jako komedia sf ten film to szczyt szczytow. za kazdym razem jak go ogladam doslownie wale sie po udach ze smiechu. koncepcja niewidzialnosci w zastrzyku - nie do obronienia w zaden sposob - posluzyla Verhoevenowi do wykreowania najbardziej seksownych efektow komputerowych od czasow T2. co wiecej, nikt z bohaterow nawet nie probuje angazowac sie w pseudonaukowe dysputy na temat niewidzialnosci. po prostu aplikuja pacjentowi blekitny plyn i ten stopniowo robi sie przezroczysty (zeby bylo smieszniej, do usuwania niewidzialnosci sluzy plyn... czerwony). istne cudo.
z innej beczki: slupek rteci wskazuje -20 stopni. Elisabeth Shue i Josh Brolin (lezy ranny na podlodze i wykrwawia sie od uderzenia lomem w brzuch) zamarzaja solidarnie w chlodni, zaryglowani przez zdemoralizowanego Hollom Mana. w pewnym momencie, bedac juz na krawedzi rozpaczy, Elisabeth roni lezke. lezka splywa jej po policzku, zmieniajac sie w krysztal lodu. kobieta odrywa krysztalek od skory, patrzy na niego i wnet dostaje nowej motywacji do dzialania - wymysla na poczekaniu macgayverowski plan wydostania sie z pulapki. podobnych sytuacji w filmie jest od groma. np. Kevin Bacon siedzi przed kompem i zastanawia sie nad super genialnym wynalazkiem niewidzialnosci. jakies molekuly migaja mu na ekranie, ogolnie ma trudny orzech do zgryzienia. raptem wstaje od biurka z zamiarem udania sie do kuchni. w polowie drogi zatrzymuje sie, podbiega do kompa, kilka dwa razy myszka i eureka! - niewidzialnosc wynaleziona.
w Hollow Manie jest jeden watek, ktory - gdyby na stolku rezyserskim siedzial jakis tumok od wspolczesnych ekranizacji komiksow - bylby centralna, najsmieszniejsza (czytaj: najbardziej zenujaca) partia filmu. chodzi o formulke "perypetie freaka na ulicach". co robi Verhoeven? olewa motyw cieplym moczem i puentuje wypad psychola na miasto gwaltem dokonanym na samotnej kobiecie. jak tu nie kochac takiego rezysera? Verhoeven, obojetnie czego by nie tknal, zawsze pozostanie jednym z moich najulubienszych tworcow kina. oto dowod:
reasumujac: mistrzowska komedia dla malych, srednich i duzych. miejscami pod wzgledem humoru zahacza o kultowe They Live Carpentera. sporo dobrych lasek: wspomniana Elizabeth Shue, Kim Dickensw oraz w epizodzie - Rhona Mitra (kiedys pozowala na targach E3 jako Lara Croft - nie jest moze jakos wybitnie ekstra, ale biust ma perfekcyjny). dla pan rowniez znajda sie smaczki, jak chocby scena, w ktorej Josh Brolin (bez wasow!) pokazuje gola klate. osobne miejsce wypada poswiecic Kevinowi Baconowi - gosciu wymiata w roli niewidzialnego freaka: demoluje pracownie naukowa, masakruje zwierzaki, z sadystycznym okrucienstwem eliminuje czlonkow personelu, slowem, zachowuje jak rasowy czubek. cos pieknego.
EDIT
fota miesiaca maja:
z innej beczki: slupek rteci wskazuje -20 stopni. Elisabeth Shue i Josh Brolin (lezy ranny na podlodze i wykrwawia sie od uderzenia lomem w brzuch) zamarzaja solidarnie w chlodni, zaryglowani przez zdemoralizowanego Hollom Mana. w pewnym momencie, bedac juz na krawedzi rozpaczy, Elisabeth roni lezke. lezka splywa jej po policzku, zmieniajac sie w krysztal lodu. kobieta odrywa krysztalek od skory, patrzy na niego i wnet dostaje nowej motywacji do dzialania - wymysla na poczekaniu macgayverowski plan wydostania sie z pulapki. podobnych sytuacji w filmie jest od groma. np. Kevin Bacon siedzi przed kompem i zastanawia sie nad super genialnym wynalazkiem niewidzialnosci. jakies molekuly migaja mu na ekranie, ogolnie ma trudny orzech do zgryzienia. raptem wstaje od biurka z zamiarem udania sie do kuchni. w polowie drogi zatrzymuje sie, podbiega do kompa, kilka dwa razy myszka i eureka! - niewidzialnosc wynaleziona.
w Hollow Manie jest jeden watek, ktory - gdyby na stolku rezyserskim siedzial jakis tumok od wspolczesnych ekranizacji komiksow - bylby centralna, najsmieszniejsza (czytaj: najbardziej zenujaca) partia filmu. chodzi o formulke "perypetie freaka na ulicach". co robi Verhoeven? olewa motyw cieplym moczem i puentuje wypad psychola na miasto gwaltem dokonanym na samotnej kobiecie. jak tu nie kochac takiego rezysera? Verhoeven, obojetnie czego by nie tknal, zawsze pozostanie jednym z moich najulubienszych tworcow kina. oto dowod:
reasumujac: mistrzowska komedia dla malych, srednich i duzych. miejscami pod wzgledem humoru zahacza o kultowe They Live Carpentera. sporo dobrych lasek: wspomniana Elizabeth Shue, Kim Dickensw oraz w epizodzie - Rhona Mitra (kiedys pozowala na targach E3 jako Lara Croft - nie jest moze jakos wybitnie ekstra, ale biust ma perfekcyjny). dla pan rowniez znajda sie smaczki, jak chocby scena, w ktorej Josh Brolin (bez wasow!) pokazuje gola klate. osobne miejsce wypada poswiecic Kevinowi Baconowi - gosciu wymiata w roli niewidzialnego freaka: demoluje pracownie naukowa, masakruje zwierzaki, z sadystycznym okrucienstwem eliminuje czlonkow personelu, slowem, zachowuje jak rasowy czubek. cos pieknego.
EDIT
fota miesiaca maja:
17-05-2008, 00:46






