Łabędzie nutki - jak widać Richard Rich lubi kontynuować tematykę łabędzią, bo ekranizuje kolejne IP związane z tymi ptakami, bo od E.B. White'a. Ktoś chyba pomylił drogę dystrybucyjną. Miał premierę w kinach, a animacja słabsza, bardziej jak do telewizji. Nawet czcionka w napisach końcowych jest dość uboga. Muzyka czasem przypomina jak wstęp piosenek z późnych lat 90. i wczesnych 2000s.
I choć film jest krótszy do poprzedniego Stracha na wróble, to ma gorsze tempo i sprawia wrażenie dłuższego metrażu. Fabuła równie słaba będąca zlepkiem różnych kawałków i motywów, w większości to bezbarwny romans. A złoczyńcą jest ten każdy dupek-jock/panicz z komedii romantycznych, grany przez Setha Greena. I jego postać ma mieć najlepszy wokal, co w praktyce źle, ponieważ Seth Green to nie Violetta Villas. Przynajmniej rodzina i otoczenie nie jebie głównego bohatera za bycie niemym. O właśnie, mimo, że główny bohater to niemowa, to jednak słychać jego myśli niczym w pierwszym animowanym Garfieldzie, bo widocznie uznano bohater niemowa nie pociągnie widowni. Też niezbyt lotny, bo chcąc zarobić, wchodzi w spółkę z jakimś obtartusem, po którym widać że to oczywisty szuler (i sam to dostrzega!). Aha, chce zarobić, bo jego ojciec ma doła, że ukradł trąbkę dla syna (mimo, że ptaki raczej nie rozumieją konceptu kradzieży, zwłaszcza tych innych dwunogów, a raczej właściciel nie będzie wzywał bagiet czy RDOŚ).
Zdecydowani najsłabszy film Richa (CGI-sequeli Księżniczki łabędzi nie widziałem, ale nie będę tracić czasu na oczywisty chłam). Król i ja to przynajmniej był jakiś. A to jest tak mdłe i bezbarwne, że aż do zapomnienia.
2,5/10
Once Upon a Forest - widziałem ze dwa razy w życiu za dzieciaka. Wpierw na niemieckiej TV, potem na polskiej TV. Polskiego dubbingu nie ma, bo każdy VHS nie będący Warnerem/Disneyem dawał z lenistwa lektora, a Polsat też ubóstwiał lektora.
Na pewno pochwalę, że przesłanie ekologiczne jest wyważone. Za katastrofę nie odpowiada przerysowany kapitalista, tylko to był wypadek i ludzie odrazy chcą naprawić syf, który wywołali. I nikt nie robi ze złej woli, tylko zwykłego niedbalstwa. Stawiam dlatego, że u współproducentem była Wielka Brytania. I też faktycznie dzieje się w Europie, bo w USA borsuki wyglądają inaczej i są tu wiewiórki rude, więc nie ma przypadku, że Amerykanie wykażą się ignorancją powodującą wkurw u Europejczyków :).
Chociaż nie, przyczepię się złośliwie. Pomijam, że borsuki chętnie polują na gryzonie i inną zwierzęcą drobnicę. Przede wszystkim w tym filmie są tego samego rozmiaru co myszy, krety i jeże, gdy wiadomo że borsuki są sto razy większe. I też ironiczne, że najbardziej antagonistycznym gryzoniem jest rdzenna wiewiórka ruda, która w UK jest zagrożona przez inwazyjną wiewiórkę szarą :) (przynajmniej nie jest szczur). Przynajmniej sowa to potwór, zamiast być nobliwym mędrcem jest jak w naturze, czyli to praktycznie odpowiednik mordercy ze slashera. Choć tutaj widzę niekonsekwencję - wszystkie zwierzaki są zantropomorfizowane, noszą ludzkie ubrania i fryzura i nie ma barier językowych, a płomykówka to realistyczny zwierz bez ubrania i zdolności mowy. I dałoby się przymknąć oko, gdyby nie fakt, że są tu antropomorficzne strzyżyki. I też twórcy zrobili jedną nieumyślność. Strzyżyki są kodowane jako afroamerykańskie. I są na tyle głupie, że jak jakiś nieszczęśnik siedzi jedynie po kostki w bagnie, to nikt wpadnie, że można osobnika odratować przy pomocy prostej dźwigni. I na to wpadają gryzonie. A i sowa jest pokazana jako tępa, bo nabrała się na łatwy trik.
![[Obrazek: 57904c299f543dcb0669c492385e3aa8.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/57/90/4c/57904c299f543dcb0669c492385e3aa8.jpg)
Fabuła prosta, ale ujdzie. Dobrze poprowadzeni bohaterowie dziecięcy i dobrze są zagrani. Najwięcej osobowości ma Abigail i jest pisana tak, że mogłaby być dowolnej płci. A także potrafił być ryzykowny i uśmiercić pewne postacie. Animacja całkiem ładna, aczkolwiek od momentu starcia z płomykówką animacja staje jakaś się jakaś gorsza - dziwne ruchy, mniejsza płynność itd. Czytałem, że oryginalnie miało iść jako film telewizyjny, stąd pewnie nie konsekwencja w jakości (jak i relatywny krótki czas trwania). Może wtedy nie bombnął by w kinach.
7/10
Dolina paproci - pierwsze co muszę pochwalić to prześliczna animacja. Z bogatymi tłami, płynnymi ruchami, ładną kreską (te wszystkie fotorealistyczne zwierzęta!) czy subtelnym użyciem CGI, przez co pod tym względem film tak się nie starzeje jak np. Aladyn z tego samego roku. I tym bardziej to dobre, gdyż nie robiła tego większa wytwórnia czy tytan pokroju Blutha, a jakaś niezależna firma. Dobrze wydane dolary. Z koeli piosenki na jedno kopyto i taka dobra, to ta głównego złego. Szkoda, że do tej pory nie wypłynął polski dubbing z Canal+, bo na pewno był dobry. A fabuła? Cóż, przesłanie ekologiczne tu jest dość ciężką ręką przekazane, że wycinka w australijskie Białowieży jest zła i w ogóle, ale też nie portretuje ludzi jako złych. Drwale po prostu wykonują swoją pracę i jedynie winni są ignorancji. Wszak główną postacią ludzką jest robol, który nie ma świadomości ekologicznej, ale generalnie jest spoko ziomkiem i hip-cool extreme studenciakiem. A jego współpracownicy to komediowe spoko-głąby. Co muszę też przyznać, to że dochody przeznaczyli na ochronę środowiska.
Odnośnie jeszcze fabuły, nie jest w sumie powiedziane kim jest rudy wróżek grany przez Christiana Slatera dla Crysty, chłopakiem, bratem, gejowskim kumplem? Crysty. Nie wiadomo. Ale z drugiej strony też pochwalę, że to kolejny film z liar revealed, bez tej całej żenady charakteryzującą ową kliszę. Kłamstwo jest sprzedane jako wiarygodne i dano dobry powód do jego zastosowani, a osoby zranione (które i tak były uprzedzone) tak szybko nie przebaczają. I nie ma jakiegoś 10-minutowego fillera jak to kłamcy jest przykro (a kłamca zamiast tego od razu działa, by wypić nawarzone piwo) i gdy trzeba pokonać to obie strony bez ceregieli ze sobą współpracują.
Odnośnie jeszcze fabuły, skoro to Australia, a elfy są tu rodzime (fajny myk, że żyjąc z dala od ludzi, traktują ich jako istoty z bajek), to na logikę powinny być czarnoskóre. No chyba, że u istot magicznych też były jakieś wiksy z kolonializmem czy zsyłaniem na karne wyspy i film woli o tym nie wspominać ze względu na docelową widownię ;).
I przyznam ciekawsze są kulisy i nieczyste zagrywki ze strony Disneya, a właściwie Katzenberga, który chciał wyperswadować Robinowi Williamsowi udział w tym (bo w tym samym roku wychodził w/w Aladyn). A Williams pokazał mu faka, ponieważ urzekło go przesłanie, plus podminowało wydymanie przez marketing Disneya. A jak jeszcze mówię o Myszy, z zaskoczeniem odkryłem, że Król lew nie jest pierwszym animowany projektem Eltona Johna.
Jakby trochę zmniejszyć nachalność przesłania, to byłby bardzo dobry film. Bo w przeciwieństwie do innych nie-disneyowskich filmów zarobił przyzwoite pieniądze (i co za tym idzie dostał obligatoryjny słaby sequel na VHSa). A tak to jest znośny, ale przyzwoity.
6/10
I choć film jest krótszy do poprzedniego Stracha na wróble, to ma gorsze tempo i sprawia wrażenie dłuższego metrażu. Fabuła równie słaba będąca zlepkiem różnych kawałków i motywów, w większości to bezbarwny romans. A złoczyńcą jest ten każdy dupek-jock/panicz z komedii romantycznych, grany przez Setha Greena. I jego postać ma mieć najlepszy wokal, co w praktyce źle, ponieważ Seth Green to nie Violetta Villas. Przynajmniej rodzina i otoczenie nie jebie głównego bohatera za bycie niemym. O właśnie, mimo, że główny bohater to niemowa, to jednak słychać jego myśli niczym w pierwszym animowanym Garfieldzie, bo widocznie uznano bohater niemowa nie pociągnie widowni. Też niezbyt lotny, bo chcąc zarobić, wchodzi w spółkę z jakimś obtartusem, po którym widać że to oczywisty szuler (i sam to dostrzega!). Aha, chce zarobić, bo jego ojciec ma doła, że ukradł trąbkę dla syna (mimo, że ptaki raczej nie rozumieją konceptu kradzieży, zwłaszcza tych innych dwunogów, a raczej właściciel nie będzie wzywał bagiet czy RDOŚ).
Zdecydowani najsłabszy film Richa (CGI-sequeli Księżniczki łabędzi nie widziałem, ale nie będę tracić czasu na oczywisty chłam). Król i ja to przynajmniej był jakiś. A to jest tak mdłe i bezbarwne, że aż do zapomnienia.
2,5/10
Once Upon a Forest - widziałem ze dwa razy w życiu za dzieciaka. Wpierw na niemieckiej TV, potem na polskiej TV. Polskiego dubbingu nie ma, bo każdy VHS nie będący Warnerem/Disneyem dawał z lenistwa lektora, a Polsat też ubóstwiał lektora.
Na pewno pochwalę, że przesłanie ekologiczne jest wyważone. Za katastrofę nie odpowiada przerysowany kapitalista, tylko to był wypadek i ludzie odrazy chcą naprawić syf, który wywołali. I nikt nie robi ze złej woli, tylko zwykłego niedbalstwa. Stawiam dlatego, że u współproducentem była Wielka Brytania. I też faktycznie dzieje się w Europie, bo w USA borsuki wyglądają inaczej i są tu wiewiórki rude, więc nie ma przypadku, że Amerykanie wykażą się ignorancją powodującą wkurw u Europejczyków :).
Chociaż nie, przyczepię się złośliwie. Pomijam, że borsuki chętnie polują na gryzonie i inną zwierzęcą drobnicę. Przede wszystkim w tym filmie są tego samego rozmiaru co myszy, krety i jeże, gdy wiadomo że borsuki są sto razy większe. I też ironiczne, że najbardziej antagonistycznym gryzoniem jest rdzenna wiewiórka ruda, która w UK jest zagrożona przez inwazyjną wiewiórkę szarą :) (przynajmniej nie jest szczur). Przynajmniej sowa to potwór, zamiast być nobliwym mędrcem jest jak w naturze, czyli to praktycznie odpowiednik mordercy ze slashera. Choć tutaj widzę niekonsekwencję - wszystkie zwierzaki są zantropomorfizowane, noszą ludzkie ubrania i fryzura i nie ma barier językowych, a płomykówka to realistyczny zwierz bez ubrania i zdolności mowy. I dałoby się przymknąć oko, gdyby nie fakt, że są tu antropomorficzne strzyżyki. I też twórcy zrobili jedną nieumyślność. Strzyżyki są kodowane jako afroamerykańskie. I są na tyle głupie, że jak jakiś nieszczęśnik siedzi jedynie po kostki w bagnie, to nikt wpadnie, że można osobnika odratować przy pomocy prostej dźwigni. I na to wpadają gryzonie. A i sowa jest pokazana jako tępa, bo nabrała się na łatwy trik.
![[Obrazek: 57904c299f543dcb0669c492385e3aa8.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/57/90/4c/57904c299f543dcb0669c492385e3aa8.jpg)
Fabuła prosta, ale ujdzie. Dobrze poprowadzeni bohaterowie dziecięcy i dobrze są zagrani. Najwięcej osobowości ma Abigail i jest pisana tak, że mogłaby być dowolnej płci. A także potrafił być ryzykowny i uśmiercić pewne postacie. Animacja całkiem ładna, aczkolwiek od momentu starcia z płomykówką animacja staje jakaś się jakaś gorsza - dziwne ruchy, mniejsza płynność itd. Czytałem, że oryginalnie miało iść jako film telewizyjny, stąd pewnie nie konsekwencja w jakości (jak i relatywny krótki czas trwania). Może wtedy nie bombnął by w kinach.
7/10
Dolina paproci - pierwsze co muszę pochwalić to prześliczna animacja. Z bogatymi tłami, płynnymi ruchami, ładną kreską (te wszystkie fotorealistyczne zwierzęta!) czy subtelnym użyciem CGI, przez co pod tym względem film tak się nie starzeje jak np. Aladyn z tego samego roku. I tym bardziej to dobre, gdyż nie robiła tego większa wytwórnia czy tytan pokroju Blutha, a jakaś niezależna firma. Dobrze wydane dolary. Z koeli piosenki na jedno kopyto i taka dobra, to ta głównego złego. Szkoda, że do tej pory nie wypłynął polski dubbing z Canal+, bo na pewno był dobry. A fabuła? Cóż, przesłanie ekologiczne tu jest dość ciężką ręką przekazane, że wycinka w australijskie Białowieży jest zła i w ogóle, ale też nie portretuje ludzi jako złych. Drwale po prostu wykonują swoją pracę i jedynie winni są ignorancji. Wszak główną postacią ludzką jest robol, który nie ma świadomości ekologicznej, ale generalnie jest spoko ziomkiem i hip-cool extreme studenciakiem. A jego współpracownicy to komediowe spoko-głąby. Co muszę też przyznać, to że dochody przeznaczyli na ochronę środowiska.
Odnośnie jeszcze fabuły, nie jest w sumie powiedziane kim jest rudy wróżek grany przez Christiana Slatera dla Crysty, chłopakiem, bratem, gejowskim kumplem? Crysty. Nie wiadomo. Ale z drugiej strony też pochwalę, że to kolejny film z liar revealed, bez tej całej żenady charakteryzującą ową kliszę. Kłamstwo jest sprzedane jako wiarygodne i dano dobry powód do jego zastosowani, a osoby zranione (które i tak były uprzedzone) tak szybko nie przebaczają. I nie ma jakiegoś 10-minutowego fillera jak to kłamcy jest przykro (a kłamca zamiast tego od razu działa, by wypić nawarzone piwo) i gdy trzeba pokonać to obie strony bez ceregieli ze sobą współpracują.
Odnośnie jeszcze fabuły, skoro to Australia, a elfy są tu rodzime (fajny myk, że żyjąc z dala od ludzi, traktują ich jako istoty z bajek), to na logikę powinny być czarnoskóre. No chyba, że u istot magicznych też były jakieś wiksy z kolonializmem czy zsyłaniem na karne wyspy i film woli o tym nie wspominać ze względu na docelową widownię ;).
I przyznam ciekawsze są kulisy i nieczyste zagrywki ze strony Disneya, a właściwie Katzenberga, który chciał wyperswadować Robinowi Williamsowi udział w tym (bo w tym samym roku wychodził w/w Aladyn). A Williams pokazał mu faka, ponieważ urzekło go przesłanie, plus podminowało wydymanie przez marketing Disneya. A jak jeszcze mówię o Myszy, z zaskoczeniem odkryłem, że Król lew nie jest pierwszym animowany projektem Eltona Johna.
Jakby trochę zmniejszyć nachalność przesłania, to byłby bardzo dobry film. Bo w przeciwieństwie do innych nie-disneyowskich filmów zarobił przyzwoite pieniądze (i co za tym idzie dostał obligatoryjny słaby sequel na VHSa). A tak to jest znośny, ale przyzwoity.
6/10
10-04-2026, 21:09






