Całomiesięczny grudniowy maraton w ostatnim tygodniu napotkał falstart, ale za punkt honoru wziąłem nadrobienie jego końcówki w pierwsze dni stycznia do Trzech Króli. I udało się!
Joyeux Noël - obejrzany wczoraj (pierwotnie planowany na 25 grudnia) film o prawdziwej historii z czasów I wojny światowej, która ostatecznie mnie przekonała, że ludzie w rzeczywistości są tacy sami i nie ma tak, że jedni są dobrzy, a drudzy to wcielone diabły (dedykuję to prawakom, którzy się zesrały, gdy The Onet zilustrował artykuł o świętach zdjęciem nazioli obchodzący święta w bunkrze :P). Spodziewałem się większej petardy, choć domyślam że reżyser skoro Francuz to był bardziej powściągliwy, gdy inny zrobiłby bardziej sentymentalny i oscar-baitowy (film zresztą nominowany za najlepszy nieanglojęzyczny film). Wątek Anny wydawał mi się typową filmową fikcją i widać, że Kruger i Fürmann zostali zdubbingowani w partiach wokalnych. I film do momentu samego rozejmu dość ospały poza niektórymi momentami (jak początek w Szkocji czy niemieckiego tekst tenora o tłustych generałach). Potem się robi lepiej - pokazali też, że ot tak się wszyscy nie godzą - temu francuskiego zwiadowcy ewidentnie nie w smak bratanie, a jeden z tych szkockich braci (początek z nimi świetny i teraz nie do pomyślenia, że wojna mogła dla kogoś być oderwaniem od nudnej rzeczywistości) rozważa zabić jednego Niemca.
7,5/10
Jako bonus załączę reklamę Sainsbury's z 2014 roku również opowiadającą o bożonarodzeniowym rozejmie:
I jej making off:
The Nativity Story - pierwotnie planowany 26 grudnia (a obejrzany dopiero w Trzech Króli tj. dziś), bo Boże Narodzenie to urodziny Mesjasza, to film temu poświęcony. Więc opuszczamy zimne i śnieżne tereny Europy na rzecz gorącego i suchego Nazaretu. W przeciwieństwie do innych filmów okołobiblijnych mieszkańców Palestyny faktycznie grają osoby bliskowschodniego pochodzenia albo przynajmniej wyglądający na takowych, a nie WASPy w ubraniach od Rembrandta, którym nie dano nawet samoopalacza. Odnośnie castingu to zaskoczyłem się, że Oscar Isaac gra Józefa, bo sądziłem że wzięli kogoś pochodzenia semickiego. I podobnie z Maryją zagraną przez główną bohaterkę z Whale Rider, będącą Maoryską. Dużym atutem jest to, że działa też jako film historyczny - kostiumy, scenografia, tło polityczne i obyczajowe (ale nie ma homarów i ośmiornicy przy narodzinach Jezusa, co wiadomo było w Love Actually :)). Można domyśleć skąd trzej mędrcy (tutaj zaskakująco będący comic reliefem) mogli być w późniejszej historiografii królami. Zaskoczony też jestem, że film jednak jest kolorowy zamiast być szarobury jak to obecnie z historycznymi flickami. Isaac świetny jako Józef i czuć dlaczego ojciec Maryi wybrał go na zięcia. Za to Maryja w 90% ma tę samą zbolałą minę. Film polecam - dobrze zrobiony i pokazujący laikom narodziny Jezusa.
8/10
Full-Court Miracle - udało mi się zobaczyć jeszcze w grudniu po świętach (jak planowałem). I jak wtedy planowałem, uznałem by wziąć coś z innej mańki. Czyli żydowski odpowiednik Bożego Narodzenia - Chanuka (przynajmniej jeśli chodzi o miesiąc). I jak na fakt, że Żydzi żądzą Hollywoodem, to coś mało zrobili filmów o swej kulturze, a co za tym idzie o Chanuce. A jak już to było, to niemal zawsze w powiązaniu z Bożym Narodzeniem. W końcu po ogromnym researchu (czyli pobieżnym googlowaniu) postanowiłem dać szansę tej produkcji Disney Channel, w której nie ma nic o gojach. Anyway, jednak jest jakaś dyscyplina, w której koszerni ssą. Koszykówka, o czym na początku oznajmia jeden goj z przeciwnej antysemickiej drużyny (co prawda nie robią wrzutek o pochodzeniu, ale z definicji są antysemitami :)). Więc jak się domyślacie to 90s sport flick, gdzie trener prowadzi skończone niedojdy do bycia mistrzami. W tym przypadku to black savior, w którum nasze mięczaki widzą w nim reinkarnację Judy Machabeusa, twórcy Chanuki. Przy okazji jest inny ograny wątek - rodzic (tu mama) chce, by pociecha dała spokój ze swymi ambicjami i robiło w pokoleniowym zawodzie (tu lekarz). Choć film prezentuje kawałek odmiennej kultury dla większości Amerykanów, akurat wszystko wybrzmiewa naturalnie - brak odczucia, że jest chwalenie jakąś progresywnością czy epatowanie odmienną kulturą. Trochę zaskakujące, że w tym filmie najbardziej uprzedzone są tu kobiety :). Aktorstwo dość słabe.
6/10
Bad Santa 2 - za 28. grudnia sequel Złego Mikołaja (i obejrzany 3. stycznia). Fragmenty widziałem podczas pracy w kinie. I cóż, po pełnym obejrzeniu tego i poprzednika średnio. Willie stoi w miejscu, bo nadal jest tym samym staczającym na dno patusem. Film także za bardzo się starał być mocniejszy i ostrzejszy od jedynki. Thurman to nadal cipa wołowa w dodatku jakoś głupsza i zmienił się w Patryka Rozgwiazdę. Uśmiechnąłem się, gdy Willie zasugerował że Irlandczycy nie są biali. Thorntonowi widać, że kompletne nie chciało się grać i robi tylko to dla czeku. Co innego Kathy Bates będąca gritty wersją Matki Natury ze Smerfów i widać, że dobrze się bawiła na planie.
4/10
Śnięty Mikołaj 3 - obejrzana również wczoraj za 29. grudnia ostatnia z trylogii, i jak to z trylogiami bywa - najsłabsza. Film się robi głupszy - brak XIX-wiecznego produktu jakim jest Miki nie spowoduje, że Boże Narodzenie przestanie istnieć. I jeszcze fakt, że Scott do pomocy zawierza gościowi, od którego na bank wieje złolstwem. Dalszy idiotyzm to główny elf, tym razem Curtis (co się stało z Bernardem?), jak idiota wygaduje się Jackowi Frostowi o tajemnicy Mikołaja. Ostatnie pół godziny to wariacja z To jest wspaniałe życie z wiadomym twistem, ale przepraszam - Neal i Laura się rozwiedli, bo Scott nie miał czasu dla Charliego? Kiedy w jedynce się dobrze dogadywał i był dobrym rodzicem! O właśnie. Poprzednie Śnięte Mikołaje może nie były wybitne, ale miały swój urok i plus za brak jednoznacznego złego i skupienie w szarościach. A tu mamy złego w postaci niezręcznego Martina Shorta (aczkolwiek w całkiem fajnej charakteryzacji), który jako lewak chce wyplewić święta zastępując jakimś Merry Frostman (bo widocznie nie chce urazić pogan ;)). Efekty robią się z filmu coraz gorsze, zarówno analogowe jak i cyfrowe. Więcej też biblioteki kreskówkowych dźwięków Hanny-Barbery. Renifery znowu brzmią dziwnie - tym razem jak Bart Simpson na mecie. Jestem zdziwiony, że do tej części nie udostępniono nigdzie polskiego dubbingu i wydaje się, że nie został wykonany (jeśli tak… czy to ma związek z tym, że Krzysztof Kołbasiuk dubbingujący dotychczas Tima Allena zmarł rok przed premierą trójki?). Choć na pewno musiał być stworzony, bo dwa poprzednie filmy były w polskich kinach w polskiej wersji językowej i kierowane dla dzieci, które z reguły nie nadążają za napisami. A ten też był w kinach i pamiętam chyba w Kinomaniaku fragment filmu z dubbingiem.
4/10
Holiday Inn - za 30 grudnia czarnobiały prototyp White Christmas. Chciałem obejrzeć w okresie 6-26 grudnia, ale po pobieżnym prześledzeniu fabuły okazało się, że Boże Narodzenie stanowi ułamek i akcja leci miesiącami aż do Sylwestra, więc dałem to na ostatni tydzień grudnia (ostatecznie padło na dzisiaj 6 stycznia - Trzech Króli). Film pewnie już zakazany, bo jest numer sceniczny z użyciem blackface’u (nie, Bing i jego banda nie naśmiewa się w nim Murzynów - tam blackface to taki sam neutralny środek wyrazu jak podczas Orszaku Trzech Króli, gdy nie ma się podorędziu kogoś ciemnoskórego), a jedyni czarni to gruba mammy i jej dzieci (nie, nie mają one tych rasistowskich warkoczyków, nazwy nie pamiętam). Ale z kolei to ta mammy każe protagoniście wziąć się w garść w finale i zmusza go do działania i walki o swoje. Co do reszty… Pretekstowa historyjka o czworokącie miłosnym będąca wymówką do popisów Binga Crosby’ego i Fred Astaire’a.
5/10
No to ciepła życzenia z okazji Święta Trzech Króli i do następnego Bożego Narodzenia!
Joyeux Noël - obejrzany wczoraj (pierwotnie planowany na 25 grudnia) film o prawdziwej historii z czasów I wojny światowej, która ostatecznie mnie przekonała, że ludzie w rzeczywistości są tacy sami i nie ma tak, że jedni są dobrzy, a drudzy to wcielone diabły (dedykuję to prawakom, którzy się zesrały, gdy The Onet zilustrował artykuł o świętach zdjęciem nazioli obchodzący święta w bunkrze :P). Spodziewałem się większej petardy, choć domyślam że reżyser skoro Francuz to był bardziej powściągliwy, gdy inny zrobiłby bardziej sentymentalny i oscar-baitowy (film zresztą nominowany za najlepszy nieanglojęzyczny film). Wątek Anny wydawał mi się typową filmową fikcją i widać, że Kruger i Fürmann zostali zdubbingowani w partiach wokalnych. I film do momentu samego rozejmu dość ospały poza niektórymi momentami (jak początek w Szkocji czy niemieckiego tekst tenora o tłustych generałach). Potem się robi lepiej - pokazali też, że ot tak się wszyscy nie godzą - temu francuskiego zwiadowcy ewidentnie nie w smak bratanie, a jeden z tych szkockich braci (początek z nimi świetny i teraz nie do pomyślenia, że wojna mogła dla kogoś być oderwaniem od nudnej rzeczywistości) rozważa zabić jednego Niemca.
7,5/10
Jako bonus załączę reklamę Sainsbury's z 2014 roku również opowiadającą o bożonarodzeniowym rozejmie:
I jej making off:
The Nativity Story - pierwotnie planowany 26 grudnia (a obejrzany dopiero w Trzech Króli tj. dziś), bo Boże Narodzenie to urodziny Mesjasza, to film temu poświęcony. Więc opuszczamy zimne i śnieżne tereny Europy na rzecz gorącego i suchego Nazaretu. W przeciwieństwie do innych filmów okołobiblijnych mieszkańców Palestyny faktycznie grają osoby bliskowschodniego pochodzenia albo przynajmniej wyglądający na takowych, a nie WASPy w ubraniach od Rembrandta, którym nie dano nawet samoopalacza. Odnośnie castingu to zaskoczyłem się, że Oscar Isaac gra Józefa, bo sądziłem że wzięli kogoś pochodzenia semickiego. I podobnie z Maryją zagraną przez główną bohaterkę z Whale Rider, będącą Maoryską. Dużym atutem jest to, że działa też jako film historyczny - kostiumy, scenografia, tło polityczne i obyczajowe (ale nie ma homarów i ośmiornicy przy narodzinach Jezusa, co wiadomo było w Love Actually :)). Można domyśleć skąd trzej mędrcy (tutaj zaskakująco będący comic reliefem) mogli być w późniejszej historiografii królami. Zaskoczony też jestem, że film jednak jest kolorowy zamiast być szarobury jak to obecnie z historycznymi flickami. Isaac świetny jako Józef i czuć dlaczego ojciec Maryi wybrał go na zięcia. Za to Maryja w 90% ma tę samą zbolałą minę. Film polecam - dobrze zrobiony i pokazujący laikom narodziny Jezusa.
8/10
Full-Court Miracle - udało mi się zobaczyć jeszcze w grudniu po świętach (jak planowałem). I jak wtedy planowałem, uznałem by wziąć coś z innej mańki. Czyli żydowski odpowiednik Bożego Narodzenia - Chanuka (przynajmniej jeśli chodzi o miesiąc). I jak na fakt, że Żydzi żądzą Hollywoodem, to coś mało zrobili filmów o swej kulturze, a co za tym idzie o Chanuce. A jak już to było, to niemal zawsze w powiązaniu z Bożym Narodzeniem. W końcu po ogromnym researchu (czyli pobieżnym googlowaniu) postanowiłem dać szansę tej produkcji Disney Channel, w której nie ma nic o gojach. Anyway, jednak jest jakaś dyscyplina, w której koszerni ssą. Koszykówka, o czym na początku oznajmia jeden goj z przeciwnej antysemickiej drużyny (co prawda nie robią wrzutek o pochodzeniu, ale z definicji są antysemitami :)). Więc jak się domyślacie to 90s sport flick, gdzie trener prowadzi skończone niedojdy do bycia mistrzami. W tym przypadku to black savior, w którum nasze mięczaki widzą w nim reinkarnację Judy Machabeusa, twórcy Chanuki. Przy okazji jest inny ograny wątek - rodzic (tu mama) chce, by pociecha dała spokój ze swymi ambicjami i robiło w pokoleniowym zawodzie (tu lekarz). Choć film prezentuje kawałek odmiennej kultury dla większości Amerykanów, akurat wszystko wybrzmiewa naturalnie - brak odczucia, że jest chwalenie jakąś progresywnością czy epatowanie odmienną kulturą. Trochę zaskakujące, że w tym filmie najbardziej uprzedzone są tu kobiety :). Aktorstwo dość słabe.
6/10
Bad Santa 2 - za 28. grudnia sequel Złego Mikołaja (i obejrzany 3. stycznia). Fragmenty widziałem podczas pracy w kinie. I cóż, po pełnym obejrzeniu tego i poprzednika średnio. Willie stoi w miejscu, bo nadal jest tym samym staczającym na dno patusem. Film także za bardzo się starał być mocniejszy i ostrzejszy od jedynki. Thurman to nadal cipa wołowa w dodatku jakoś głupsza i zmienił się w Patryka Rozgwiazdę. Uśmiechnąłem się, gdy Willie zasugerował że Irlandczycy nie są biali. Thorntonowi widać, że kompletne nie chciało się grać i robi tylko to dla czeku. Co innego Kathy Bates będąca gritty wersją Matki Natury ze Smerfów i widać, że dobrze się bawiła na planie.
4/10
Śnięty Mikołaj 3 - obejrzana również wczoraj za 29. grudnia ostatnia z trylogii, i jak to z trylogiami bywa - najsłabsza. Film się robi głupszy - brak XIX-wiecznego produktu jakim jest Miki nie spowoduje, że Boże Narodzenie przestanie istnieć. I jeszcze fakt, że Scott do pomocy zawierza gościowi, od którego na bank wieje złolstwem. Dalszy idiotyzm to główny elf, tym razem Curtis (co się stało z Bernardem?), jak idiota wygaduje się Jackowi Frostowi o tajemnicy Mikołaja. Ostatnie pół godziny to wariacja z To jest wspaniałe życie z wiadomym twistem, ale przepraszam - Neal i Laura się rozwiedli, bo Scott nie miał czasu dla Charliego? Kiedy w jedynce się dobrze dogadywał i był dobrym rodzicem! O właśnie. Poprzednie Śnięte Mikołaje może nie były wybitne, ale miały swój urok i plus za brak jednoznacznego złego i skupienie w szarościach. A tu mamy złego w postaci niezręcznego Martina Shorta (aczkolwiek w całkiem fajnej charakteryzacji), który jako lewak chce wyplewić święta zastępując jakimś Merry Frostman (bo widocznie nie chce urazić pogan ;)). Efekty robią się z filmu coraz gorsze, zarówno analogowe jak i cyfrowe. Więcej też biblioteki kreskówkowych dźwięków Hanny-Barbery. Renifery znowu brzmią dziwnie - tym razem jak Bart Simpson na mecie. Jestem zdziwiony, że do tej części nie udostępniono nigdzie polskiego dubbingu i wydaje się, że nie został wykonany (jeśli tak… czy to ma związek z tym, że Krzysztof Kołbasiuk dubbingujący dotychczas Tima Allena zmarł rok przed premierą trójki?). Choć na pewno musiał być stworzony, bo dwa poprzednie filmy były w polskich kinach w polskiej wersji językowej i kierowane dla dzieci, które z reguły nie nadążają za napisami. A ten też był w kinach i pamiętam chyba w Kinomaniaku fragment filmu z dubbingiem.
4/10
Holiday Inn - za 30 grudnia czarnobiały prototyp White Christmas. Chciałem obejrzeć w okresie 6-26 grudnia, ale po pobieżnym prześledzeniu fabuły okazało się, że Boże Narodzenie stanowi ułamek i akcja leci miesiącami aż do Sylwestra, więc dałem to na ostatni tydzień grudnia (ostatecznie padło na dzisiaj 6 stycznia - Trzech Króli). Film pewnie już zakazany, bo jest numer sceniczny z użyciem blackface’u (nie, Bing i jego banda nie naśmiewa się w nim Murzynów - tam blackface to taki sam neutralny środek wyrazu jak podczas Orszaku Trzech Króli, gdy nie ma się podorędziu kogoś ciemnoskórego), a jedyni czarni to gruba mammy i jej dzieci (nie, nie mają one tych rasistowskich warkoczyków, nazwy nie pamiętam). Ale z kolei to ta mammy każe protagoniście wziąć się w garść w finale i zmusza go do działania i walki o swoje. Co do reszty… Pretekstowa historyjka o czworokącie miłosnym będąca wymówką do popisów Binga Crosby’ego i Fred Astaire’a.
5/10
No to ciepła życzenia z okazji Święta Trzech Króli i do następnego Bożego Narodzenia!
06-01-2022, 21:16






