A pozwolę sobie tutaj zamieścić poniższą piłkę
Violent Night (2022)
Czyli ten reklamowany film z Harbourem jako Mikołajem serwującym wpierdol Johnowi Leguizamo i spółce. Tak jak się spodziewałem - dobre to główne na świąteczne wyłączenie szarych komórek. Po opiniach widzę, że nie tylko ja pomyślałem, iż ktoś chciał zrobić taki własny mix dwóch flagowych bożonarodzeniowych klasyków Polsatu. Fajny w momencie, gdy nie traktuje się poważnie, gorszy gdy na rejony wkracza ten ckliwy wątek skłóconych rodziców dziewczynki. Można było chociażby wyśmiać ten motyw i pobawić się z oczekiwaniami widza, ale jednak nic z tego. Właśnie, przewidywalność to największa wada scenariusza. Parę razy zdarzyło się, że trafnie połączyłem jakiś detal z odpowiednim późniejszym zwrotem akcji. Gdy mowa o humorze - jako satyra na bogaczy to najprostszy banał i absolutnie nic nowego, zabawniej za to wyszło cytowanie Kevina.
Szeryf Hopper jako Santa Badass nawet miał jakiś fun na planie. Szkoda, że skoro twórcy zaczęli bawić się w backstory Mikusia to nie mogli konkretniej wyjaśnić Swoją drogą, fajnie widzieć odkopaną z zapomnienia żonę Griswolda w roli wulgarnej babuni, tyle że... No jej pierwsza scena okazuje się tą najlepszą i później okazuje się nie mieć wiele do roboty poza siedzeniem. Szkoda.
5/10
Violent Night (2022)
Czyli ten reklamowany film z Harbourem jako Mikołajem serwującym wpierdol Johnowi Leguizamo i spółce. Tak jak się spodziewałem - dobre to główne na świąteczne wyłączenie szarych komórek. Po opiniach widzę, że nie tylko ja pomyślałem, iż ktoś chciał zrobić taki własny mix dwóch flagowych bożonarodzeniowych klasyków Polsatu. Fajny w momencie, gdy nie traktuje się poważnie, gorszy gdy na rejony wkracza ten ckliwy wątek skłóconych rodziców dziewczynki. Można było chociażby wyśmiać ten motyw i pobawić się z oczekiwaniami widza, ale jednak nic z tego. Właśnie, przewidywalność to największa wada scenariusza. Parę razy zdarzyło się, że trafnie połączyłem jakiś detal z odpowiednim późniejszym zwrotem akcji. Gdy mowa o humorze - jako satyra na bogaczy to najprostszy banał i absolutnie nic nowego, zabawniej za to wyszło cytowanie Kevina.
Szeryf Hopper jako Santa Badass nawet miał jakiś fun na planie. Szkoda, że skoro twórcy zaczęli bawić się w backstory Mikusia to nie mogli konkretniej wyjaśnić Swoją drogą, fajnie widzieć odkopaną z zapomnienia żonę Griswolda w roli wulgarnej babuni, tyle że... No jej pierwsza scena okazuje się tą najlepszą i później okazuje się nie mieć wiele do roboty poza siedzeniem. Szkoda.
5/10
19-12-2022, 10:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2022, 11:27 przez Kryst_007.)
Spoiler




