Sorry OGUPEE, że z przeglądem kina świątecznego byłeś sam na placu boju, ale ja nie miałem w tym roku zbytnio warunków by oglądać te filmy. Nadrobiłem dwa amerykańskie klasyki tuż po Gwiazdce.
Miracle on 34th Street (1947)
No, sympatyczne to było i posiadające urok tamtych hollywoodzkich produkcji. Pomysł na fabułę także nienajgorszy - proces o to czy staruszek faktycznie jest Mikusiem czy nie, no i co ciekawe pokazany przystępnie dla młodszych widzów. Edmund Gwenn jest fenomenalnym Świętym Mikołajem i posiada w sobie ten topiący śnieg ładunek ciepła. Aż chciałoby się mieć gościa za dziadka. Nawet zbyt dojrzałe słownictwo małoletniej Natalie Wood jest do usprawiedliwienia, gdyż od początku została wychowana tak przez matkę, która pozbawiła ją tej dziecięcej naiwności. No i krytyka komercjalizacji świąt zawsze na plusie.
Był jeszcze ten remake Johna Hughesa ze starszym z Attenboroughów w roli głównej. Domyślam się, że bardziej cukierkowy od oryginału, więc jakoś mnie nie ciągnie.
7/10
White Chrismas (1954)
Lubię zawiesić czasem oko na jakiś skąpany w technicolorze musical sprzed 60 lat, a i jeszcze klimaty świąteczne, więc uznałem że wezmę to w końcu na warsztat. Piosenki i ekspozycja miła, ale reszta?
Pierwsza sekwencja rozgrywająca się na froncie II wojny światowej nawet obiecywała co nieco. Szczerze, to nawet wolałbym by cały film był o żołnierzach przygotowujących obchody Gwiazdki, ale wiadomo - w 1954 to by się tak nie sprzedało. Niestety im dalej, tym robi się to wszystko trochę zbyt suche. W sensie film nazywa się "White Christmas", ale jednocześnie świątecznego klimatu nie czuć przez cały film aż do finałowych 15 minut. To akurat potraktowałbym jako mniejszy problem. Większym jest dla mnie brak wciągającej historii. Zdecydowanie spłynęła po mnie jak po kaczce i jakoś kompletnie mnie nie obchodziło czy te dwa duety się ze sobą zejdą czy nie. Brakowało pomiędzy obsadą jakiejś chemii.
5/10
Miracle on 34th Street (1947)
No, sympatyczne to było i posiadające urok tamtych hollywoodzkich produkcji. Pomysł na fabułę także nienajgorszy - proces o to czy staruszek faktycznie jest Mikusiem czy nie, no i co ciekawe pokazany przystępnie dla młodszych widzów. Edmund Gwenn jest fenomenalnym Świętym Mikołajem i posiada w sobie ten topiący śnieg ładunek ciepła. Aż chciałoby się mieć gościa za dziadka. Nawet zbyt dojrzałe słownictwo małoletniej Natalie Wood jest do usprawiedliwienia, gdyż od początku została wychowana tak przez matkę, która pozbawiła ją tej dziecięcej naiwności. No i krytyka komercjalizacji świąt zawsze na plusie.
Był jeszcze ten remake Johna Hughesa ze starszym z Attenboroughów w roli głównej. Domyślam się, że bardziej cukierkowy od oryginału, więc jakoś mnie nie ciągnie.
7/10
White Chrismas (1954)
Lubię zawiesić czasem oko na jakiś skąpany w technicolorze musical sprzed 60 lat, a i jeszcze klimaty świąteczne, więc uznałem że wezmę to w końcu na warsztat. Piosenki i ekspozycja miła, ale reszta?
Pierwsza sekwencja rozgrywająca się na froncie II wojny światowej nawet obiecywała co nieco. Szczerze, to nawet wolałbym by cały film był o żołnierzach przygotowujących obchody Gwiazdki, ale wiadomo - w 1954 to by się tak nie sprzedało. Niestety im dalej, tym robi się to wszystko trochę zbyt suche. W sensie film nazywa się "White Christmas", ale jednocześnie świątecznego klimatu nie czuć przez cały film aż do finałowych 15 minut. To akurat potraktowałbym jako mniejszy problem. Większym jest dla mnie brak wciągającej historii. Zdecydowanie spłynęła po mnie jak po kaczce i jakoś kompletnie mnie nie obchodziło czy te dwa duety się ze sobą zejdą czy nie. Brakowało pomiędzy obsadą jakiejś chemii.
5/10
29-12-2022, 12:02






