Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
złapali gume
źle się dzieje za oceanem. traktowany jak persona non grata przez decydentów wielkich wytwórni, Verhoeven pakuje manatki i wraca na łono macierzy. umówmy się: czarne chmury nad tą genialną i niezłomną osobowością zaczęły się gromadzić już w roku 1995, kiedy to Holender nie pokłonił się przed zdewociałym trybunałem MPAA i nie przemontował Showgirls wedle zaleceń tamtejszego księdza. co prawda, nie od razu go deportowali - zdążył jeszcze nakręcić znakomitych Starship Troopersów oraz przewspaniałego Hollow Mana (którego oglądanie tzw. zwykli ludzie kwitują uśmiechem politowania), wkrótce jednak przepustowość rury przesyłającej gotówkę do jego kieszeni została drastycznie ograniczona.
ale walić to - zamiast płakać i wycierać gile w zaciszu gabinetu tudzież reżyserować hellboje oraz inne komiksowe syfy dla upośledzonych amerykańskich dzieci, Verhoeven ląduje w Holandii i kreci film o Żydówce, która ma przygody pod niebiosa. najpierw hitlerowcy masakrują jej rodzinę ostrzeliwując prom, potem biedaczka musi przedzierać się przez zasieki, potem przenika do holenderskiego ruchu oporu, potem zostaje podwójną agentką, z narażeniem życia nosi podsłuch, sypia z SS-manem (i przy okazji farbuje włosy łonowe na blond, bo nazi-żołdacy tak lubią), a potem... potem film sie kończy i widza ogarnia bezbrzeżny smutek, że trwał on raptem dwie godziny.
Król Reżyserów
Verhoevenowi udała się rzecz trudna: do spółki z kumplem stworzył wielowątkowy scenariusz zupełnie pozbawiony dygresji. mało tego, już na starcie uporał się z nowotworem toczącym spory odsetek wojennych historii, a polegającym z grubsza na umartwianiu się nad losem świata pogrążonego w wojennej pożodze. zamiast więc sadzić smuty, zasiedlił ów świat na przekór stereotypom - nietuzinkowymi postaciami, których życie przywodzi na myśl chybotliwa wieże z żetonów - jeden podmuch i już ich nie ma. to się komentuje samo przez się. w tym miejscu trzeba uczciwie przyznać, że pobyt w usa bardzo Króla zdyscyplinował. przepaść dzielącą Czarną Księgę od jego wcześniejszych kontynentalnych dokonań mierzyć należy w milionach kilometrów. nie bójmy się mocnych słów: pierwsze filmowe przedsięwzięcia Verhoevena cechowała typowo europejska niechlujność w prowadzeniu intrygi i generalnie nadawały się one co najwyżej na festiwal Era Nowe Horyzonty. tymczasem Black Book to coś zgoła odmiennego - fascynujący, porywający i niepozbawiony czysto ludzkiej głębi tajemnicy film, łączący najlepsze cechy amerykańskości (fabuła, akcja, bohaterowie, dialogi) i europejskości (wolność twórcza).
patrząc od strony genologicznej, akcja filmu rozgrywa się w gęstym klimacie rasowego thrillera wojennego (to taki nowy podgatunek, który - taką mam przynajmniej nadzieje - już wkrótce na szczyty kinematograficzne wywinduje Tarantino). o dziwo, opowieść nie jest wcale jakaś hardkorowo mroczna ani tez wybitnie depresyjna. ze swoim imperatywem niepoddawania się w sytuacjach ekstremalnych przypomina 'Życie jest piękne' Benigniego albo obozowe przygody Herzoga - ta sama gloryfikacja niezłomnego charakteru i duchowej suwerenności. jednakże w przeciwieństwie do Rescue Dawn Czarna Księga ma nieporównywalnie więcej do zaoferowania w dziedzinie dramaturgii wydarzeń i jest nieskończenie bardziej nieprzewidywalna (konia z rzędem temu, kto wytypuje nazwiska bohaterów, którzy dotrwają do napisów końcowych). fajnym motywem jest również to, że film nakręcony został w totalnie oldskulowy sposób - długie ujęcia, spokojny montaż, stosunkowo mało zbliżeń. dam sobie rękę uciąć, że całość była montowana w 100% analogowo.
ciekawostka: historia jest ponoć oparta na faktach z życia.
tego MPAA nie wytnie
02-08-2008, 16:39
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Film jest istotnie przewspaniały, z rozbudowaną intrygą balansującą na granicy prawdopodobieństwa(ale na szczęście jej nie przekraczając) oraz wieloma zwrotami akcji. Zobrazowanie sytuacji członków ruchu oporu, ich dylematów i niepewności jest perfekcyjne i chyba lepiej się tego nie da zrobić. Wielki szacunek dla Verhoevena. Pochwalić muszę również Carice van Houten - wspaniała, wymagająca wielu poświęceń, niezwykle przekonująca rola, nie mogę się jej doczekać, jako Niny Von Stauffenberg w "Walkirii"(chociaż od samego filmu się dużo nie spodziewam). Gdyby to kogoś interesowało to "Czarna Księga" jest zupełnie inna od "Ostrożnie, pożądanie" do którego często bywa porównywana(własnie dlatego się nim zainteresowałem). Oba filmy łączy praktycznie tylko motyw dziewczyny z ruchu oporu, która ma uwieźć jakąś szychę, a ogólnie to zupełnie różne filmy. Oceniam je na równi (9/10). Plus dla filmu, za to, że mówi się w nim - zależnie od sytuacji - w sumie trzema językami. Gdyby produkowali go Amerykanie dostalibyśmy pewnie tylko angielski.
SPOILERY
Cytat:zostaje podwójną agentką
Może ja czegoś nie załapałem, ale według mnie główna bohaterka jest niewinna i to nie ona wsypała kumpli z ruchu oporu podczas akcji odbijania więźniów. To ten gruby Niemiec ustawił wszystko tak, aby wskazywało na jej podwójne agenctwo.
Cytat:z narażeniem życia nosi podsłuch
Nie nosi na sobie, tylko zakłada. Wiem, teraz to się czepiam :)
Cytat:farbuje włosy łonowe na blond, bo nazi-żołdacy tak lubią
Nie dlatego, że naziści tak lubią, tylko dlatego, żeby nie było znać, że jest żydówką. Też się czepiam :)
Cytat:konia z rzędem temu, kto wytypuje nazwiska bohaterów, którzy dotrwają do napisów końcowych
Nie przeczę, że film jest wielce nieprzewidywalny i wspaniale trzyma w napięciu, ale to, że główna bohaterka przeżyje to wiemy po pierwszej scenie z Izraela, a to, że Mutze jednak nie ujdzie z życiem to przeczuwałem - takie postacie zazwyczaj się w filmach uśmierca, żeby wywołać u widza ambiwalentne uczucia, bo z jednej strony dobrze że umarł, bo wysłał na drugi świat dziesiątki porządnych ludzi, ale z drugiej chciał się dogadać z ruchem oporu i próbował rozwikłać zagadkę zbrodniczego rabowania i mordowania żydów.
KONIEC SPOILERÓW
Genialny motyw - przykręcanie wieka trumny naszyjnikiem zabranym przez SS, a potem odzyskanym dzięki człowiekowi, który okazał się zdrajcą i właśnie znajduje się w trumnie:
Cytat:rasowego thrillera wojennego (to taki nowy podgatunek, który - taką mam przynajmniej nadzieje - już wkrótce na szczyty kinematograficzne wywinduje Tarantino)
Wytłumacz mi proszę tę, według mnie sprzeczność w Twoich opiniach. Nie lubisz u Tarantina tego, że robi sobie jaja z przemocy i za komediowy klimat większości jego filmów, a oczekujesz od niego nakręcenia szczytowego osiągnięcia w gatunku rasowy thriller wojenny? Znając Ciebie, to taki film powinien być mega poważny, surowy i na serio, mylę się?
03-08-2008, 17:54
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:Może ja czegoś nie załapałem, ale według mnie główna bohaterka jest niewinna
ale ja nigdzie nie napisałem, że jest winna.
Cytat:Wytłumacz mi proszę tę, według mnie sprzeczność w Twoich opiniach. Nie lubisz u Tarantina tego, że robi sobie jaja z przemocy i za komediowy klimat większości jego filmów, a oczekujesz od niego nakręcenia szczytowego osiągnięcia w gatunku rasowy thriller wojenny? Znając Ciebie, to taki film powinien być mega poważny, surowy i na serio, mylę się?
ja tam w niego wierze, bo umiejętności ma nieprzeciętne. poza tym nakręcił przecież wyśmienite Wściekłe psy, wspaniałą Jackie Brown oraz fenomenalny środkowy epizod Pulp Fiction. CV ma zatem w pyte. tylko czekać, aż wykombinuje coś hardkorowo poważnego i wszystkich zaskoczy.
i prosze nie rozmawiajmy już w tym topicu o Tarantino
03-08-2008, 18:39
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Chodziło mi o to, że jeśli napisałeś, że była podwójną agentką, to oznaczałoby to, że zdradziłą ruch oporu i byłaby w takim wypadku winna, a przecież ona akurat jest jedną z niewielu postaci, która nie ma nic wielkiego na sumieniu.
Kończąć wątek Tarantino to są to raczej Twoje pobożne marzenia wątpliwe do urzeczywistnienia, chociaż ja nie miałbym nic przeciwko.
04-08-2008, 18:26
Stały bywalec
Liczba postów: 1,440
Liczba wątków: 4
Już nasze rodzime przygody niejakiego Hansa Klossa â czyli J-23 filmowane 40 lat temu dowiodły, że temat wojny może być bardzo atrakcyjny nawet dla widzów, których babcie i dziadkowie jako pierwsi emocjonowali się przygodami Polaka agenta. :) Co tu dużo mówić, wojna wywraca całe życie do góry nogami, trzeba tylko / albo aż/, umieć pokazać jak człowiek próbuje się ustawić, by nie spaść, i nie dostać, wtedy na głowę.
Rzeczywiście âCzarna księgaâ w gatunku filmu sensacyjno - wojennego jest świetna. Ogląda się ją niczym najwyższej klasy thriller, zapominaąc momentami, że w nim o wojnę przecież idzie. Ale nie mogą zgodzić się z Mentalem, że film "pozbawiony jest do końca dygresji odnoszących się do cierpień ludzkości i świata pogrożonego w pożodze wojennej". Ten film, to jeden wielki smutek z powodu losu człowieka wystawionego na tak ciężką próbę jak odnalezienie się w czasach, które człowieczeństwu nie sprzyjają. Fakt, że Verhoeven potrafił ów smutek bardzo zgrabnie zawoalować (intryga) tak, że odsłoniecie go jest dane tylko tym, którzy akurat na to mają ochotę czy tego potrzebują.
Film nie oszczędza widza, szarpie mu nerwy, momentami wzrusza (gdy Ellis dowiaduje się o śmierci Muntzego â ależ ten Koch to przystojniak!), bije po oczach na przemian pięknem (ciało i sceny miłosne z Carice van Houten â świetna aktorka także!) ) i brzydotą (ot, choćby scena rozprawiania się z kolabarontami), prowokuje do refleksji, ale tak jak piszecie, przede wszystkim sprawia, że te 145 minut (tak, tak Mental â dobre ponad dwie godziny) przed ekranem zlatuje niczym z bicza strzelił. I człowiek âpoâ jest taki zadowolony, że przeżył bezpiecznie coś, co wcale takim w czasie realnym nie było.
Właśnie czegoś takiego zabrakło âKatyniowiâ Wajdy. Tak mi się jakoś w tej chwili nasunął ten tytuł - dziwnymi kolejami chodzą skojarzenia ... :) Wiem, że pewnie nie można porównywać tych dwóch filmów, mają zupełnie inne ciężary gatunkowe. Ale jakby nie było, łączy je czas akcji i motyw zagłady grupy niewinnych ludzi, którzy są solą w hitlerowskich oczach. Film Wajdy jest laurką, którą "czyta się" (tylko) z szacunkiem, bo się on jej adresatowi należy. Film Verhoevena, jest historią, którą czuje się prawie na własnej skórze, a przy okazji jest filmem także âku pamięciâ wszystkich tych (nie tylko Żydów), którzy zginęli z powodu ludzkiej małości, którą wojna tak zawsze bezlitośnie obnaża.
10-08-2008, 13:06
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Donia Agata napisał(a):Film nie oszczędza widza (...), bije po oczach (...) brzydotą
To fakt, wejście Günthera do łazienki nie było szczytem wyrafinowania estetycznego. Niemal spadłem z fotela przy tej scenie, to chyba tylko Verhoeven mógł nakręcić takie coś. :D
10-08-2008, 14:03
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Może to banał, ale ja bardziej podziwiam postawę Ellis podczas wojny niż naszych oficerów z "Katynia" pomimo tego, że Ellis sypiała z Niemcem i przeżyła a Polacy nie. Zresztą w ogóle dziwię się jak postacie stworzone przez Wajdę mogą być jakimkolwiek autorytetem... No ale nie piszę już więcej o "Katyniu" w zestawieniu z "Czarną księgą" bo to jak kopać leżącego z pomocą glanów.
Nagi Günther w łazience to nic w porównaniu z beczką gówien wylanych na Ellis :roll:
10-08-2008, 14:08
Stały bywalec
Liczba postów: 1,440
Liczba wątków: 4
Cass napisał(a):To fakt, wejście Günthera do łazienki nie było szczytem wyrafinowania estetycznego. Niemal spadłem z fotela przy tej scenie, to chyba tylko Verhoeven mógł nakręcić takie coś. :D
Rzeczywiście, prawie trauma. Ale tylko "prawie", bo ten facet był tak ohydny, pod każdym względem, że jego ohyda cielesna nie była nawet takim megazaskoczeniem.
Jeszcze słówko względem słów simka o "Katyniu" i jego bohaterach w kontekście Czarnej księgi i Ellis - trudno, oceniać kto jest bardziej godny podziwu, ale być można pokusić się o ocenę, czyje losy były bardziej tragiczne. Mimo wszystko - Ellis dostała szansę na walkę i zwycięstwo, polscy oficerowie - takiej szansy zostali pozbawieni na samym początku wojny. A zresztą, nie będę się tu powtarzać, dosyć się już nagadałam na temat Katynia na ofilmie.
Dziś, przeglądając najnowsze "Zwierciadło" trafiłam na recenzję świeżo wydanej książki o Marku Edelmanie ( W. Beresia i K. Burnetko), pt. "Marek Edelman. Życie. Po prostu". I kilka zdań wyjętych z tego tekstu,może być swietnym komentarzem,czy podsumowaniem, do filmu Verhoevena i naszych uwag zrodzonych podczas tej krótkiej dyskusji:
"Najważniejsze jest życie - mówi Edelman. A zaraz potem godność. Ale czasem życie poświęca się dla godności. Więc tak naprawdę nie wiadomo co jest ważniejsze. I nie trzeba tego rozstrzygać abstrakcyjnie"
Pewnie, nie nam oceniać, którzy bohaterowie wojenni są bardziej godni naszej atencji. Co najwyżej możemy oceniać filmy, które stworzono na ich temat. :)
11-08-2008, 00:47
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Trudno mi oceniać prawdziwe, historyczne postacie - oficerów z Katynia i jakiś pierwowzór filmowej Ellis(bo chyba taka osoba musiała istnieć, skoro film podobno oparty na faktach), bo się na tym aż na tyle nie znam. Mogę za to ocenić postawy przedstawione w obu filmach - Ellis za wszelką cenę trzymała się życia, a jej chęć znalezienia winnego śmierci setek żydów była ogromna, natomiast oficerowie z "Katynia" nie robili NIC. Ellis tworzyła historię, a Polacy biernie poddawali się jej biegowi - mamy umrzeć? Trudno, znowu nas ktoś wyjebał i nie ma nawet po co walczyć, bo jesteśmy w takiej okropnej sytuacji.
11-08-2008, 22:08
|