niebotyczny film! ślina mi cieknie z psyka na samą myśl o nim. wysokooktanowa, ultra energetyzująca mieszanka wybuchowa, techniczny majstersztyk, dopieszczony do granic ludzkich możliwości, fenomenalnie sfotografowany, z plejadą kapitalnych postaci (sadzący przyczajki eric bana w roli zimnokrwistego snajpera to numer jeden w peletonie komandosów scotta). poza tym to istna rzeźnia, angażująca sensorycznie i emocjonalnie bez reszty - trwająca nieprzerwanie przez 120 minut z hakiem wycieńczająca wymiana ognia między anonimowym zbiorowiskiem rozwścieczonej somalijskiej dziczy a garstką bohaterskich żołdaków w pustynnych moro uniformach. żadnych dygresji czy podróży do domu celem podejrzenia rodzin wyczekujących w napięciu na wieści z frontu. zamiast tego lądujemy w samym epicentrum wojny. szacun dla twórców za brawure!
amerykanie nigdy nie byli tak dobrzy (i konsekwentni) w stawianiu pomników swoim poległym. wizja scotta jest cholernie spójna, konkretna i mega nieobliczalna w kreowaniu wojennego chaosu. szczątkowe dialogi - wyjąwszy finałowe blubranie z offu o dupie maryni - są po prostu genialne i wala po łbie równie mocno, co scena z moździerzem trafiającym w humvee i grzęznącym w ciele kierowcy. zdaje sobie sprawę, ze wiele przemilczano, ze jankeski żołnierz nie czyni tu niegodziwości, nie strzela do dzieci, nie profanuje grobów, nie gwałci kobiet (zanim odda strzał do niewiasty z granatem, dwukrotnie krzyknie w jej stronę, by się nie zbliżała), ale nie przeszkadza mi to absolutnie - pomijając prosty fakt, że black hawk koncentruje sie wyłącznie na permanentnej walce o przetrwanie w ekstremalnych warunkach labiryntowego miasta i nie ma w nim czasu na niszczenie obcej kultury, to tak sie składa, że mam ostatnio po dziurki w nosie rozrachunkowej, indoktrynującej kwasówy. film ridleya jawi się w moim odbiorze jako ideał kina wojennego. jedno ujęcie z black hawka i wszystko staje się raptem jasne: rozgrzana łuska wypluta przez działko UH-60 wpadające za koszule josha hartnetta - CZAD! nakręcona przez starszego ze scottów historia o tragedii trzydziestu rangersów w mogadishu zrobiła na mnie nieskończenie większe wrażenie niż zrobiona przez wieszcza narodowa tragedia dwudziestu tysięcy polskich oficerów. do refleksji!
![[Obrazek: blackhawk.jpg]](http://www.theronin.co.uk/blog/images/blackhawk.jpg)
pamiętna kwestia - Harell (przez radio): Black Hawk down, we got a black hawk down!
najlepsza kwestia - McKnight: Motherfucker! Motherfucker!
amerykanie nigdy nie byli tak dobrzy (i konsekwentni) w stawianiu pomników swoim poległym. wizja scotta jest cholernie spójna, konkretna i mega nieobliczalna w kreowaniu wojennego chaosu. szczątkowe dialogi - wyjąwszy finałowe blubranie z offu o dupie maryni - są po prostu genialne i wala po łbie równie mocno, co scena z moździerzem trafiającym w humvee i grzęznącym w ciele kierowcy. zdaje sobie sprawę, ze wiele przemilczano, ze jankeski żołnierz nie czyni tu niegodziwości, nie strzela do dzieci, nie profanuje grobów, nie gwałci kobiet (zanim odda strzał do niewiasty z granatem, dwukrotnie krzyknie w jej stronę, by się nie zbliżała), ale nie przeszkadza mi to absolutnie - pomijając prosty fakt, że black hawk koncentruje sie wyłącznie na permanentnej walce o przetrwanie w ekstremalnych warunkach labiryntowego miasta i nie ma w nim czasu na niszczenie obcej kultury, to tak sie składa, że mam ostatnio po dziurki w nosie rozrachunkowej, indoktrynującej kwasówy. film ridleya jawi się w moim odbiorze jako ideał kina wojennego. jedno ujęcie z black hawka i wszystko staje się raptem jasne: rozgrzana łuska wypluta przez działko UH-60 wpadające za koszule josha hartnetta - CZAD! nakręcona przez starszego ze scottów historia o tragedii trzydziestu rangersów w mogadishu zrobiła na mnie nieskończenie większe wrażenie niż zrobiona przez wieszcza narodowa tragedia dwudziestu tysięcy polskich oficerów. do refleksji!
![[Obrazek: blackhawk.jpg]](http://www.theronin.co.uk/blog/images/blackhawk.jpg)
pamiętna kwestia - Harell (przez radio): Black Hawk down, we got a black hawk down!
najlepsza kwestia - McKnight: Motherfucker! Motherfucker!
02-02-2009, 19:49






