![[Obrazek: trailer-assault-on-wall-street-14313.jpg]](http://images.movieplayer.it/2013/05/13/trailer-assault-on-wall-street-14313.jpg)
Z tym Uwe Bollem to jest tak, że w trakcie wypuszczania kolejnych nieoglądalnych gniotów, co jakiś czas potrafi nas uraczyć całkiem solidnym filmem. Do tej pory udało się mu mnie zaskoczyć dwa razy - "Postal" i "Rampage" to tytuły, które zdecydowanie wybijają się na tle filmografii niemieckiego Eda Wooda. Minęło parę lat i wróg krytyków filmowych numer jeden postanowił po raz kolejny zrobić widzom niemałą niespodziankę.
"Assault on Wall Street" nie jest co prawda żadnym arcydziełem łamiącym schematy współczesnego kina, ale jak na poprzeczkę którą ustawił sobie Boll większością swoich filmów, jawi się jak coś niesamowicie dobrego. Fabuła jest dość prosta. Główny bohater w pewnym momencie traci oszczędności swojego życia. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej gdy u jego żony wykryty zostaje rak mózgu. Wkrótce Jim(bo tak nazywa się postać grana przez Dominica Purcella) zostaje bez pracy, pieniędzy i perspektyw. Jego sytuacja pogarsza z każdym dniem, a on sam jest coraz bardziej zdesperowany. Gdy zdaje sobie sprawę, że nie ma nic do stracenia, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Jak możecie się domyślić po tytule - robi to w dość radykalny sposób.
![[Obrazek: 1375377939_9_full.jpg]](http://3dplayer.pl/zdjecia/film/12411/1375377939_9_full.jpg)
2013 to chyba rok magiczny bo, mniej więcej w tym samym czasie, dwaj nędzni twórcy odbili się od dna i pokazali, że jeszcze coś tam potrafią. Jednak między "Pain and Gain" a "Assault on Wall Street" jest bardzo znacząca różnica. Dzieło Baya to głupkowata i efekciarska(choć sympatyczna) czarna komedia, która klimatem nawiązuje do jego debiutu. Jest to więc trochę skok w bok po takich "Transformersach", ale mimo wszystko nic nowego od twórcy "Bad Boys" nie dostaliśmy. Natomiast Boll postanowił zaryzykować i to bardzo. W czasach, w których trzęsąca się kamera i cięcia co pól sekundy są czymś powszechnym, niemiecki reżyser wypuścił na światło dzienne kameralny dramat, bardziej skupiający swoją uwagę na budowaniu postaci niż na scenach akcji. Kiedy ostatnio widzieliście film, w którym scena akcji następuje po mozolnym, ponad godzinnym wprowadzeniu?
"Assault on Wall Street" oczywiście nie spodobał się krytykom. Wygląda na to, że dziennikarze( a także wielu "zwykłych widzów ) będą objeżdżali od góry do dołu wszystko co stworzy Boll, nawet jakby udałoby mu się popełnić arcydzieło. Szkoda, bo na "Assault on Wall Street" naprawdę warto zwrócić uwagę. Dwa główne powody dlaczego :
+ aktorstwo - zwłaszcza Purcell w głównej roli. Swoją grą sprawia, że od razu identyfikujemy się z jego postacią, przeżywamy jego "upadek" i kibicujemy mu podczas finalnej zemsty.
+ ton/klimat - poważna, grobowa atmosfera. Zero przegiętych i przerysowanych scen znanych z poprzednich dzieł Bolla.
7/10
Uwe, udało ci się.
![[Obrazek: Assault-on-Wall-Street.jpg]](http://darkagent.blogsit.net/files/Assault-on-Wall-Street.jpg)
04-09-2013, 19:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-09-2013, 19:21 przez Strummer.)






