Amatorski projekt kinematograficzny, założony przez braci Bartosza i Łukasza Walaszków w 1988.
Z długometrażowymi filmami Skurcza mam kilka problemów. Po pierwsze, żadnego z nich nie widziałem na trzeźwo. :) Po drugie, pomimo odhaczenia na filmwebie faktu, że je oglądałem, nie potrafię ich ocenić. Realizacyjnie, fabularnie, aktorsko - wszystko jest tak OKRUTNIE kiczowate i przerysowane, że się bardziej nie da - za to 1/10 z miejsca i do widzenia. Ale zostaje druga kwestia, mianowicie że te filmy dostarczają po prostu sporej frajdy, właśnie przez tą celową kiczowatość, zwłaszcza jeśli ogląda się je w towarzystwie osób z podobnie zrytym poczuciem humoru. :) Walki z użyciem kukieł, hektolitry sztucznej krwi, absurdalne dialogi, wąsy robione chyba z mioteł, i tak dalej. Pełnometrażówki powstały cztery.
Zaczęło się od Bułgarskiego pościkku z 2001, gdzie połowa filmu to ganianie się po plenerach, a druga połowa - kompletnie bezsensowne policyjne narady. Jak w każdym filmie Skurcza, parę scen pereł, w tym jak zwykle najlepsze są walki.
Potem był Sum tak zwany olimpijczyk. Tego widziałem stosunkowo niedawno i w sumie można stwierdzić, że to najsłabsze, co stworzyli. Brak tego uroku i polotu który cechuje inne produkcje. Kolejny film - Wściekłe pięści węża - to bodaj najbardziej kultowy Skurcz i również mój ulubiony. Postacie, dialogi, muzyka i kaskaderka w tym filmie to jeden wielki lol i nie wiem w jakim stanie chłopaki to tworzyli (no błagam, teksty typu "Złamany obojczyk. To osłabi twój obojczyk." albo przewroty przez głowę), ale co najlepsze - to nawet wciąga, głównie przez narastającą ciekawość, jakie jeszcze karkołomne pomysły przyjdzie nam oglądać.
No i ostatni jak dotychczas pełnometrażowy film - Sarnie żniwo, czyli pokusa statuetkowego szlaku . Kontynuację WPW zapamiętałem przez trzy elementy - imiona bohaterów typu Molibdenowy Mateusz lub Tytanowy Janusz, SCENĘ POŚCIGU:
i muzykę - nie wiem skąd wytrzasnęli fińskie disco (zwane również Andrzejcorem), ale zadziwiająco pasuje do tej jednej wielkiej filmowej zgrywy i samo w sobie jest zabawne.
Wkrótce Wściekłe pięści węża 3. Trailer nie jest za fajny - wszystko, paradoksalnie, wygląda zbyt dobrze. Niskobudżetowy klimat uleciał, przypuszczam, że absurdalny humor też. Co do krótkometrażówek, to nigdy z żadną się nie zapoznawałem.
Znacie? Pamiętacie? Lubicie?
Z długometrażowymi filmami Skurcza mam kilka problemów. Po pierwsze, żadnego z nich nie widziałem na trzeźwo. :) Po drugie, pomimo odhaczenia na filmwebie faktu, że je oglądałem, nie potrafię ich ocenić. Realizacyjnie, fabularnie, aktorsko - wszystko jest tak OKRUTNIE kiczowate i przerysowane, że się bardziej nie da - za to 1/10 z miejsca i do widzenia. Ale zostaje druga kwestia, mianowicie że te filmy dostarczają po prostu sporej frajdy, właśnie przez tą celową kiczowatość, zwłaszcza jeśli ogląda się je w towarzystwie osób z podobnie zrytym poczuciem humoru. :) Walki z użyciem kukieł, hektolitry sztucznej krwi, absurdalne dialogi, wąsy robione chyba z mioteł, i tak dalej. Pełnometrażówki powstały cztery.
Zaczęło się od Bułgarskiego pościkku z 2001, gdzie połowa filmu to ganianie się po plenerach, a druga połowa - kompletnie bezsensowne policyjne narady. Jak w każdym filmie Skurcza, parę scen pereł, w tym jak zwykle najlepsze są walki.
Potem był Sum tak zwany olimpijczyk. Tego widziałem stosunkowo niedawno i w sumie można stwierdzić, że to najsłabsze, co stworzyli. Brak tego uroku i polotu który cechuje inne produkcje. Kolejny film - Wściekłe pięści węża - to bodaj najbardziej kultowy Skurcz i również mój ulubiony. Postacie, dialogi, muzyka i kaskaderka w tym filmie to jeden wielki lol i nie wiem w jakim stanie chłopaki to tworzyli (no błagam, teksty typu "Złamany obojczyk. To osłabi twój obojczyk." albo przewroty przez głowę), ale co najlepsze - to nawet wciąga, głównie przez narastającą ciekawość, jakie jeszcze karkołomne pomysły przyjdzie nam oglądać.
No i ostatni jak dotychczas pełnometrażowy film - Sarnie żniwo, czyli pokusa statuetkowego szlaku . Kontynuację WPW zapamiętałem przez trzy elementy - imiona bohaterów typu Molibdenowy Mateusz lub Tytanowy Janusz, SCENĘ POŚCIGU:
i muzykę - nie wiem skąd wytrzasnęli fińskie disco (zwane również Andrzejcorem), ale zadziwiająco pasuje do tej jednej wielkiej filmowej zgrywy i samo w sobie jest zabawne.
Wkrótce Wściekłe pięści węża 3. Trailer nie jest za fajny - wszystko, paradoksalnie, wygląda zbyt dobrze. Niskobudżetowy klimat uleciał, przypuszczam, że absurdalny humor też. Co do krótkometrażówek, to nigdy z żadną się nie zapoznawałem.
Znacie? Pamiętacie? Lubicie?
12-05-2013, 20:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2013, 20:07 przez Bogdan.)








