Prancer - dokładnie rok temu oglądałem Rudolfa, czerwononosego renifera, to pora na innego renifera z zaprzęgu św. Mikołaja. Spodziewałem się jakiejś telewizyjnej familiady. Faktycznie jedyna komediowa scena, to jak refiner wparowuje do domu głównych bohaterów i tam wcina szarlotkę. A reszta to cichy dramat filmowy o dziewczynce przeżywającej kryzys rodzinny. Podobny przypadek co Cud na 34. Ulicy - do samego końca nie wiadomo czy tytułowy ren to prawdziwy Prancer czy po prostu jakiś zbieg z fermy. Dużo roboty robi klimat, gdzie każdy się zna i jest w dobrej komitywie, wystarczy trochę ciepła i pomocy dla lokalnego odludka, a ten z własnej woli wyjdzie do ludzi i co niedzielę chodziło się na mszę do kościoła - ogólnie sporo chrześcijańskiego ducha i dobroci dla bliźniego, co jest niecodzienne w produkcjach przeznaczonych dla dzieci. Jest scena jak główna bohaterka wytyka, że skoro nie ma św. Mikołaja, to tak samo nie ma Boga i nieba :). Sam Elliott w trochę niecodziennej roli, gdyż zamiast westernego badassa gra ojca wiążącego koniec z końcem i muszącego dogadać z córką. Aktorstwo dziewczynki trochę kiepawe, ale to dziecko i można przebaczyć, a w scenach dramatycznych dobrze się spisuje, a to jest najważniejsze. Duży plus, że oprócz śmierci marki nie uświadczyłem głupich klisz związanych z kinem familijnym.
7,5/10
Tym razem nie będzie grudniowego maratonu, ale nie martwcie się. Mam coś zaplanowanego na ten temat.
7,5/10
Tym razem nie będzie grudniowego maratonu, ale nie martwcie się. Mam coś zaplanowanego na ten temat.
01-12-2022, 22:57





