^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Co prawda mamy dopiero styczeń, ale już teraz mogę powiedzieć, że Głód to będzie jeden z najlepszych filmów 2010 roku. Fabuła oparta na faktach opowiada o strajku więźniów będących członkami IRA, którzy walczą o status więźniów politycznych. Z każdym dniem forma strajku się zaostrza.
Głód jest niesamowitym filmem. Więzienie jest brudne, nieprzyjemne, strażnicy brutalni, a więźniowie zawszeni i niedomyci. Jest to jeden z najbardziej sugestywnych obrazów więzienia. Film nie byłby tak dobry gdyby nie obsada. Michael Fassbender w roli Bobbiego Sandsa zagrał fenomenalnie. Zresztą nie tylko zagrał świetnie, ale także upodobnił do swojej postaci drastycznie chudnąc. Na drugim planie rządzi Liam Cunningham w roli księdza Morana. Scena rozmowy Bobbiego z Moranem zrealizowana w jednym ujęciu do absolutne mistrzostwo.
Polecam Głód, bo jest to film wyjątkowy zrealizowany i zagrany wręcz idealnie.
A tutaj o Głodzie pisze Artemis:
http://www.film.org.pl/prace/era_nowe_horyzonty_9/konkurs.html
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
10-01-2010, 13:55
Stały bywalec
Liczba postów: 13,482
Liczba wątków: 77
Krótko i zwięźle - film wybitny, masakrycznie grający na uczuciu estetyki, minimalistyczny w formie, porażający, brudny, niewygodny, śmierdzący kałem. No po prostu świetny film więzienny. Znakomita rola Fassbendera, no i 17-minutowa rozmowa z księdzem bez żadnego cięcia powoduje niezłe ciary, zwłaszcza gdy rozmowa skręca na temat religii. Nie mam nic konkretnego do zarzucenia, zwłaszcza, że to debiut. Jeden z najlepszych w ostatnich 20 latach.
10/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-01-2010, 20:53
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Mocny, kopiący po zadzie tytuł, o którym prędko się nie zapomina. Obejrzałem go na samym początku zeszłorocznego ENH, przez następne kilka dni obejrzałem kilkadziesiąt innych tytułów, ale na koniec i tak "Głód" (no dobra, ustąpił tylko "Tlenowi") uważałem za najmocniejsze kinowe doznanie tamtej edycji festiwalu. Tutaj moja krótka recenzja:
http://www.ofilmie.pl/krotkie-ujecie/hunger/
14-01-2010, 21:27
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Dwa razy podchodziłem do tego filmu, trzy razy się zbierałem, żeby o nim napisać, ale w końcu się zdobyłem :P
A to wszystko przez to, że on jest po prostu tak kurewsko zajebisty, że trudno znaleźć słowa, które by oddawały wrażenie jakie robi na człowieku, jego duszy, sercu, mózgu, czymś tam.
Tym niemniej od razu przestrzegam, że jest to film z gatunku tych...eee... "trudnych", "ambitnych" czy nawet "nudnych", "wymagających skupienia", bla bla bla. No bo jest taki - ale nie jest to ten rodzaj fałszywego, pseudoartyzmu od jakiego się roi 90% europejskiego kina, gdzie regułą jest, że żeby realistycznie pokazać jakąś emocję to ujęcie musi trwać minimum 3 minuty (choć takie shoty, a nawet dłuższe również w Głodzie są :P).
Jak oglądałem ten film to cały czas powracało do mnie wrażenie, że zrobił go jakiś matematyk (co jest nieprawdą, bo McQueen jest absolwentem jakiejś akademii artystycznej, czyli wręcz przeciwnie :P), bo całość jest wyjątkowo misternie, rzekłbyś symfonicznie, skonstruowana, mógłbym nawet narysować wykres w jaki sposób ten obraz się rozwija. Dialogów, poza jednym, wiadomym (o nim za chwilę) praktycznie tu nie ma - widać tu wpływ wbijanej studentom scenariopisarstwa zasady, że słowo jest dla scenarzysty ostatnią deską ratunku i że jeśli można, to wszystko należy pokazywać przez obraz. Tak również jest tutaj. Bez kitu, więcej dialogów to już chyba było w Odysei Kosmicznej.
Konstrukcja jest tutaj ważnym aspektem. Film zaczyna się leniwie, a w pierwszych minutach łatwo się pogubić (o ile dobrze zauważyłem akcja rozgrywa się w dwóch planach czasowych, a przejścia między nimi strasznie trudno zauważyć) - najpierw po cichu poznajemy strażnika więziennego, powoli przechodzimy do więzienia, następnie (już na wyższych rejestrach emocjonalnych) poznajemy Gilona i środowisko w jakim egzystują więźniowie-terroryści, po to by następnie McQueen wyjebał nas po łbie iście dantejskimi scenami, nazwijmy to, z braku lepszego słowa... "interakcji" między więźniami, a służbą więzienną ;] Tutaj dochodzi do tzw. major headblow :P Następnie, już wyposażeni i uzbrojeni w wiedzę o okropieństwach do jakich tam dochodzi dostajemy ni mniej ni więcej tylko, i mówię to z pełną świadomością, jedną z najlepszych scen filmowych XXI w. - a potem już tylko razem z Fassbenderem zjeżdżamy w otchłań cierpienia i głodu, w jaką popada jego bohater, aż do samego końca.
Jeśli ten film ma na celu wprowadzić widza w stan skrajnego otoczenia emocjonalnego i mentalnie przenieść go do więzienia Maze - to udało mu się to w 100%. Oglądając Głód można wręcz poczuć smród kału, którym więźniowie smarują swoje cele.
Osobny akapit jestem zmuszony poświęcić scenie rozmowy Bobby'ego Sandsa z księdzem, a to ze względu na zawarty w niej nieprzyzwoity wręcz poziom zajebistości ;] Jest to, dla ścisłości, nakręcona w pojedynczym ujęciu 17 i półminutowa scena rozmowy dwójki ludzi w więziennym wizytatorium (nie wiem czy istnieje takie słowo w języku polskim, ale ok). Make no mistake, akurat fakt, że wszystko tu jest w jednym ujęciu ma dosyć małe znaczenie - chodzi o tło.
Ekhem, pozwólcie, że zadam wam takie szczere pytanie - czy nie wkurwia was 90% filmowych dialogów? No, odpowiedzcie, szczerze. Czy nie macie wrażenia, nieważne jak one dobrze są napisane, że to jednak dialogi filmowe, że jest w nich większy lub mniejszy poziom sztuczności, że po prostu czegoś tu brakuje, aby móc w pełni doznać tego, co się ogląda? Oczywiście nie mówię tu o WSZYSTKICH filmach - są pewni wybitni twórcy, którzy się tego ustrzegli. Jak np. Quentin Tarantino. Ale to tylko wyjątki potwierdzające smutną regułę - większość przeciętnych widzów ma w dupie to co postacie mówią jedna po drugiej. A to wszystko przez patologiczne przyzwyczajenia scenarzystów, których się uczy, że w każdej scenie musi być konflikt, że postacie powinny się jak najbardziej jedna od drugiej różnić i że im większy konflikt i różnica zdań, tym lepiej.
No więc ja uważam, że CHUJ i że scena dialogowa z Głodu jest najlepszym dowodem na moc smrodu bullshitu jaki jest wbijany ludziom do głowy. Bo NAJTRUDNIEJ jest napisać dialog między dwojgiem TAKICH SAMYCH ludzi, a dokładniej - między parą osób z takim samym poziomem inteligencji, świadomości otaczającego ich świata, samoświadomości, z tak samo potężną wolą, jej siłą i sposobem oddziaływania na środowisko i z JEDYNĄ rzeczą ich różniącą to sposobem patrzenia i interpretacji tego postrzeganego świata.
Jestem w stanie wymienić na palcach jednej ręki sceny, którym udało się osiągnąć taki efekt - rozmowa DeNiro i Pacino w kafejce w Heat, rozmowy Vincenta i Julesa w Pulp Fiction, Nolan próbował to osiągnąć w scenie przesłuchania Jokera w TDK, ale nie do końca mu wyszło... itd. Po prostu trudno jest napisać dialog między dwójką potężnych, równie potężnych osobowości. O wiele łatwiej jest jeśli jedna z nich jest postawiona wyżej niż druga.
No więc moim skromnym dialog z Głodu powinien być pokazywany w szkołach filmowych jako dowód na to, że się da i to jeszcze jak. Muzyka tego dialogu (dialog ma swój rytm i samo uchwycenie go jest już cholernie trudne) po prostu niesie widza przez scenę, tak, że on nawet nie zauważa upływającego czasu i że to wszystko jest w jednym ujęciu, z fascynacją obserwuje jak jeden z drugim odbijają między sobą piłeczkę i wymieniają się złośliwościami, jest bardziej wciągnięty w tę akcję niż przy oglądaniu jakichś megawypaśnych strzelanin z Hollywood. A to wszystko dlatego, że obaj wierzą w to samo, są tak naprawdę tacy sami, wiedzą tyle samo - ale robią z tą wiedzą dokładnie odmienne rzeczy. I to jest właśnie to czego chciałbym widzieć więcej w amerykańskich filmach. Sam fakt, że to wszystko jest nakręcone w jednym ujęciu ma tu, przynajmniej dla mnie, znaczenie marginalne i jest bardziej szpanerstwem McQueena i aktorów niż jakimś celowym zabiegiem. Aczkolwiek przyznaję, że fakt iż obraz się nie zmienia wzmacnia poczucie "wciągnięcia" w pokazywaną sytuację i właśnie w muzykę i rytm tego przezajebistego dialogu. Dlatego Głód jest jak symfonia :)
Swoją drogą scenka jest , niestety bez napisów - a szkoda, bo tego dziwnego irlandzkiego akcentu za cholerę nie idzie zrozumieć.
Tym niemniej mam z tym filmem dwa problemy. Po pierwsze, do jego pełnego zrozumienia wymagana jest znajomość historii Irlandii z tamtego okresu, której ja osobiście nie znam, dlatego często musiałem się zdrowo napracować, żeby z samego wizualnego kontekstu wyniuchać o co chodzi (przydają się tu dwa obejrzenia).
Dwa - może i konstrukcja jest symfoniczna, ale ja nie do końca ją popieram. A to dlatego, że pierwsza połowa tego filmu jest o czym innym niż koniec - w pierwszej połowie dostajemy do dyspozycji szczątkową historię strażnika więziennego i jednego z więźniów, po to, aby w drugiej (łącznikiem między oboma jest właśnie wspomniany dialog) akcja skupiła się wyłącznie na Bobby Sandsu. Wątek o strażniku znajduje swoje zakończenie, ale w żaden sposób nie łączy się z historią Sandsa, wątek z więźniem Gilanem urywa się całkowicie. Nie wiem co McQueen chciał przez to osiągnąć; może bardziej postawił na czystą treść tego o czym opowiada niż na to jak ta treść składa się w całość z resztą? Może nie było dla niego ważne w jaki sposób wszystkie 3 wątki złączą się ze sobą?
Anyway, z tych właśnie powodów, a także przez niewymowną wręcz trudność brnięcia przez brudy tego filmu i konieczność stałego skupienia podczas seansu nie jestem w stanie mu postawić 10/10 więc pozostanę na...
9.5/10
05-05-2010, 23:15
Stały bywalec
Liczba postów: 10,346
Liczba wątków: 5
Znakomity film, którego początkowo nie doceniłem właściwie. Znakomicie zrealizowany i zagrany film, który nie osądza i przedstawia sprawę najbardziej obiektywnie jak się da. Warto wypatrywać za kolejnymi filmami McQueena.
06-05-2010, 21:27
Gotham Savior
Liczba postów: 1,253
Liczba wątków: 9
Uła! Film złapał mnie za jaja tak, jak robili to strażnicy z więźniami. Do bólu naturalistyczny, zaryzykuję stwierdzenie, że obiektywny. Sól tej produkcji, czyli niemal dokumentalny zapis z bodajże trzech miesięcy niedoli więźniów z bloku H, to obraz zrealizowany tak sprawnie i z taką dokładnością, że smród szczyn i kału czujemy w nozdrzach. Osobne zdanie o aktorstwie, zwłaszcza Fassbendera - to, co facet wyrabia ze swoim ciałem oraz podczas 17-minutowego dialogu z Donem, to po prostu majster. Jeden z najlepszych filmów o tematyce więziennej. I tylko dla facetów, bo nie jest to świat dla kobiet :) 9 / 10
15-10-2011, 12:18
Gdybym znał dokładnie historię Irlandii pewnie wystawiłbym dychę, a tak solidne 8/10, bo momentami się gubiłem, ale to nie wina obrazu tylko mojej niewiedzy. Film poraża surowością i naturalnością. Czuć syf, zgniliznę, a całość odrzuca. Zdjęcia, jak i cała narracja są powolne, każdy kadr jest przemyślany i doskonale wyważony. Obraz minimalny w formie, a bardzo bogaty w treść i emocje, które wgryzają się w mózg niczym smród w bloku H w nos. Rola Fassbendera i jego dialog z księdzem to absolutne mistrzostwo. Proste, niczym nie zmącone i przesłonięte.
Wielu znudzi, mnie zachwyciło, aczkolwiek wolę "Wstyd".
02-10-2013, 02:30
Miami Vice
Liczba postów: 8,063
Liczba wątków: 43
Ja to się tam na takim kinie nie wyznaje zasadniczo, nie kręcą mnie filmy artystyczne z kilkuminutowymi statycznymi scenami o niczym albo o czymś tak głębokim że nie rozumiem, ale za rolę Fassbendera, scenę jego rozmowy z Cunninghamem, utrzymanie klimatu szarpiącego emocje (pomimo dłużyzn i postaci dla mnie bezużytecznych) i faktu że nikt mi tu nie narzuca oceny prezentowanych wydarzeń, mogę wystawić 7/10. Raczej nigdy już nie obejrzę ale w razie czego polecić mogę.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
02-02-2014, 17:40
|