![[Obrazek: 2zic4yp.jpg]](http://i47.tinypic.com/2zic4yp.jpg)
film udanie miesza klasyczną gangsterkę z elementami medycznego thrillera a la Michael Crichton. przed seansem miałem wątpliwości, czy coś takiego można w ogóle zeswatać. jak się okazało, można. zaryzykuje, że część pierwsza - ta medyczna - jest nawet lepsza niż druga - gangsterska. generalnie w filmie chodzi o to, że Mickey Rourke urodził się z wadą genetyczną, polegająca na tym, że ma potwornie zdeformowaną twarz (nie będzie zapewne złośliwością z mojej strony, jeśli powiem, iż dzisiejsza twarz Rourke'a nie odbiega daleko od roboty charakteryzatorów z Przystojniaka). jedyne, w czym nasz bohater umie się odnaleźć, w czym jest naprawdę dobry, to planowanie napadów rabunkowych. w wyniku zdrady podczas jednej z akcji ginie jego przyjaciel - zastrzelony przez resztę bandy. Rourke trafia do paki, gdzie dostaje szanse na nowe życie - szanse, którą zamierza spożytkować na dokonanie zemsty.
reżyseruje rasowy rzemieślnik kina akcji, Walter Hill, nigdy w swojej karierze nieodstawiający kichy. muzykę skomponował Ry Cooder, słynący z melancholijnych, jazzujących soundtracków z dominującym motywem zawodzącego saksofonu. to nie muza jednak pozostaje w głowie po projekcji. w pamięć wrzyna się obraz snującego się po nocy Rourke'a z papierosem w ustach, kościsto-mięsistego Lance'a Henriksena w skórzanych spodniach, ziejącego złem jak się patrzy, oraz Morgana Freemana w roli cynicznego detektywa nowoorleański policji. i choć ten ostatni bardziej statystuje niż gra, to w paru scenach potrafi dać czadu jak mało kto.
![[Obrazek: 2qu6nn6.jpg]](http://i48.tinypic.com/2qu6nn6.jpg)
nie wiem, co tu jeszcze dodać. dobre kino w starym stylu. dzisiaj już takiego nie kręcą.
28-12-2009, 02:02






