Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
To miał być jeden z faworytów Oscarowych za film roku i rolę pierwszo lub drugoplanową.
Dziwna sprawa, bo reżyserem jest Bennett Miller - gość od Moneyball i Capote, a scenariusz pisał jeden z najlepszych ludzi w branży czyli Aaron Sorkin. I mimo to film nie działa.
Osią fabularną jest oparta na faktach znajomość dwóch amerykańskich zapaśników z miliarderem fundującym ich klub sportowy, w celu osiągnięcia olimpijskiego złota. Z trudnych do wyjaśnienia przyczyn miliarder morduje jednego z nich.
Mamy więc interesującą historię która naprawdę się wydarzyła. Aktorstwo jest rewelacyjne. W pamięci zostaje przede wszystkim Steve Carell zrywający kompletnie ze swoim emploi. Dzięki charakteryzacji jego twarz jest trudna do rozpoznania. Powolnie, niemalże szeptem cedzone słowa, patrzenie na innych z góry w pełnym skupieniu, traktowanie wszystkiego z najwyższą powagą. John Du Pont - wspomniany miliarder - w jego kreacji jest jednym z ciekawszych czarnych charakterów tego roku. Pochłonięty przez kompleksy, samotność i próby zaimponowania - przede wszystkim matce, ale poniekąd komukolwiek, wytwarza przed sobą urojony obraz świata.
Czy kreacja godna Oscara? Nominacji na pewno, ale na statuetkę czegoś brakuje. Film nie do końca pozwolił mu rozwinąć skrzydła.
Zadziwiająco dobrze poradził sobie Channing Tatum. Albo ma dryg do grania tępaków (oprócz Foxcatcher jeszcze obie części 22 Jump Street i parę komedii romantycznych), albo wbrew temu co się o nim mówi naprawdę ma talent. Początkowo manipulowany przez Johna Du Pont, wiecznie będący w cieniu starszego brata, samotny i fanatycznie poświęcający się zapasom. Poważna kreacja zagrana bez cienia fałszu.
Dla fanów Marvela to dobry znak przed kolejną częścią X-Menów, gdzie przypadła mu rola Gambita.
Mark Ruffallo dodaje tu trochę serca - czuć więź między nim a młodszym bratem którym próbuje się opiekować.
Problem filmu jest taki, że nie pozwala sam sobie rozwinąć skrzydeł. Nieumiejętnie jest budowane napięcie i dramatyzm postaci. Ujęcia są bardzo chłodne i zdystansowane, muzyka potęguje niezręczny nastrój.
O ile Paul Thomas Anderson potrafi mimo tego zahipnotyzować widza, tak Bennett Miller raczej powoduje znużenie. Miałem poczucie że część scen była rozwleczona i zbędna, a co gorsza film urywa się w najciekawszym momencie. Nie ma konfrontacji Carella z Tatumem, ani procesu sądowego. Prób zachowania normalności przez Du Ponta czy usprawiedliwiania swoich czynów.
Foxcatcher pozostaje intrygującą analizą postaci, ale poprowadzoną zbyt chłodno i nie wykorzystującą swojego potencjału.
7-/10
31-12-2014, 20:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2015, 16:40 przez Capt. Nascimento.)
Dużo pisze
Liczba postów: 551
Liczba wątków: 2
Holiłut juz nie ma się czym podniecac film jest słłłłłłłłaby!
Tatum chce być "all over his tatum" na ekranie ;] a zrobił parodie Charlesa Thatchera [ten jego chód ,wysunięta żuchwa ktora czasem sie zapodziewa np gdy czejning bierze koke..]
Carell , OMG toz to Michael Scott udający Napoleona Bonaparte za Cytat:Powolnie, niemalże szeptem cedzone słowa, patrzenie na innych z góry
ma dostac Oscara? Bitch Please! scena w której chce zaszpanować mamusi jaki to z niego coach wrestlingu i scena jego walki amatorskiej na zawodach są jak sceny wyjęte żywcem z The Office aktor totalnie źle dobrany do roli.
Mark Ruffallo IMO prawdziwa gwiazda tego filmu...
A single pussy hair can pull a battleship through the desert
01-01-2015, 13:46
Stały bywalec
Liczba postów: 6,882
Liczba wątków: 6
(31-12-2014, 20:21)Capt. Nascimento napisał(a): Dziwna sprawa, bo reżyserem jest Bennett Miller - gość od Moneyball i Capote, a scenariusz pisał jeden z najlepszych ludzi w branży czyli Aaron Sorkin.
Pisał, ale chyba nie dopisał. Aż musiałem sprawdzić. Sorkin napisał Moneyball, nie Foxcatchera. Przecież cały film ma mniej dialogów niż typowa sorkinowska scena.
Wklejam moją opinię z krótkiej piłki:
Foxcatcher mnie trochę rozczarował. Dużo podobieństw do Capote. Znowu mozolne konstruowanie postaci i relacji między nimi. Miller świetnie dawkuje niepokój. Carell jest rewelacyjny. Sam nie wierzę, że to piszę, ale chyba nie gorszy niż Hoffamn w Capote. Tatum i Ruffalo też super. Nie wiem, czego mi zabrakło. Może większego zaangażowania w historię, nawet jeśli pełni ona rolę drugorzędną. Waham się pomiędzy 7 a 8, bo atmosfera wykreowana po mistrzowsku a postać Carella to jeden z lepszych psycholi jakich widziałem w kinie. Jak najbardziej rozumiem też zachwyty.
Na chłodno kilka tygodni po seanse mam wątpliwość, czy nie przegięli z charakteryzacją Carella a poza tym te same wątpliwości. Dodatkowo gdzieś przeczytałem, że Miller męczył się z montażem, pierwsza wersja filmu trwała 4 godziny. Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego nie wyciął np. rozmowy z matką, która zbyt dosłownie tłumaczy to co dużo lepiej widać w scenie, w której matka wbija na sale treningową. Zabrakło więcej takich scen. Całość jest zbyt chłodna i subtelna, chociaż intrygująco niepokojąca.
01-01-2015, 18:09
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Przeczytałem gdzieś że Sorkin pisał scenariusz i to mnie najbardziej zdziwiło.
Bo gościu naprawdę jest w ścisłym top scenarzystów.
Myślę że można było podnieść dramatyzm kilku scen, pogłębić wątek Carella i matki a przede wszystkim dodać jakąś scenę już po zabójstwie.
To byłby moment w którym Carell mógłby najbardziej zabłysnąć.
LPC napisał(a):ma dostac Oscara? Bitch Please! scena w której chce zaszpanować mamusi jaki to z niego coach wrestlingu i scena jego walki amatorskiej na zawodach są jak sceny wyjęte żywcem z The Office aktor totalnie źle dobrany do roli.
Uważam że Carell bardzo dobrze tu zagrał - szczególnie biorąc pod uwagę że należy do tych komików robiących z siebie głupka w filmach.
A tu ma bardzo poważną rolę. Tylko film nie pozwolił mu z niej więcej wycisnąć - bo w większości scen to on po prosu stoi gdzieś z boku, coś tam powie, ale zazwyczaj jest obserwatorem. Zabrakło kilku scen gdzie by mu puściły nerwy albo więcej dialogów z jego udziałem.
Głębszej analizy motywów tej postaci (bo "nigdy nie miałem przyjaciół, jestem samotny, chcę zaimponować matce" w tym wypadku wyszło jak na film psychologiczny dość płytko).
Za mała siła przebicia. Jutro na szczęście premiera Whiplash (jezu ile ja się na ten film naczekałem) i będę kibicował Simmonsowi.
LPC napisał(a):Tatum chce być "all over his tatum" na ekranie ;] a zrobił parodie Charlesa Thatchera [ten jego chód ,wysunięta żuchwa ktora czasem sie zapodziewa np gdy czejning bierze koke..]
A tego nie zauważyłem. Jeśli zapodziewał tę żuchwę to faktycznie trochę słabo.
No ale nie spodziewałem się po nim wielkiego aktorstwa a IMHO poradził sobie całkiem nieźle.
LPC napisał(a):Mark Ruffallo IMO prawdziwa gwiazda tego filmu...
Myślę że Ruffalo miewał lepsze role. Tutaj nie dostał szansy by zabłysnać. Jest w pełni wiarygodny i czuć że zależy mu na bracie, ale poza tym nie miał wybitnie trudnej roli.
01-01-2015, 18:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-01-2015, 19:13 przez Capt. Nascimento.)
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Spoko film i tyle moge o nim powiedzieć. Fajny aktorsko, ale przy Carellu mejkap mnie jednak rozpraszał i nie mogłem przestac myśleć, że to on z przylepionym nosem. Ruffallo i Tatum mają dobrą braterską relacje, zwlaszcza ten drugi fajny w roli małomównego dużego dziecka. Choć nie dziwie się, ze prawdziwy Mark Schultz ostatnio na twitterze i fejsbuku opieprzył reżysera za to, że tak go nakreślił. Ponoć część scen wydarzyła się naprawde, ale relacje miedzy bohaterami i sami bohaterowie nie oddają prawdziwej historii - nic zresztą dziwnego, tak to bywa zazwyczaj w historiach "na faktach".
Na plus jeszcze atmosfera niepokoju i dziwnej melancholii unosząca się przez cały film. Sam film zresztą jest za długi, jak dla mnie, ale to pewnie dlatego, że reżyser wyraźnie chciał się skupić na atmosferze i długich ujęciach jak bohaterowie patrzą albo ewentualnie restlują sobie. Czyli po prostu chciał poprzynudzać, a ja po jakiejś pól godzinie doceniania klimatu zdałem sobie sprawe, że to przynudza i niestety głównie przynudzało już tak do końca.
Największy kameleon w tym filmie to Sienna Miller, której w ogole nie poznałem, a gra żonę Dave'a. :D
I jako ciekawostka:
01-01-2015, 23:12
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-01-2015, 23:17 przez Gal Anonim.)
Red Crow
Liczba postów: 12,731
Liczba wątków: 50
Film ok i tyle. 6/10 to maks. I to głównie zasługa aktorów - świetnego Tatuma, dobrego Carella i trzymającego poziom Ruffalo. Sama historia mało wciągająca. Narracyjnie jest to zbyt powolne, zbyt chłodne, zbyt zdystansowane, żebym się w jakikolwiek sposób mógł przejąć tym, co dzieje się na ekranie. Poza tym, prawdziwa historia miała potencjał na lepszy film, bardziej emocjonujący, ciekawiej poprowadzony, więc ostatecznie czuję się rozczarowany kierunkiem, w którym poszedł Miller, przedstawiając tę historię.
09-01-2015, 14:10
Stały bywalec
Liczba postów: 6,882
Liczba wątków: 6
Zaskakująco dobrze wypadł drugi seans, bez wygórowanych oczekiwań i ze świadomością wad filmu. Wiedząc, że historia nie wciąga sama w sobie, za drugim razem bardziej doceniłem dyscyplinę i oszczędność w przedstawianiu relacji między bohaterami i dawkowaniu niepokoju do niemal ciężkiego do zniesienia poziomu. W ogóle nie rozumiem zarzutów o zakończenie filmu w tym momencie i braku konfrontacji czy tym bardziej procesu.
Wcześniej przesadziłem z porównaniem ról Carella i Hoffmana. No i Ruffalo to strasznie niedoceniany aktor. Millerowi talentu odmówić nie można, szkoda, że tak rzadko kręci.
11-01-2015, 22:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2015, 22:46 przez PropJoe.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Mnie Foxcatcher zachwycił. Również dlatego, że wydaje się taki chłodny, lekko ciągnący się, pozbawiony emocji i reżyser jakby specjalnie olewał potencjał dramaturgiczny całej historii, bo np. taki finał w innym filmie mógłby spokojnie wyciskać łzy i ściskać za gardło. A tutaj nic takiego nie ma miejsca. I właśnie to mi się podoba. Miller kreuje fantastyczny, posępny klimat i świat, w którym wszystkim bohaterom przydałaby się jakaś sesja u psychoterapeuty. A ta beznamiętność narracji wspaniale potęguje ten neurotyczny niepokój wiszący w powietrzu.
11-01-2015, 23:00
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
Ten dawkowany niepokój o którym pisze PropJoe to imo jedyna rzecz która wynosi ten film ponad przeciętność (czyli do oceny 6/10) w czym duża zasługa Carella. Choć trzeba przyznać, że jego interpretacja du Ponta jest dużo bardziej creepy niż to co widać np. na zamieszczonym przez Crova filmiku. Tak po za tym to dostałem nudną wizualnie i średnio ciekawą fabułę na podstawie bardzo interesującej historii.
No właśnie - historia. Jak już pisałem w innym miejscu nigdy jakoś przekłamania w filmach na faktach mi nie przeszkadzały i nie wpływały na moją ocenę. Szczególnie, że najczęściej wprowadza się je, żeby podbić napięcie etc.. Tym samym za cholerę nie mam pojęcia dlaczego głównym bohaterem filmu jest Mark (Tatum) a nie Dave (Ruffalo). Tym bardziej, że ten pierwszy przez dużą część filmu snuje się ze zwieszoną głową obrażony o niewiadomoco (tzn. teoretycznie wiadomo, ale ja tego nie kupuję). Ostatnie wejście du Ponta to też raczej wtf, bo jego motywacje są zbyt mgliste i bo tak ("masz ze mną jakiś problem?" - serio?!).
Polecam sobie poczytać tę stronkę: http://www.historyvshollywood.com/reelfaces/foxcatcher/
Do refleksji na temat tego, jak ten film mógł być dobry, gdyby zbytnio przy tej historii nie grzebać i dać ją do wyreżyserowania komuś z lżejszą ręką. Nie odmawiam Millerowi talentu, ale koleś ma tak przezroczysto-nijaki styl, że powoli staje się on jego znakiem rozpoznawczym :).
11-01-2015, 23:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2015, 23:36 przez Perfik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Beznamiętny, ok. Ale przezroczysto-nijaki styl? Mnie osobiście trudno tak określić to, co widzę w Foxcatcherze, skoro reżyser formą filmu zabija (ja myślę, że zamierzenie i świadomie) dramatyzm historii. Powiedziałbym wręcz, że styl zbyt wiele przysłania:D
11-01-2015, 23:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2015, 23:48 przez patyczak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,759
Liczba wątków: 150
(11-01-2015, 23:46)patyczak napisał(a): Beznamiętny, ok. Ale przezroczysto-nijaki styl? Mnie osobiście trudno tak określić to, co widzę w Foxcatcherze, skoro reżyser formą filmu zabija (ja myślę, że zamierzenie i świadomie) dramatyzm historii. Powiedziałbym wręcz, że styl zbyt wiele przysłania:D
Ja już w sumie Perfikowi pisałem na FW, że wg mnie Miller mógł celowo zrobić Marka Schulza głównym bohaterem. Dzięki temu widz nie ma zbytnio okazji na głębsze poznanie Dave'a, który na pierwszy rzut oka wydawał się być spoko gościem - dobry ojciec i mąż, gość wspierający swojego młodszego brata. Mark z kolei był zamkniętym w sobie gościem, mającym kompleks swojego dużo bardziej docenianego brata (a może tylko on tak uważał i nie chciał się na to docenienie otworzyć? Wolał sobie żyć samotnie i chodził z tą opuszczoną głową). Tak więc tragiczny finał może nie wywoływać tylu emocji co powinien, a sama historia nie porywać.
Dla mnie ten surowy klimat i niepokojąca atmosfera, trochę ślamazarne tempo zdecydowanie tutaj zagrały ze sobą i film oglądało mi się wyśmienicie. Uważam go za lepszy film od Capote i na pewno dużo bardziej ciekawy. 8/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
11-01-2015, 23:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2015, 23:59 przez Pelivaron.)
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
(11-01-2015, 23:46)patyczak napisał(a): Mnie osobiście trudno tak określić to, co widzę w Foxcatcherze, skoro reżyser formą filmu zabija (ja myślę, że zamierzenie i świadomie) dramatyzm historii.
No to jeśli dzisiejsi twórcy zaczną zabijać świadomie dramatyzm historii na rzecz chu wie czego, to ja wysiadam z tego pociągu. Dla mnie Foxcatcher to poziom średniego europejskiego snuja (które być może były inspiracją dla Millera) i tym samym nie dziwi mnie nagroda za reżyserię w Cannes.
(11-01-2015, 23:56)Pelivaron napisał(a): wg mnie Miller mógł celowo zrobić Marka Schulza głównym bohaterem. Dzięki temu widz nie ma zbytnio okazji na głębsze poznanie Dave'a,
No ja się domyślam, że celowo go zrobił głównym bohaterem, a nie niechcący przy montażu (chociaż rough cut miał podobno ponad 4h więc kto ich tam wie). Ja się pytam w jakim celu? Jeśli chodziło mu to, żeby film nie wywołał we mnie żadnych emocji a zgon jednego z bohaterów skwitował krótkim heh?, to mu się udało.
Ocena właśnie spadła do 5/10 :)
12-01-2015, 00:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-01-2015, 00:17 przez Perfik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Cytat:Ja się pytam w jakim celu? Jeśli chodziło mu to, żeby film nie wywołał we mnie żadnych emocji a zgon jednego z bohaterów skwitował krótkim heh?, to mu się udało.
Cytat:No to jeśli dzisiejsi twórcy zaczną zabijać świadomie dramatyzm historii na rzecz chu wie czego,
Film nie napierdzielał we mnie emocjami, ale trzymał w napięciu poprzez tą gęstą atmosferę i świadomość, że choć wszyscy wydają się tu tacy trochę bez życia, to wewnątrz aż buzują różnymi obsesjami, traumami i w każdej chwili coś może wybuchnąć. To dużo więcej niż może dać ci europejski snuj :D
12-01-2015, 00:32
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
(12-01-2015, 00:32)patyczak napisał(a): w każdej chwili coś może wybuchnąć.
Skończyło się ledwie na pierdnięciu.
12-01-2015, 00:44
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Ale smród był wyborny.
12-01-2015, 00:46
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
To fakt - niesmak w ustach pozostał :)
12-01-2015, 00:56
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,556
Liczba wątków: 67
Ale dalej piszecie o filmie? :>
12-01-2015, 01:29
Stały bywalec
Liczba postów: 6,882
Liczba wątków: 6
(11-01-2015, 23:36)Perfik napisał(a): Ostatnie wejście du Ponta to też raczej wtf, bo jego motywacje są zbyt mgliste i bo tak ("masz ze mną jakiś problem?" - serio?!).
No, ale przecież właśnie o to chodzi w całym filmie. Miller nie daje odpowiedzi tylko z dystansu pokazuje bohaterów. Ostatnie wejście du Ponta jest pokazane w sposób spójny z całym filmem. Ale rozumiem, że Tobie się nie podoba film i taka narracja.
Co do motywacji du Ponta to nie muszę chyba pisać, że to był freak i motywacja "bo tak" mogła być wystarczającą. Poza tym, przy całej niejednoznaczności filmu (która imo jest zajebista, jeśli już robić film po "europejsku" to właśnie tak), jedno wydaje się w miarę oczywiste. Chodziło o urażoną dumę. du Pont miał kasę, ale nie miał szacunku wrestlerów, nawet matka gardziła jego działalnością, może sam skumał, że nie jest trenerem i mentorem. Padło na Dave'a. du Pont ogląda ten dokument o sobie i wydaje mi się, że kluczowe może być ujęcie właśnie Dave'a z dość pobłażliwą miną przyglądającego się gadce motywacyjnej Złotego Orła Ameryki. Może się wkurwił, że Dave obiecał mu zwycięstwo Marka i poczuł się wydymany?
(11-01-2015, 23:36)Perfik napisał(a): Tak po za tym to dostałem nudną wizualnie (...) Nie odmawiam Millerowi talentu, ale koleś ma tak przezroczysto-nijaki styl, że powoli staje się on jego znakiem rozpoznawczym :).
Przezroczysto nijaki? Później piszesz, że filmowi na dobre wyszłoby, gdyby zrobiłby go reżyser z "lżejszą ręką". To się nie wyklucza? Prędzej się zgodzę, że styl Millera jest zbyt ciężki, widoczny niż przezroczysty. Owszem jest szaro-bury, ale mi się to akurat podoba, podobnie jak w Capote, bardzo podobnym pod tym względem. Nawet w Moneyball, bardziej dynamicznym głównie za sprawą skryptu Sorkina, było miejsce na statyczne ujęcia i szerokie kadry pokazujące puste stadiony itd. Foxcatcher jest "nudny wizualnie", bo właśnie długie ujęcia i szaro-bura paleta? Jak dla mnie jest sporo fajnych kadrów - choćby w scenie wypuszczania koni (chociaż trochę było widać, że kręcili to osobno, nie?) lub scenie aresztowania.
A co do kwestii prawdziwej historii to na taki klip trafiłem:
Trudno gościa brać na poważnie. Może za mało zarobił na filmie/książce, może mu ktoś wytłumaczył, że są delikatne homoerotyczne aluzje.
13-01-2015, 12:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2015, 12:44 przez PropJoe.)
Stały bywalec
Liczba postów: 756
Liczba wątków: 9
(09-01-2015, 14:10)nawrocki napisał(a): Film ok i tyle. 6/10 to maks. I to głównie zasługa aktorów - świetnego Tatuma, dobrego Carella i trzymającego poziom Ruffalo. Sama historia mało wciągająca. Narracyjnie jest to zbyt powolne, zbyt chłodne, zbyt zdystansowane, żebym się w jakikolwiek sposób mógł przejąć tym, co dzieje się na ekranie. Poza tym, prawdziwa historia miała potencjał na lepszy film, bardziej emocjonujący, ciekawiej poprowadzony, więc ostatecznie czuję się rozczarowany kierunkiem, w którym poszedł Miller, przedstawiając tę historię.
Podbijam, ale dla mnie 5/10. Lubie poprzednie filmy Millera, a tutaj wyraźnie coś nie pykło. Jeszcze wyszło trochę na raty z tym oglądaniem i wczoraj to już było tylko oczekiwanie na kulkę w łeb i pójście spać, bo całość kompletnie po mnie spłynęła.
13-01-2015, 16:26
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Ja obniżam ocenę do 7-, bo tak na chłodno patrząc to jednak jak na opowiadaną historię Foxcatcher budzi strasznie mało emocji.
A robiąc ranking 2014 zdałem sobie sprawę że nie mieści się nawet w pierwszej trzydziestce - i z każdym nadrabianym filmem spada coraz niżej.
Niżej nie dam, bo sama historia jak i postać De Ponta jest ciekawa, a aktorstwo wyśmienite.
13-01-2015, 16:40
|