Panowie, nie ma się czym podniecać. Lepsze niż kultowy klasyk na NES na pewno nie będzie:
A poważnie mówiąc, ten trailer przypomniał mi o czymś co sobie pomyślałem jakieś pół roku temu, po obejrzeniu tego nieszczęsnego reboota (film o niczym z którego pamiętam tylko że główna aktorka ma fajne usta do blowjoba, co wyjaśnia jak zdobyła rolę).
Hellraiser nigdy nie powinien był stać się franczyzą. Ba, Hellraiser nie miał być franczyzą.
Barker wybrał do adaptacji Hellbound Heart jako pełnometrażowy debiut ponieważ był to materiał na tani horrorek osadzony głównie w jednym domu, akurat żeby pokazać niewielkim kosztem zdolności reżyserskie i przejść do większych i lepszych rzeczy.
Tymi większymi rzeczami była oczywiście niedoszła trylogia Nightbreed. Pełne rozmachu dark fantasy z intrygującą i proszącą się o rozwinięcie mitologią. Jak było dalej, wiadomo. Pierwszy Nightbreed został zmasakrowany przez wytwórnię i w sumie zabił entuzjazm Barkera do robienia filmów. Lord of Illusions stanowił już tylko smętny epilog.
Natomiast Hellraiser trzyma się biedaka jak rzep psiego ogona, choć każda próba pociągnięcia tej, przypominam, kameralnej rodzinnej dramy (nawet gdy Barker miał jeszcze trochę entuzjazmu dla marki chciał żeby flagowym antagonistą była Julia, nie Pinhead) kończy się mniejszą lub większą katastrofą. W komiksach Marvela Hellraiser trzymał się jako tako w postaci oderwanych od siebie nowelek, ale próba utworzenia ciągłej serii (Harrowers) zdechła po kilku numerach. Nowsza seria od Boom! pociągnęła dłużej, choć nie mam pojęcia czemu; to popis wyjątkowego debilizmu w ogóle i szczegółach. Filmy jak wyszły, wiadomo. Ja tam już dwójkę uważam za niebywałego gniota, wprowadzającego m.in. Leviathana aka Najnudniejszego Szatana W Dziejach Kina. Autentycznie kurwicy dostaję jak widzę tą cholerną dryfującą bryłę. Jakiekolwiek próby utworzenia większego uniwersum wokół marki zostały zabite właśnie przez ten film. W sumie Hell on Earth jest już lepsze, przynajmniej posiada jakieś walory rozrywkowe.
Pinhead też, jak już wspomniałem, nie miał być żadną ikoną horroru. Barker zresztą wolałby być kojarzony jako twórca Harry'ego D'Amoura, ale w powszechnej opinii ten ostatni jest po prostu Johnem Constantine dla ubogich. Swojemu obrzydzeniu dał zresztą wyraz w The Scarlet Gospels. Daję słowo, ta powieść powstała tylko po to żeby Barker mógł się wyżyć na Gwoździogłowym.
Tak czy inaczej, każda próba wskrzeszenia marki wpędza mnie w coraz większe przygnębienie. Zawsze kończy się jednym z dwojga: albo powtarzamy tą samą garść dawno przeżutych i przetrawionych motywów (wersja z 2022) albo odpierdalamy kompletną manianę (seria komiksowa). Ta gra powyżej sądząc po zwiastunie wybrała bramkę nr 1.
A poważnie mówiąc, ten trailer przypomniał mi o czymś co sobie pomyślałem jakieś pół roku temu, po obejrzeniu tego nieszczęsnego reboota (film o niczym z którego pamiętam tylko że główna aktorka ma fajne usta do blowjoba, co wyjaśnia jak zdobyła rolę).
Hellraiser nigdy nie powinien był stać się franczyzą. Ba, Hellraiser nie miał być franczyzą.
Barker wybrał do adaptacji Hellbound Heart jako pełnometrażowy debiut ponieważ był to materiał na tani horrorek osadzony głównie w jednym domu, akurat żeby pokazać niewielkim kosztem zdolności reżyserskie i przejść do większych i lepszych rzeczy.
Tymi większymi rzeczami była oczywiście niedoszła trylogia Nightbreed. Pełne rozmachu dark fantasy z intrygującą i proszącą się o rozwinięcie mitologią. Jak było dalej, wiadomo. Pierwszy Nightbreed został zmasakrowany przez wytwórnię i w sumie zabił entuzjazm Barkera do robienia filmów. Lord of Illusions stanowił już tylko smętny epilog.
Natomiast Hellraiser trzyma się biedaka jak rzep psiego ogona, choć każda próba pociągnięcia tej, przypominam, kameralnej rodzinnej dramy (nawet gdy Barker miał jeszcze trochę entuzjazmu dla marki chciał żeby flagowym antagonistą była Julia, nie Pinhead) kończy się mniejszą lub większą katastrofą. W komiksach Marvela Hellraiser trzymał się jako tako w postaci oderwanych od siebie nowelek, ale próba utworzenia ciągłej serii (Harrowers) zdechła po kilku numerach. Nowsza seria od Boom! pociągnęła dłużej, choć nie mam pojęcia czemu; to popis wyjątkowego debilizmu w ogóle i szczegółach. Filmy jak wyszły, wiadomo. Ja tam już dwójkę uważam za niebywałego gniota, wprowadzającego m.in. Leviathana aka Najnudniejszego Szatana W Dziejach Kina. Autentycznie kurwicy dostaję jak widzę tą cholerną dryfującą bryłę. Jakiekolwiek próby utworzenia większego uniwersum wokół marki zostały zabite właśnie przez ten film. W sumie Hell on Earth jest już lepsze, przynajmniej posiada jakieś walory rozrywkowe.
Pinhead też, jak już wspomniałem, nie miał być żadną ikoną horroru. Barker zresztą wolałby być kojarzony jako twórca Harry'ego D'Amoura, ale w powszechnej opinii ten ostatni jest po prostu Johnem Constantine dla ubogich. Swojemu obrzydzeniu dał zresztą wyraz w The Scarlet Gospels. Daję słowo, ta powieść powstała tylko po to żeby Barker mógł się wyżyć na Gwoździogłowym.
Tak czy inaczej, każda próba wskrzeszenia marki wpędza mnie w coraz większe przygnębienie. Zawsze kończy się jednym z dwojga: albo powtarzamy tą samą garść dawno przeżutych i przetrawionych motywów (wersja z 2022) albo odpierdalamy kompletną manianę (seria komiksowa). Ta gra powyżej sądząc po zwiastunie wybrała bramkę nr 1.
23-07-2025, 20:39





