Podobało mi się. Bardziej to film o antypatycznym tłustym impresario chcącym wycisnąć ze swej kury jak najwięcej złotych jaj, niż o samym Elvisie, ale nie traktuję tego jako wadę. Cieszy mnie, że w końcu za jakąś ikonę muzyki wziął się artysta, a nie firma działająca w rytmie "No jakoś to będzie. Ważne by nominacje były". Na pewno Luhrmanna ciężko zapisać do tych drugich.
Jak to u Australijczyka - technicznie bomba. Forma nic, tylko zaskakuje swą nieprzewidywalnością i to nawet tych, którzy znają Luhrmanna na wylot. Wiem, że nie każdy jest jej fanem, ale ja nawet ją jakimś cudem kupuję. Jak wspominał Pelivaron - montaż czy dźwięk dają czadu i nominacje formalnością.
Mój największy problem z dziełem jest taki, że jak na blisko 3-godzinny metraż to czuć te nożyce montażysty. Momentami roczniki tak strasznie pędzą i lada chwila z roku 1959 film ląduje w późnych latach 60., z kolei w 1969 to dzieje się chyba z pół filmu. Poczułem, że to większy wycinek z 4-godzinnej wersji. Chętnie rzucę okiem, jeśli serio ujrzy światło dzienne.
Butler - petarda. Może i nie ma tamtej pięknej łagodnej facjaty Elvisa, ale zagrał tak dobrze, że nawet o tym zapominałem. Jedna z tych rzadkich kreacji, gdzie widzę prawdziwą postać, a nie "Twoją twarz brzmi znajomo". Nie będę zawiedziony jeśli za ten niecały rok to on wróci do domu z Oscarem w ręku. Skoro plastikowe zęby Maleka go wygrały, to Butlerowi należy się cała kopa. Hanksa z kolei fajnie widzieć jako kogoś kto nie jest do rany przyłóż. Charakteryzację przerysowali po bandzie i Pułkownik wręcz przypomina Pingwina z Batmana. No, ale raczej to świadoma wizja tej postaci zlewająca się z konwencją zresztą, więc krytyczny nie będę.
7/10
Jak to u Australijczyka - technicznie bomba. Forma nic, tylko zaskakuje swą nieprzewidywalnością i to nawet tych, którzy znają Luhrmanna na wylot. Wiem, że nie każdy jest jej fanem, ale ja nawet ją jakimś cudem kupuję. Jak wspominał Pelivaron - montaż czy dźwięk dają czadu i nominacje formalnością.
Mój największy problem z dziełem jest taki, że jak na blisko 3-godzinny metraż to czuć te nożyce montażysty. Momentami roczniki tak strasznie pędzą i lada chwila z roku 1959 film ląduje w późnych latach 60., z kolei w 1969 to dzieje się chyba z pół filmu. Poczułem, że to większy wycinek z 4-godzinnej wersji. Chętnie rzucę okiem, jeśli serio ujrzy światło dzienne.
Butler - petarda. Może i nie ma tamtej pięknej łagodnej facjaty Elvisa, ale zagrał tak dobrze, że nawet o tym zapominałem. Jedna z tych rzadkich kreacji, gdzie widzę prawdziwą postać, a nie "Twoją twarz brzmi znajomo". Nie będę zawiedziony jeśli za ten niecały rok to on wróci do domu z Oscarem w ręku. Skoro plastikowe zęby Maleka go wygrały, to Butlerowi należy się cała kopa. Hanksa z kolei fajnie widzieć jako kogoś kto nie jest do rany przyłóż. Charakteryzację przerysowali po bandzie i Pułkownik wręcz przypomina Pingwina z Batmana. No, ale raczej to świadoma wizja tej postaci zlewająca się z konwencją zresztą, więc krytyczny nie będę.
7/10
05-07-2022, 14:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-07-2022, 17:23 przez Kryst_007.)





