Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Negrin napisał(a):To nie jest tak, że BHD nie budzi refleksji. Owszem, budzi -- właśnie tą surowością.
Hitch napisał(a):BHD to czytsa esencja wojny. Na polu walki nie ma czasu na przemyslenia i filozoficzne dochodzenia. Jest wrog, ktorego trzeba zabic, niewazne juz czemu i po co.
amen, panowie. każdy inaczej, ale obydwaj trafiliście w sedno.
Monika napisał(a):Może teraz bardzo uproszczę ale BHD, to dla mnie film nie o wojnie
jak już kiedyś pisałem: bhd to nie film o wojnie, ale film wojenny, który niestety pod koniec nieporadnie i niepotrzebnie sili sie na powojenną refleksje (głos z offu). takowa refleksja była zbędna choćby z tej prostej przyczyny, że scott wszystko genialnie powiedział obrazem i żadne egzystencjalne smęcenie niczego by w tej materii nie poprawiło. ideał został osiągnięty wcześniej (coś jak NCFOM, gdzie zdziadziały szeryf smuty sadzi, choć wszystko jasno wynika z przebiegu zdarzeń).
pamiętacie motto filmu? only the dead have seen the end of war.
po dwóch godzinach nieprzerwanej rzezi cytat z platona (albo generała douglasa mcarthura - źródło do dzisiaj budzi wątpliwości) robi 10x większe wrażenie niz na początku.
03-02-2009, 18:15
.
Liczba postów: 28,050
Liczba wątków: 62
Elegancki film. Najbardziej mi się w nim podoba to, że nie próbuje udawać ważniejszego i mądrzejszego niż jest w rzeczywistości. Nikt nie ma grubszych rozkmin na temat tego czy amerykańscy żołnierze są potrzebni w Somalii czy nie, jeśli już tam są to walczą najlepiej jak potrafią, mają zabić kogo trzeba, a żeby uratować swoich kompanow zrobią wszystko, takie to fajne chłopaki. Konkretny jest również podział filmu - 25 minut na wprowadzenie, 105 na napierdalankę i 10 na pare scen w bazie po akcji. Dobrze czasami popatrzeć na marines w akcji, bardzo to lubię, bo tego rodzaju filmach mam ochotę zostać jednym z nich  Jeden szczególik który mi się mega podobał - kolo siedzi pod jakimś dużym karabinem maszynowym i wyciąga spod ubrania gorące łuski, które go parzą - świetne.
aa, teraz widzę, że Mental pisał o tych łuskach
Wie ktoś co się dzieje z Idziakiem? Ktoś kto zrobił zdjęcia do BHD powinien mieć propozycje kręcenia 10 filmów rocznie, a tutaj nic. Emeryturke już sobie pan Sławomir robi i kręci tylko od wielkiego dzwona?
12-12-2009, 12:27
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
i klasa hołd złożony amerykańskim rangerom.
obejrzyjcie go na blu reju i 50 calowej plazmie. ryj przy glebie, a kości sproszkowane.
ok, "najlepszy" to ciut za mocne określenie - na równi z Kompanią braci.
11-04-2010, 19:26
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Mental napisał(a):na równi z Kompanią braci
Nigdy.
BHD powala bezkompromisowym sposobem ukazania działań wojennych, ale problem z tym filmem mam taki, że nie pamiętam z niego ani jednej postaci. Nikogo. Z Kompanii natomiast wszystkich bez wyjątku i to zasadnicza różnica między tymi dziełami w mych oczach (które BHD w 1080p oglądały i się ze szczęścia popłakały : )
11-04-2010, 19:33
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
nie wiem, jak można nie pamiętać Erica Bany w kult-okularach zdejmującego ze snajpery tubylców. albo tych dwóch snajperów rozszarpywanych przez somalijską dzicz. ale walić to - Scott nakręcił arcydzieło.
11-04-2010, 19:34
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Pamiętam Erica Banę, pamiętam każdego aktora z tego filmu. Nie pamiętam BOHATERÓW : )
11-04-2010, 19:35
Nowy
Liczba postów: 231
Liczba wątków: 0
W tym filmie nie ma bohaterów jako takich, ale w sumie o to chodzi.
11-04-2010, 19:40
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Mental napisał(a):albo tych dwóch snajperów rozszarpywanych przez somalijską dzicz.
Najlepszy fragment filmu. Zdecydowanie tych dwóch kolesi jest dla mnie nie do pojęcia, co lepsze - to się wydarzyło naprawdę (tak, wiem : )). BHD to najpiękniej nakręcony film jaki widziałem.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
11-04-2010, 20:48
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,570
Liczba wątków: 67
Mierzwiak napisał(a):Pamiętam Erica Banę, pamiętam każdego aktora z tego filmu. Nie pamiętam BOHATERÓW : )
Na tym to polega - w BoB masz postaci, z którymi się identyfikujesz albo nie, w BHD masz żołnierzy, z którymi nie ma czasu na identyfikację.
11-04-2010, 20:54
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Ja pamiętam zawiązywanie tętnicy na żywca rannemu żołnierzowi. To zrobiło na mnie wielkie wrażenie.
11-04-2010, 20:54
Nowy
Liczba postów: 231
Liczba wątków: 0
Sprawa nie polega na tym, że nie ma czasu na identyfikację. To czy utożsamiam się z bohaterem czy nie to nie jest kwestia czasu ekranowego, ale wypadkowa inscenizacji i relacji ze światem przedstawionym. Tutaj postacie są światem przedstawionym i ich losy jako jednostkowych bohaterów są nam obojętne.
11-04-2010, 22:55
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Barnaby napisał(a):Tutaj postacie są światem przedstawionym i ich losy jako jednostkowych bohaterów są nam obojętne.
Przekonałeś mnie : )
11-04-2010, 23:01
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
ale Barnaby ma racje, Mierzwiak, jest dokładnie tak jak mówi - nie inaczej. ja nawet powiem więcej - BHD ma bardziej charakterystycznych bohaterów niż BoB, przy czym zdaje sobie sprawe, że to nie tyle zasługa postaci jako takich, ile właśnie owej inscenizacji, o której tak arcytrafnie napisał Barnaby.
11-04-2010, 23:07
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Pisałem serio Mentalu, nie robię sobie jaj. Przekonał mnie.
11-04-2010, 23:08
Nowy
Liczba postów: 231
Liczba wątków: 0
Dwa subiektywne spostrzeżenia:
1. Zdarzyło mi się obejrzeć wersję rozszerzoną filmu i jest ona, moim skromnym zdaniem gorsza. Dramaturgia historii nie zostaje wzbogacona, a cierpi na tym niestety rytm filmu. Jest ewentualność, że narzekam, bo wersję kinową widziałem najpierw. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że nawet gdybym najpierw obejrzał wersję rozszerzoną, to i tak wolałbym kinową  . Niemniej ta różnica jakościowa wskazuje czym jest ten film.
2. W kontekście "filmu o sprawie" słabo broni się końcówka filmu, gdzie postać, której najbliżej było do pełnokrwistego bohatera, ma udowodnić widzowi, że coś się w niej zmienilo. Niestety jest niewiarygodna z kilku powodów. Po pierwsze losy Eversmana nie były tematem filmu. Trudno wierzyć w przemianę bohatera gdy film nie jest o nim. Drugim, mniej oczywistym, może być forma monologu ostatnich myśli bohatera. Trudno mi powiedzieć na 100%, ale coś czuję, że każdy dialog dwóch postaci o tej samej sprawie byłby bardziej przejmujący. Tutaj pozbyto się jakiejkolwiek interakcji, a zostały tylko puste słowa. Nie lubię mówić w ten sposób, ale w tym przypadku rzeczywiście ten film mógł skończyć się wcześniej.
11-04-2010, 23:33
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,570
Liczba wątków: 67
Barnaby napisał(a):To czy utożsamiam się z bohaterem czy nie to nie jest kwestia czasu ekranowego
Nie chodziło o czas ekranowy, tylko natłok wydarzeń, w których nie ma na to miejsca.
11-04-2010, 23:59
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Barnaby napisał(a):Nie lubię mówić w ten sposób, ale w tym przypadku rzeczywiście ten film mógł skończyć się wcześniej.
końcówka BHD jest ewidentnie skopana i to nawet debil po państwowych studiach wychwyci. Scott na sile próbuje życiówki wciskać i jakieś umoralniające wstawki serwować ku pokrzepieniu serc - a wcześniej stronił od tego typu zagrań z konsekwencją godną zapamiętania.
12-04-2010, 00:02
Nowy
Liczba postów: 231
Liczba wątków: 0
Mefisto napisał(a):Nie chodziło o czas ekranowy, tylko natłok wydarzeń, w których nie ma na to miejsca.
Nie do końca rozumiem. Moim zdaniem "natłok wydarzeń" podobnie jak czas ekranowy nie mają wpływu na to czy bohater jest pełnowymiarowy czy nie. Film z założenia nie jest o kimś tylko o czymś i czymkolwiek to "coś" by nie było natłok wydarzeń lub jego brak nie mają na to wpływu. Pierwsze 30-40 minut filmu to wyjątkowo długa ekspozycja gdzie twórcy mieli dość czasu aby wyraźnie nakreślić sylwetkę przynajmniej jednego bohatera. Tak się nie stało, bo w kontekście tematu filmu jest to po prostu zbędne, a nawet więcej - byłoby to szkodliwe dla obrazu. Wiarygodny bohater musiałby być w jakimś stopniu katalizatorem wydarzeń ekranowych, a to w oczywisty sposób odciąga uwagę od "sprawy". Czy sprawa jest widowiskowa jak konflikt zbrojny w centrum afrykańskiego miasta czy absolutnie statyczna jak pojedynek szachowy, to punkt wyjścia i koncepcja reżyserska jest tutaj najważniejsza. Robimy film o czymś. Wątpię, żeby ktoś powiedział "Panowie, za dużo nam się tu na ekranie dzieje, olewamy bohaterów". Tak na marginesie to cała konstrukcja filmu jest nietypowa i szczerze mówiąc ciężko mi sobie przypomnieć coś przynajmniej zbliżonego do BHD w sposobie opowiadania.
Mental napisał(a):końcówka BHD jest ewidentnie skopana i to nawet debil po państwowych studiach wychwyci. Scott na sile próbuje życiówki wciskać i jakieś umoralniające wstawki serwować ku pokrzepieniu serc - a wcześniej stronił od tego typu zagrań z konsekwencją godną zapamiętania.
No to już wiem dlaczego to wychwyciłem  .
Temat filmu niejako wymusił takie zakończenie. Scott nie jest głupi i wydaje mi się, że ostatnie 10 minut "poświęcił" dla możliwości pokazania tego co nam pokazał w taki a nie inny sposób. Wiadomo, że w filmie coś się musi zmienić, najczęściej jest to bohater. Pomijając, że bohatera nie ma to film nie przewidział żadnego punkt zwrotnego dla kogokolwiek. Upadek Blackburna ani nawet postrzelenie i "operacja" Smitha nie są ukazane w taki sposób aby miały szczególnie wpłynąć na Eversmana. W zasadzie to zarówno upadek, jak i operacja (i w sumie wszystko na ekranie) jest dla nas, widzów. Bezpośrednio. Pryzmat bohatera nie jest tu potrzebny. Dlatego film w takim ujęciu, moim zdaniem, szalenie trudno zakończyć. Końcem "sprawy", jest wycofanie się ostatnich żołnierzy z pola bitwy i dotarcie do bazy. Wszystko potem próbuje podsumować coś, co z założenia miało być widowiskowe i puenty nie wymaga. Niemniej jest jedna scena, która mogłaby jako tako wybrnąć z tej całej sytuacji. Końcowy dialog Hoota z Eversmanem. Niestety to głównie Hoot mówi, a Eversman milczy. Hoot nawet sam sobie zadaje pytania i na nie odpowiada.
"When I go home people'll ask me, "Hey Hoot, why do you do it man? What, you some kinda war junkie?" You know what I'll say? I won't say a goddamn word. Why? They won't understand. They won't understand why we do it. They won't understand that it's about the men next to you, and that's it. That's all it is."
Gdyby "You know what I'll say?" zamienić na "What will you say?" i razem z pytaniem "Why?" włożyć z usta Eversmana scena wyglądałaby całkiem inaczej i moim zdaniem byłaby całkiem niezłym zwieńczeniem filmu. No ale to nie mój film  .
12-04-2010, 09:56
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
słowa Hoota sa świetne. takie suorwe, pozbawione zludzen gadanie. <ok>
Barnaby napisał(a):Hoot nawet sam sobie zadaje pytania i na nie odpowiada.
alez odpowiada! lepiej nie mogl odpowiedzieć. i bardzo dobrze, że Eversman sie nie wtrącal, tylko słuchał.
12-04-2010, 10:29
.
Liczba postów: 28,050
Liczba wątków: 62
Barnaby napisał(a):Wątpię, żeby ktoś powiedział "Panowie, za dużo nam się tu na ekranie dzieje, olewamy bohaterów"
A ja tam sądzę, że własnie taki był zamysł Scotta. To jest wojna, środek bitwy, każdy chowa swoje przeżycia, wspomnienia, tęsknotę do rodziny i pacyfistyczne filozofowanie do kieszeni i obchodzi go tylko to, żeby on i kumpel przeżyli, wykonali misję, wystrzelali wszystkich, którzy chcą ich wystrzelać i wracali do bazy, a później domu.
12-04-2010, 10:59
|