Beauty And The Beast (2017) reż. Bill Condon
#21
Mam tyle do powiedzenia, że pewnikiem rozpiszę na dwa posty (EDIT: skrócone, bo faktycznie tl).

Nie uważam, że aktorska wersja była zbędna, przeciwnie. Przed zwiastunami byłem nastawiony pozytywnie, bo prosiło się, żeby zrobiono pełnoprawny remake, z prawdziwego zdarzenia, mogący naprawić wady niedoskonałej jednak animacji. Zwłaszcza, że i tak byłby kasowym hitem, bo nostalgia swoje robi. Z Księgą dżungli się dało, z Kopciuszkiem się dało i tu też by się dało.

Najoczywistszy zarzut - niewolnicze podążanie za animacją, ta sama stylistyka, wykorzystanie tego samego soundtracku i dialogów, ta sama fabuła z paroma modyfikacjami, które nic nie wnoszą i psują to co akurat było dobre w animacji. I nie wykorzystują okazji, by poprawić niektóre aspekty - np. Bestia nadal jest tu anonimowy.

Piosenki tu kompletnie nie pasują i zero tej musicalowej oprawy - już pierwsza w animacji charakteryzowała się żywą choreografią, a tu ludzie w większości beznamiętnie stoją i melorecytują wyuczony tekst. I śpiewy są tu gorsze. Jak Hermiona pojawia się na ekranie i wkroczył ten autotune - o Jezuniu. To samo z Beauty and the Beast - w animacji Angela Lansbury ładnie śpiewała, gdy w remake’u brak tego ciepła i talentu wokalnego. Jedynie Gaston trochę ma tego musicalowego sznytu i nie wygląda jak z tyłka, bo czuć tu energię i trochę harców. Dali też Bestii własny numer muzyczny, który patrząc na jego pompatyczność to miałem wrażenie, że Menken pisał to jako spoof swej twórczości. Jak chcieli wciskać piosenki, to mogli użyć jedynie część (jak w aktorskiej Księdze dżungli) i przearanżować na melodię z epoki - jak piosenka solistki z prologu, która była spoko.

Podobnie muzyka - używają dokładnie tej samej partytury co w animacji i w tych samych momentach, co mocno się gryzie i wolałbym jednak nowocześniejszą oprawę, a nie kopiuj-wklejki. Soundtrack w trakcie przemiany Bestii wyjątkowo wklejono w złych momentach (pompatyczny fragment pojawiający jak Bestia na powrót stał się księciem podkreślając przełom, występuje w filmie gdy martwy Bestia wciąż jest otoczony magią).

Mówiąc o bezmózgim kopiowaniu - po co początek objaśniający klątwę Bestii (w dodatku narratorka zagrała dość beznamiętnie i nie ma startu do Davida Odgena Stiersa)? Czemu nie zrobić z prawdziwej tożsamości Bestii twistu jak w baśni? Sama scena jak książę popyka w mejkapie Farinelliego nawet ujdzie. Niestety, większość to ekspozycja opisująca co się dzieje na ekranie. Co znów lepiej przedstawiły animacja jak i jej midquel. Tam wróżka puka grzecznie i pyta o azyl. Tu wbija się na chama i się dziwi, że książę ją wygania. Jest jeszcze jeden irytujący aspekt - wróżka swym czarem sprawiła, że nikt nie pamięta o jakimś zamku. Pal licho dziury fabularne, o których mówili inni i wyjaśnili to lepiej niż ja. Co za zmarnowanie potencjału dramaturgicznego! Ludzie z wioski mogliby nienawidzić wszystkiego co związane z księciem - że przez uprzywilejowanego skurwiela rodziny zostały rozbite - i wpisywało się w kontekst historyczny, kiedy za chwilę miała wydarzyć się Rewolucja Francuska. I też w związku z tym mogłyby hulać plotki o jakimś wilkołaku, którego wysyłał książę po zawarciu paktu z diabłem. A Maurycy i Bella jako przyjezdni miastowi (to byłby lepszy konflikt ze wsią niż "stronk women bad") mogliby zbywać gadki o bestii jako zabobon, co wpisywało się w kontekst historyczny - oświeceniowa wiara w naukę.

I tym samym przejdę do najbardziej irytującego elementu - tytułowych bohaterów. Między nimi nie ma żadnej chemii, jaką charakteryzowała animacja. Nie pomogła kiepska niekiedy gra aktorska Emmy Watson czy fatalny design Bestii okraszony takim se CGI. Przede wszystkim tu zdecydowali się na zmiany, które są niezrozumiałe i tylko wzmacniają memy o syndromie sztokholmskim.

Zacznę od Belli i żałosnych prób zrobienia z niej feministycznej ikony, z których nic nie wynika. Bella tworzy pralkę, którą niszczą zue wieśniaki pod wodzą szkolnego dyra, bo feminizm jest zły. Ale wątek Belli-wynalazcy nigdy już się nie pojawia. Jak w finale Bella i Maurycy są uwięzieni w wozie, to kto inicjuje uwolnienie? Ano Maurycy wykorzystując zegarmistrzowskie umiejętności (gdy w oryginale nieudana maszyna z początku, przysłużyła się w finale). Dalej, Bella zajmuje miejsce ojca, mówiąc buńczucznie że "się wydostanie". I faktycznie robi wszystko, by się wydostać z zamku. Ale po scenie z wilkami (która tu jest mniej dramatyczna i intensywna - nawet nie zapada zmarznięty lód na jeziorze, a w dodatku jest tu ciemno) nagle rezygnuje z ucieczki i ratuje rogatego potwora, który jedynie na nią darł mordę i okazywał chłód (gdy w animacji miała okazje poznać go z grzeczniejszej strony). I chce zamieszkać, bo usłyszała historyjkę o złym ojcu. Jak Bestia daje jej zgodę na zjednoczenie się z ojcem, w oryginale Bella była uradowana. A tu ma zmartwiony wyraz twarzy, że musi opuścić sierściucha i mówi "dziękuję" z wyraźnym rozczarowaniem. I w scenie przemiany bestii z księcia zero takiego przekonywującego zaskoczenia i olśnienia, a bardziej wygląda jakby była rozczarowana, że ten furras teraz jakimś gołowąsem.

Bestia jest tu fatalny - w tej wersji pozbawili go wszelkich niuansów, które go uczłowieczały i odróżniały od takiego Gastona. Początkowe sceny pokazują go jako wyłącznie gniewnego, któremu nie zależy na złamaniu klątwy (gdy w oryginale wykorzystał każdą okazję do zjednania Belli mimo braku umiejętności społecznych i wiary w siebie). Sporo dialogów z Bestią jak danie komnaty, zakaz na zachodnie skrzydło i finałowe zwrócenie wolności Belli dano jego sługom, co spłyciło charakter bohatera i widz się dziwi, co Bella w nim widzi. Szczególnie to widać w scenie odkrycia zaklętej róży/wybuchu Bestii. W oryginale pokazano, że jak wygonił Bellę szybko tego pożałował i stąd ruszył za nią w długą (by pewnie przeprosić) i w efekcie ocalił przed wilkami. I od tego momentu przestał być gniewny, bo wiedział że przegiął. Tu scena zdecydowana za krótka i gdy Bella spieprza, to ten bardziej zajmuje się różą. I nie miał powodu, by się wzburzyć. Bella nie podniosła nawet klosza narażając na uszkodzenie róży. Aha, Bestia jest dupkiem, bo stary go lał (tak zakładam, bo to jedna linijka, której spokojnie mogło nie być), a nie że jest rozwydrzonym arystokratycznym bachorem? Już pomijam to, że surowe wychowanie było wtedy raczej akceptowane (a wiek później Julek Verne za karę wysłał swego syna na jakieś galery), a XVIII-wieczna Superniania zalecała tyle batów ile bachor ma lat.

I na dobrą sprawę to w tej wersji to Gaston wyszedł na tego miłego i de facto jedynego sprzyjającego Belli w wiosce. A ta wyniosła kwoka nie chce się z nim ożenić, bo wprost mówi, że "nie jest zwyczajna". Gdy w oryginale aż tak nie obchodziło jej zdanie innych. Zresztą nie dziwię nastawieniu wioskowych - np. szmata zabiera bezczelnie bagietkę piekarzowi i ten patrzy dziwnie. W ogóle w animacji z spławieniem Gastona (pokazanego dużo bardziej nieprzyjemnego) lepiej poradzono, gdzie Bella wciąż była skromna i dyplomatyczne wykręciła tym, że "nie zasługuje na niego" jednocześnie zrobiła mu siarę przed ludźmi raniąc jego ego. Nie rozumiem też pozytywnych głosów nt. aktorskiego Gastona. Od tego w animacji od początku biła męskość – napakowany, z tubalnym głosem samiec alfa z podbródkiem Bruce’a Campbella - a tu jakiś mydłek. I w tym filmie ma zasugerowane PTSD po wojnie (pewnie nie tylko ja uważam, że to nieco obraźliwe). W jednej z nieoficjalnych powieści Gaston znał księcia przed klątwą jako naganiacz w polowaniu (gdzie książę dał się poznać bardziej jako kłusownik) i można byłoby z tym poromansować. Nawet przed premierą jakoś sądziłem, że powiążą Gastona z Bestią (którzy w oryginale praktycznie się nie znali i pierwszy raz spotkali się w finale). 

CDN.

Odpowiedz
#22
tl, dr

Podobnie jak w przypadku Dumbo, Lion King i Jungle Book - wróce wyłącznie do remake'ów (o ile w ogóle wrócę).

Odpowiedz
#23
Animowanego "Dumbo" i "Księgi Dżungli" akurat nie lubię (z tym że rimejk to też nic specjalnego), a "Piękna i Bestia" to dla mnie, obok "Pocahontas", najsłabszy film disnejowskiego renesansu, więc tutaj rozumiem, że można woleć rimejki. Ale w przypadku "Króla Lwa" to ten rimejk jest po prostu kopią oryginału, i to marną kopią, w różnoraki sposób psującą wydźwięk poszczególnych scen. Więc cóż, w tym konkretnym przypadku gust Gieferga pozostaje dla mnie - i z pewnością nie tylko dla mnie - niezgłębioną zagadką.

Odpowiedz
#24
Here's your answer: https://filmozercy.com/wpis/krol-lew-2019-recenzja-filmu-i-wydania-blu-ray-opakowanie-plastikowe

Odpowiedz
#25
Bo Gieferg choć boomer, to momentami siedzi w nim ten wewnętrzny nastolatek, co lubi wszystko nowoczesne, a stare do kitu :). I zaraz krzyknie, żebym dalej wracał do oglądania bajeczek ;). Anyway, powrót do rantu: 

W tej wersji film daje jasno do zrozumienia, że to XVIII-wieczna Francja, mocniej osadzając kostiumy w epoce, a zamek księcia to drobnomieszczańska wersja zamku nad Loarą. Co nastręcza kolejne problemy. W animacji nie było to jednoznaczne, Be our Guest i Mob Song to bardziej metafora, a miejsce akcji było typową bajkową krainą #1258 gdzie zwykle pozwala się na nieścisłości historyczne (co szczególnie widać w wszelakich animkach osadzonych w baśniowym settingu). W oryginale na początku narrator mówi In a Faraway land. To tak jak z disneyowską Małą syrenką - niby każdy zakłada, że akcja dzieje się w Danii (bo oryginał jest duński) gdy niektórzy trafnie kontrują tym, że nie jest powiedziane jaki to kraj, a w morzu są karaibskie śpiewy i fauna niepasująca do Bałtyku.

Ale przez to nie było nieścisłości historycznych. Np. zbędna scena z transportującą książką (która też nie zosatje wykorzystana w fabule) pokazująca przyczynę śmierci matki Belli jak mówił jeden z producentów chcieli być wierni epoce. Taaa… wierność epoce. I dlatego wsadzono Murzynów do francuskiego zadupia w czasach, gdy najbliżej egzotyki to byli Cyganie i Żydzi (obie grupy należącej do białej rasy), niewolnictwo szalało w opór i jeszcze Murzynów wypychano jak zwierzęta dla gawiedzi (plus stary Dumasa będący zasłużonym wojskowym był wiecznie dyskryminowany). I najlepsze, że zacofane wieśniaki nienawidzące postępu i uznających czytające kobiety za Szatana* w pełni akceptują POCów, w tym księdza, gdy w realu byłby już pogrom - chociaż nie, szturmować zamek Bestii idą sami biali (aż prosi się o jakąś parodię, że kolorowi też chcą zlinczować potwora, a biali im nie pozwalają. I potem taki smutny POC żali się w ramionach żony, że nie wytrzymuje tej dyskryminacji :D). I te same zacofane wieśniaki nie wierzą w istnienie monstrualnego futrzaka - w XVIII-wiecznej Francji, gdzie hulała Bestia z Gevaudan. I Bella z księciem długo i szczęśliwie nie pożyją za sprawą takiej jednej nieistotnej rewolucji.

I jeszcze sporo czarnych na francuskim dworze (nie wiedziałem, że oprócz Burbonów rządziła wtedy jeszcze jedna dynastia). Już ja widzę jak książę opisany jako ciul podnoszący podatki dla hecy (nie powinien być już królem?) akceptuje osoby nie-białej rasy niebędące służbą albo niewolnikami. I jak już osadzili to we XVIII-wiecznej Francji, to nie mogli z księcia po prostu diuka?  Żeby chociaż pokazać że biali tam wyzywają POCa. Lub gdy czarna śpiewaczka odstawia swój recital, mogła być scena że książę zachwala, a potem na boku rzuca jakiś rasistowski tekst.

* Aha, XVIII wieku czytająca kobieta nie była anomalią i każdy to akceptował, a nawet wspierał (bo wykształcona kobieta zapewnia wiele korzyści majątkowych). Ba, już wtedy istniały magazyny kobiece (zresztą w jednym takim debiut miała Piękna i bestia). Właśnie widać tą wierność realiom historycznym :P. I tak. Na pewno w XVIII-wiecznej Francji były książki napisane  języku angielskim. Myślę, że za to nawet dziś jest wpierdol od francuskiej policji :).

I dochodzi kwestia fałszywego progresywizmu. Oczywiście po Lefou nie widać żadnych oznak, że jest gejem. Jedyny taki moment mający to udowadniać, to taniec z jakimś gościem w egipskim kołnierzu wyglądający jak pomyłka i robiony pod śmiechy (bo wcześniej Lefou tańczył jedną z Bimbetek). Jak dla mnie postacią LGBT to jeden z tych wieśniaków, których w finale Szafa przebrała i w przeciwieństwie do swych kompanów uśmiecha się z zadowoleniem.

I jak już chcieli zrobić postać LGBT, to wg mnie bardziej na wyjście z szafy nadawał się Trybik, bo i Ogden Stiers i McKellen są homo i pasowaliby do konceptu ukrytego piękna. Jak wszyscy się jednoczą, to Trybik wychodzi z szafy i całuje się z kochankiem, gdzie kilka osób robi oczy, a ten radośnie mówi, że w dupie ma to co myślą inni (i ci inni wzruszają ramionami). Ktokolwiek, ale nie Lefou! Który w oryginale był po prostu podlizującym się dupowłazem, a nie queerową metaforą (nawet scenarzystka animacji kazała się popukać w głowę). Zresztą niby gdzie? Czy był ktoś, że ogląda oryginalną animację i krzyczy "Tak! Lefou to rasowy gej"? Nie pomyliło się im z Wigginsem z Pocahontas? Zwłaszcza, że Lefou pierwotnie był bad guyem, a to trochę strzał w stopę gdy ogłaszasz, że to twój pierwszy gej w historii i jesteś wytwórnią od lat oskarżaną o queercoding złoczyńców. Zresztą gdybym był homo, to animowany Lefou nie jest specjalnie ruchable. Ja bym się ślinił do Gastona, bo jest ideał.

Poza tym c’mon - to XVIII wiek! W tamtych czasach normalne było to, że mężczyzna ubierał się w strój, za który dziś dostałoby się w mordę od wszechpolaków. Przez co nie biorę na serio gadki o queercodingu Kapitana Haka (który dla mnie zawsze wyglądał jak Salvador Dali, który rzucił sztukę na rzecz ścieżki kryminalnej) czy Ratcliffe’a z Pocahontas i traktuję jako niewiedzę z historii (a mniemam, że lewicowcy są lepiej wykształceni niż jakiś Mietek wymądrzający się na popijawach).

I żeby nie było, że tylko jadę i czepiam. Podobała mi się modyfikacja logo Disneya. I co pochwalę to wygląd filmu - film ma przede wszystkim żywe kolory i wszyscy się ładnie prezentowali, a mam słabość do XVIII-wiecznego wystroju. Oskarowe nominacje w  pełni zasłużone. Szkoda, że poszło na tak marny film. Podoba mi się uaktualniony wygląd ożywionej służby - tu się nie trzymali niewolniczo animacji, bo mogło tu nie zadziałać, a tak wygląda to znośnie (choć niektórzy mogą narzekać na creepy value jak w przypadku Szafy).

No i trzech aspektach film poprawił animację - pierwszy to Lefou zdecydowanie lepszy i podoba mi się, że to w gruncie rzeczy dobry gość, który po prostu stoi po złej stronie, tak jak Toadie z Gumisiów. Drugi - jednak umieją dochować wyglądu Bestii i do momentu pierwszej konfrontacji z Bellą nie wiadomo jak on wygląda. Trzeci - w Be Our Guest zamiast "czekamy 10 lat" jest "czekamy ileś lat", dzięki czemu nie powstała dziura fabularna sugerująca, że książę został zmieniony jako dziecko (co byłoby skurwysyństwem wróżki, bo zachował prawidłowo nie wpuszczając obcego o zakazanym wyglądzie do domu). Mnie akurat to nie przeszkadzało i nie wpływało na całość animacji, ale domyślam krytyki. I to tyle, bo na reszcie pól film przegrywa z animowanym oryginałem. 

Z tych wszystkich słabych live action remake'ów Disneya ten chyba najbardziej znienawidzę - właśnie ten gniot rozpoczął ten trend, by kopiować klatka po klatce animacje (bo szkoły i tak przyjdą) bez serca, ostentacyjnego wtrącania progresywnych elementów i wciskania ulepszeń (gdy w rzeczywistości tylko pogrążają gotowy produkt), bo jakiś Douchey McNitpick wymieniał rzekome wady i dziury fabularne. Był mój punkt zapalny, by znienawidzić doszczętnie Disneya i odmawiać dania mu jakiejkolwiek złotówki (a zamiast tego piracenia na potęgę) oraz nabijania oglądalności, a także odwlekać subskrypcję Disney+.

3/10

Odpowiedz
#26
Obejrzałem pierwszy raz.. jestem tez chyba dość ciekawym przypadkiem - no nie dość że nie mam żadnej nostalgii do animacji to w zasadzie jej już nie pamiętam z wyjątkiem jakichś pojedynczych scen.

Natomiast z "Pięknych i Bestii" widziałem jakiś czas temu wersję francuską z Casselem i Seydoux (która też już mi trochę uleciała z pamięci :P)

No i Francuz wygrywa przez brutalne pobicie.

Wersja francuska jest bardzo ok, sama historia jest tam sensowniejsza, tylko wątek głównych bohaterów idzie za szybko. Ale jest chemia między postaciami, nawet seksualna (czuć że to historia o przemianie dziewczyny w kobietę). Wizual w wersji francuskiej też jest lepszy (co akurat mnie zaskoczyło bo pewnie Amerykanie wywalili na film wagon pieniędzy więcej).

Amerykaniec jest dla "fanów animacji" i musi być "familijny" ale..

Historia jest od czapy bo w sumie czemu książę został zamieniony w Bestię? Co on takiego zrobił, czemu akurat on ze wszystkich arystokratów? Przecież to, kufa, nie ma żadnego sensu. Ile tam czasu mięło, bo wychodzi że ledwo parę lat?

Z rzeczy nonsensownych to poczynania Gastona też się biorą po prostu z powietrza. A zamek Bestii wydaje się być dosłownie o rzut beretem od miasteczka.

Właściwie jedyną poważną zaletą filmu jest Emma Watson która ładnie śpiewa (jeśli to ona, bo nie sprawdzałem) i fajnie gra - tylko jest trochę skrzywdzona przez ten "disneyowski" myszowaty wizerunek Belli. Mam wrażenie że należało bardziej pokreślić jej urodę i np zrobić jej inne włosy.

No, bardzo dobrze też wypadają Luke Evans i Josh Gad tyle że.. jakby ich wywalić z filmu byłby on lepszy.

Bo gdy to jest historia Belli i Bestii to.. nawet nie jest źle. Ale tego jest bardzo, bardzo mało. Bo film jest totalnie zapchany pod korek pierdoletami czyli właśnie Gastonem, piosenkami, gadającym sprzętem domowym. I tak w sumie te wszystkie pierdolety są zbędne.

Tak w ogóle to mam wrażenie że Luke Evans by się sporo lepiej odnalazł od Stevensa jako Bestia ale też i Dan Stevens nie miał łatwej roboty bo raz że był w CGI, dwa - widać "ale żeby ta Bestia nie była zbyt straszna, w sumie taki poczciwy misiek którego by dzieci polubiły". I pewnie z tego wynika że on nie ma chemii z Watson (bo to on tu zawala a nie Watson co robi bardzo dziwne wrażenie czasem).

Ode mnie 4/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Baywatch (2017) reż. Seth Gordon Gieferg 116 28,914 25-05-2026, 21:50
Ostatni post: shamar
  Wind River (2017) nawrocki 92 22,549 30-03-2026, 02:20
Ostatni post: michax
  The Shape of Water (2017) reż. Guillermo del Toro Kuba 73 16,593 22-02-2026, 19:15
Ostatni post: Debryk
  Darkest Hour (2017) reż. Joe Wright Kuba 27 6,520 09-08-2025, 16:35
Ostatni post: Mefisto
  Bright (2017, Netflix) reż. David Ayer Azgaroth 57 11,985 08-07-2025, 09:06
Ostatni post: Rozgdz
  Life (2017, reż Daniel Espinosa) Pelivaron 63 17,399 01-06-2024, 02:09
Ostatni post: Mefisto
  Brawl in Cell Block 99 (2017) reż. S. Craig Zahler slepy51 30 9,633 14-04-2024, 14:16
Ostatni post: Debryk
  Good Time (2017) - film, który mógłby nakręcić Mann Pelivaron 19 3,852 20-09-2023, 06:56
Ostatni post: Corn
  The Mummy (2017) [Dark Universe] raven.second 191 33,673 04-01-2023, 23:17
Ostatni post: OGPUEE
  You Were Never Really Here (2017) reż. Lynne Ramsay Kuba 50 10,270 08-11-2022, 01:17
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości