Nowy
Liczba postów: 2,101
Liczba wątków: 29
SPOJLER
Faktycznie, dłużyło się to, ale mam wrażenie, że to częściowo zasługa samej sceny. Cholernie intensywne kilkadziesiąt sekund ciszy.
06-04-2009, 10:38
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
spojlerów tyle, że monitor spierdala z biurka
drugi sezon trzyma poziom sezonu pierwszego, ale tym razem mam pewne zastrzeżenia. dotyczą one zwłaszcza końcówki. ostatnie 20 minut odcinka finałowego dosłownie zawisło na krawędzi urwiska pod tytułem autoparodia. jeden z dwóch najważniejszych patentów, decydujących o czadowości serialu - poza naturalnie stopniowym odkrywaniem "zawartości" futurospekcji - czyli knyf, że nic nie jest takie, jak wydaje się na pierwszy rzut oka, otóż ten właśnie motyw zbliżył się w finale niebezpiecznie blisko własnego parodystycznego zaprzeczenia. w ostatnim epizodzie wszystkie wątki cudownie się rozwiązują (twórcy użyli naprawdę mega mocnej kompresji, żeby to wszystko pozamykać na czas), najważniejsze postacie grupują się na przestrzeni kilkudziesięciu metrów, a w windzie pojawia się duch fiske'a, który "wskazuje" patty hewes drogę do "prawdy", tj. pokoju hotelowego parsons. nawet znalazło się miejsce dla manipulanta giełdowego z wall street, żeby zadał patty dwa ciosy nożem. lekka przesada moim zdaniem.
co mnie zastanawia, to zachowanie toma shayesa. w finale cudownie wraca on do łask patty, choć chwile wcześniej baba wywaliła go na bruk za to, że nie chciał wręczyć łapówki sędziemu. jego powrót dokonał się poza kadrem, ot tak nagle, przez co całość jak dla mnie traci na wiarygodności - byle szybko i byle tylko uwolnić parsons z rąk skorumpowanego agenta FBI. przy okazji: czemu wes (timothy olyphant), przyczajony za drzwiami pokoju 1009, nie zareagował natychmiast po usłyszeniu strzałów w pokoju parsons? na kij schował się w sąsiednim pomieszczeniu, skoro nie mógł usłyszeć wystrzałów? to też mi trochę zgrzyta.
ogólnie twórcy w końcówce gnają na łeb na szyję, żeby spuentować wątki i zgrabnie zakończyć historie. wolałem jednak finał sezonu pierwszego - traumatyczny, niełatwy dla bohaterów, pełen świeżych, niezabliźnionych ran. sezon trzeci moim zdaniem powinien dorobić się nowej formułki. młócenie w koło macieju tego samego, tj. rozgałęzionej tajemnicy o charakterze bizantyjskiego spisku sprawi, że zamiast chłonąc serial jak za pierwszym podejściem, zacznę w każdej postaci doszukiwać się ukrytych niecnych zamiarów. na dłuższą mete takie oglądanie stanie się męczące i mechaniczne.
za najbardziej zapadający w pamięć epizod uważam epizod 7 z pete'em.
najlepsza scena - "wypielęgnowany" mężczyzna (ten od brudnej roboty) wchodzi do mieszkania daniela purcella i odkrywa, że jego zona ciągle żyje (zalane krwią oczy). kobieta szepcze do niego: Pomóż mi..., a ten nachyla się z zamiarem dokończenia roboty i odpowiada: Oczywiście.
najlepsza kwestia: Szkoda płótna na takie gówno. - to a propo malarstwa abstrakcyjnego, a one-liner padł z ust prezesa UNR, waltera kendricka.
21-04-2009, 00:49
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
dobra, emocje po sezonie drugim pomału opadają, czas więc na jakiś gejowski plebiscyt:
znowu spojlery
moją ulubioną postacią pierwszego/drugiego sezonu jest zawodowy zabójca/detektyw grany przez davida costabile'a.
tak właśnie wyobrażam sobie płatnego killera. gdzie tam mu do fotogeniczności vincenta z zakładnika. podyskutować z facetem o sztuce i filozofii też się nie da. zabić ciężarną kobietę? żaden problem. strzelić w plecy koledze z pracy? nic trudnego.
za druga najlepszą postać serialu uważam "wujka" pete'a. szara eminencja na dworze patty hewes. dysponuje kluczami do wszystkich drzwi. o firmie wie więcej niż jej założycielka. no i epizod 7 drugiego sezonu, w którym pete odgrywał główną rolę - zdecydowanie najmocniejszy.
24-04-2009, 21:38
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Nie miałam szczęścia do Damages, dwa razy zaczynałam i za każdym razem nie docierałam do trzeciego odcinka - bardziej pech niż cokolwiek innego. Teraz w ciągu trzech dni połknęłam cały sezon, po cztery epizody dziennie - właśnie skończyłam oglądać trzynasty. O znakomitości (może nawet wybitności) Damages decydują moim zdaniem postaci - fantastycznie napisane i bajecznie zagrane (Glenn Close wybitna, Zeljko Ivanek niesamowity, Rose Byrne - cóż, czułam, że ona oprócz uroku i urody ma jeszcze talent), ale nie w tym rzecz. Chyba przy okazji Gorączki o tym pisałam: jeśli sensacja wtapia się w życie, mnie mrowi w policzkach. Jeśli zamordowanie narzeczonego głównej bohaterki jest nie tylko elementem kryminalnych puzzli, ale także zwykłą ludzką tragedią. Jeśli żadnemu bohaterowi nie możesz zaufać, choć jednocześnie wzdrygasz się przed potępieniem kogokolwiek, bo jesteś świadkiem zarówno okrucieństwa, jak i słabości każdej z postaci. Widzisz je w momentach gniewu i ukojenia, pychy i litości, widzisz je na przesłuchaniach, w biurze i przy rodzinnym śniadaniu. No i poza tym, kurna, to jest bardzo złośliwe, ironiczne. A intryga poprowadzona po mistrzowsku. I to by było na tyle. Zdarza się i tak.
[ Dodano: Sro Maj 06, 2009 20:31 ]
Macie coś takiego, że czujecie power niedawno obejrzanego serialu dopiero w momencie, kiedy odpalacie drugi sezon? Ja mam.
Aż mną zatelepało, jak zobaczyłam Patty u Regisa i Kelly:
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
05-05-2009, 20:27
Stały bywalec
Liczba postów: 10,359
Liczba wątków: 5
Właśnie zakończyłem moją przygodę z tym serialem (tzn. skończyłem oba sezony) i nie powiem - wciąga i to bardzo. Trzeba jednak przymykać oczy na naciągane rzeczy, zwłaszcza w sezonie drugim, gdzie (przede wszystkim w ostatnim odcinku) nonsensy kumulują się ze zdwojoną prędkością światła. Dodam jeszcze, że po prostu uwielbiam to jak twórcy połączyli wątki wszystkich postaci, tak jakby w Nowym Jorku mieszkało zaledwie kilkadziesiąt osób. Prawie jak w naszym rodzimym "Klanie", wszyscy znają wszystkich :)
Dodam też, że czasem aż śmiać mi się chciało od tych wszystkich bullshitów, crapów i innych takich dupereli. Ok, rozumiem - nie można przeklinać, ale kto używa takich słów? Jestem wyznawcą takiej teorii, że jeśli nie można przeklinać, to się nie mówi nic, a wręcz nienawidzę, kiedy ze względu na tę restrykcję używa się takich zabawnych zamienników, które niby są przekleństwami, ale tak naprawdę nimi nie są. Jakoś np. w "Z archiwum X" też nie można było używać słowa 'fuck', ale nie zastępowano go jakimiś śmiesznymi zamiennikami, tylko po prostu nie przeklinano. Efekt był o stokroć naturalniejszy, ale to już historia na inny topic ;)
Wracając do tematu pomysł na serial jest bardzo przedni, ale wykonanie bez szału. Zdjęcia są jak z drugoligowej telenoweli (po co te rozjaśnienia? jedynie w retrospekcjach i futurospekcjach kolorystyka wyglądała w miarę normalnie), reżysersko też miałbym sporo zastrzeżeń (jedynie zadowalający pod tym względem był pilot, ale wiadomo - Allen Coulter jest w miarę niezłym reżyserem). Jednak serial broni się miejscami niezłym scenariuszem i świetną obsadą. Dlatego jeśli przymknie się oko na parę rzeczy, to serial można oglądać z przyjemnością. Aż ciekaw jestem jakby to zrobiło HBO, bo pomysł był bardzo fajny, a i obsada świetna, może poza Rose Byrne, którą niby lubię, ale czasem nie dawała rady i mówiąc krótko średnio jej wychodziło bycie wiarygodną w tej (zwłaszcza w drugim sezonie) dość trudnej roli. Jednak przy takiej konkurencji, to i tak nie miała szans. Wiadomo, Close świetna - zwłaszcza w pierwszym sezonie. W drugim aktorsko nie spuściła z tonu, ale scenariusz sprawia, że jej postać traci rąbek tajemnicy i staje się nawet nieco irytująca. Dlatego bardziej polubiłem Ivanka za sezon pierwszy i Williama Hurta za drugi. Ted Danson też niczego sobie, zwłaszcza, że dawno go w niczym nie widziałem. Na minus za to Marcia Gay Harden, która niby aktorsko prezentowała przyzwoity poziom, ale wyglądała jakby się najadła za dużo czekoladek - nieładnie się ta kobieta starzeje i operacje plastyczne jej w tym niestety nie pomagają.
Cóż, pozostaje czekać na sezon trzeci, ale czarno to widzę, chyba, że spróbują jakiegoś innego podejścia.
18-05-2009, 02:34
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Damages będzie lecieć na Polsacie jako.. Układy.
05-08-2009, 17:51
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Dobra, jestem po pierwszym sezonie. Powiem tak: serial swietny jest. Intryga ujęła mnie swoją prostotą; w napięciu utrzymuje umiejętne dawkowanie informacji, nie zaś - na szczęście - twisty co pięć minut. Tutaj wszystkie potencjalne przekrętki wcześniej czy później okazują się zmyłą. Bałem się przez chwilę, (zwłaszcza po zakończeniu odcinka jedenastego) motywu w stylu "zabił kamerdyner", na szczęście z tego również zręcznie wybrnęli.
Aktorsko to absolutnie pierwsza liga, Close gra w sumie rolę życia, Ivanek i Denson nie zostają w tyle. Rose Byrne początkowo nie miała za bardzo co grać, ale od połowy sezonu jej postać rozwinęła się; w ostatnich odcinkach nie odstaje od Close. No i wygląda prześlicznie.
Co do warstwy obyczajowej - słowo w słowo zgadzam się z Artemis. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że przyczyny zerwania bardziej mnie obchodzą niż wątek kryminalny. mamy tu również kilka mocno emocjonalnych scen: rozpoznanie zwłok, Close zmagająca sie z własnymi demonami...
Dołaczam do rekomendujących.
Why are you firing wallnuts at me?
01-09-2009, 00:41
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Cholera, drugi sezon jest kapitalny, jak dla mnie jeszcze lepszy od pierwszego, wciagnal mnie bez reszty. Intryga jest tak zlozona i przy tym tak swietnie rozpisana, ze scenarzystom nalezom sie poklony. No i serial ten jest w dalszym ciagu swietna okazja, zeby podziwiac dojrzale aktorstwo na najwyzszym mozliwym poziomie - castingowcy odwalili tu naprawde kawal swietnej roboty, dopasowujac roznych, mniej lub bardziej znanych aktorow, do swoich bohaterow.
Mialem kilka spostrzezonych wad, ktore poczatkowo chcialem opisac, ale doszedlem do wniosku, ze w obliczu ekscytujacej intrygi, fenomenalnego scenariusza i wysmienitego aktorstwa tego serialu, jawia sie one jako pierdolki. Moze kiedy indziej. :)
Marginesem - mala ciekawostka dla fanow The Wire. Tutaj Freamon i Rawls wspolpracuja ze soba. A Rawlsa mozna ponownie zobaczyc odzianego w damskie fatalaszki. ;)
04-10-2009, 22:42
.
Liczba postów: 27,992
Liczba wątków: 62
Zobaczyłem sobie pierwszy odcinek pierwszego sezonu i... jest bardzo dobrze. Czuć, że będzie co oglądać. Sytuacja troche dziwna, bo już troszke zdążyłem sie przyzwyczaić do długaśnych seriali HBO których genialność doceniam dopiero po paru ładnych odcinkach a tutaj parę minut, garść kapitalnych scen i już dokładnie wiemy jakiej jakości potrawy spróbowaliśmy. Jakuzz - pisałeś na pierwsze stronie o rozwlekłości... Nie wiem jak następne odcinki, ale pilot jest tak intensywny i bogaty w wydarzenia, że gdyby go rozszczepićna jakieś 3 odcinki to i tak byłoby dobrze. Pierwszy odcinek jest tak zrobiony, że gdyby w takim tempie rozgrywały się kolejne odcinki to serial skończyłby się po jakichś 5(no chyba że ma jakąś mega skomplikowaną intryge). Dla mnie było nawet troche za szybko, żadnego poważnego wprowadzenia, tylko od razu skok na głęboką wodę - zastraszenia, zwolnienia i takie tam. W ogóle byłe teżtroche zdziwiony formą, bo spodziewałem się czegoś bardziej wyciszonego, spokojnego, a tu i muzyka dosyć mocna, agresywny miejscami montaż. Jest dobrze, widać, że scenarzyście mająłeb na karku - tak ładnie zarysować dylematy postaci, które mają 20 minut czasu na ekranie to sztuka. Oj czekam na resztę.
12-10-2009, 20:50
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Nie zawiedziesz się. Tempo wprawdzie nieco zwalnia w dalszych odcinkach (powraca dopiero w absolutnie rewelacyjnych trzech ostatnichepizodach), ale to nie jest żadna wada, bo dzięki temu możemy poznać postaci z kilku różnych stron. Z perspektywy czasu przyczepiłbym się jedynie do wąku "other girl" bo to ewidentny przedłużacz jest - no, ale dzięki temu kilka fajnych scen otrzymujemy, wiec nie jest źle. Także enjoy.
Why are you firing wallnuts at me?
12-10-2009, 21:10
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Swoja droga mala ciekawostka dla tych, ktorzy o tym nie wiedzieli. W drugim sezonie creepy speca od brudnej roboty zagral Darrell Hammond, gosc, ktory legitymuje sie (a wlasciwie legitymowal, bo w z koncem zeszlego seoznu odszedl od ekipy Michaelsa) bodajze najdluzszym stazem w SNL z wszystkich wystepujacych tam aktorow. Co ciekawsze, w trzecim sezonie Damages ma zagrac inny znany komik, Martin Short.
15-10-2009, 23:13
.
Liczba postów: 27,992
Liczba wątków: 62
Skończyłem pierwszy sezon. Dołączam się do wszystkich pochwał. 9,5/10. Jak narazie chyba drugi najlepszy serial jaki oglądałem. Rozumiem, że 2. sezon skończony, a 3. jest w planach, czy już koniec?
Czy ktoś z taką twarzą może źle zagrać adwokata multimilionera? Najlepsza postać w serialu.
03-11-2009, 18:56
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Dwa czynniki złożyły się na sukces pierwszego sezonu Damages: aktorstwo na najwyższym poziomie oraz scenariusz oparty na niedopowiedzeniach i ciągłym mamieniu widza. Twórcy w drugim sezonie postanowili najwyraźniej przeskoczyć samych siebie - i moim zdaniem przedobrzyli.
Po co zatrudniać trzech bardzo znanych aktorów (plus kilku mniej znanych ale dobrych), skoro nie ma się pomysłu na rozpiskę postaci? Hurt, Olyphant, Harden - gorące nazwiska o sporej aktorskiej reputacji, a i tak żadne z nich nawet nie zbliżyło się do poziomu Ivanka i Dansona z pierwszego sezonu. Hurt zagrał tak, jakby ciągle był na jakiś dragach, ta jego anemiczność momentami aż śmieszna była. Harden i Olyphant olali sprawę; zasadniczo ich postaci mógł zagrać ktokolwiek. Liczyłem, że przeciwnikiem Patty będzie ktoś na miarę Frobishera, czyli postać mocno niejednoznaczna i wzbudzająca mimowolną sympatię - a dostałem typowego burackiego Szefa Złej Korporacji. Sama Patty również mocno niedorobiona była: w pierwszym sezonie kłamała, manipulowała i robiła ludziom wodę z mózgów, a tutaj co? Cztery razy ochrzaniła Ellen? Synkowi raz dała popalić?
No i sama fabuła; aż do ostatniego odcinka wszystko w miarę się zazębia (wyjąwszy postać Frobishera, którego można by wyciąć bez żadnej szkody dla całości) - ale ostatni epizod, jak to kolega Mental mówi, podpada pod autoparodię. Nagle wszystko okazuje się być częścią Wielkiego Planu, wszystkie główne postaci wychodzą bez szwanku, zero stresu. W finale pierwszego sezonu wszystkie wątki rozwiązały się w sposób wiarygodny i przede wszystkim PROSTY, poza kryminalnymi puzzlami ważna była psychologia postaci i ich relacje między sobą. Tutaj zaś dowalili jakże modnego ostatnio twista. Nie wspominam już nawet o tym, że poza odcinkiem wujka Pete'a praktycznie nie było zadnych scen oddziałujących bezpośrednio na emocje widza, żadnej próby głębszego ukazania traumy dręczących poszczególne postaci. Brakowało mi również eleganckiego, klamrowego sposobu konstrukcji fabuły - trzy futurospekcje spinające odcinek w całość. Tutaj flashforwardy wrzucone są "dla zasady", i, mam wrażenie, bez nich również można by się obyć.
Drugi sezon Damages to ciągle przykład inteligentnej rozrywki, jednocześnie jednak cierpi on na syndromu sequelozy - "dwa razy szybciej, dwa razy więcej". Ogląda się to nadal świetnie, ale - przynajmniej dla mnie - "to już nie to samo".
a na zakończenie promo sezonu trzeciego. Campbell Scott, no, no, no...
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=JUZ4aOO3yYc[/youtube]
Why are you firing wallnuts at me?
26-12-2009, 17:06
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
jarod napisał(a):nie ma się pomysłu na rozpiskę postaci?
Jak to nie ma? Watek kazdego z bohaterow zostal poprowadzony w sposob przemyslany i precyzyjny.
jarod napisał(a):Hurt, Olyphant, Harden - gorące nazwiska o sporej aktorskiej reputacji
Spora aktorska reputacja - ok (z wyjatkiem rzecz jasna Olyphanta). Gorace nazwiska - niekoniecznie.
jarod napisał(a):dostałem typowego burackiego Szefa Złej Korporacji.
Dlaczego burackiego? Wedlug mnie duet czarnych charakterow (choc to taka niejednoznaczna czern, bliska szarosci, co zreszta stanowi wyroznik tego serialu), Kendrick-Pell zostalo nakreslone znakomicie.
jarod napisał(a):(wyjąwszy postać Frobishera, którego można by wyciąć bez żadnej szkody dla całości)
Nie moznaby.
jarod napisał(a):żadnej próby głębszego ukazania traumy dręczących poszczególne postaci
Odnosze wrazenie, ze w duzej czesci ogladales ten serial na fast-forwardzie.
jarod napisał(a):Tutaj zaś dowalili jakże modnego ostatnio twista.
Dowalili? Znaczy sie w pierwszym sezonie nie bylo twistow?
26-12-2009, 17:24
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Zacznę od końca: w pierwszym sezonie nie było twistów jako takich, fabuła była wbrew pozorom bardzo prosta, logiczna i wiarygodna. Zaskakiwał - w moim przypadku przynajmniej - sposób opowiadania (bardzo powolne dozowanie informacji) oraz fakt braku przewrotki na końcu. Domyśliłem się praktycznie wszystkiego gdzieś w połowie sezonu, ale cały czas myślałem, że to zbyt proste jest i scenarzyści czymś mnie jeszcze zaskoczą. W sezonie drugim końcówka to już przykład scenariuszowego efekciarstwa i braku odwagi na zakończenie sezonu unhappy endem; no, ale to już tylko moja opinia Nie czepiałbym się, gdyby Patty zatriumfowała, a Ellen skończyła w więzieniu. . Gwoli ścisłości: co do pozostałych odcinków zarzutów nie mam.
Cytat:Odnosze wrazenie, ze w duzej czesci ogladales ten serial na fast-forwardzie
Serialu na fast forwardzie nie oglądałem. W pierwszym sezonie mieliśmy takie sceny jak:
- Katie rozpoznająca zwłoki brata
- Ellen odwiedzająca mieszkanie po morderstwie
- kryzys psychiczny Patty w ostatnich odcinkach W drugim sezonie w większości przypadków wydarzenia spływają po bohaterach jak po kaczce. Przyznaję, w poprzednim poście nie wziąłem pod uwagę wątku śmierci żony Purcella oraz sceny w szpitalu w pierwszym odcinku. Ale niczego więcej naprawdę sobie nie przypominam...
Cytat:Nie moznaby.
Możnaby. W tym sezonie Frobisher pełni dwie funkcje fabularne: jest sojusznikiem Patty oraz solą w oku Brodacza. W pierwszym przypadku (abstrahując już od tego, że ich porozumienie mocno naciągane jest) można by go zastąpić choćby tym facetem, którego Claire podpuszczała przeciw Kendrickowi. Drugiego przypadku by nie było, gdyby nie ten pierwszy.
W konfrontacji Kendrick - Frobisher moim zdaniem zwycięsko wypada Arthur. Jest on osobą bardziej niejednoznaczną, ma w sobie wiele cech wzbudzających sympatię i nie potrafiłem go jednoznacznie potępić. W przypadku Kendricka takich wątpliwości nie miałem. A co do Pella - on akurat mi się podobał :-)
Why are you firing wallnuts at me?
26-12-2009, 18:52
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Nie czytałem powyższych komentarzy, żeby przypadkiem nie przeczytać spojlerów. Ja oglądam obecnie sezon 1 w Polsacie i serial bardzo mi się podoba. Intrygujący, tajemniczy, pełen niedopowiedzeń, z dobrze przemyślanym scenariuszem i bardzo dobrą grą aktorską (szczególnie Rose Byrne i Glenn Close). Na razie jeszcze za wcześnie, by zaliczyć go do ulubionych seriali, ale ma duże szanse.
12-01-2010, 10:08
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Skończyłem pierwszy sezon - było super. Największe wrażenie zrobił na mnie Ted Danson którego z początku uważałem za błąd obsadowy, tak teraz jestem zaskoczony jego grą. W końcu role dramatyczne to nie coś co gra na co dzień. Dalej - świetna Rose Byrne, ale gdzieś tak od 5 odcinka bo wcześniej nie miała NIC do grania. Na minus - aktorka grająca Katie, okrutnie mnie irytowała.
O świetnie zbudowanej intrydze, napięciu, kilku fajnych twistach i 'kopiącej jajniki' Glenn Close nie będę pisał bo wszystko to zostało napisane ; )
Zasiadam do sezonu drugiego. Wprawdzie Jarod mówi mi że Hurt zagrał do dupy ale kto by mu tam wierzył :)
25-01-2010, 19:45
.
Liczba postów: 27,992
Liczba wątków: 62
Ja niedawno skończyłem drugi sezon i mam mieszane uczucia, wszystko jest niby prawdopodobne, jednak pod koniec to jeden twist robi wcześniejszego w konia i zamiast oglądać działanie machiny spiskowej to przyglądamy się maszynie do produkcji twistów. Naprawde sobie mogli scenarzyści co nieco odpuścić, bo zilustrowanie tezy, że każdy kto zacznie kombinowanie źle skończy, bo znajdzie się na niego sprytniejszy i z lepszymi kontaktami wróg się twórcom udało, więc nie rozumiem po co brnęli tak daleko. W takim wypadku mogliby obrócić wszystko jeszcze 4 razy i wyszłoby na to samo.
Ogólnie pierwszy sezon lepiej oceniam, chociaż drugi był również emocjonujący wielce i się bardzo przyjemnie oglądało.
Co do obsady to wg mnie Donson właśnie obniżył loty, ale to może przez to, że jego postać w drugim sezonie jest taka dziwna. Hurt? Jego Daniel jest wkurzający, ale raczej fajnie przedstawił niepewnego, troche zabłąkanego gościa wplątanego w rozgrywkę, w której w jakimś sensie rozdawał karty, ale nie umiał w nią grać.
25-01-2010, 20:06
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
No no no... jestem po pierwszym odcinku trzeciego sezonu i przyznać muszę, że trochę mnie zatkało. Jak dla mnie jeden z najlepszych epizodów w całym serialu. Powraca klasyczna klamrowa narracja, czyli krótkie futurospekcje powiązane z główną linią fabularną. Aktorskie nabytki wymiatają, ze szczególnym wskazaniem, jak na razie, na Shorta. Intryga zapowiada się naprawdę interesująco (tym razem dochodzenie w sprawie kolesia, który bawił się w system argentyński i rozkradł na giełdzie grube miliardy dolarów). Patty nie jest już taka "rozmemłana" jak w poprzednim sezonie i znowu zaczyna swoje gierki.
No i cliffanger na końcu, po którym myślałem, że zejdę na miejscu.
Pieprzyć Losta.
Why are you firing wallnuts at me?
27-01-2010, 19:10
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
podpisuje się pod powyższym. sezon 3 wraca do korzeni. odcinek 1 - miazga.
28-01-2010, 02:26
|