01-04-2015, 10:01
|
Interstellar (2014)
|
|
Lolrens, nie zrozumiałeś zwiastuna Honest Trailers, ale to nie znaczy, że musisz od razu krytykować.
Próbowałem ostatnio obejrzeć ten film po raz drugi od czasu premiery i zwyczajnie wymiękłem. No nie da się, po 30 minutach odpadłem. Za długie, za nudne, przeintelektualizowane, zwyczajnie słabe.
Tylko walory techniczne i Matthew dają radę. Ocena spada do 4/10 i kijem nie tknę. Jeden z tych filmów, który mimo, że nie jest najgorszą rzeczą jaką widziałem, to zwyczajnie mnie wkur**. A Honest Trailer genialny ![]() - Anne Goaway ![]() - Alright, alright, al ... wait! What?! No, ale nie rozumiem tego filmu. 01-04-2015, 14:37 (01-04-2015, 09:58)raven.second napisał(a): No patrz, a niektórzy uważają Interstellar za słaby/średni film i argumentują to sensownie, a nie "to trzeba poczuć, dojrzeć, dorosnąć, zrozumieć". HT wskazał głupotki filmu - mniejsze bądź większe - a ty wyjeżdżasz z tekstem, że nie zrozumieli geniuszu Nolana i teraz cisną po nim, bo są gupi. A to ja nie krytykuję jak ktoś argumentuje sensownie. Przecież paru tutaj osobom na forum też się film nie podobał i spokojnie to wyrazili inni mniej bywa. Niektóre argumenty HT są OK, ale twierdzenie wyłącznie, że końcówka jest głupia, bo wedle nich jest głupia to żaden argument. Ale naprawdę tutaj nie chcę tego analizować jakby to była jakaś recenzja na poziomie świętej pamięci Rogera Eberta. Ich subiektywne odczucie i moje subiektywne odczucie, że mi ten żart nie podszedł. Tylko tyle i nie ma co robić afery. 01-04-2015, 15:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-04-2015, 18:43 przez Lawrence.)
Panowie, ale darujcie sobie prywatne wycieczki w strone Lawrence'a.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
01-04-2015, 15:31 (01-04-2015, 14:37)Arahan napisał(a): po 30 minutach odpadłemBiedaku, zabrakło ci 12 minut do rozpoczęcia właściwej części filmu! Poza tym jak to, nie podobały ci się zbożowo-pyłowe perypetie bohaterów?! Wyobraźcie sobie, że Nolan kręci Aliena. Przez pierwsze 40 minut mielibyśmy pewnie Weaver walczącą w swoim ziemskim mieszkaniu z karaluchami
02-04-2015, 02:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2015, 02:17 przez Mierzwiak.)
Cóż w Aliens i tak "czeka" się prawie godzinę, aż pojawią się pierwsze ksenomorfy. Nie wspominając ile czeka się na rekina w "Jaws".
To, że wbrew współczesnym blockbusterom akcja nie pędzie na złamanie karku, to dla mnie akurat zaleta. Oczywiście nikt nie musi się ze mnę zgadzać i może mnie zwyzywać ![]() (01-04-2015, 15:31)Bucho napisał(a): Panowie, ale darujcie sobie prywatne wycieczki w strone Lawrence'a. Dziękuję Bucho, ale to w sumie "Forum", a więc każdy ma prawo wyrazić swoją opinię. A jak ktoś nie potrafi tego bez używania inwektyw to już sobie sam wystawia opinię. Wesołych Świąt ![]() 02-04-2015, 12:21
Ktoś tu porównał budujące napięcie i klimat, świetnie napisane i wyreżyserowane, z galerią ciekawych postaci pierwsze godziny Jaws i Aliena do paździerza Nolana?
02-04-2015, 12:29 (01-04-2015, 14:37)Arahan napisał(a): No nie da się, po 30 minutach odpadłem. Za długie, za nudne, przeintelektualizowane, zwyczajnie słabe. Przeintelektualizowane, to by było ostanie słowo jakiego bym użyła wobec jakiegokolwiek filmu Nolana, za dużo jak zwykle typowego dla jego filmów rozmemłania i ciepłokluchowatości, ale jednak czekało się na ten start rakiety, potem na przejście przez tunel, na pierwszą planetę, na kolejną planetę, na czarną dziurę, jakaś tam jednak ciekawość na kolejny etap była i nie korciło mnie wyłączyć. 6/10 03-04-2015, 13:50
Świetny ten honest trailer.
Z Nolanem jest ten problem, że miesza iskrę geniuszu z najbardziej podstawowymi błędami scenopisarstwa. Taki savant, który potrafi zrobić fenomenalnie sporo elementów w filmie, by wszystkie spieprzyć kilkoma spektakularnymi głupotami. W przypadku Interstellar jestem w stanie zrozumieć i tych, którzy jadą po nim niemiłosiernie, jak i tych którzy go wychwalają pod niebiosa. Zarzut w honest trailer apropo dialogów z ekspozycją i wyjaśnianiem emocji, zamiast POKAZYWANIEM ich jest dla mnie jak najbardziej słuszny. Podobnie jak przekombinowana fabuła, która w odniesieniu do filmu, próbującego pozować na mądry i głęboki, odnosi odwrotny skutek - sprawiając, że całość wydaje się naiwna i głupia. Bracia Nolanowie powinni zatrudnić profesjonalnego scenarzystę, który by im ożywił dialogi i zastąpił ekspozycję subtelniejszymi środkami. Co do Zimmera zasypiającego na swoich organach, to był przecież żart, a nie krytyka soundtracku. Lawrence napisał(a):To, że wbrew współczesnym blockbusterom akcja nie pędzie na złamanie karku, to dla mnie akurat zaleta. Oczywiście nikt nie musi się ze mnę zgadzać i może mnie zwyzywać Z tym akurat mogę się zgodzić, przymykając nieco oczy na ekspozycyjne i mało realistyczne dialogi, pierwsze 40 minut filmu było dla mnie niemal bez zarzutu. 03-04-2015, 15:10 (03-04-2015, 15:10)Capt. Nascimento napisał(a): W przypadku Interstellar jestem w stanie zrozumieć i tych, którzy jadą po nim niemiłosiernie, jak i tych którzy go wychwalają pod niebiosa. Dzięki. ![]() (03-04-2015, 15:10)Capt. Nascimento napisał(a): Zarzut w honest trailer apropo dialogów z ekspozycją i wyjaśnianiem emocji, zamiast POKAZYWANIEM ich jest dla mnie jak najbardziej słuszny. Podobnie jak przekombinowana fabuła, która w odniesieniu do filmu, próbującego pozować na mądry i głęboki, odnosi odwrotny skutek - sprawiając, że całość wydaje się naiwna i głupia. Jak już pisałem nie zamierzam traktować HT jako jakiejś wyroczni i zbyt dużo się nad tym rozwodzić, ale właśnie co to za argument: "Rozumiemy film, ale uważam, że jest głupi"? To, że fabuła jest trochę bardziej skomplikowana, złożona i nie ogranicza się do "walki z badguyem i wielkiej rozpierduchy pod koniec", to nie znaczy, że jest głupia. Przecież cała fabuła się zazębia i wszystko jest wytłumaczone. Zresztą to nie pierwszy film Nolana, gdzie stosuje taki myk i gdzie ponowne jego oglądanie pozwala lepiej dostrzec te wszystkie kawałki układanki. Jesteśmy bombardowani filmami, gdzie wystarczy, jak to by ujął mój znajomy wystarczy mieć popcorn zamiast mózgu, to nic dziwnego, że przy filmie z bardziej złożoną fabułą pojawiają się problemy. Cóż, ale o tym pisałem już nie raz i za każdym razem zbierałem baty. I oczywiście nie zamierzam zmieniać zdania. ![]() 03-04-2015, 21:15 Lawrence napisał(a):Jak już pisałem nie zamierzam traktować HT jako jakiejś wyroczni i zbyt dużo się nad tym rozwodzić, ale właśnie co to za argument: "Rozumiemy film, ale uważam, że jest głupi"? To, że fabuła jest trochę bardziej skomplikowana, złożona i nie ogranicza się do "walki z badguyem i wielkiej rozpierduchy pod koniec", to nie znaczy, że jest głupia. Nie chodzi o to, że jest głupia. W pisaniu scenariusza powinna panować reguła KIS. Keep it simple. By w miarę możliwości nie komplikować fabuły bardziej niż jest to potrzebne. A gdy już się komplikuje to dla konkretnego payoff, dla puenty która wszystko łączy w jedną całość, dając widzowi jasno do zrozumienia, że to wszystko było potrzebne. Wymowa Interstellar jest raczej prosta - i całkiem ładna. Natomiast scenariusz jest niepotrzebnie przekombinowany. Dało się go zdecydowanie uprościć. Żeby ten cały galimatias fabularny nie odrywał uwagi widza od głównej osi fabularnej i przesłania. Tutaj w centrum jest miłość ojca do córki i miłość przenikająca przez czas i przestrzeń, poprzez nie tylko 3, ale też 4 czy nawet 5 wymiarów. Droga do tego celu i tak jest już dość skomplikowana - z podróżą w czasie, tunelem czasoprzestrzennym, czarną dziurą, poszukiwaniem idealnej planety. To wymagało sporego uproszczenia, a Nolan poszedł w drugą stronę - jeszcze bardziej zagmatwał. Czyli oprócz córki dodał syna, który był tam zbędny, a w finale - gdzie uwaga powinna się skupiać na twiście i naprawdę emocjonującym wątku, niepotrzebnie kierował ku dodatkowemu wątkowi syna i kłótni o dom/pole. Cała podróż jest trudniejsza niż powinna. Wysłanie samego siebie w czasie by przysłać samego siebie w czasie by przesłać samego siebie przez tunel czasoprzestrzenny w poszukiwaniu jednej z trzech planet co ostatecznie się nie uda ale za to pójście do czarnej dziury skąd wydobędzie się dane do wzoru pozwalającego zbudować stację kosmiczną która pozwoli ewakuować ludzkość dzięki czemu zostanie przez uratowanych ludzi przyszłości uratowany i odwieziony do córki gdzie po krótkiej rozmowie wróci do Anne Hathaway w jej bazie... STOOP! To dało się zrobić znacznie prościej. Tu wyciąć, tam wyciąć, nagle to wszystko miałoby ręce i nogi. Tak proste przesłanie nie wymagało takiej wielowątkowości i nagmatwania planu z większą ilością paradoksów w paradoksach niż snów w snach w Incepcji. Czy to głupie? Niekoniecznie. Ale w porównaniu do bardzo prostego przesłania może brzmieć naprawdę głupio. I jest błędem scenarzysty, któremu fabuła zaczęła się rozchodzić na boki. Lawrence napisał(a):Zresztą to nie pierwszy film Nolana, gdzie stosuje taki myk i gdzie ponowne jego oglądanie pozwala lepiej dostrzec te wszystkie kawałki układanki. Oj, nic z tych rzeczy. Nie dam się znowu nabrać Nolanowi na te jego mistyczne, misterne układanki. Tu nie ma żadnej kostki Rubika. Po Incepcji jeszcze wierzyłem, że gość naprawdę ma łeb jak sklep i dopracowuje scenariusz do najmniejszego szczegółu. Próbowałem ułożyć sens Incepcji w jedną spójną całość. Ale się nie da. Po prostu dziury scenariuszowe zaprzeczają sobie nawzajem i fabuła - pod względem logicznym - nie ma sensu. W Interstellar jest podobnie. Tu nie ma żadnej misternej układanki. Nadal fabuła jest interesująca, sama w sobie całkiem niezła, ale z błędami pod kątem scenopisarstwa. 03-04-2015, 22:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2015, 22:07 przez Capt. Nascimento.)
Nie będę się kłócił z twoimi zarzutami odnośnie syna, bo mogę postawić swoje odczucie przeciwko twojemu, ale gdzie w reszcie filmu widzisz zbędne przekombinowanie? Co byś chciał wyciąć, żeby film zachował i puentę z innym wymiarem i klimat przygody, tajemnicy, odkrywania innej galaktyki czy motyw wyjątkowych ambicji i predyspozycji ludzkiego gatunku? Skoro tak łatwo to uprościć to proszę jakiś przykład, bo mnie trudno sobie wyobrazić Interstellar bez jednej planety, czarnej dziury czy paradoksu z głównym bohaterem wysyłającym się w kosmos
![]() W ogóle dziwi mnie to gadanie o uproszczeniu, jak gdyby fabuła Interstellar była jakoś nieziemsko skomplikowana. Gdzie tam są te paradoksy? Gdzie to nagmatwanie? Co tak trudno zrozumieć, bo Nolan nie umiał prościej przekazać historii? Ja naprawdę mam wrażenie, że to całkiem prosta opowieść, która jednotorowo i chronologicznie zmierza do finału. Wszystko jest tutaj raczej oczywiste, a paradoks w finale chyba zrozumiały. 03-04-2015, 23:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2015, 23:09 przez patyczak.)
Dla mnie to film o sprzecznym przesłaniu, które zresztą podsyca sam reżyser. Z jednej strony tyle się mówi o nauce w kontekście tego filmu, jakieś poważne wywiady, towarzyszące mu książki naukowe i dokument na Blu-ray, a z drugiej - przepraszam - pierdoli się o miłości pokonujące czas i przestrzeń. Masz więc naukę kontra pierdololo, które z powodzeniem można wyciąć ze scenariusza i fabuła nie zmieniłaby się ani o jotę!
No przepraszam, ale miłość nie ma z tym co się dzieje w tym filmie nic wspólnego. To znaczy jasne, to miłość do córki jest tym, co napędza Coopera, no ale kuźwa, to nie miłość magicznie przeniosła go w czasie, tylko tesserakt podrzucony przez ludzi z przyszłości. Tak, to jest głupi film, i to bardzo, choćby dlatego że mówi jedno, a robi drugie. Ile stron temu pisałem o tym, że Nolan nie jest konsekwentny? 03-04-2015, 23:07 Cytat:Ile stron temu pisałem o tym, że Nolan nie jest konsekwentny? Ja za to ileś stron wcześniej pisałem o tym, że miłość i nauka wcale się nie wykluczają, a Nolan jest konsekwentny. 03-04-2015, 23:10
Nie napisałem, że się wykluczają.
Masz film o konkretnej fabule, z podróżą przez kosmos i finałowym mykiem z tesseraktem. Abstrahując od tego, że całość jest pętlą i paradoksem, wszystko gra jak w zegarku, jest jasne i czytelne. Ale nie, dodajesz dialogi o miłości, które z twoją fabułą mają, mówiąc brzydko, gówno wspólnego. Mało tego, powtarzasz te brednie kilka razy. Po co? Co to wnosi? Jaki ma związek z twoją fabułą? I tak, Nolan jest konsekwentny, przynajmniej od czterech ostatnich filmów, którymi pokazuje, że nie zna umiaru. 03-04-2015, 23:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2015, 23:17 przez Mierzwiak.) Cytat:Po co? Co to wnosi? Jaki ma związek z twoją fabułą? A może chciałem właśnie nakręcić film o miłości? I kosmosie. Po co w drugim Obcym wątek macierzyństwa Ripley? Co to ma wspólnego z krwiożerczymi kosmitami i filmem akcji? 03-04-2015, 23:32
Strata córki pogłębia postać Ripley. Rodzi więź między nią, a Newt. Uzasadnia jej powrót do gniazda w finale. Koresponduje z motywem Królowej, stawiając w finale naprzeciw siebie dwie matki - jedną rozgniewaną stratą swoich dzieci, i drugą broniącą dziecka. To jest szalenie inteligentne (zwłaszcza jak na "proste" kosmiczne kino akcji) i nie wierzę, że pytasz poważnie.
Interstellar jest filmem o miłości tylko dlatego, że Nolan ma ciebie, mnie i resztę widzów za kretynów i mówi nam to wprost ustami bohaterów. To jest jego problem - nie pozwala widzowi zdecydować co obejrzał, zinterpretować tego, ocenić. Wbija ci do głowy gotowe formułki i pretensjonalne hasła. Gdyby to Nolan robił Aliens, na ilości słowa "matka" padającego z ust bohaterów można by pewnie oprzeć drinking game. 03-04-2015, 23:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2015, 23:41 przez Mierzwiak.) Patyczak napisał(a):Nie będę się kłócił z twoimi zarzutami odnośnie syna, bo mogę postawić swoje odczucie przeciwko twojemu, ale gdzie w reszcie filmu widzisz zbędne przekombinowanie? Co byś chciał wyciąć, żeby film zachował i puentę z innym wymiarem i klimat przygody, tajemnicy, odkrywania innej galaktyki czy motyw wyjątkowych ambicji i predyspozycji ludzkiego gatunku? Skoro tak łatwo to uprościć to proszę jakiś przykład, bo mnie trudno sobie wyobrazić Interstellar bez jednej planety, czarnej dziury czy paradoksu z głównym bohaterem wysyłającym się w kosmos Problem w tym, że Ty pomijasz zasady scenopisarstwa, bo wszystko wydaje Ci się w tym filmie potrzebne. Wszystko jest po prostu tip top i błyszczy perfekcją, nawet wątek Casey Afflecka. Patyczak napisał(a):W ogóle dziwi mnie to gadanie o uproszczeniu, jak gdyby fabuła Interstellar była jakoś nieziemsko skomplikowana. Gdzie tam są te paradoksy? Gdzie to nagmatwanie? Co tak trudno zrozumieć, bo Nolan nie umiał prościej przekazać historii? Ja naprawdę mam wrażenie, że to całkiem prosta opowieść, która jednotorowo i chronologicznie zmierza do finału. Wszystko jest tutaj raczej oczywiste, a paradoks w finale chyba zrozumiały. Siedzi sobie Christopher Nolan i wymyśla fabułę. "No dobra, no to będą podróże w kosmosie, zaginanie czasoprzestrzeni i takie bajery, co dalej?" "Hmm temat przewodni miłość ojca do córki. O już wiem, miłość zagina czasoprzestrzeń." "Dobra czyli Matthew poleci za daleko w kosmos i przez relatywizm czasu jego córka już nie będzie żyła, ale wykorzysta siłę miłości, żeby mimo to do niej wrócić. O, tak będzie najprościej..." "Ziemia umiera i niedługo zginie cała ludzkość. Matthew dostaje sygnał od obcych którzy okażą się być nim samym, który sprowadzony przez obcych którzy okażą się być ludźmi przyszłości, sprowadzi sam siebie z przyszłości do miejsca w którym jest teraz przez tunel czasoprzestrzenny, szukając dobrej planety do osiedlenia ale wszystkie będą do dupy więc wleci w czarną dziurę skąd właśnie przyśle sam siebie by mógł pobrać dane fizyki kwantowej swoim robotem i siłą miłości w pięciowymiarowym teserakcie stworzonym przez ludzi przyszłości których sam właśnie ocalił, wysłać wiadomość z tajnym wzorem do swojej córki, która właśnie próbowała skończyć wzór pozwalający na wybudowanie bazy kosmicznej w której ludzie odlecą jak w arce noego, poprzez zrzucanie książek z teseraktu co wyznaczy kod w zegarku, a ocaleni ludzie w przyszłości odwdzięczą mu się cofając w przeszłość i wysyłając jego samego a potem ratując go i odsyłając do starej już córki, by mógł z nią zamienić parę słów, a potem ucieknie ze stacji do Anne Hathaway. Arcydzieło (jeszcze tylko trzeba wpieprzyć Michaela Caine'a i dorzucić wątek syna Matthew McConaugheya który w sumie jest niepotrzebny, ale się dorzuci jakieś emocjonalne pierdololo w finale). Podpis - CHRISTopher Nolan." TO jest najprostsza możliwa wersja? NAAPRAWDĘ? No dobra, chcesz wersję prostszą? Ok. Wątek syna i postać Casey Afflecka plus całe pierdololo w finale z kłótnią o domek - out. Wątek wzoru matematycznego mogącego uratować ludzkość - out. Wersja krótka: Wyższa od ludzi rasa z drugiego końca kosmosu dostrzega, że ludzkość jest bliska wyginięcia po wojnie nuklearnej. Są istotami pięciowymiarowymi, nie umieją rozmawiać z ludźmi i nie znają ich potrzeb. Tworzą tunel czasoprzestrzenny do kilku planet wyglądających na gotowe do kolonizacji - tak naprawdę to zmyłka, a "przypadkowo" tuż obok jest czarna dziura. NASA najmuje swojego najlepszego kosmonautę - McConaughey, by tam poleciał i sprawdził planety. On żegna się z córką, obiecując, że do niej wróci. Na miejscu okazuje się że planety są do dupy, cała załoga po drodze ginie a relatywizm czasowy sprawia, że jego córka jest już stara i do niej nigdy nie wróci. W desperacji leci do czarnej dziury - która funkcjonuje poza czasem i przestrzenią. Dzięki temu Obcy mogą zamknąć go w teserakcie, z którego dostrzega drogę do nowej planety po drugiej stronie kosmosu. Z teseraktu może duchowo zaginać czasoprzestrzeń dzięki sile miłości - wysyła znaki córce (te znaki z początku filmu) by przyleciała do niego z ekipą do kolonizacji - ona dolatuje do czarnej dziury, zgarnia starego i lecą na nową planetę. KONIEC. Voila, z głowy pomysł z jedną linią fabularną, bez pierdololo, rozdrabniania się na niepotrzebne wątki i paradoksów czasowych. 04-04-2015, 00:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-04-2015, 00:06 przez Capt. Nascimento.) Cytat:i nie wierzę, że pytasz poważnie. To było pytanie retoryczne. A sprowadzenie miłości do poziomu fizycznie oddziałującej siły analogicznej do grawitacji nie jest dla mnie pretensjonalną i gotową formułką, bo nie traktuję tej kwestii jako metafory. To dość szalona teza (dlatego nie nazwałbym jej gotową formułką), ale jak pisałem kilka stron wcześniej, jak najbardziej pasuje mi do fantastyki naukowej z tymi wszystkimi wizjami rozbijającymi człowieka na atomy, neurony, na czysto fizyczne, mechanistyczne elementy i z tego powodu, motyw miłości w Interstellar odbieram jako coś potwierdzającego konwencję SF filmu, a nie kłócącego się z nią. Cytat:Problem w tym, że Ty pomijasz zasady scenopisarstwa, bo wszystko wydaje Ci się w tym filmie potrzebne. Wszystko jest po prostu tip top i błyszczy perfekcją, nawet wątek Casey Afflecka. Skończ z tymi zasadami scenopisarstwa, bo na każdą taką zasadę da się znaleźć przykład, który jej przeczy. Poza tym kilka stron wcześniej burzysz się o klisze i schematy, a tu nagle oczekujesz zgodności z jakimiś absolutnym wzorcem, którego nie można złamać. 04-04-2015, 00:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-04-2015, 00:15 przez patyczak.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

Spoiler![[Obrazek: 954.gif]](http://i1.kym-cdn.com/photos/images/original/000/877/550/954.gif)






