Najnowszy film Wesa Andersona, drugi po Fantastic Mr Fox, animowany. Mial on swoja premiere na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Berlinie, tez jako pierwszy animowany film w glownym konkursie, otwierajacym festiwal.
Film od pierwszej do ostatniej minuty krzyczy "Jestem Filmem Wesa Andersona!" i to w pozytywnym tego znaczeniu, szczegolnie dla milosnikow tego rezysera i jego specyficznego stylu. 101% Wesa Andersa w Wesie Andersonie.
Akcja dzieje sie w niedalekiej przyszlosci w Japonii w miescie Megasaki City, rzadzonego przez zlowieszczego Burtmistrza Kobayashi. Wywodzi sie on z dynastii, ktora od stuleci kocha koty. Kiedy w miescie wybucha epidemia "Psiej Grypy" wszystkie psy zostaja deportowane na "Trash Island".
I tutaj zaczna sie glowna akcja filmu, kiedy 12letni Atari wyrusza na Trash Island w poszukiwaniu swojego psa Spotsa. Przy okazji natrafia na grupke psow, ktore pomoga mu w poszukiwaniach.
Jak to u Wesa Andersona bywa, film naszpikowany jest gwiazdami, ktore udzielily czworonogom swoje glosy. Tez wazny aspekt jest Taki, ze Ludzie-Japonczycy mowia po Japonsku (pomijajac jedna studentke na semestrze zagranicznym), zas psy mowia po angielsku. I tak uslyszymy chociazby glosy takich aktorow jak Bryan Cranston, Jeff Goldblum, Bill Murray, Edward Norton, Harvey Keitel, F. Murray Abraham, Lieb Schreiber, Tilda Swinton, Greta Gerwing, Frances McDormand i Scarlett Johansson. Wsrod japonskich glosow jest naturalnie Ken Watanabe i inni, ktorzy niech mi znawcy kina japonskiego wybacza, nie znam.
Film ma pare watkow i poza przygodami Atariego i psow, mamy tez Thriller polityczny. Mozna tez odnalezc odniesienia do wczesnych filmow Akiro Kurosawy z lat 60tych. Przy czym jak to u Wesa Andersona bywa fabula nie jest az tak mocna strona, jak ta wizualna. Ale znowu ten film po prostu wyglada pieknie, animacja, jest niesamowita, a dbalosc o detale. Jest np. jedna dluzsza scena przyrzadzania Sushi od podstaw, czyli od zabicia ryby i choc to moze uznac, za filmowa masturbacje, to naprawde wyglada ta scena pieknie.
Calosc dopelnia charakterystyczna muzyka Alexandre Desplata oparta na poteznym brzmieniu japonskich bebnow taiko.
Przy czym sam musze zaznaczyc, ze mnie trudno jednoznacznie ocenic ten film. Przede wszystkim pamietam, ze jak za pierwszym razem obejrzalem The Grand Budapest Hotel bylem zachwycony, ale juz nastepne seanse odbieraly po troszku magie jaka czulem za pierwszym razem. Wiec nie wiem, czy podobnie nie moze byc z Isle of Dogs. Drugi mega subiektywny aspekt, to Taki, ze jestem wielkim fanem kotow i od malego dziecka panicznie sie balem psow. I ogolnie do dzisiaj jakos nie daze psow zaufaniem. Zas film Wesa Andersona nie tylko gloryfikuje psy, ale wlasnie wlasciciele kotow sa tutaj tymi zlymi. Miejscami sam sie zastanawialem, czy sam nie jestem potworem, skoro nie widzialem w tych czarnych charakterach az takich demonow.
Ale te kwestie musza juz sobie milosnicy psow sami odpowiedziec, tak samo jak bardzo udalo sie odwzorowac charakter psow. Pare zanojomych mowi mi, ze bardzo sie to udalo.
Tak tez podsumowujac jest to animowany film Wesa Andersona w calej swej wesoandersonowosci.
I chyba moge ocenic na:
7,5WesaAndersona, a moze nawet -8WesaAndersona na /10WesowAndersonow.
To nie jest doszukiwanie się symbolu tam gdzie nie ma, wypowiedz ten tytuł kilka razy na głos Corn i usłyszysz. "Ajl of Dogs" - to nawet w tej fonetycznej formie można zauważyć po zapisie.
A tak w ogóle to filmowi się obrywa trochę za "niewłaściwe" przedstawienie Japońskiej kultury. Już nawet Wes Anderson nie jest bezpieczny.
30-03-2018, 21:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-03-2018, 21:03 przez Snuffer.)
(30-03-2018, 21:02)Snuffer napisał(a): A tak w ogóle to filmowi się obrywa trochę za "niewłaściwe" przedstawienie Japońskiej kultury. Już nawet Wes Anderson nie jest bezpieczny.
Że co???!!! To przecież są prawdziwi japońscy aktorzy, mówiący po japońsku. Nie ma nic udawanego i na berlińskiej premierze było sporo Japończyków i bardzo im się film podobał. Dla mnie to bardzo ładny ukłon w stronę kultury japońskiej? Co tam niby może być "niewłaściwego"?
No chyba chodzi o to, że Japończycy zostali przedstawieni w dosyć stereotypowy, przejaskrawiony sposób. I oceniając po trailerach wydaje mi się, że są ku temu podstawy. Nawet jeśli osobiście nie widzę w tym problemu, bo kupuję konwencję tak rzeczywiście wygląda to trochę karykaturalnie, nawet jak na film Wesa Andersona. Ma to jakiś tam urok. Sam Anderson chyba tłumaczy się tym, że sposób przedstawienia kultury Japonii jest hołdem dla jej wizerunku w kinematografii. Co niejako potwierdza słuszność zarzutów, ale ja to kupuję.
No i obecność japońskich aktorów w obsadzie czy na premierze przecież niewiele zmienia.
A sam film jakoś najmniej mnie jara z ostatnich dokonań Wesa. Niby wiem, że wizualnie i inscenizacyjnie to będzie wysoki poziom. Podobnie jak humor. Ale jakoś mnie zwiastuny nie oczarowały. Z drugiej strony, jak patrzę na materiały o pracy animatorów to nie sposób nie docenić uroku tego wszystkiego.
Edit: a sorry, nie chodzi o hołd dla sposobu przedstawienia w kinie, ale dla japońskiego kina.
Cytat:“There are two directors who are our inspirations, Kurosawa and Miyazaki. We even have Mari Natsuki who is in [Miyazaki’s] ‘Spirited Away,’” he said. “With Miyazaki you get nature and you get moments of peace and a kind of rhythm that is not in the American, for instance, animation tradition so much.”
30-03-2018, 21:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-03-2018, 21:43 przez PropJoe.)
Generalnie pojawiają się głosy, że postacie przedstawione są w stereotypowy sposób i gdzie amerykańskie psy mają duszę, rozum i charakter, tak Japończycy i ich reakcje sprowadzone są właściwie do stereotypów i do reagowania na otoczenie. Też zwróciłem uwagę na zwiastunach, też pomyślałem że to celowy zabieg czy jakiegoś rodzaju hołd. Lawrence, google nie gryzie :)
Nie gryzie, ale ja akurat film widziałem i stąd moje zdziwienie, gdyż ja tam nic złego nie znalazłem. A wszak główny bohater, dzieciak Atari wyrusza właśnie na poszukiwania swojego psa, co jednak pokazuje, że ma jakieś uczucia. I są tam dobrzy i źli Japończycy.
Jedyne co mi się może nie podobać i o co powinna być wrzawa, to, że właściciele kotów są źli :P
(30-03-2018, 21:33)PropJoe napisał(a): A sam film jakoś najmniej mnie jara z ostatnich dokonań Wesa. Z drugiej strony, jak patrzę na materiały o pracy animatorów to nie sposób nie docenić uroku tego wszystkiego.
Mam podobnie, mnie w ogóle żaden film Wesa nigdy szczególnie nie jarał, wszystkie wydają mi się być w gruncie rzeczy takie same i słowo uroczy pasuje do nich wszystkich, a ja jestem z tych którzy uważają że z uroczego filmu to arcydzieła nigdy nie będzie, a przynajmniej o to niezwykle ciężko.
Co do stereotypowego przedstawienia Japończyków: a kto powiedział, że nie można mieć w filmie stereotypowych Japończyków? To kino, tutaj można wszystko, a stereotypy są niefajne gdy piszesz książkę historyczną, ubijasz deal z japońskim ministrem i nie chcesz go obrazić, albo nie chcesz zatrudnić kobiety jako programisty bo uważasz że one nie umieją w komputery, ale gdy opowiadasz bajkę o fikcyjnej wyspie psów? No dajcie spokój.
Przepiękny film. Czysta kreatywność i wizualna maestria plus, jak zawsze, niezwykle przyjemny, wielopoziomowy humor. Równie dobre co Pan Lis. No i muzyka <3