Happiness (1998)
#1
Uwierzcie mi moi drodzy, że polowałem na ten film już w latach 2000-01 (miałem akurat wtedy większą fazę na kino, a czułem, że ten film jest świetny), ale nie mogłem tego filmu nigdzie zdobyć – po obejrzeniu go (wersję DVD-141 min) wczoraj wiem, dlaczego przez tyle czasu był tak trudny do zdobycia w Polsce.

Zacznę od wystawienia oceny i swoich wrażeń – gdzieś tak od 20 min. wiedziałem już, że będzie to mocne 10*; film mnie rozwalił na łopatki - miałem momenty, gdzie odwracałem wzrok, ale dużo częściej dosłownie (niepokojąco!) ryczałem ze śmiechu.

Treść: historia obraca się wokół pewnej patologicznej (ale bez alkoholu) amerykańskiej rodziny z New Jersey, ale mamy tu dużo wątków i ciekawych postaci. Nie jest to typowa altmanowska mozaika, ale coś w tym stylu.
Film jest na maksa przegadany tak jak np. mój ulubiony Glengarry Glen Ross – w GGR, gdzie występowali sami faceci, chodziło tylko o pieniądze, natomiast w Happiness chodzi tylko o seks, a ci, którzy zostali z tego świata seksu wykluczeni popadają w patologię lub skrajne postawy (np. Trich odnośnie dragów).

Obsada: Philip Seymour Hoffman (ciekawe, czy myślał o tej roli grając w PDL?); Dylan Baker (brawo za odwagę!!!); Lara Flynn Boyle; Ben Gazzara, Jon Lovitz (epizod).

Oglądając ten film, przypomniałem sobie, co Chris Rock mówił w jednym ze swoich stand-up – że w każdej szkole w Stanach na 40 uczniów 5 jest świetnych, 5 beznadziejnych (tzw. losers, a nie tak jak w Polsce – kozaki), a 30 to przeciętniaki; właśnie takie są Stany w zdecydowanej większości – prymitywne, ignoranckie wobec innych kultur (zjawisko tzw. pychy kulturowej), odwołujące się do ich śmiesznego patriotyzmu żywionego przekonaniem o imperializmie USA, w dużym stopniu wyprane z miłości, głupie.

Te cechy społeczeństwa skutkują tym, że seks jest tzw. opium dla tych mas (to już sugerowało dosadnie Dogville Triera) – albo w sensie rzeczywistym (dla winners, czyli tych którzy pracują i stracili dziewictwo w high-school czy ewentualnie w colleggu) albo w wirtualnym (dla losers); drugi przypadek odnosi się do pornografii (przemysł pornograficzny od kilu lat jest najbardziej dynamicznie rozwijającym się przemysłem w USA).

O filmie mógłbym pisać dużo więcej (jest masa ciekawych szczegółów w dialogach), ale chciałbym wcześniej poznać opinie innych, żeby się zbytnio nie narzucać; film nie był pokazywany w Polsce, bo u nas temat molestowania jest bardzo śliski, a Happiness podchodzi do niego tak jak żaden inny film – i najlepsze w tym jest to, że jest bardzo mało muzyki po szokujących scenach, tak jak by reżyser nie dawał ucieczki widzowi przed zażenowaniem (gdyby nie było wspomnianego przeze mnie wcześniej zabarwienia humorem film byłby nie do zniesienia - świetne są cytaty, próbka: http://www.imdb.com/title/tt0147612/quotes).

Nagrody i oceny widzów:
http://www.imdb.com/title/tt0147612/awards; film nie dostał nawet jednej nominacji do Oscara, co wskazuje, ze Hollywood nie było gotowe na coś tak mocnego, przy czym w Cannes zgarnął FIPRESCI, wygrał BIFA dla Foreign Fim in english i kilka innych festiwali kina niezależnego go także dostrzegło.

Co do oceny samych widzów, poniżej wkleiłem Votes breakdown z imdb. Rzadko jest tak, że przy większej liczbie głosów na 1 niż na 2, 3… (ci, którzy nie zrozumieli), liczba głosów na 10 jest mniejsza niż 9-tek - z reguły (przy wyższej średniej) oznacza to arcydzieło.


4,800 21.4%
5,161 23.0%
5,724 25.5%
3,028 13.5%
1,282 5.7%
652 2.9%
424 1.9%
334 1.5%
254 1.1%
764 3.4%

Arithmetic mean = 7.9

Females under 18 39 4.2 (czyżby kobiety byłe jednak mniej
molestowane; albo może się oszukują).
Males under 18 104 7.7
Males Aged 18-29 7,666 7.9 (najwyższa ocena z wszystkich grup).

Odpowiedz
#2
nowak napisał(a):nie mogłem tego filmu nigdzie zdobyć – po obejrzeniu go (wersję DVD-141 min) wczoraj wiem, dlaczego przez tyle czasu był tak trudny do zdobycia w Polsce.
na dvd jest juz dostepny od jakiegos czasu, poza tym sa jeszcze alternatywne zrodla:)

oczywiscie happiness jest jednym z moich ulubionych filmow, oczywiscie todd solondz jest moim bogiem, oczywiscie napisze pozniej pare slow wiecej, bo teraz nie moge:)



a welcome to the dollhouse jest jeszcze lepsze.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#3
Rzeczywiście dobra scena - pod koniec ryczałem ze śmiechu;
jedna scena, a tyle w niej prawdy o mężczyznach.

"na dvd jest juz dostepny od jakiegos czasu, poza tym sa jeszcze alternatywne zrodla"

Nie wiem, dokładnie od jakiego czasu, ale o tym filmie się nie słyszało, przecież TVP by go nigdy nie puściła, a recenzenci omijali szerokim łukiem.[/quote]

Odpowiedz
#4
nowak napisał(a):Rzeczywiście dobra scena - pod koniec ryczałem ze śmiechu;
jedna scena, a tyle w niej prawdy o mężczyznach.
ej, przeciez najladniejszym elementem sceny jest lara!

Cytat:
Cytat:"na dvd jest juz dostepny od jakiegos czasu, poza tym sa jeszcze alternatywne zrodla"
Nie wiem, dokładnie od jakiego czasu, ale o tym filmie się nie słyszało, przecież TVP by go nigdy nie puściła, a recenzenci omijali szerokim łukiem.
przy okazji palindromow nawet w cinemie byl artykul, na dodatek autorstwa pani, w ktorej wiedze filmowa mocno powatpiewam, a imienia i nazwiska wymawiac nie bede, gdyz to skrzyzowanie imienia i nazwiska dwoch bardzo bliskich mi osob:)
a jesli chodzi o telewizje, to na ale kino! welcome to the dollhouse i storytelling lecialy, a uwierz mi, ani one grzeczniejsze, ani mniej szokujace..

edit: [i], a potem edit
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#5
Nie wiem, nie widziałem, ale jeśli to jest stricte o pedofilach, to ja bardzo dziękuję za takie filmy - "Happiness" nie jest o pedofilli, tylko o seksie, a pedofilia pojawia się jako jeden z wątków.[/i]

Odpowiedz
#6
nie rozumiem o co ci chodzi
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#7
Za pierwszym razem mi podszedł tak sobie. Wziąłem więc lekcję ze „Storytelling”, „Witaj w domku dla lalek”, „Palindromów” i po jakimś czasie wróciłem do „Happiness” ponownie, gdyż jest to film często uważany za najbardziej udany w dorobku Solondza. Uczucia znowu mam mieszane.

nowak napisał(a):Film jest na maksa przegadany tak jak np. mój ulubiony Glengarry Glen Ross – w GGR, gdzie występowali sami faceci, chodziło tylko o pieniądze, natomiast w Happiness chodzi tylko o seks, a ci, którzy zostali z tego świata seksu wykluczeni popadają w patologię lub skrajne postawy (np. Trich odnośnie dragów).

Piszesz, że w filmie to seks decydował o pozycji społecznej danej osoby, a mi się wydaje, że nie do końca. Oczywiście seksu było sporo tam we wszelkich postaciach, ale źródła satysfakcji osób przewijających się przez „Happiness” były trochę bardziej zróżnicowane. Dla Trish Maplewood było to posiadanie rodziny, niekoniecznie rodziny szczęśliwej i dobrze się ze sobą komunikującej, ale sam fakt jej posiadania, co pozwalało jej tak protekcjonalnie i obłudnie traktować swoja młodszą siostrę „looserkę”, Joy. Na szczycie tej drabiny łańcuchowej znajdowała się jeszcze piekna i próżna trzecia siostra, Helen - nie posiadająca rodziny co prawda, ale zdobywająca swoje punkty przewagi nad siostrą poprzez sławę, uznanie. Źródłem szczęścia był dla nich tak naprawdę nie dostęp do seksu, ale stwarzanie pozorów powodzenia przed tymi, którym powiodło się mniej. Przypomina mi się taki krótki cytat z „Na złamanie karku” Hrebejka: „Czym się żywi panda wielka? – Pandą małąâ€ i to może służyć za takie skondensowane przesłanie płynące z filmu Solondza, oczywiście niepełne i skrótowe. Ten sam temat porównań społecznych „w dółâ€ przewija się przez całe „Witaj w domku dla lalek” Solondza.

Niezwykłe są źródła szczęścia w „Happiness”, ale mam pewne wątpliwości, co do tego czy ten film jest naprawdę tak obrazoburczy i demaskatorski, za jakiego się go czasami uważa. Poszczególne sceny opierają się tu na przerysowaniu i łamaniu konwencji, do jakiej zostaliśmy przyzwyczajeni przez obrazy płynące do nas zza oceanu. Mr. Maplewood w swoich rozmowach z jedenastoletnim synem przypominałby mi zupełnie tego jowialnego pastora z „Siódmego Nieba”,
. Scena przedstawiająca miłosne zauroczenie wcale nie musiałaby się rozgrywać między dojrzałym facetem, a jedenastoletnim chłopcem, a krótki romans między Allenem i Cristiną
. Na takich zderzeniach w stylu, nie wiem, „ceremonia ślubna w szalecie miejskim” opierał się cały film. Na ile trafnie opisuje on amerykańską rzeczywistość, a na ile jest tylko wytwór specyficznie wybujałej fantazji Solondza – to już trudno mi określić. Cząstka prawdy w tym pewnie jest, ale nie sądzę żeby wraz z szerokością geograficzną ludzie żyjący przeciez w tej samej cywilizacji, co my, stawali się dzicy. Na pewno amerykańskie kino niezależne (przynajmniej te, które znam) jest w tym punkcie zbieżne i często lubi dorzucać łyżkę dziegciu (albo, jak ma to miejsce w przypadku filmu Solondza - całe wiadro dziegciu) do mitu pięknej i wspaniałej ameryki uśmiechniętych ludzi. Pokazują to takie obrazki jak chociażby: „Mała miss”, „American Splendor”, „Schmidt”, "Samotny Jim", po części „Ty i ja i wszyscy, których znamy”, filmy Solondza i w jakimś stopniu też Jarmuscha.

Reasumując: film na pewno polecam, bo jest na tyle odważny, że trudno się powstrzymać przed zobaczeniem, co się stanie dalej. Na pewno ciekawa wizja, ale nie wiem czy nazwałbym ten film „demaskatorskim” czy po prostu „przerysowanym”. Do poziomu innych mozaikowych historii, jak „Na skróty”, „Magnolia” trochę jednak brakuje.

Odpowiedz
#8
Dla mnie także Magnolia i Shortcuts to kultowe filmy, które żyją w moim sercu od wielu lat i na zawsze tam pozostaną.

Nie do końca chyba jednak rozumiemy się, co do oceny Happiness; ja nie napisałem, że seks decyduje stricte o pozycji społecznej - zachodzi tu oczywiście proces zwrotny jako że pozycja społeczna ma wpływ na to, ile seksu ma dana osoba, a to z kolei wpływa na pozycje społeczną (im lepsze orgazmy, tym więcej energii życiowej, nieprawdaż?).
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#9
nowak napisał(a):Nie do końca chyba jednak rozumiemy się, co do oceny Happiness; ja nie napisałem, że seks decyduje stricte o pozycji społecznej - zachodzi tu oczywiście proces zwrotny jako że pozycja społeczna ma wpływ na to, ile seksu ma dana osoba, a to z kolei wpływa na pozycje społeczną (im lepsze orgazmy, tym więcej energii życiowej, nieprawdaż?).

Prawdaż. :smile:

Masz rację, trochę zniekształciłem to, co napisałeś. Dobrze, że wspomniałeś o highschoolowej edukacji z jej rankingami popularności, bo bohaterowie "Happiness" rzeczywiście się na takie typy dzielą (w kontekście "Witaj w domku dla lalek" widać to szczególnie).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Hard Rain (1998) i inne mniej znane filmy katastroficzne lat 90-tych i wcześniejszych slepy51 7 329 16-03-2026, 12:23
Ostatni post: Scheckley
  When Trumpets Fade (1998) reż. John Irvin (HBO) Spoilerowo 1 236 10-11-2025, 23:46
Ostatni post: Paszczak
  The Thin Red Line (1998) reż. Terrence Malick Snuffer 23 7,065 25-08-2025, 18:24
Ostatni post: Gieferg
  Phoenix (Danny Cannon, 1998) Mental 4 2,956 11-03-2024, 10:09
Ostatni post: Melvin27
  Armageddon (1998) Gieferg 52 11,564 25-11-2022, 21:48
Ostatni post: Dirk
  Soldier (1998) D'mooN 12 3,591 10-06-2012, 21:21
Ostatni post: OGPUEE
  Rounders (1998) Snuffer 1 1,318 13-12-2009, 21:55
Ostatni post: Snuffer



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości