(27-03-2025, 16:34)szopman napisał(a):(19-03-2025, 23:45)srebrnik napisał(a): @Pitero ratuj. Musisz dać 9/10 minimum, bo nie ma już na Forum szopmana niestety
Poczułem się wywołany do tablicy ;-)
Ogólnie póki co mam bardzo mieszane odczucia wobec tego serialu. Niby człowiek się spodziewał, ale jednak jakaś iskierka nadziei była, zwłaszcza po zapowiedziach twórców i obsady po tym całym "creative overhaul".
Nie uważam żeby ten serial był jakiś bardzo zły; gdybym miał go porównać z jakimś inna produkcja D+ Marvela to postawiłbym go mniej więcej obok "Falcon and The Winter Soldier". Nie tylko dlatego, że obie produkcje stoja na podobnie przeciętnym poziomie i składają się z mocno nierównych odcinków/momentów, ale również dlatego, że oba seriale były zapowiadane jako (/kreowane na) godne kontynuację swoich kultowych już poprzedników (w przypadku Falcona i Zimowego Żołnierza były to oczywiście filmy WS i CW). Jestem pewien, że fanbase MCU miał nadzieję, że miniserial z udziałem aktorów z tych filmów będzie pełnoprawną kontynuacja przygód Buckyego i Sama, a wszyscy wiemy jak wyszło. Fajne momenty przeplatane kiepskimi scenami, łopatologicznymi dialogami i nudnymi zapychczami. Podobnie jest w przypadku "Born Again". Obie te produkcje uważam za oglądalne, momentami całkiem entertaining, ale obu z nich daleko do miana "dobrego serialu".
Myślę, że sporo tych bardzo niskich ocen wynika z bardzo dużych oczekiwań względem "Born Again". Sporo fanów naiwnie liczyła na pełnoprawny czwarty sezon serialu, a otrzymaliśmy ostatecznie soft-reboot.
Z jednej strony, teoretycznie jest to stand-alone sequel (ale pełnoprawną kontynuacja ciężko ten serial nazwać), z drugiej, stylistycznie jest to zupełnie inna produkcja, utrzymana w innym klimacie niż netfliksowy oryginał.
Biorąc pod uwagę wszystkie te zawirowania związane z creative overhaul oraz zmiana reżyserów, showrunnera, scenarzystów etc. to tak naprawdę przekonamy się w jakim kierunku zmierza ten serial dopiero przy końcowych dwóch odcinkach (z tego co rozumiem, te epizody były kręcone już całkowicie od zera po wznowieniu zdjęć) albo nawet dopiero w sezonie drugim (ten już powinien być wcześniej rozplanowany jak należy i nakręcony bez większych perturbacji). Wiem, że pierwszy odcinek również był kręcony po overhaulu, ale tutaj jeszcze twórcy mogą się jakoś bronić, że byli ograniczeni materiałem nakręconym wcześniej, do którego nowy pierwszy odcinek miał być swego rodzaju wstępem.
Btw. po każdym odcinku z ciekawości czytam sobie co zostało nakręcone wcześniej z danego odcinka, a co zostało dodane po wznowieniu prac nad serialem. Póki co największy pierdolnik to chyba odcinek czwarty. Fundament odcinka stanowi jakieś 60% (co ciekawe, odcinek miał pierwotnie być jednym długim shotem, w stylu "Birdmana" czy "Adolescence"), sceny z Frankiem zostały zapożyczone z innego (późniejszego) odcinka, ale przy części tych scen z Punisherem zrobili reshoty z Charliem Coxem, po czym aktor grający Franka nagrał kilka nowych kwestii, które zostały później dodane w montażu. Innymi słowy, cały ten segment to był zupełny miszmasz i mocno to widać ponieważ cała ta scena i dialog między bohaterami nie ma większego sensu. + dokręcili kilka innych scen żeby zachować serialowa ciągłość (m.in. sceny z Vanessą).
Dużo lepiej pod tym względem wypadają wg. mnie dwa poprzednie odcinki (nota bene oba kręcone przez jednego reżysera). Nie brakowało w nich kiepskich dialogów, naiwnych rozwiązań fabularnych i klisz, ale oglądało się to nawet przyjemnie. W odróżnieniu od odcinka czwartego, tutaj szkielet obu odcinków pozostał bez większych zmian, jedynie dokręcili kilka dodatkowych scen.
Kiedy oglądałem trzeci odcinek, trochę wydawało mi się to z czapy, że Matt spuścił okrutny wpierdol tym policjantom a następnie wszystko toczy się dalej jak gdyby nigdy nic. Ale z drugiej strony, ci policjanci znajdowali się w domu świadka, który rzekomo nie istnieje, byli tam "w cywilu" i dostali epicki oklep od niewidomego prawnika. Jestem w stanie uwierzyć, że nie zgłosili tego incydentu :D
Jako że nie mam najlżejszego pióra kiedy przychodzi do poukładania moich myśli w formie pisemnej, resztę moich spostrzeżeń wyszczegolnie w formie luźnych, trochę chaotycznych i niekoniecznie sprecyzowanych, plusów oraz minusów.
Z natury staram się widzieć szklankę w połowie pełna więc zacznę od plusów (pamiętajcie, jestem mega fanbojem netfliksowego Daredevila):
+ Powrót Bullseye'a. Nie byłem fanem tej postaci w trzecim sezonie i nie "grzała" mnie za bardzo wiadomość o jego powrocie do serialu. Niemniej jednak, pomijając oczywiście ta nieszczęsna choreografię walki z Daredevilem, uważam, że sposób w jaki go przedstawili w pierwszym odcinku był jak najbardziej na plus. Wg. mnie nie przestrzelili w żadną stronę, nowy Bullseye jest w miarę wierna adaptacja komiksowego oryginału, ale nie jest przesadnie przerysowany/komiksowy jak np. Collin Farrel w filmie z Affleckiem.
+ Nie jestem jakimś wielkim fanem nowego kostiumu, ale na szczęście (w nieszczęściu) nie różni się on drastycznie od tego z drugiego sezonu. W MCU zmiany kostiumu potrafią być naprawdę fatalne (patrz Kapitan Ameryka w "The Avengers"), więc cieszę się, że nie przekombinowali. Btw. podobał mi się ten musztardowo-bordowy stroj z "She-Hulk". No i na szczęście nie ma logo DD na klacie.
+ Aktorzy z oryginalnego serialu. Różnie to wypada, zwłaszcza z tymi dialogami, ale aktorsko jest super i fajnie zobaczyć stare twarze. Charlie Cox i Vincent D'Onofrio są stworzeni do tych ról, trochę jak Hugh Jackman jako Wolverine czy Chris Evans jako Cap. W ogóle wydaje mi się, że Charlie Cox w tym serialu mógł jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła dzięki temu, że różne odcinki różniły się nastrojem/klimatem.
+ Nie zawsze to wygląda tak jakbym chciał, ale jest krew, są łamane kości, obite czaszki, itp. itd. Nie jest to poziom bójek z serialu Netfliksa, ale fajnie zobaczyć trochę krwawej przemocy, Daredevil bez krwi i połamanych rąk/nóg to nie to samo.
+ Kingpin. Cały ten jego wątek oczywiście momentami kuleje przez drewniane dialogi i infantylne scenopisarstwo, ale całościowo sam wątek jest ciekawy, a aktorzy grający Fiska i Vanessę dowożą.
+ Odcinek 2 i 3 były naprawdę całkiem spoko (było kilka głupotek, zwłaszcza pod koniec tej sprawy w sądzie, oraz kiepskich dialogów, ale całościowo ta historia była jako tako "entertaining"). Trochę poprawiły mi nastrój po odcinki pilotażowym, który nie za bardzo mi się podobał (poniekąd przez może zawyżone oczekiwania).
+ mniej Karen, nigdy nie lubiłem tej postaci (ani tej aktorki). Niemniej jednak, biorąc pod uwagę, że jedna z głównych postaci jest niejaka BB Urich, brak Karen jest jednocześnie sporym minusem. Ale rozumiem, że jej obecna nieobecność wynika z nakręconego wcześniej materiału, pewnie wróci na dobre w drugim sezonie.
+ Kilka pomysłów, które na papierze są ciekawe: the Muse, Kingpin jako burmistrz NY, brudni policjanci gloryfikujący Punishera.
+ Mam sporo zastrzeżeń do sekwencji otwierającej nowy serial, ale sam moment kiedy Matt zepchnął Pointdextera z dachu był naprawdę mocny. Wydaje mi się, że dla każdego kto mocno się zzyl z tym bohaterem, to była emocjonalna scena. Bardzo podobało mi się jak zostało to odegrane/przedstawione tj. nie był to jakiś przypływ gniewu, napad furii, tylko akt zemsty wyegzekwowanej z zimna krwia, na chłodno.
+ Trochę netfliksowej muzyki tu i tam (ale stanowczo za mało).
- fatalne CGI, walki Daredevila w stroju wyglądają jak jakiś dziwny miks filmu z Affleckiem i "The Defenders". Byłem w ciezkim szoku, kiedy doczytałem, nad walką z Bullseye w pierwszym odcinku czuwał tej sam choreograf, który "zaprojektował" słynne walki na jednym ujęciu z serialu Netfliksa. Gdybym zobaczył tylko walkę z Musem z szóstego odcinka, byłbym bardziej optymistyczny bo uznałbym, że to pozostałość po materiale wyprodukowanym przez resetem serialu. Ale ta walka z otwarcia serialu została nakręcona w całości po wznowieniu zdjęć, więc nie spodziewam się, że stylistycznie pójdzie to w innym kierunku ;-(
- Daredevil bujający się po NY niczym Spider-Man. WTF? Kto tam wpadł na taki debilny pomysł?
- Muzyka. Sama muzyka nie jest taka zła, aczkolwiek nie jest tak klimatyczna jak ta z poprzednich sezonów, ale dobór tej muzyki pod konkretne sceny + te piosenki w tle i w trakcie napisów końcowych to jest mega mismatch. Wydaje mi się, że dużo scen zostało spieprzonych głównie przez muzykę.
- łopatologiczne i infantylne dialogi. Momentami jest naprawdę źle i da się to oglądać tylko ze względu na świetną robotę bardzo utalentowanych aktorów.
- dużo głupotek, błędów logicznych i mniejszych lub większych absurdów. Np. Matt mówi "Call 911", ale nie raczy dopowiedzieć dlaczego/gdzie/ po co. Cała ta sprawa w sądzie White Tigera była cukierkowo naiwna pod koniec. Trochę można by tak jeszcze wymieniać, na pewno wiecie o co kaman.
- Generalnie jakbym musiał podsumować jakoś scenariusze w tym serialu, to dla to wygląda trochę tak, jakby te dialogi/sceny pisał nastolatek, który bardzo chciał napisać coś poważnego/mrocznego, takiego dojrzałego, ale jakby się nie starał to nadal jest to pisane przez 16-latka. Ogólnie dla mnie ten serial ma vibe takiego fajnego, "mrocznego" serialu young adult, gdybym miał 16 lat byłbym totalnie zajarany.
- tyle nawiązań do MCU, a ani razu nie wspomnieli o tak znaczacym wydarzeniu w życiu każdego człowieka żyjącego w tym świecie tj. The Blip. Pamiętali nawet o Skrullach, ale ani słowa o tym jaki wpływ na życie Matta i spółki miał Blip.
- character development, a raczej przypadku "Born Again", regress. Wydaje się, że Frank zrobił kilka kroków w tył jeżeli chodzi o rozwój postaci (strach się bać w jaką stronę to szło skoro aktor odszedł.l z serialu przed resetem ponieważ nie podobał mu się kierunek w jakim zmierzali). W przypadku Matta, z jednej strony niby OK, ale z drugiej, który to już raz jego historia zatacza koło?
- Bullseye przeżył zepchnięcie z dachu na łeb. Scenarzyści niepotrzebnie zastosowali taki debilny półśrodek. Skoro już Matt go zepchnął z tego dachu, i zrobił to celowo, to powinni pójść na całość i uśmiercić antagonistę.
* Nie jest to ani plus ani minus, ale nie potrafilem się długo przekonać do montażu oraz sposobu w jaki jest to nakręcone. (audio)Wizualnie zupełnie inna para kaloszy niż Daredevil z 2015.
Podsumowując - już teraz można śmiało stwierdzić: "zmarnowany potencjał". Jestem przekonany, że gdyby zatrudnić dobrego showrunnera, kreatywnych scenarzystów i kompetentny zespół montażystów, to z tego nakręconego wcześniej materiału i budżecie jaki dostali na dokrętki, na pewno dałoby się wysmażyć solidne pół sezonu.
Co więcej, jestem pewien, że jakiś utalentowany i pomysłowy faneditor byłby w stanie przemontowac całość w dobry film / miniserial. Sama zmiana warstwy muzycznej wpłynęłaby już znacząco na odbiór wielu scen.
Oczywiście nadal naiwnie wierzę, że serial rozwinie skrzydła i będę śledził na bieżąco dalsze losy diabła z Hell's Kitchen (a propos, kolejny minus - w "Born Again" prawie nie pojawia się ta dzielnica, a ona była poniekąd sercem oryginalnego serialu i poniekąd miejscem na ziemi głównego bohatera) w MCU, ale nie ma co się łudzić, poziomu "Falcon and the Winter Soldier" ten serial raczej nie przeskoczy.
Nie uważam, że ci nowi showrunnerzy mają się czym bronić, kręcili już przecież Punishera w podobnej stylistyce do tej Daredevila, więc dziwi mnie, że tutaj odwalili klasyczny Disney+ content, a te wstawki z pierwszych dwóch epizodów są bezsensowne, gore i przemoc dla samej przemocy, w oryginalne, przemoc to był wynik fabuły opowiadającej historię związaną z przemocą, tutaj to jest fanserwis bez wyczucia, do tego dochodzą te okropne zdjęcia, nadużywanie głównego motywu muzycznego, CGI i po prostu okropne ujęcia jak np. money shot z Daredevilem na schodach przeciwpożarowych, to wygląda jak ujęcie z fanfilmu, a nie coś robione przez zawodowców z doświadczeniem.
Oglądając wywiady z nimi, widać, że oni są szczerze dumni i uważają, że uratowali serial, a prawda jest taka, że z tymi reshootami poszli po linii najmniejszego oporu i nie raczyli nawet dodać jakiegoś umotywowania tego, że Kingpin nagle staje się bożyszczem miasta i zostaje burmistrzem, zero dbałości o szczegóły i płynność narracji. Przecież mogli, zostawić odcinek tak jak był, potem dodać flashback albo koszmar jak Bullseye odstrzela Foggy'ego, to byłoby bardzo ogólnikowe i niejasne, ale pasowałoby do wątku Matta chcącego zostawić przeszłość za sobą z powodu bólu, a tak dostaliśmy po łebkach odbębniony reunion, odstrzelenie Foggy'ego, odejście Karen i skazanie Pointdextera w 20 paru minutach... Tylko po to by mogli zrobić "1 year later", to już kontekst oryginalny, że Daredevil długo nie zakładał kostiumu, byłby lepszy niż to, co dostaliśmy, czyli 2 odcinki bez kostiumu... Do tego powinni, dodać scenę jak ktokolwiek wspomina np. że "Wilson Fisk ocalił miasto po niezliczonych atakach związanych z superbohaterami, zainwestował w odbudowę, dbał o ludzi", tak byśmy uwierzyli, że ludzie naprawdę mogliby go poprzeć i to by pasowało do wątku walki z superbohaterami, a nie dostaliśmy nic, zero kontekstu.
Więc nawet jeśli te 2 ostatnie odcinki będą już całkowicie pod ich kierownictwem robione to i tak mieliśmy już pokaz ich zdjęć, montażu, dialogów, sposoby myślenia i scen akcji i multum CGI, których nie było nawet tyle w tych oryginalnych odcinkach przed reshootami.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
27-03-2025, 17:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-03-2025, 17:26 przez marsgrey21.)





