(05-06-2025, 08:40)raven.second napisał(a): Sinners. Lata trzydzieste, południowe zadupie USA, prohibicja, KKK, czarnoskórzy i... wampiry. Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia o czym jest ten film, widziałem może przelotnie jeden plakat z MJB i tyle, więc gdy film się zaczął lekkie zaskoczenie było (na plus, znaczy, bo lubię takie realia). No i fajnie, bawiłem się bardzo dobrze, takie 8/10 i może serduszko, ale to są DWA totalnie różne filmy w jednym, które niezbyt dobrze ze sobą współgrają. Osobno - cudo, ale razem niekoniecznie. Ta pierwsza część, powiedzmy, obyczajowo-gangsterska, dotykająca życia kolorowych mieszkańców i ich trudów w postaci powrotu w rodzime strony i próby ogarnięcia czegoś dla ludu (i zarobienia kupy szmalu) jest w teorii świetna i imo dałaby radę pociągnąć cały film. Ta druga, gdzie do akcji wkraczają wampiry wraz z sugestią łowców (indiańskich o dziwo, żal, że mają raptem jedną skandalicznie krótką scenkę!), to bardzo fajna akcja o bandzie osaczonych przez potwory bohaterów, walczących o przetrwanie w dziki rytm muzyki, ale nic ponadto :) btw, Rocky road to Dublin, śpiewane i tańczone przez zakrwawione wampiry jest tak upiornie fascynujące... <3
Właśnie obejrzałem i bym nie powiedział że to są dwa filmy w jednym :p Tzn w tym sensie tak, tylko że.. "Sinners" to przeróbka "Od zmierzchu do świtu". W centrum mamy dwóch braci gangsterów, jest knajpa, tylko tym razem to nie ludzie wchodzą do knajpy wampirów a wampiry do knajpy ludzi. No i tam tez mieliśmy spora część "normalną" zanim "wyskoczą wampiry".
Ale faktycznie ta historia o dwóch braciach którzy chcą otworzyć knajpę to najmocniejsza część tego filmu. Bardzo mi się tez podobało domknięcie "60 lat później".
Ode mnie 7/10.
06-06-2025, 18:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-06-2025, 18:26 przez Rozgdz.)





