Blue Jasmine [2013, Woody Allen]
#1
Blue Jasmine - nie wiem dlaczego znowu dałem się nabrać. To może być tajemnica popularności ostatnich filmów Allena. Każdy film wydaje się takim bezpiecznym wyborem, po którym nie mamy prawa spodziewać się rewelacji, ale źle też nie powinno być. Niestety znowu nie wyszło i znowu sobie obiecuję, że kolejne dzieło Allena odpuszczę.
Już się chyba wyżyłem na sympatycznym staruszku przy okazji To Rome with Love. Tym razem nie jest aż tak źle, ale dobrze też nie jest. Owszem, postać Jasmine i gra Blanchett jest ok, ale to za mało, żeby uznać film choćby za dobry. Tak chwalony w niektórych recenzjach skrypt, jest znów jednym z najsłabszych elementów Blue Jasmine. Chyba jednak Allen za często bierze się za nowy film, bo całość sprawia wrażenie pisanej na kolanie, takiego niewysilonego allenowskiego standardu. Bez większego błysku. Mam wrażenie, że takie dialogi/historie Woody może pisać w tempie kilkunastu stron dziennie a niestety nawet taki "mistrz" musi się chyba trochę wysilić, żeby wyszło coś ciekawego.

Znowu mamy więc te same żarty o zderzeniu klas społecznych, pustych nowobogackich i dobroduszną klasę robotniczą, rzucanie nazwami ekskluzywnych marek, nowojorskie przyjęcia itd. Ani to śmieszne, ani specjalnie przenikliwe, ani ciekawe. Nie zaśmiałem się ani razu. Owszem, niby miało być tym razem trochę poważniej, ale dramatem Blue Jasmine jest też słabym. Przede wszystkim, miałem wrażenie, że cały film jest zestawem scen ilustrujących ciągle ten sam problem. Brakuje poważniejszych zwrotów akcji, kulminacji, zaskoczeń. Po prostu, wieje nudą.
Na plus jedynie główna bohaterka, która zasłużyła na ciekawszą historię. Poza tym, kolejny nudny i frustrujący Allen na autopilocie. 4/10?



Odpowiedz
#2
Mam kompletnie inne zdanie. Aktualnie jest to dla mnie film roku. Do twórczości Allena miałem ambiwalentny stosunek, ale Blue Jasmine wbiło mnie w fotel prostą, słodko-gorzką historią, która jedynie fragmentarycznie ociera się o komedię (i to właśnie mnie urzekło najbardziej). Czy jest to powtórka z rozrywki? Może i tak, ale Allen potrafił podać to wszystko na tacy w energiczny sposób, w czym zasługa brawurowo zagranych postaci. Blanchett jest prze-za-je-bista, nominacja jak w banku. Sarsgaard, Cannavale, Baldwin również grają na wysokim poziomie. Nawet Louis C.K. ma dwie świetne sceny.

[Obrazek: Cate_Blanchett_Blue_Jasmine.jpg]

Film ma naprawdę dobry skrypt, ładnie rozbity na 2 wątki, świetnie wprowadzający bohaterów, dający aktorom trochę luzu. Wątki idealnie się komponują i co najlepsze - prowadzą do dobrego zakończenia.

8,5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#3
Pełna zgoda, jeśli chodzi o Blanchett. Znakomita rola. Sama postać, też jest całkiem ciekawa. Na pewno to największe atuty filmu. Ale jak dla mnie - chyba jedyne.
Skrypt może i nieźle rozplanowany, ale już poszczególne sceny nieciekawe, bez polotu a biorąc pod uwagę sytuację bohaterki, wywołują za mało emocji. Żadna scena nie zapadła w pamięć, nie wzruszyła, nie zaskoczyła. Lekki a momentami nawet nieco infantylny writing Allena nie jest w stanie unieść ciężaru tematu i nie wspiera ciekawego w sumie pomysłu na fabułę. Przynajmniej mi jedno nie pasuje do drugiego. Bo widzę, że recenzje ogólnie pozytywne.
Co do zakończenia to niby fajnie, że jest tak, jak piszesz w spoilerze, ale rozwiązanie głównego wątku, które prowadzi do takiego, a nie innego zakończenia to idealny przykład nijakości scenariusza


Odpowiedz
#4
Jak duża rolę w filmie miał Andrew Dice Clay? Bo już chodzą głosy o możliwej nominacji za występ drugoplanowy. Bardzo bym się ucieszył gdyby ten podstarzały bad boy wrócił na salony.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
#5
ja pierdole, znowu ten sam film od żydka? ileż to można? koleś co roku kręci ten sam film z innymi aktorami i innym miejscem akcji. srsly???

ja się dziwię, że się kulturalniej nie mozna dziwić. 20% do szczęścia. pozdrawiam, admin.

Odpowiedz
#6
Rolę ma sporą, ale nominacja byłaby grubą przesadą. Lepszy od niego był choćby Sarsgaard.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#7
No nie, bez przesady. Nie jest to przecież kolejna pocztówka. Podobieństwa do dwóch poprzednich filmów są tylko w stylu większości żartów o zderzeniu klas. Na przykład, żarty o locie w klasie biznes albo markowych walizkach mogłyby być spokojnie wypowiedziane przez bohaterów w Paryżu albo Rzymie.
Więcej tu podobieństw do Match Point. Przynajmniej ja miałem takie skojarzenia.


Odpowiedz
#8
Uff, zdążyłem zaliczyć przed Globami. Blanchett faktycznie gra świetnie - niby rola zmanierowana, ale podczas tych nagłych momentów zawieszenia, gdzie sama bohaterka nie wie gdzie jest i z kim rozmawia, to mistrzostwo aktorstwa. Poza tym raczej smętna historyjka obyczajowa - zagrana koncertowo, ale bez szału zarówno fabularnie, jak i emocjonalnie. Taki średni Allen raczej.

7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#9
Nie widziałem jeszcze filmu ale jedną rzecz muszę skomentować.

Czy ci co piszą, że historia jest słaba, zdają sobie sprawę, że to przeróbka Tramwaju Zwanego Pożądaniem z Brando i równie znanej sztuki?

Rozumiem, że Allen mógł ją nudno opowiedzieć, jednak nie zgodzę się że historia sama w sobie jest nudna.

Odpowiedz
#10
Tak, wiem, chociaż szczerze mówiąc, gdybym tego gdzieś nie przeczytał, chyba bym nie skojarzył.
Nie zmienia to faktu, że nie zgadzasz się, że historia, na bazie której powstał Blue Jasmine jest nudna bo filmu Allena nie widziałeś. Sama w sobie jest ok, co zresztą przyznałem. Ja mam przede wszystkim problem ze szczegółami, czyli poszczególnymi scenami i dialogami, którym brak polotu i przede wszystkim stanowią nieśmieszny zestaw znowu tych samych żartów.


Odpowiedz
#11
(13-01-2014, 17:18)PropJoe napisał(a): Tak, wiem, chociaż szczerze mówiąc, gdybym tego gdzieś nie przeczytał, chyba bym nie skojarzył.

Ja nie czytałem, ale dość wcześnie rzuciło mi się w oczy podobieństwo do Tramwaju. No, ale to nie pierwszy raz, kiedy Allen przerabia stary hit na swoją modłę (A Place in the Sun <> Match Point).

Mnie się podobało, ale to głównie zasługa Blanchett, która wznosi się na wyżyny i niesie na barkach cały film. Nie jest to szczytowe osiągnięcie Allena, ale wstydu nie ma. Obok Match Point i Midnight in Paris, jedyny jego film z tego wieku, który postawił bym na półce.

Odpowiedz
#12
Nie jestem szczególnie dobrze obeznany w filmografii Allena - w chwili obecnej jedynie pięć obejrzanych tytułów (Play It Again, Sam to dotychczasowy faworyt). Do Blue Jasmine podszedłem po wczorajszej wygranej Blanchett i rzeczywiście, nagroda jak najbardziej zasłużona. Świetna rola. Sam film był okej, cieszę się, że to nie klasyczna historia o układaniu sobie na nowo życia ani nie ckliwa historyjka w stylu Midnight in Paris, które wynudziło mnie niemiłosiernie. Tu nie jest ani nudno, ani szczególnie dynamicznie, ale to 1,5h zlatuje dość szybko, chyba dzięki Blanchett właśnie, którą obserwuje się bez mrugnięcia okiem. Dzięki niej parę scen jest rewelacyjnych (na przykład monolog do dzieciaków). Raczej nie wrócę, ale czasu nie żałuję. 7/10

Odpowiedz
#13
Taki se ten nowy Allen, gdyby nie było Blanchette byłaby tragedia, a tak to mamy średniaka pozbawionego wyrazu - 6/10. Cate kibicuję w walce o Oscara, bo to jednak poziom wyżej niż Adams czy Bullock, ale do wybitności daleko.

Odpowiedz
#14
Dobry film, ale nic ponadto.

Byłem zaskoczony, jak bardzo fabuła tego filmu różni się od "Tramwaju zwanego pożądaniem". Oczywiście postać Jasmine grana przez Cate Blanchett jest klonem Blanche DuBois granej przez Vivien Leigh. A Chilly to takie ubogie nawiązanie do Stanleya Kowalskiego - Marlona Brando.
Za to z siostry zrobiono kompletną idiotkę.

W oryginale niby historia była ta sama - główna bohaterka traci majątek i wprowadza się do mieszkania siostry. Więcej czasu poświęcono szaleństwu Blanche, problemowi różnicy klasowej i różnic między nią, a Stanleyem. Osobiście wątek szaleństwa mnie aż tak nie wciągnął, a gra aktorska Vivien Leigh była teatralna do przesady. Ponoć jednak to właśnie wtedy Marlon Brando złamał ten "teatralny" nawyk grania. I on właściwie trzymał na barkach cały film.

W "Blue Jasmine" na pierwszy plan, przed szaleństwem i różnicami klasowymi, wysuwa się głupota i próżność. I to mocno karykaturalna.
Tu jest też dla mnie główny problem - nie ma postaci z którą można się identyfikować - wszyscy to skończeni idioci! No, może poza Chilli'm, ale jest go za mało i jest zbyt przeciętny by to nadrobić. Niby czymś tam rzuca, niszczy telefon, ale na wieść o zdradzie, a nie dlatego, że go zirytowano przy śniadaniu. W gruncie rzeczy był dość miękki.

Jasmine French natomiast na przemian współczułem, by sekundę później sobie przypomnieć, że w pełni na wszystko zasłużyła.

"Tramwaj zwany pożądaniem" miał w sobie coś elektryzującego, były tylko trzy postacie, ale między nimi iskrzyło. W filmie Allena zbyt duża część filmu wydawała się zbędna, chociaż oglądało się go całkiem znośnie. Nie czułem też niektórych zachowań. Jak gdy Ginger, planująca wspólną przyszłość z Chilli'm, nagle słucha swojej głupiej do bólu siostry - przez którą straciła 200.000 dolarów wygranej na loterii... i małżeństwo, a która teraz stała się gadającą do siebie wariatką-alkoholiczką. I ot tak daje się złapac na wędkę jakiemuś podstarzałemu grubasowi.

Jeśli chodzi o grę aktorską, Cate Blanchett zagrała nieco lepiej od Vivien Leigh, była też zdecydowanie największą zaletą całego filmu - momentami aż niezręcznie się ją oglądało.
Sally Hawkins zagrała zupełnie przeciętnie, a Bobby Cannavale mógłby być niezłą przeciwwagą, gdyby było go trochę więcej.
Stanleyowi Kowalskiemu nikt nie sięgnął do pięt.

Jak na Allena to film dość banalny - zbyt banalny, niemal bez przesłania. Ile też można oglądać czyjąś głupotę, szczególnie gdy nie ma w tym krzty humoru. Duży plus za Cate, mały za podobieństwa do "Tramwaju", przy mocno zmienionej fabule. 7/10 - do oryginału daleko.

Odpowiedz
#15
Ja jeszcze napiszę, że wkurza w kilku ostatnich Allenach pogoda. Zawsze jest piękne słońce, cieplutko, idealnie, dla mnie to trochę odejmuje realizmu i nie pozwala mocniej zaangażować się w film, bo zamiast w ogóle nie przejmować się pogodą, która nie ma żadnego znaczenia dla fabuły, to myślę sobie: znowu to perfekcyjne słońce, piękne widoczki, odnowione kamienice, świeżo umyte, nowe samochody bohaterów - nie czuję, żeby oglądał wycinek prawdziwego życia, tylko dekorację.

Odpowiedz
#16
Oscar się Cate Blanchett jak najbardziej należał. I w sumie to ona niesie cały ten film, który niby mi się podobał, ale też nie jest niczym odkrywczym, szczególnie w dorobku Allena. Tym bardziej, że wiele motywów było aż nadto przewidywalnych jak się rozwiążą. I przede wszystkim jedna rzecz mnie trochę irytowała, a mianowicie "jaki ten świat mały". Zbyt wiele było "przypadkowych" spotkań, a to na ulicy itd. A to przypadkiem akurat osiedlił się w tym samym mieście itd.

OK film, który za rolę Cate Blanchett otrzymuje trochę wyższą ocenę.

-7/10
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Lone Survivor (2013) reż. Peter Berg Danus 103 27,612 17-01-2026, 20:14
Ostatni post: simek
  Oblivion (2013) reż. Joseph Kosinski Craven 356 59,751 07-01-2026, 21:14
Ostatni post: Gieferg
  Snowpiercer (2013) (Reż. Joon-ho Bong) Lawrence 86 22,636 15-02-2025, 13:23
Ostatni post: shamar
  47 Ronin (2013) Gieferg 89 24,850 25-10-2022, 15:48
Ostatni post: Snappik
  Out of the Furnace (2013) reż. Scott Cooper Mental 5 2,812 17-08-2022, 17:47
Ostatni post: Derelict Machine
  Nymphomaniac (2013) reż. Lars von Trier Azgaroth 247 55,937 14-08-2022, 03:09
Ostatni post: Mefisto
  Escape Plan (2013) Gieferg 119 32,997 30-01-2021, 16:40
Ostatni post: OGPUEE
  Dallas Buyers Club (2013) reż. Jean-Marc Vallée PropJoe 42 16,045 01-05-2020, 12:18
Ostatni post: Wyatt Earp
  Elysium (2013) reż. Neill Blomkamp koronex1989 676 132,640 24-07-2019, 17:49
Ostatni post: Mefisto
  The Lone Ranger (2013) reż. Gore Verbinski Lawrence 236 52,432 17-12-2017, 16:17
Ostatni post: Badus



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości