Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Ktoś się wczoraj dziwił na forum, że wciąż temaciku nie ma, a to potencjalny hicior tego sezonu letniego. Król doczekał się w końcu biopica mu poświęconego i to wyjątkowo od jakiegoś twórcy z własnym stylem, a nie byle wyrobnika. Nadmienić trzeba, że pierwszy to film Baza Luhrmanna od 9 lat - tego samego gościa, który stoi m.in. za "Moulin Rouge!" i "Wielkiego Gatsby'ego". Tytułowego Elvisa portretuje Austin Butler, a w roli jego menadżera-śliskiego typa Tom Hanks pod sztucznymi kilogramami.
Opinie raczej pozytywne, a i z racji tego, że to kolejna muzyczna biografia, to mogą się posypać jakieś nominacje do Oscarków. Lubię muzykę Presleya (zresztą kto nie?) i w sumie przywykłem ostatnio do tego ekscentrycznego stylu Luhrmanna, zatem się rzuci okiem z ciekawości. Oczekuję filmu przynajmniej poziom lepszego, niż te wszystkie "Bohemian Rhapsody", "Judy" i inne suche biopici robione na zamówienie.
14-06-2022, 16:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-08-2022, 10:00 przez simek.)
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Obejrzę, ale jestem fanem Elvisa i w ogóle nie czuje tego aktora, po prostu wygląda jak cosplay, w dodatku ma coś irytującego w twarzy, trochę jakby na każdym ujęciu pozował do fotki na instagramie. Elvis był czarujący, aktor który gra wygląda jak nadęty, nonstop.
Trochę się obawiam, że to będzie przestylizowane, nie czuć w trailerach klimatu jakiego bym się spodziewał.
Bardziej czekam na Blonde, aczkolwiek też się boję, że zrobią z tego szrot skupiony na shock value, a nie konkretną historię/tragedię do której materiał napisało samo życie.
14-06-2022, 17:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-06-2022, 17:05 przez marsgrey21.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,307
Liczba wątków: 128
Widziałem już dwa razy zwiastun w kinie i jakoś póki co też mi zgrzyta aktor.
14-06-2022, 21:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-06-2022, 21:40 przez Gieferg.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,320
Liczba wątków: 29
Koleś wygląda na cwaniaczka-kozaka (szparkooki), Presley miał łagodne spojrzenie. Nie k... nie.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
14-06-2022, 23:47
Stały bywalec
Liczba postów: 18,510
Liczba wątków: 148
Ale fajne to było :)
2 godziny 30 minut zleciało jak z bicza strzelił, a na koniec to i lekkie wzruszenie było. Do tego pierwsze pojawienie się Elvisa na scenie oraz "Trouble" - ciary. Co prawda mam problem bo ten film to taki biograficzny teledysk z mega zajebistym montażem i dźwiękiem, i nie wiem czy to dobre było, czy może złe, ale dobre :) Akademia zrezygnowała z kategorii montaż dźwięku i wrzuciła wszystko do jednego wora, ale jeszcze parę lat temu to byłoby chyba pewne, że "Elvis" zgarnia rycerzyka. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale jest taki jeden genialny moment muzyczny, gdzie melodia z pojedynczych instrumentów przechodzi na całą orkiestrę. Pewnie gdyby nie "Top Gun" to mocno kibicowałbym w walce o montaż (chociaż nie wiem czy niektórzy nie uznają tego za zbytni przesyt, ale to przecież typowe dla Luhrmanna) i dźwięk.
Aktor w roli Elvisa bardzo spoko, ale jednak mało podobny. Głos ma jednak fajny. Królem ekranu jest jednak Tom Hanks - bez kitu, rzadko spotykam w filmie taką mendę. Każde wypowiadane słowo tego bohatera sprawiało mi chęć zajebania mu w ryja.
7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
27-06-2022, 17:55
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Średnio mi się podobało, chciałem bardziej przyziemnego podejścia do bohatera, a to był taki przestylizowany teledysk z Hanksem który gra subtelnie jak młot pneumatyczny, jakby się wyrwał z kreskówki.
27-06-2022, 18:00
Stały bywalec
Liczba postów: 18,510
Liczba wątków: 148
No był, ale pierwszy akt wg mnie daje radę dużo bardziej niż środkowa część filmu właśnie przez ten teledyskowy montaż i przepych. Później film nieco traci tempo i robi się z lekka nudno. Dopiero pod koniec Elvis znowu daje wybrzmieć postaci i muzyce.
A Tom Hanks to mógłby dostać Oscara i Maline jednocześnie. To takie nie wiadomo co w jego filmografii :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
27-06-2022, 18:06
Dużo pisze
Liczba postów: 280
Liczba wątków: 0
Mógłby być pół godziny krótszy i byłoby OK. Mógłby być dwie godziny dłuższy i też spoko. Muzyczno-teledyskowe fragmenty niosą ten film na potężnych skrzydłach, a biograficzne rozkminy szorują brzuchem o beton.
Na pewno obejrzę jeszcze nie jeden raz, choć wersji reżyserskiej trochę się boję, bo dodane być mogą właśnie zamulające snuje, a nie napakowane dynamitem migające clipy.
Austin Butler MISTRZ!
04-07-2022, 09:21
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Podobało mi się. Bardziej to film o antypatycznym tłustym impresario chcącym wycisnąć ze swej kury jak najwięcej złotych jaj, niż o samym Elvisie, ale nie traktuję tego jako wadę. Cieszy mnie, że w końcu za jakąś ikonę muzyki wziął się artysta, a nie firma działająca w rytmie "No jakoś to będzie. Ważne by nominacje były". Na pewno Luhrmanna ciężko zapisać do tych drugich.
Jak to u Australijczyka - technicznie bomba. Forma nic, tylko zaskakuje swą nieprzewidywalnością i to nawet tych, którzy znają Luhrmanna na wylot. Wiem, że nie każdy jest jej fanem, ale ja nawet ją jakimś cudem kupuję. Jak wspominał Pelivaron - montaż czy dźwięk dają czadu i nominacje formalnością.
Mój największy problem z dziełem jest taki, że jak na blisko 3-godzinny metraż to czuć te nożyce montażysty. Momentami roczniki tak strasznie pędzą i lada chwila z roku 1959 film ląduje w późnych latach 60., z kolei w 1969 to dzieje się chyba z pół filmu. Poczułem, że to większy wycinek z 4-godzinnej wersji. Chętnie rzucę okiem, jeśli serio ujrzy światło dzienne.
Butler - petarda. Może i nie ma tamtej pięknej łagodnej facjaty Elvisa, ale zagrał tak dobrze, że nawet o tym zapominałem. Jedna z tych rzadkich kreacji, gdzie widzę prawdziwą postać, a nie "Twoją twarz brzmi znajomo". Nie będę zawiedziony jeśli za ten niecały rok to on wróci do domu z Oscarem w ręku. Skoro plastikowe zęby Maleka go wygrały, to Butlerowi należy się cała kopa. Hanksa z kolei fajnie widzieć jako kogoś kto nie jest do rany przyłóż. Charakteryzację przerysowali po bandzie i Pułkownik wręcz przypomina Pingwina z Batmana. No, ale raczej to świadoma wizja tej postaci zlewająca się z konwencją zresztą, więc krytyczny nie będę.
7/10
05-07-2022, 14:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-07-2022, 17:23 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,510
Liczba wątków: 148
Malek
Egerton
Butler
Najgorsze, że najgorszy z nich dostał Oscara a reszta może pomarzyć ;) Głos, jego barwa i ton Butlera są zajebiste w "Elvisie". Sam uważam, ze najlepiej z całej trójki wypadł aktorsko Rocketman (zresztą sam film jest najlepszy), ale lepiej Butler niż Malek.
No i Malek jako jedyny sam nie śpiewał, heh :)
(05-07-2022, 14:42)Kryst_007 napisał(a): Mój największy problem z dziełem jest taki, że jak na blisko 3-godzinny metraż to czuć te nożyce montażysty. Momentami roczniki tak strasznie pędzą i lada chwila z roku 1959 film ląduje w późnych latach 60., z kolei w 1969 to dzieje się chyba z pół filmu. Poczułem, że to większy wycinek z 4-godzinnej wersji. Chętnie rzucę okiem, jeśli serio ujrzy światło dzienne.
No, ale to problem każdej biografii, która nie jest wycinkiem, a opowieścią o całym życiu danej jednostki. Luhrmann spokojnie mógłby zrobić tego 10-odcinkowy miniserial.
Finalnie "Elvis" jest taką filmową rewią, miszmaszem wszystkich możliwych tematów, które zostają liźnięte. Jakbym miał sam wybrać jeden konkretny to bym chyba postawił na Elvis vs Murzyni, którzy oskarżali go o kradzież ich stylu muzycznego.
PS Te dwie sceny w kinie wyglądaja i brzmią kapitalnie (szczególnie "Trouble"):
ale na dzisiaj uważam, że najlepszą sceną całego filmu jest ta z tańczącą Murzynką - montaż, muzyka, ten taniec. tam grało mi wszystko :) Niestety nie ma na YT jeszcze, ale ten kto ogląda na pewno wie o której piszę .
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
05-07-2022, 14:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-07-2022, 15:02 przez Pelivaron.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,320
Liczba wątków: 29
I dobrze, że sam nie śpiewał. Do tego chyba za bardzo nie macie pojęcia o Mercury'm skoro uważacie, że dostał za zęby.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
05-07-2022, 16:20
Stały bywalec
Liczba postów: 18,510
Liczba wątków: 148
Z tego co czytałem to Butler sam śpiewał utwory, które miały słabą jakość nagrania, a przy innych miksowano jego głos z głosem Elvisa. Tak czy srak coś tam pośpiewał. Ja nie twierdzę, że Malek dostał za zęby, aczkolwiek twierdzę, że jest najgorszy z całej trójki.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
05-07-2022, 17:09
Stały bywalec
Liczba postów: 12,508
Liczba wątków: 29
Półtorej godziny temu wróciłem z matką z kinowego seansu. Matka się obawiała tego, że będzie przesyt muzyki. Ostatecznie powiedziała "Nie był zły".
Luhrmann dość sprawnie opowiada historię Presleya i odhacza jego najważniejsze momenty. Wyjaśnia np. dlaczego u początku kariery był traktowany jako najgorszy element demoralizujący dzieci i jak to się stało, że przeistoczył się w karykaturalnego ćpuna. Mimo, że jest stronniczy na korzyść Elvisa, to mimochodem wspomina o uzależnieniach Króla i jego naiwności. Plus to co mówiła jego córka u Oprah (, ojciec w swym oderwaniu odrzucał rozsądne głosy (jak obruszył się, gdy jeden z znajomych wytknął mu występy w reklamach AGD). I choć Pułkownik to ten zły, to też nie wiadomo czy faktycznie działa z wyrachowania czy jakaś tam przyjaźń z Elvisem się wytworzyła (kilka razy ocalił mu skórę jak pomysł z wojskiem. I miał rację, że to świat się zmieniał).
Faktycznie dobrze, że biopic o Królu wziął ktoś z wizją, a nie jakaś rzemieślniczy słup wytwórni z przeświadczeniem "I tak będą nominacje". Wizualnie jest pysznie i wiele korzysta się z różnych zabiegów edycyjnych czy dzielenia kadrów jak w Hulku Anga Lee. Wieszczę nominacje w kategoriach technicznych.
Wszyscy słusznie zachwalają Hanksa i Butlera (choć ten dla mnie z tym głosem trochę przypominał cosplaya). Dla mnie największym zaskoczeniem okazał Richard Roxbhurg w roli ojca Elvisa. Wyjątkowo jak na jego repertuar stonowana rola.
(05-07-2022, 14:42)Kryst_007 napisał(a): Charakteryzację przerysowali po bandzie i Pułkownik wręcz przypomina Pingwina z Batmana.
Dokładnie! Jak pojawiał się Hanks, szczególnie gdy z profilu uwydatniał swój wiedźmowy kinol, to myślałem "Kurwa! Wykapany Pingwin". I nawet tak się zachowywał. Więc jeśli na Farrela wypłyną jakieś kompromitujące materiały, to Reeves ma zastępstwo (chyba, że i Tim Honks okaże jakimś potworem, to wtedy jest problem) w The Batman 2.
Znów luźne spostrzeżenia:
- jak byli na planie filmowym w 1968 roku, to dostrzegłem makietę z Planety małp.
- myślałem, że będzie jakieś większe odniesienie do Michaela Jacksona, jako że ten w przyszłości był zięciem Elvisa.
- nie spodziewałem się w biografii Elvisa odniesienia do Godzilli z 1954 roku.
Na chwilę obecną 8/10
05-07-2022, 23:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-08-2022, 17:16 przez OGPUEE.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,307
Liczba wątków: 128
Zamieniłem dziś parę słów z jednym znajomym, nieszczególnie zadowolony i mówi, że w Elvisie są jakieś rapsy... serioqrva?
09-07-2022, 19:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-07-2022, 19:43 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,783
Liczba wątków: 0
Facet w ogóle nie przypomina Elvisa. 2/3 sukcesu filmów biograficznych to fizyczne podobieństwo. Tu go nie ma.
Że jak? Szczekanina w filmie o Presleyu? To już w ogóle kładzie całość. Nie będzie oglądane.
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
09-07-2022, 19:46
Oskarmeister
Liczba postów: 6,838
Liczba wątków: 18
Pewnie mignęła raz ta nuta Dojy Cat i gość już się zesrał xd
09-07-2022, 22:03
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Coś tam było i rzeczywiście się skrzywiłem, bodajże w sekwencji takiej przejściowej, ale naprawdę wybijało to z rytmu, bo chcesz coś dynamicznego, no to bierzesz Bossa Nova z prędością 1,20 i gitara, a nie rapsy...
09-07-2022, 22:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-07-2022, 22:08 przez marsgrey21.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,508
Liczba wątków: 29
(09-07-2022, 19:42)Gieferg napisał(a): Zamieniłem dziś parę słów z jednym znajomym, nieszczególnie zadowolony i mówi, że w Elvisie są jakieś rapsy... serioqrva?
W jednym momencie, gdy lezie do B.B. Kinga - faktycznie o tym przypomniałem i kompletnie nie pasowało i wybijało z rytmu (lata 50. i nagle nowoczesna muzyka).
Przypomniałem sobie jeszcze małe rozczarowanie - przez połowę filmu podkreśla się, że Elvis jest wielkim fanem Kapitana Marvela - stąd ten ikoniczny outfit z późniejszej kariery oparty na kostiumie Kapitana Marvela Jr. I gdy w filmie outfit pojawia nie ma wyjaśnienia (albo było, lecz wyleciało w montażu).
09-07-2022, 22:28
.
Liczba postów: 27,667
Liczba wątków: 61
Film-błyskotka, dosyć przyjemnie się ogląda, ale im dłużej od seansu tym mocniej dostrzega się jego daremność, czyli standard u Luhrmana. Na Filmwebie jedna krytyczka fajnie podsumowała, że film jest jak karuzela: myślisz, że lecisz, a naprawdę kręcisz się w kółko :p
Scenariusz jest fatalny, właściwie mógłby trafić do podręczników jako przykład jak nie pisać biografii. Twórcy chcieli zawrzeć w niej wszystko, a wyszło, że nie zawarli właściwie niczego. Monstrualny metraż jest do zniesienia dzięki piosenkom, ale to ten przypadek, że jakby była tego godzina więcej albo godzina mniej, to treści byłoby mniej więcej tyle samo.
Butler gra i śpiewa bardzo dobrze, zlał mi się z postacią, ja widziałem Elvisa, a nie aktora. W przeciwieństwie do Hanksa, którego trudno brać na poważnie, patrząc na niego właściwie nie da się zapomnieć, że to stary, poczciwy Tom Hanks, który miał kaprys zagrać sobie kogoś złego.
Sensowniej obejrzeć sobie jakiś koncert Presleya i rzucić okiem na jego Wikipedię. 5/10
14-07-2022, 23:17
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,167
Liczba wątków: 6
Bardzo fajny film :)
Bardzo podobał mi się Hanks, ale najbardziej nie wtedy gdy gra szuję tylko gdy jego postać "gra w otwarte karty" z Elvisem. Hanks dobrze to wygrywa. Świetna, choć trochę przerysowana rola.
Podobało mi się jak przedstawiono Elvisa młodszemu widzowi który niekoniecznie jest nim zainteresowany. Zwykły młody chłopak, z sercem po właściwej stronie, roztańczony buntownik kochający muzykę, łamiący reguły w zderzeniu ze światem. Ba, mający swojego ulubionego superbohatera którym się fascynuje. Niby najprościej jak można ale nie sądzę aby tacy widzowie stwierdzili "Presley to ramota". Wręcz przeciwnie, łatwo się z nim zidentyfikować.
No i.. to jest najbardziej antyrasistowski film jaki widziałem od.. no nie wiem, od baardzo dawna. Właśnie dlatego bo się wcale nie wysila w tym kierunku, po prostu pokazuje Elvisa i jego historię. Żadnego "powiewania sztandarem".
Ode mnie 8,5/10.
12-08-2022, 20:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-08-2022, 20:40 przez Rozgdz.)
|