"Silent Night" (2023)
Joel Kinnaman w nowym filmie Johna Woo o kolesiu, który po śmierci swojego 7-letniego synka wpada w spiralę zemsty i postanawia za wszelką cenę odjebać latynoskich gangusów, którzy się do niej przyczynili. Myk jest taki, że wcześniej zostaje postrzelony w tchawicę i po operacji nie może mówić. No i tak naprawdę jest to tylko myk, bo niewiele a może nawet i nic to nie wnosi do samego filmu - jasne, jest to obraz w większości pozbawiony dialogów i John Woo hołduje w nim zasadzie "show, don't tell", ale nie robi z tym niczego ciekawego. W zasadzie nie ma to żadnego znaczenia i wpływu na fabułę, po prostu ktoś sobie takie coś wymyślił i na średnio zarysowanym pomyśle się skończyło.
A szkoda, bo mógłby to być kolejny świąteczny klasyk, a tak raczej szybko zostanie zapomniany, bo całość nie wybija się jakoś specjalnie w żadnym aspekcie - ot, Kinnaman na początku chleje i płacze, potem jest wkurwiony i trenuje (pół filmu oglądamy jego przygotowania do zemsty) a na koniec idzie i się mści. Koncept znany choćby z różnych wcieleń Punishera i wielu innych filmów zemsty, tyle że tutaj sprowadzony do takiego najprostszego, schematycznego obrazka, który nie robi z tym niczego, czego byśmy wcześniej nie widzieli. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby realizacja była jakaś wyjątkowa, ale i tutaj jest mocno tak se i nawet sceny akcji i strzelanin, z których ciekawej aranżacji i przedstawienia na ekranie John Woo słynął nie są zbyt interesujące i po prostu są. Lepiej obejrzeć jakiś starszy film tego reżysera, w którym jest to zrobione klasycznie a nie przy użyciu średniej jakości CGI.
No i nie ma gołębi, dali tylko jakąś papugę na parapecie. Jakby ktoś się w święta mocno nudził i kiedyś tam leciało na Pulsie można zerknąć, ale nie spodziewajcie się niczego wybijającego się poza przeciętność.
Joel Kinnaman w nowym filmie Johna Woo o kolesiu, który po śmierci swojego 7-letniego synka wpada w spiralę zemsty i postanawia za wszelką cenę odjebać latynoskich gangusów, którzy się do niej przyczynili. Myk jest taki, że wcześniej zostaje postrzelony w tchawicę i po operacji nie może mówić. No i tak naprawdę jest to tylko myk, bo niewiele a może nawet i nic to nie wnosi do samego filmu - jasne, jest to obraz w większości pozbawiony dialogów i John Woo hołduje w nim zasadzie "show, don't tell", ale nie robi z tym niczego ciekawego. W zasadzie nie ma to żadnego znaczenia i wpływu na fabułę, po prostu ktoś sobie takie coś wymyślił i na średnio zarysowanym pomyśle się skończyło.
A szkoda, bo mógłby to być kolejny świąteczny klasyk, a tak raczej szybko zostanie zapomniany, bo całość nie wybija się jakoś specjalnie w żadnym aspekcie - ot, Kinnaman na początku chleje i płacze, potem jest wkurwiony i trenuje (pół filmu oglądamy jego przygotowania do zemsty) a na koniec idzie i się mści. Koncept znany choćby z różnych wcieleń Punishera i wielu innych filmów zemsty, tyle że tutaj sprowadzony do takiego najprostszego, schematycznego obrazka, który nie robi z tym niczego, czego byśmy wcześniej nie widzieli. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby realizacja była jakaś wyjątkowa, ale i tutaj jest mocno tak se i nawet sceny akcji i strzelanin, z których ciekawej aranżacji i przedstawienia na ekranie John Woo słynął nie są zbyt interesujące i po prostu są. Lepiej obejrzeć jakiś starszy film tego reżysera, w którym jest to zrobione klasycznie a nie przy użyciu średniej jakości CGI.
No i nie ma gołębi, dali tylko jakąś papugę na parapecie. Jakby ktoś się w święta mocno nudził i kiedyś tam leciało na Pulsie można zerknąć, ale nie spodziewajcie się niczego wybijającego się poza przeciętność.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
24-12-2023, 12:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-12-2023, 12:49 przez slepy51.)






