(22-12-2025, 10:16)shamar napisał(a): Gdzie "Scrooged"?
Tutaj. Scrooged był oglądany 4 lata temu.
Vacanze di Natale '95 - w końcu piosenka czołówkowa adekwatna do tematu J. I pierwsza scena też komediowo przerysowana. Tym razem bohaterowie zamiast spędzać święta we Włoszech, to robią to w USA. Jak wspominałem, przy poprzednich odsłonach była kilkuwątkowa produkcja. Ale tu są tylko dwa wątki - jeden jak córka jednego gościa zakochuje się w Luke'u Perrym, a drugi jak drugi gość chce pojednać z żoną, a natrafia na jej bliźniaczkę.
Wystąiło zwiększenie humoru slapstickowego (jak zagipsowany w całości połamaniec), jak i tego abstrakcyjnego. Jak np. ROBIENIE WSZYSTKIEGO na nartach. I nie odmówię rozmachu przy scenach ze śniegowymi sportami. Jak na prostą komedyjkę w całym cyklu przebitki na wyczyny robią wrażenie.
Tym razem lata 90. wjechały na pełnej - porządniejsza taśma, flanele i dżinsy, świetliste dyskoteki, a w muzyczce eurobicik. A muzyka też mocno nostalgiczna dla mnie - Scatman John, solowa Annie Lenox. Zagipsowany w całości połamaniec. I mniej poprawności politycznej, bo jeden z bohaterów przypadkowo trafia na pokój zniewieściałego wąsacza z Wyspy Pięknych Mężczyzn, a drugi ma powtarzający się gag, gdzie komediowo zderza z jakimś Murzynem. I też więcej golizny - zarówno tej damskiej, jak i męskiej. A potem uczestniczy w zapasach w kisielu z dziołchami.
Też stałym elementem są dwaj aktorzy, którzy grali w poprzednich częściach i za każdym razem wcielają się w kogo innego. I z tego powodu zrobię prztyk do Listów do M., bo skoro TVN chce koniecznie zachowywać Adamczyków i Karolaków, to czemu nie mogą za każdym w nowych rolach i historiach tylko kontynuują ten jeden wątek?
6/10
The Town Santa Forgot - zaciekawiłem się tytułem. I po przeczytaniu streszczenia na wiki, postanowiłem to obejrzeć z siostrzeńcem. I jednocześnie wprowadzić nieco pedagogiki wstydu w młodym, bo trochę został rozpuszczony ;). A nawet siostrzeniec się głośno spytał, co z tym bachorem nie tak. W stylu Grincha, bo narracja i dialogi są konsekwentnie w rymach. Animacja i styl graficzne ładne i choć to robiła Hanna Barbera (której specjały oglądałem 2-4. grudnia), to już ten czas, gdy zmieniała się w Cartoon Network. I polska wersja była właśnie CN. Siostra uprzedzona jest do Cartoon Network, bo "tam leciały głupie rzeczy" i średnio była zadowolona, że mu puszczam niezbyt pedgaogiczne rzeczy. Dlatego nie oceniajcie po okładce, bo sporo wciska słusznego przesłania, by nie być egoistą i dawać coś od siebie. Trochę moralizatorskie i pod sam koniec młody chciał skończyć, bo ogarnąl przesłanie. Jak na małą rzecz, spoko się oglądał. Siostrzeńcowi się podobało.
7/10
Flip i Flap w krainie cudów - nareszcie za mną ten tytuł z Flipem i Flapem. Leciał w Pionierze z okazji 130-lecia kina, a że film widnieje jako świąteczny i zjawia się Mikołaj (choć akcja dzieje się w lipcu, co stwierdza sam zły), to zasuwam. Tym razem mało osób na sali, bo to nie jest aż tak kultowy tytuł, a popularność obu panów w Polsce przykryła się kurzem. Co mnie zaskoczyło, to trochę dzieciaków było, bo jednak to bardzo wiekowy i z podobnych okresowo staroci to lepiej wszedłby np. Czarnoksiężnik z krainy Oz. Był jakiś ojciec z kilkuletnią córeczką, po której słychać było, iż się nudziła, bo pytała kiedy koniec. Ale z kolei bała się sceny, jak Barnaba z Diabłami Piszczałkami robił wjazd na krainę zabawek, więc przy innych tonach się sprawdza.
I jednak publika się śmiała przy niektórych sekwencjach. Sam współdzieliłem z widzami śmiech, kiedy Flip każe zdecydować władzom czy chcą żywego czy martwego. Najwięcej się ludzie śmieli się na ślubie Barnaby i wynikłych konsekwencji ;). Też mnie rozwaliła bezpośredniość Tom-Toma w zalotach do Bo-Peep, bo również nie ukrywa, że chce zamoczyć pęto i nawet zakuwa ja w dyby, by wyznała mu miłość. Ale laska go woli, bo mimo bycia odpustowym Piotrusiem Panem jest młody i przystojny. A Flip i Flap chcą zabić złego, by dostać nagrodę.
Historia dzieje właściwie z perspektywy comic reliefów i nie wiem czy nie lepiej byłoby, gdyby powstał jako samodzielna adaptacja aniżeli końc pociągowy dla Flipa i Flapa. Z drugiej strony, para zakochańców bezbarwna i przewidywalna jak diabli, i każdy jest ciekawszy. Z kolei Barnaba nie jest głupi, bo w kieszeniach na złodziei nosi pułapki na myszy i też wietrzy podstęp że strony Flipa & Flapa.
Byłem zaskoczony rozmachem inscenizacyjnym. Hal Roach nie szczędził scenografii, a całość jest całkiem różnorodna i wiarygodnie bajkowa. Także pojawiają się efekty specjalne, jak poklatkowe żołnierzyki (które w większości są grane przez aktorów kroczących jak Terminatory). A to jeszcze czasy sprzed Czarnoksiężnika z krainy Oz i Królewny Śnieżki. A zamiast dać aktorom grającym zwierzęta symboliczne malunek, to sprawili im pełne realistyczne fursuity, trochę z dzisiejszej poerspektywy mogą być creepy. Jak ta przeklęta Myszka Miki grana przez męczoną małpkę (bo wtedy wszysyc męczyli zwierzątka). Też taka ciekawostka - Disney nie miał żadnego problemu z użyczeniem Mikiego, a także dał zgodę na użycie Who's Afraid of the Big Bad Wolf? - coś, wobec czego obecny koncern używając jego nazwiska nadaremno dostałby apopleksji. Minusem realizacji jest to, że nie starczyło pieniędzy na kolorową taśmę i dopiero po latach zrobili koloryzację, która wygląda dośc wyblakło. I wielka szkoda, że jednak nie zrobili w kolorze, bo na pewno byłoby co podziwiać.
7/10
23-12-2025, 23:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2026, 21:12 przez OGPUEE.)






