Tym razem wygrała czarna twarz. Albo odsłonięte brzuchy. Nie mogę się zdecydować.
Doczekałem się zmiany statusu quo. Kolejny sezon błędnego łażenia po korytarzach Lumon byłby przesadą. Z drugiej strony reintegracja Marka mocno przyśpiesza zastały bieg wydarzeń, więc teoretycznie powinniśmy być już bliżej zakończenia historii. No bo co nas może jeszcze czekać? Poszukiwanie odpowiedzi, próba rozbicia grupy przez Milkszejka & Co, ewentualnie dopuszczenie Marka do zarządu i jakieś tam moralne dylematy... W każdym razie spokojnie mogłoby się to zamknąć w trzech (góra czterech) sezonach. Taka Sukcesja utrzymała się na szczycie (i na wieki pozostanie wybitnym serialem), bo jej twórcy wiedzieli, kiedy zejść ze sceny. Liczę na podobne podejście u Ericksona. Wolałbym kończyć oglądanie finałowego sezonu ze świadomością "mogli w sumie zapodać jeszcze kilka odcinków" miast uczucia przesytu.
W trakcie sceny z Cobel podróżującą ośnieżoną szosą (pachniało Fargo) po raz kolejny myślałem o świecie przedstawionym. Ten "zewnętrzny" jest przecież niewiele mniej sterylny od budyku Lumon (jakkolwiek brzmi to bezsensownie): zimny, opuszczony, jałowy. Niewielu statystów, sceny zbiorowe należą do rzadkości. Danowi i Benowi udało się z tym oniryzmem, nie ma co. Gdyby w czwartym odcinku wyjawiono nagle, że to świat po kryzysie nuklearnym albo pandemii, która wybiła 50% ludności, to chyba mało kto byłby zaskoczony.
Ps. Nie poznałem Brienne.
Doczekałem się zmiany statusu quo. Kolejny sezon błędnego łażenia po korytarzach Lumon byłby przesadą. Z drugiej strony reintegracja Marka mocno przyśpiesza zastały bieg wydarzeń, więc teoretycznie powinniśmy być już bliżej zakończenia historii. No bo co nas może jeszcze czekać? Poszukiwanie odpowiedzi, próba rozbicia grupy przez Milkszejka & Co, ewentualnie dopuszczenie Marka do zarządu i jakieś tam moralne dylematy... W każdym razie spokojnie mogłoby się to zamknąć w trzech (góra czterech) sezonach. Taka Sukcesja utrzymała się na szczycie (i na wieki pozostanie wybitnym serialem), bo jej twórcy wiedzieli, kiedy zejść ze sceny. Liczę na podobne podejście u Ericksona. Wolałbym kończyć oglądanie finałowego sezonu ze świadomością "mogli w sumie zapodać jeszcze kilka odcinków" miast uczucia przesytu.
W trakcie sceny z Cobel podróżującą ośnieżoną szosą (pachniało Fargo) po raz kolejny myślałem o świecie przedstawionym. Ten "zewnętrzny" jest przecież niewiele mniej sterylny od budyku Lumon (jakkolwiek brzmi to bezsensownie): zimny, opuszczony, jałowy. Niewielu statystów, sceny zbiorowe należą do rzadkości. Danowi i Benowi udało się z tym oniryzmem, nie ma co. Gdyby w czwartym odcinku wyjawiono nagle, że to świat po kryzysie nuklearnym albo pandemii, która wybiła 50% ludności, to chyba mało kto byłby zaskoczony.
Ps. Nie poznałem Brienne.
01-02-2025, 14:54





