![[Obrazek: tumblr_nfrtg0Umcn1txlwzzo1_500.jpg]](https://68.media.tumblr.com/26f70a145de54c8d428350ad14721e6e/tumblr_nfrtg0Umcn1txlwzzo1_500.jpg)
Flatliners Schumachera to dla mnie jeden z przykładów tego, że kiedyś filmy opierały się na ciekawych pomysłach, często pomysły te rozwijając w równie ciekawy, nieoczywisty sposób.
Studenci medycyny celowo wprowadzający się w stan śmierci klinicznej, pod wpływem której zaczynają dręczyć ich wizje uzewnętrzniające ich głęboko skrywane traumy i "demony"? Bomba, do tego świetna obsada (Sutherland! Roberts! Baldwin! Bacon! Platt!), klasa - jak zwykle - zdjęcia Jana de Bonta i świetny najtisowy klimat. Jasne, to nieco kiczowaty, może i niezbyt mądry film, ale lubię go za oryginalność, temat, własny charakter, ale i za to, że wykorzystuje elementy horroru, ale unika pójścia w typowy horror i wykorzystuje je by zbudować klimat właśnie i przede wszystkim wpłynąć na bohaterów, a nie na widzów.
Remake (w reżyserii gościa od oryginalnej Dziewczyny z tatuażem) będący niczym inym jak zubożoną, głupszą, hałaśliwą i tandetnie efekciarską wersją filmu Schumachera robi coś odwrotnego.
![[Obrazek: tumblr_otrg8r7Ykw1sexuoko1_500.jpg]](https://68.media.tumblr.com/2b666ebefb82acfb3c732bdcbc8c7c06/tumblr_otrg8r7Ykw1sexuoko1_500.jpg)
W oryginale bohater który w dzieciństwie przyczynił się do nieszczęśliwego wypadku i w efekcie śmierci dręczonego przez niego i kolegów chłopca w swoich wizjach sam jest ofiarą przemocy z jego strony. To bardzo prosty koncept i ani w tym przypadku, ani w przypadku reszty bohaterów mierzących się ze swoim poczuciem winy film jest spójny.
Remake idzie o krok dalej - w przeciągniętych, strrrasznych scenach nie różni się niczym od taśmowych horrorów, jednocześnie całkowicie zatraca w nich nie tylko sens oryginalnej fabuły, ale i logikę, i tak "zjawa" którą widzi tylko bohater przemyka mu za plecami widziana tylko przez... widza.
Bohaterka która w przeszłości skompromitowała inną uczennicę ujawniając jej nagie zdjęcia dostaje wziętą z tyłka scenę z jadącą w nieskończoność windą, która w końcu zatrzymuje się a za drzwiami ukazuje się klasa rodem z Silent Hill, a gdy drzwi zamykają się, przy akompaniamencie mojego ulubionego BARDZO! GŁOŚNEGO! DŹWIĘKU! pojawia się upiorna zjawa wspomnianej koleżanki. Ale że co? Nie ma to za grosz sensu pod żadnym względem - w filmie Schumachera żywi nie ukazywali się bohaterom jako jakieś idiotyczne trupy, nie rozumiem też dlaczego inna bohaterka z pacjentem do którego śmierci się przyczyniła musi zmierzyć się na basenie wyglądającym - znowu - jak z Silent Hill. Jakby tego było mało, w największej zmianie względem oryginału, bohaterka Ellen Page WTF?
Najdobitniej jednak różnica między obydwoma filmami ujawnia się w scenie pojednania - u Schumachera Kevin Bacon odwiedza w jej domu kobietę, którą w szkole dręczył wyzwiskami. Prześladująca go wizja dziewczynki, tym razem dręczącej wyzwiskami jego, uświadomiła mu jak bardzo ją krzywdził. Scena przeprosin w jego wykonaniu jest szczera i realistyczna, tak jak szczera i realistyczna jest reakcja kobiety. Widzimy jej dom, męża, córkę. W nowej wersji bohaterka (ta od ujawnionych zdjęć) jedzie przeprosić dawną koleżankę z klasy w jej pracy. Nie tylko niczego się o niej nie dowiadujemy, poza tym że pracuje w biurowcu, ale cała scena wypada kompletnie inaczej - bohaterka (swoją drogą najbardziej irytująca z całej piątki) nie przeprasza dlatego, że żałuje, ale głównie dlatego że chce by jej wizje się skończyły. Mówi że tamta MUSI jej wybaczyć, mówi "To DLA MNIE ważne." Godna politowania postać i jeszcze bardziej godne politowania scenopisarstwo.
7/10 dla filmu Schumachera.
1/10 dla kolejnego niepotrzebnego, zidiociałego rimejku.
01-10-2017, 00:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-10-2017, 15:19 przez Mierzwiak.)
Spoiler




