Scrooge (1951) - podobnoż najbardziej definitywna adaptacji Opowieści wigilijnej. Zaczyna się muzyką jak z jakiegoś sensacyjnego horroru. Tak jak w wersji z 1935 r. świat znów jest surowszy. A też jest "god bless you" i "stille nacht".
A także to takie podejście w grozę. Scena nawiedzania Marleya nakręcona horrorowo i realistycznie, bo każdy by się dygał ze strachu. I czuć tu cierpienie Marleya za jego grzechy. I nic dziwnego, że Scrooge ma potem opory przed podróżą z bardziej przyjaznymi duchami. I nie dziwi jego przypływ radości, skoro miał naprawdę upiorną i traumatyzującą noc. A jak Scrooge po przygodach zmienia nastawienie, to służąca wybiega z krzykiem, myśląc że go opętało :D.
Alastair Sim całkiem wypadł fajnie. Jego Scrooge to nie wiecznie wykrzywiony goblin skrzeczący co chwila "Ba hambag!", a pokazany jako normalny everyman. I w pierwszej rozmowie z Fredem to ten się z nim żre (bo ma wąty, że śmiał wziąć ślub). I jest jako tako serdeczny wobec Cratchita. Także dobranego aktora dali do młodego Ebenezera. I sporo pokazują przeszłości Ebenezera, bo ta stanowi niemal połowę filmu.
7/10 i choć to faktycznie jedna z lepszych adaptacji książki i warto ją obczaić, to jednak jest jedna, lepsza wersja. A jest to..
Opowieść wigilijna (1984) - był to mój pierwszy kontakt z Opowieścią wigilijną . I wreszcie zdecydowałem powtórzyć. Fun fact - reżyser tej wersji pracował jako montażysta z 1951 roku. I w sumie widać, bo tu też jest szorstkość świata przedstawionego, chociażby zaczyna się zamglonym Londynem prowadzającym katafalk z Marleyem. Jak i horroru, bo to zdecydowanie najmroczniejsza adaptacja. Już droga do domu jest napełniona podbudową do nadchodzącej grozy (co kontrastowało z poprzednimi pogodnymi obrazkami Londynu). I dalej jest nie lepiej. Dzieci pod szatą Ducha Teraźniejszości są naprawdę straszne, a Duch Przyszłości wydaje z siebie jakiś odstręczające skrzypienie. Ale w przeciwieństwie do wersji Zemeckisa mrok jest naturalny i pamiętał, że jednak jej przesłaniem jest ciepło świąteczne. I mimo zamglonych ściemnionych kolorów wylewa się ta radość z nadchodzących świąt. I w przeszłości Scrooge'a są jednak przyjemne wspomnienia.
Też George C. Scott jest w czołówce najlepszych Ebenezerów. W tej interpretacji jest przede wszystkim zgorzkniały. A także wykazuje chłodnym racjonalizmem i analizą, bo wpierw myśli, że duch Marleya to jakiś omam, a gdy przenosi się w czasie, autentycznie myśli że to z automatu oznacza interakcję z otoczeniem. Lecz pomimo oschłości, jest wciąż w głębi duszy ludzki, np. przy pierwszym spotkaniu z Tiny Timem nie przegania go i prowadzi uprzejmą rozmowę. I też powiedzieli, że dzieciak ma słabe ciało i dlatego ma szanse na przekręcenie się. I wreszcie to adaptacja, gdzie Scrooge domyśla się, kto jest tym umarlakiem, po którym nikt nie płacze. Nie ma się co oszukiwać - każdy na jego miejscu połączyłby fakty. Co też robi Scrooge, ale wypiera z siebie tę informację.
I jak na produkcję telewizyjną nie można odmówić rozmachu realizacyjnego i spokojnie mógłby mieć kinową premierę.
8/10 i to najlepsza ekranizacja Opowieści wigilijnej, a przynajmniej na podium.
Opowieść wigilijna (1997) - widziane raz na Super RTL po niemiecku. Teraz po polsku. Pamiętam pacholęce zaskoczenie, że to Duch Teraźniejszości jest płci żeńskiej, bo zwykle ta rola przypadła Duchowi Przeszłości. Co teraz mnie zaskoczyło przy powtórce, to dość porządna obsada głosowa - że Tim Curry gra Scrooge'a to wiedziałem, ale tu są również Whoopi Goldberg, Michael York czy Ed Asner.
Zapamiętałem jako bardziej przyjazny. Scrooge to kawał mendy i nawet jest scena, gdy patrzy z wzgardliwie na matkę żebraczkę. A robiło DiC Animation, a to jedna z tych taśmowych ekranizacji na TV. No niby są piosenki będące wodą po kisielu Menkena, Scrooge ma buldoga-comic reliefa (który jest takim samym antypatycznym lujem) i całość jest bezpieczna i z pluszowym mrokiem. A jednak trochę włożyli tego wysiłku i jak trzeba, to nie wygładzają tych najsmutniejszych momentów, bo Mały Tim nadal umiera w złej przyszłości i jest przebitka na trupa Scrooge'a (co prawda przykryte całunem, ale trup to trup). I realizacyjnie całkiem w porządku i nawet postarali o jakieś bajeranckie efekty CGI. Wygląd Scrooge'a dokładnie tak wyobrażałem - esencja starego zgreda, którym straszy się dzieci i w innym filmie animowanym byłby złoczyńcą. Robiło to DiC, ze swoimi ograniczeniami i przyzwyczajeniami pod widzów. I nawet szanuję wybory graficzne. Normalnie w filmach dla dzieci, jak główny bohater jest palantem... to jest przyjazny dla oka. Tu nie. Jak jakiś dzieciak nie zna treści Opowieści wigilijnej to będzie zaskoczony, iż to ten stary skurwiel (a jest naprawdę jest nieprzyjemny, bo jest gotów bić dzieci) jest głównym bohaterem, a nie Cratchit.
Nadaje się jako dobre wprowadzenie dzieci do Opowieści wigilijnej. Także polski dubbing trochę włożył wysiłku, bo choć robili weterani łódzkiego oddziału SOF (a jakość tych dubbingów często pozostawiała do życzenia), to nie kaleczy uszu, szczególnie że wzięli autentycznego starca do roli głównej (i Krukowski spisuje się znakomicie). No i dubbing w jednym momencie wspomina się o aspekcie religijnym świąt. Mnie co dziwi, że nie zdubbingowali piosenek. O tyle polska telewizja była przytomna, by dać napisy podczas numerów muzycznych. I pewnie dlatego znaczek 7+, bo młodzież już umie czytać.
6/10, ale podwyższę o 7/10 za to jakie dobre wrażenie pozostawił
A także to takie podejście w grozę. Scena nawiedzania Marleya nakręcona horrorowo i realistycznie, bo każdy by się dygał ze strachu. I czuć tu cierpienie Marleya za jego grzechy. I nic dziwnego, że Scrooge ma potem opory przed podróżą z bardziej przyjaznymi duchami. I nie dziwi jego przypływ radości, skoro miał naprawdę upiorną i traumatyzującą noc. A jak Scrooge po przygodach zmienia nastawienie, to służąca wybiega z krzykiem, myśląc że go opętało :D.
Alastair Sim całkiem wypadł fajnie. Jego Scrooge to nie wiecznie wykrzywiony goblin skrzeczący co chwila "Ba hambag!", a pokazany jako normalny everyman. I w pierwszej rozmowie z Fredem to ten się z nim żre (bo ma wąty, że śmiał wziąć ślub). I jest jako tako serdeczny wobec Cratchita. Także dobranego aktora dali do młodego Ebenezera. I sporo pokazują przeszłości Ebenezera, bo ta stanowi niemal połowę filmu.
7/10 i choć to faktycznie jedna z lepszych adaptacji książki i warto ją obczaić, to jednak jest jedna, lepsza wersja. A jest to..
Opowieść wigilijna (1984) - był to mój pierwszy kontakt z Opowieścią wigilijną . I wreszcie zdecydowałem powtórzyć. Fun fact - reżyser tej wersji pracował jako montażysta z 1951 roku. I w sumie widać, bo tu też jest szorstkość świata przedstawionego, chociażby zaczyna się zamglonym Londynem prowadzającym katafalk z Marleyem. Jak i horroru, bo to zdecydowanie najmroczniejsza adaptacja. Już droga do domu jest napełniona podbudową do nadchodzącej grozy (co kontrastowało z poprzednimi pogodnymi obrazkami Londynu). I dalej jest nie lepiej. Dzieci pod szatą Ducha Teraźniejszości są naprawdę straszne, a Duch Przyszłości wydaje z siebie jakiś odstręczające skrzypienie. Ale w przeciwieństwie do wersji Zemeckisa mrok jest naturalny i pamiętał, że jednak jej przesłaniem jest ciepło świąteczne. I mimo zamglonych ściemnionych kolorów wylewa się ta radość z nadchodzących świąt. I w przeszłości Scrooge'a są jednak przyjemne wspomnienia.
Też George C. Scott jest w czołówce najlepszych Ebenezerów. W tej interpretacji jest przede wszystkim zgorzkniały. A także wykazuje chłodnym racjonalizmem i analizą, bo wpierw myśli, że duch Marleya to jakiś omam, a gdy przenosi się w czasie, autentycznie myśli że to z automatu oznacza interakcję z otoczeniem. Lecz pomimo oschłości, jest wciąż w głębi duszy ludzki, np. przy pierwszym spotkaniu z Tiny Timem nie przegania go i prowadzi uprzejmą rozmowę. I też powiedzieli, że dzieciak ma słabe ciało i dlatego ma szanse na przekręcenie się. I wreszcie to adaptacja, gdzie Scrooge domyśla się, kto jest tym umarlakiem, po którym nikt nie płacze. Nie ma się co oszukiwać - każdy na jego miejscu połączyłby fakty. Co też robi Scrooge, ale wypiera z siebie tę informację.
I jak na produkcję telewizyjną nie można odmówić rozmachu realizacyjnego i spokojnie mógłby mieć kinową premierę.
8/10 i to najlepsza ekranizacja Opowieści wigilijnej, a przynajmniej na podium.
Opowieść wigilijna (1997) - widziane raz na Super RTL po niemiecku. Teraz po polsku. Pamiętam pacholęce zaskoczenie, że to Duch Teraźniejszości jest płci żeńskiej, bo zwykle ta rola przypadła Duchowi Przeszłości. Co teraz mnie zaskoczyło przy powtórce, to dość porządna obsada głosowa - że Tim Curry gra Scrooge'a to wiedziałem, ale tu są również Whoopi Goldberg, Michael York czy Ed Asner.
Zapamiętałem jako bardziej przyjazny. Scrooge to kawał mendy i nawet jest scena, gdy patrzy z wzgardliwie na matkę żebraczkę. A robiło DiC Animation, a to jedna z tych taśmowych ekranizacji na TV. No niby są piosenki będące wodą po kisielu Menkena, Scrooge ma buldoga-comic reliefa (który jest takim samym antypatycznym lujem) i całość jest bezpieczna i z pluszowym mrokiem. A jednak trochę włożyli tego wysiłku i jak trzeba, to nie wygładzają tych najsmutniejszych momentów, bo Mały Tim nadal umiera w złej przyszłości i jest przebitka na trupa Scrooge'a (co prawda przykryte całunem, ale trup to trup). I realizacyjnie całkiem w porządku i nawet postarali o jakieś bajeranckie efekty CGI. Wygląd Scrooge'a dokładnie tak wyobrażałem - esencja starego zgreda, którym straszy się dzieci i w innym filmie animowanym byłby złoczyńcą. Robiło to DiC, ze swoimi ograniczeniami i przyzwyczajeniami pod widzów. I nawet szanuję wybory graficzne. Normalnie w filmach dla dzieci, jak główny bohater jest palantem... to jest przyjazny dla oka. Tu nie. Jak jakiś dzieciak nie zna treści Opowieści wigilijnej to będzie zaskoczony, iż to ten stary skurwiel (a jest naprawdę jest nieprzyjemny, bo jest gotów bić dzieci) jest głównym bohaterem, a nie Cratchit.
Nadaje się jako dobre wprowadzenie dzieci do Opowieści wigilijnej. Także polski dubbing trochę włożył wysiłku, bo choć robili weterani łódzkiego oddziału SOF (a jakość tych dubbingów często pozostawiała do życzenia), to nie kaleczy uszu, szczególnie że wzięli autentycznego starca do roli głównej (i Krukowski spisuje się znakomicie). No i dubbing w jednym momencie wspomina się o aspekcie religijnym świąt. Mnie co dziwi, że nie zdubbingowali piosenek. O tyle polska telewizja była przytomna, by dać napisy podczas numerów muzycznych. I pewnie dlatego znaczek 7+, bo młodzież już umie czytać.
6/10, ale podwyższę o 7/10 za to jakie dobre wrażenie pozostawił
21-12-2025, 23:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-03-2026, 17:12 przez OGPUEE.)





