Nowy
Liczba postów: 2,101
Liczba wątków: 29
O w mordę, cóż za pompatyczna pierdoła.
Film pewnie spodoba się wielbicielom 'Starship Troopers'. Pełno tu kultowego, pomarańczowego światełka, męskich blizn na facjacie Russella i głupoty. Zaprezentowane universum jest nakreślone kreską tak grubą, że mało co zza niej widać. A jeśli już widać, to łopatologię, pranie się po mordach, schematy, strzelaniny i marne aktorstwo. Strasznie kiepski to film.
Ale jak fajnie się go ogląda:)
26-04-2008, 21:37
Nowy
Liczba postów: 252
Liczba wątków: 2
Jedno z najgorszych ekranowych wcieleń Kurta Russella. Zawiązanie historii daje nadzieję na interesujące science-fiction, niestety toporność reżyserskiej wizji Paula W.S. Andersona spala te nadzieje na panewce. Finałowe, karykaturalne mordobicie (bo inaczej tego nazwać nie można) między Russellem a jeszcze bardziej drewnianym od niego Jasonem Scott Lee, jeszcze bardziej potwierdza frustrację w obcowaniu z gniotem, który powinien był być filmem straight-to-video... Oj, bardzo mi się nie podobał ten film swego czasu, gdy go zobaczyłem a najbardziej irytował mnie Kurt Russell. Ktoś może powiedzieć, że to wynika z konwencji, ale jak można się identyfikować z robotem w ludzkiej skórze? Już Stallone w swoich najbardziej twardzielskich (i od strony aktorskiej - drewnianych) wcieleniach był bardziej angażujący jako postać. Tu nic nie czułem do jego bohatera. A aktora bardzo lubię.
"Soldier" to również dowód na nieudolność Paula W.S. jako reżysera. Szczególnie, że koleś tak fatalnie partoli każde s-f jakie mu podejdzie pod rękę (Soldier, Event Horzion, AVP). Owszem, ma swoich fanów wśród nastolatków, ale chyba żaden 'doświadczony' kinoman i fan dobrego s-f nie ma wątpliwości, że to po prostu reżyserska kiepścizna ;)
Aha, Connie Nielsen to jedyny pozytyw tego gniotka :) Ale samego gniotka mi się fajnie nie oglądało, czułem zażenowanie raczej :)
26-04-2008, 22:35
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
D'mooN napisał(a):Film pewnie spodoba się wielbicielom 'Starship Troopers'. Pełno tu kultowego, pomarańczowego światełka
ja jestem fanem Starship Troopers i musze sprostowac blad kolegi: w Troopersach nie ma kult swiatelka. czemu klamiesz, D'mooN?:)
odnosnie promowanego tu filmu: glupawy, naiwny, dziecinny. co prawda, swiatelko bywa mocno pomaranczowo-zolte, a widoczki epickie (zlomowisko), ale ogolnie to taka postapokaliptyczna piaskownica polaczona przedsionkiem z przedszkolem (duzo bachorow biega po planie, niektore nawet patrza z zaciekawieniem, jak Kurt boksuje kawal blachy, niestety po chwili zjawia sie surowa pani nauczycielka i nakazuje oseskom odrabiac lekcje).
jesli o aktostwo chodzi, to Connie Nielsen do wylizania:) Kurt Russell zas hoduje skwaszony ryj znekanego wojna twardziela z konsekwencja godna troglodyty Johna Rambo 4, do wylizania jednak sie nie nadaje:)
27-04-2008, 00:12
Nowy
Liczba postów: 2,101
Liczba wątków: 29
Mental napisał(a):ja jestem fanem Starship Troopers i musze sprostowac blad kolegi: w Troopersach nie ma kult swiatelka. czemu klamiesz, D'mooN?:)
A czy ja gdzieś napisałem, że jest?
Tylko proszę, nie wyjeżdżaj mi z ciągiem logicznym wypowiedzi, bo w temacie o takim filmie miejsca na logikę nie ma:)
Co do Nielsen, to w filmie prezentuje się spoko, ale aktorsko wcale nie ustępuje Kurtowi. Oboje przez cały film jadą na jednej minie, strasznie fajne jest takie "botoksowe" aktorstwo:)
27-04-2008, 01:04
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
D'mooN napisał(a):Ale jak fajnie się go ogląda:)
co prawda, to prawda, a to powyzej to najprawdziwsza prawda. glupie filmy z "dawnych" lat fajnie sie oglada. po prostu czlowiek siada i odczuwa kult postaci, bicepsow, blizn oraz wysokich wartosci amerykanskich takich jak poswiecenie i milosc do ukochanej. tymczasem glupich filmow z lat obecnych ogladac sie nie da, bo a) wysokich wartosci nie ma w nich zadnych; b) kult wystepuje tu na poziomie zerowym, ewentualnie podprogowym.
mozecie sie ze mnie smiac, ale uwazam, ze epoka beztroskiego reaganowskiego militaryzmu byla w deche - wyrywalo sie wowczas budki telefoniczne z gleby, przebijalo zlych rurami, okladalo piesciami oproznione kanistry z taka epa, ze kostki krwawily, ogolnie rzecz biorac obowiazywal niepisany nakaz robienia durnych rzeczy bez zazenowania. galka oczna lzawi, kiedy czlowiek pomysli, co mgr Lundgren wydziwial z ruskimi w filmie akcji zatytulowanym Red Scorpion. zaluje, ze nie moge wam pokazac pustynnej akcyjki na ciezarowce, jak rowniez innych pamietnych scen, w ktorych niezwyciezony Dolph lamie nogi przeciwnikom w sposob otwarty.
27-04-2008, 22:56
Nowy
Liczba postów: 252
Liczba wątków: 2
"Soldier" jest z 1998 roku. Nie wiem co tu ma do rzeczy "beztroski reaganowski militaryzm"...? Jeżeli już, to "Soldier" go nieudolnie naśladuje. Kupuję takie bzdety w wykonaniu Stallone'a, w wykonaniu Lundgrena jako Punishera, cholera kupuję Chucka Norrisa w Delta Force i Zaginionym w akcji :P. Ale takiego niepotrzebnego gniociarstwa nie. Bo ten film powstał nie potrzebnie.
27-04-2008, 23:15
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
a ja nie wiem, po co ty sie tak bulwersujesz. to, ze cos powstalo w 1998 roku, nie znaczy, ze pozbawione jest ducha tamtych lat. Soldier tego ducha posiada. rzecz jasna nie w takim stopniu co absolutnie genialny (tak, ten film to czysty geniusz) Silent Trigger z 1996 roku, niemniej wyraznie nawiazuje do epoki, kiedy kupic bron rownalo sie wjechac samochodem do sklepu z giwerami i za pomoca ukrytej wajchy otworzyc tajemne przejscie do magazynu z bazookami.
27-04-2008, 23:19
Nowy
Liczba postów: 252
Liczba wątków: 2
Ale nikt się tu nie bulwersuje. Moim zdaniem tego ducha po prostu nie posiada. Próbuje go imitować/naśladować. Ale go nie ma. Nie ma tu magii wyczynów Johna Rambo czy Johna Matrixa czy Twojego Lundgrena w Czerwonym skorpionie. Dlaczego? Bo Russell jest jak robot. Na dodatek film zrobił koleś, który jest jednym z licznych twórców kina rozrywkowego, którzy odpowiadają za jego dzisiejszy wygląd (kiepski). Nie mógł odtworzyć tamtej epoki.
27-04-2008, 23:57
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Russell jest jak robot, bo po czesci gra robota - sztucznie wyhodowana kupe miecha bojowego, z prostownikami ramienia grubszymi niz swinski udziec. ale w sumie nie ma o co kruszc kopii - moge spokojnie przystac na twoja wersje - ze to mialka imitacja pozbawiona ducha. ja rowniez mam o Soldżeże niezbyt pochlebna opinie. ale pamietaj - nie waz sie powiedziec zlego slowa o Silent Triggerze - ten film to dowod, ze Bog istnieje.
28-04-2008, 00:12
Nowy
Liczba postów: 252
Liczba wątków: 2
To będzie off-top, ale warto wspomnieć jeszcze o jednym filmidle z Dolphem z tamtej ery, który mi się przypomniał - "Drzewo Jozuego". Typowa historia o wrobionym bohaterze (tak to bodajże było), bardzo duży i krwawy bodycount plus pościgi lamborghini na gorących od słońca amerykańskich drogach. Film robił legendarny kaskader Vic Armstrong.
Z "Silent Triggera" pamiętam tylko ten wieżowiec (leciało to kiedyś w kinie nocnym w TVP), więc nie będę się wypowiadał :P
28-04-2008, 00:27
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Ten film kupił mnie widoczkami. Wygląda jak s-f wyciągnięty z lat osiemdziesiątych, w klimatach które lubię najbardziej. Nie mam zbyt wielu zarzutów do fabuły (chociaż nazwisko Peoples zobowiązuje i mogłoby to jednak być nieco lepiej napisane), a największy problem mam z castingiem. Poza Russellem, Isaacsem i Buseyem mamy szereg pomyłek obsadowych. No i dochodzi reżyseria na pół gwizdka, ale w przeciwieństwie do późniejszych filmów Andersona, w tym jeszcze czuć jakąś pasję, więc da się go oglądać.
Dla walorów wizualnych mogę oglądać Soldiera w nieskończoność - właśnie takie klimaty i takie efekty najbardziej lubię; co z tego, że dalekie od ideału - przynajmniej są namacalne, prawdziwe. Nie ma nieprawdopodobnych jazd kamery czy zbędnego efekciarstwa.
Fucking awesome.
Mimo wszystko dziwi mnie budżet tego filmu. 70 baniek? O rly? Na cztery lokacje i parę miniatur? Uważam wygląd Soldiera za rewelacyjny, ale film trzyma wizualny poziom Screamersów - a Screamersów nakręcono za 1/3 jego budżetu. Sam Russel zgarnął 20 baniek, ale na co poszła reszta? Tak czy siak - niedoceniany, sympatyczny filmik, najlepszy w dorobku Andersona. 6, a może 7/10.
Jeszcze parę mega-fotek. Pojazdy jak z Gears of War.:)
26-09-2011, 10:26
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-09-2011, 10:28 przez military.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,539
Liczba wątków: 29
Ale głupi film. Sądzilem, że tylko Russel będzie grał jedną miną. Ale tu niemal wszyscy grają roboty. Zły pułkownik, zły łysy Jason Scott Lee, babka, jej mąż, jej dzieci. I widać, że film miał być również artystyczny. Urywki planety na tle Todda z akompaniamentem muzyki jak u Cesárii Évory, długie milczące sceny, wąż. A właśnie wąż. Społeczność Arkadii 234 to niewdzięcznicy – Todd ocalił gościa przed wiatrakiem, jest twardy, dzieci go lubią (a propo tej sceny z lekcjami. Wiedza szkolna raczej średnio nadaje do życia na śmieciowej planecie) i jego wojskowy dryl idealnie nadaje się do przetrwania (lecz inne zdanie mają śmieciuchy). I co? Wystarczy pomacha przed gówniarzem wężem to już niech spada. Ale przyznam, że łagodnie go potraktowali. Inna głupia scena – wąsaty Lucius Malfoy rozkazuje Jasonowi Scottowi Lee załatwić trzech żołnierzy. Ale zamiast pochwalić go za wygraną to opieprza go, że ma ranę na oku (nie z jego winy) i będzie z niego dupa wołowa. Jeszcze jedna – Todd niewiadomo jak szybko znika. Gdzie jest? Na dachu. Jak tam się dostał? Kij wie. Albo scena gdy Sandra, mówi, że 1 kontra 17 nie ma szans i śmieciuchy mogą pomóc. Nie – żołnierza może zabić żołnierz. Motyw mruczenia do słuchawki wzbudził we mnie śmiech żenady. Jedynie efekty specjalnie (zdanie jak u militarnego), R-ka dobrze wykorzystana i ładne widoczki się bronią:
10-06-2012, 21:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2013, 00:30 przez OGPUEE.)
|