Dziś 1 grudnia, więc tak jak od 2022 roku oglądam film bożonarodzeniowy, w którego centrum jest renifer.
Rudolf, czerwononosy renifer (1948) - pierwsza ekranizacja. I to od samego Maxa Fleischera, choć po jakiego prime'ie. Objawia się to częściowo w stylu graficznym i pewien jestem, że biegnące reny w końcówce są rotoskopowane (i w paru momentach Miki). Ciekawe podejście, odmienne od późniejszych adaptacji, bo Rudolf nie jest w żaden sposób spokrewniony z głównych reniferów od Mikołaja, a renifery niezależnie obchodzą święta i koźlaki wystawiają skarpety po prezenty. I każdy gatunek zwierzęcia żyje w wybudowanym przez siebie miasteczku.
Na pewno sympatyczne, no i w krótkiej formie lepiej i klarowniej pokazuje zmagania Rudolfa i nie epatuje okrucieństwem wobec jego przypadłości (i zero ogranych coachingowych banałów o byciu specjalnym). Choć zabawne są okoliczności zatrudnienia tytułowego rena, bo Grubas zwyczajnie nie zainwestował w latarkę i mentalnie dalej jest w XIX wieku. I te naleciałości kodeksu Haysa, bo renifery jak normalne zwierzęta hasają na golasa, ale już matka Rudolfa nosi półdługą sukienkę XD.
I przy okazji rok temu powstał polski dubbing. Robiła to ekipa od IZ-Text, ale nie kaleczy uszu i nieco postarali się, by audio nieco współgrało ze starym obrazem. I klimatu daje Stanisław Heropolitański jako narrator i przynajmniej w jakiś sposób utrwali się jego głos (bo ścieżki lektorskie to pewnie są lost media). Też ciekawym faktem jest to, że imiona mikołajowego zaprzęgu wzięto z Rudolfa z 1998 roku zamiast już ustandaryzowanego spisu imion.
7/10
W tym roku przez grudzień coś na pewno obejrzę i zamieszę opinie, ale raczej będzie to nieregularne względem poprzednich lat, bo szczerze mówiąc nastąpiło u mnie zmęczenie materiału i nie mam głowy do oglądania w dzień w dzień.
Rudolf, czerwononosy renifer (1948) - pierwsza ekranizacja. I to od samego Maxa Fleischera, choć po jakiego prime'ie. Objawia się to częściowo w stylu graficznym i pewien jestem, że biegnące reny w końcówce są rotoskopowane (i w paru momentach Miki). Ciekawe podejście, odmienne od późniejszych adaptacji, bo Rudolf nie jest w żaden sposób spokrewniony z głównych reniferów od Mikołaja, a renifery niezależnie obchodzą święta i koźlaki wystawiają skarpety po prezenty. I każdy gatunek zwierzęcia żyje w wybudowanym przez siebie miasteczku.
Na pewno sympatyczne, no i w krótkiej formie lepiej i klarowniej pokazuje zmagania Rudolfa i nie epatuje okrucieństwem wobec jego przypadłości (i zero ogranych coachingowych banałów o byciu specjalnym). Choć zabawne są okoliczności zatrudnienia tytułowego rena, bo Grubas zwyczajnie nie zainwestował w latarkę i mentalnie dalej jest w XIX wieku. I te naleciałości kodeksu Haysa, bo renifery jak normalne zwierzęta hasają na golasa, ale już matka Rudolfa nosi półdługą sukienkę XD.
I przy okazji rok temu powstał polski dubbing. Robiła to ekipa od IZ-Text, ale nie kaleczy uszu i nieco postarali się, by audio nieco współgrało ze starym obrazem. I klimatu daje Stanisław Heropolitański jako narrator i przynajmniej w jakiś sposób utrwali się jego głos (bo ścieżki lektorskie to pewnie są lost media). Też ciekawym faktem jest to, że imiona mikołajowego zaprzęgu wzięto z Rudolfa z 1998 roku zamiast już ustandaryzowanego spisu imion.
7/10
W tym roku przez grudzień coś na pewno obejrzę i zamieszę opinie, ale raczej będzie to nieregularne względem poprzednich lat, bo szczerze mówiąc nastąpiło u mnie zmęczenie materiału i nie mam głowy do oglądania w dzień w dzień.
01-12-2025, 13:54





