ogląda się w większości bez zażenowania to czasem leci łopata (scena w kościele z Olą na końcu jest słabiutka). I w ogóle czuć, że jest tutaj większy potencjał.
Szkoda, że to nie Fincher zrobil ten film. Albo Verhoeven. ;)
Bardzo ciekawa jest postać Adamczyka, ale z motywu, który tutaj serwuje Vega dałoby się wycisnąć więcej. Chciałbym, zeby film trochę więcej poświęcil czasu temu jak sprawa ryję banię głównemu bohaterowi, bo w tej chwili jest tutaj przeskok i dzieje się to dość drastycznie. A szkoda, bo to jeden z ciekawszych elementów filmu. Także na poziomie motywacji początkowej - totalnie kupuje poczucie winy bohatera, które musiało być ogromne.
I Adamczyk naprawdę świetnie się spisuje w tej roli - myślałem, że gość rozmienil się na drobne w ostatnich latach, a tutaj elegancko sprawdza się jako rozpadający się człowiek.
Poza tym oglądało mi się to z zainteresowaniem, choć to na pewno też, dlatego że to intrygująca tematyka i zastanawiałem się co Papryk tutaj pokaże. Na pewno jest to najlepszy film Vegi, ale też jednoczęśnie jest to po prostu dobry film. Zobacze jak będę się czuł z nim za jakiś czas, ale w tej chwili mogę go spokojnie polecić.
Do wywalenia tylko na pewno ten motyw z "superbohaterami", który ostatecznie ma fajny brudny wydźwięk, ale wypada zbyt komicznie w stosunku do reszty, która jest zaskakująco (bo Vega) poważna.
Co do bohatera Adamczyka:
No kurde, Vega zrobił spoko film. Naprawdę dobrze się to ogląda. Nie spłyca szczególnie tematyki (choć pewnie wielu ludzi odbije się od elementów wątku satanistycznego) i w sumie daje rade do samego końca. Myślę, że można miec zarzuty do końcówki z Adamczykiem, ale dla mnie była bardzo spoko.
Faktem jest, że gdyby wziął się za ten scenariusz lepszy reżyser - najlepiej nie polski - to byłoby bardzo dobre kino. Papryk niestety ma dość ciężką rękę i choć ogląda się w większości bez zażenowania to czasem leci łopata (scena w kościele z Olą na końcu jest słabiutka). I w ogóle czuć, że jest tutaj większy potencjał.
Szkoda, że to nie Fincher zrobil ten film. Albo Verhoeven. ;)
Bardzo ciekawa jest postać Adamczyka, ale z motywu, który tutaj serwuje Vega dałoby się wycisnąć więcej. Chciałbym, zeby film trochę więcej poświęcil czasu temu jak sprawa ryję banię głównemu bohaterowi, bo w tej chwili jest tutaj przeskok i dzieje się to dość drastycznie. A szkoda, bo to jeden z ciekawszych elementów filmu. Także na poziomie motywacji początkowej - totalnie kupuje poczucie winy bohatera, które musiało być ogromne.
I Adamczyk naprawdę świetnie się spisuje w tej roli - myślałem, że gość rozmienil się na drobne w ostatnich latach, a tutaj elegancko sprawdza się jako rozpadający się człowiek.
Poza tym oglądało mi się to z zainteresowaniem, choć to na pewno też, dlatego że to intrygująca tematyka i zastanawiałem się co Papryk tutaj pokaże. Na pewno jest to najlepszy film Vegi, ale też jednoczęśnie jest to po prostu dobry film. Zobacze jak będę się czuł z nim za jakiś czas, ale w tej chwili mogę go spokojnie polecić.
Do wywalenia tylko na pewno ten motyw z "superbohaterami", który ostatecznie ma fajny brudny wydźwięk, ale wypada zbyt komicznie w stosunku do reszty, która jest zaskakująco (bo Vega) poważna.
Co do bohatera Adamczyka:
(12-09-2021, 08:43)Pelivaron napisał(a): I nawet, jeśli ten oparty na faktach i pisany po wielogodzinnych rozmowach ze świadkami/ofiarami/itd scenariusz jest pełen absurdów, to jako film nie przynudza i sobie jakoś tam płynie.progres i sukces.O jakich absurdach myślisz? Bo mi nic jakoś szczególnie nie zgrzytało. (Może poza sceną jak Oleg wychodzi, a oni zastanawiaja sie jak go znalezc, ale to bardziej przez to jak Vega prowadzi narracje - w ten swoj rwany sposob i w paru momentach filmu to razi.)
15-09-2021, 21:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-09-2021, 21:28 przez Gal Anonim.)
Spoiler




