-- Laozi
22-02-2012, 20:42
|
Justified (FX, 2010-2015)
|
|
Nie jestem do niego uprzedzony. Nie zakładam z góry, że źle zagra. A nawet miałem nadzieję, że kiedy już trochę podrósł będzie bardziej przypominać dorosłego faceta. Koleś miał świetny występ w "My Name is Earl", więc potrafię go docenić. To Olyphant utrudnia proces akceptacji, nie ja :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi 22-02-2012, 20:42
Dla mnie Olyphant tutaj wymiata. Ba, głosem coraz bardziej przypomina mi Clinta Eastwooda.
22-02-2012, 20:52
Olyphant jest super. Dlatego ja od dawna przestrzegam przed wygłaszaniem pochopnych opinii na temat tego wspaniałego człowieka, który dla mnie osobiście stał się jedną z najwybitniejszych inspiracji. Do Olyphanta wszystkie polaczki będą się niedługo zwracać Proszę Pana albo Pan On. Tak jak do tego gościa:
22-02-2012, 23:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-02-2012, 23:03 przez Mental.)
Od 6 epizodu sezonu nr dwa serial ogląda się po prostu super dobrze. Czemu? Bo WRESZCIE wydarzenia z jednego odcinka mają swoją kontynuację w odcinku kolejnym, a te w kolejnym i w kolejnym i tak dalej. Krótko mówiąc, wreszcie jest ciągłość, postacie pojawiają się na dłużej, niektóre zostają, inne giną, a przygody szeryfa nabierają jakości. Sezon trzeci zaczął się z naprawdę wysokiego C (legendarna scena przy stole z obrusem, o której będę opowiadał wnukom). Jest to bez wątpienia najlepszy sezon w historii tego serialu. Aktualnie stanąłem na 6 epie. Jak tendencje wzrostowa będzie się dalej utrzymywać, to gdzieś w okolicach finału 4 sezonu "Justified" być może osiągnie poziom z finału 3 sezonu "The Shield" ;) W każdym razie przyłączam się do chórku zachwalającego tę produkcję i również ją polecam - Olyphant urodził się, żeby grać południowców, bardzo podoba mi się także postać Boyda Crowdera - od neo-naziola poprzez bogobojnego, wyciszonego górnika, a skończywszy na przywódcy lokalnej grupki rednecków z aspiracjami do wielkomiejskiej gangsterki. I przez cały ten czas swasta ciągle pozostaje na lewym ramieniu jako pamiątka. Cholernie mnie ciekawi, jak scenarzyści poprowadzą wątek Boyd-Givens. Czy Olyphant zabije Boyda? Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Nie chciałbym, żeby do tego doszło. Oni do siebie pasują - są nierozłączni jak Kozak z Tatarzynem. Ratują sobie nawzajem życia, a to coś znaczy, to nie jest byle przysługa za przysługę. Poza tym słowa z finału pierwszego sezonu (specjalnie go sobie przypomniałem, bo pamiętam, że zrobił na mnie wrażenie) ciągle mi wybrzmiewają echem:
Boyd: Strzelisz, żeby mnie powstrzymać? Givens: Może. - Jestem prawie pewien, że nie masz naboi. - Postawisz na to swoje życie? - Nie, Raylan. Postawię moje życie na to, że jesteś jedynym przyjacielem, który pozostał mi na tym świecie. 16-03-2012, 23:42
Przerwę serialowa wykorzystałam na ponowne obejrzenie "Justified" - serialu, który przyciągnął mnie już od pierwszego odcinka. Oglądanie ze znajomością fabuły - kto, z kim i dlaczego, ze świadomością jak potoczy się akcja pozwoliło na przyjrzenie się klimatowi, postaciom drugoplanowym, wsłuchanie się w dialogi, zasmakowanie humoru, często czarnego.
Niektórzy narzekają na I serię, że nudna, że dopiero II daje tego kopa. Dla mnie jedynka była takim wstępem do czegoś większego. Nakreśliła postacie głównego planu i pokazała z jakich klimatów się wywodzą, a mnie pozwoliła w ten klimat wejść i go poczuć. W sumie, cała dotychczasowa historia nakreślona świetnie, tu moje brawa za scenariusz. Podoba mi się sposób w jaki rozwijane są postaci głównych bohaterów. I jeśli w dwóch pierwszych seriach skupiałam się na postaci Boyda, to w III coraz bardziej wyrazista i zdecydowana staje się postać Avy. Muszę przyznać, że do tej pory trudno mi zrozumieć siłę władzy jaką posiadała Megs w II serii i właśnie jej rola "kradła' charyzmę innym bohaterom. Trochę ucierpiał na tym sam szeryf, przeżywający słodkie chwile w objęciach byłej żony. Niestety, Givens porzucony, nieszczęśliwy wydaje mi się być lepszym stróżem prawa i ciekawsza postacią. Mam wielka satysfakcję ze sposobu, w jaki został "załatwiony" przez prowincjuszy niebieskooki blondas z wielkiego miasta. Niby przerażający, z tą bronią w lewym rękawie dał się wykiwać takim "prostakom" wiejskim i wyszedł na totalnego głupka. Ciekawa postać szefa "czarnej mafii" - jako przeciwwaga. I na koniec, emocjonalna eksplozja, która trafiła Givensa za sprawa ojca. Dla mnie masakra. A już w środę kolejny sezon przyciągnie mnie przed ekran.
Calcat iacentem vulgus
07-01-2013, 01:07
Aleście nabulgotali w tym temacie. A to serial za lekki, a to za przyjemnie się ogląda, a to główny bohater wygląda jak pizda(?). Bul, bul, bul. Od kiedy wszystkie seriale muszą być mroczne-łamane-przez-ponure? Jeszcze przywołany tu Sons of Anarchy, którego melodramatyzm może najwyżej budzić uśmiech politowania. Naprawdę? To ma być wyznacznik czegokolwiek?
Ta "nieznośna lekkość bytu" jest właśnie jedną z mocnych stron serialu, nie jest zbyt poważny, sporo w nim przyjemnego humoru, a głównym bohaterem jest chodzący anachronizm w postaci srogiego szeryfa federalnego. Do tego akcja dzieje się w południowych stanach, więc koloryt tła każdej historii od razu stawiam wyżej, niż kolejny serial o rozrabiających murzynach, meksykańskich kartelach czy innym imporcie z trzeciego świata. Barwne postacie w tym serialu ciężko zliczyć - neonaziści, nawiedzeni kaznodzieje, klany bimbrowników, zbiegowie, lokalni mafiozi, zwykli zaciągający po swojemu wieśniacy albo płatny zabójca chcący wydać książkę. Od początku mnie ten serial porwał i choć przyznam, że im dalej w pierwszy sezon, tym lepiej się wszystko zawiązuje, to nie mogę powiedzieć, że się kiedykolwiek przy Justified nudziłem. Czwarty sezon właśnie się rozpoczął i widzę tu zadatki na kilka przyjemnych motywów. Interesująco prezentuje się nowy pastor, który staje na drodze Boyda. Pentakostalny poskramiacz węży, stawiający sobie za cel nawracanie narkomanów i innych zbłąkanych owieczek. W drugim odcinku jest całkiem mocna scena wymiany zdań między pozbawionym wiary Boydem i młodym, jak się wydaje szczerze wierzącym w to co robi, kaznodzieją. Chociaż oczekiwałem gwałtowniejszego przerzucania się cytatami z Biblii, w końcu Crowder udowadniał już kilkukrotnie jak dobrym jest oratorem.
Haru no yuu
taenamu to suru kô o tsugu Wieczór wiosenny niknie zapach kadzidła zapalę drugie 18-01-2013, 21:14
Cytat z 4 sezonu, więc jak ktoś woli omijać spoilery, to niech lepiej nie czyta, ale imho ten dialog jest najlepszym podsumowaniem klimatu Justified :)
Swoją drogą, szef marshalów Art jest kapitalna postacią :)
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie. Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier 29-06-2013, 22:56
Też zacząłem właśnie czwarty sezon. Pomimo że serial nigdy nie zaliczał się do mojego top 10, nie mogę się od niego opędzić.
30-06-2013, 17:25
Czwarty sezon zdecydowanie najlepszy ze wszystkich, a same dialogi to cud, miod i orzeszki. Uwielbiam te słowne przekomarzanki Raylana z Artem :) Do tego super klimacik rednekowa i mamy coś, co choć wybitne nie jest, to oglada się naprawde dobrze. Bardzo dobry serial, czekam na kolejny sezon.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
01-07-2013, 02:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-07-2013, 02:39 przez slepy51.)
Zauważyłem, że u Arta w biurze nie wisi już na ścianie plakat "Tombstone". Teraz wisi na ścianie w mieszkaniu Raylana. Kiedy doszło do przekazania plakatu, bo chyba coś mi umknęło po drodze?
01-07-2013, 20:28
Już wiem, co mnie mega wkurza w tym serialu - gliny znajdują się pod opieką boskiej opatrzności, bo nic, dosłownie nic, nie może pokrzyżować im szyków - o postrzeleniu czy zabiciu kogoś nie wspominam. Za każdym razem jak jest pojedynek mega bad ass płatny zabójca vs Raylan, z góry wiadomo, kto wygra i że ten drugi nie zostanie nawet draśnięty. Dotyczy to także pozostałych wesołków - snajper z Iraku i czekoladka nie mają się czego obawiać, zły zawsze zejdzie pierwszy.
03-07-2013, 21:31
hmm, to prawda, ale też łatwiej wymienić postacie które w tym serialu NIE dostały kulki ;)
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie. Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier 03-07-2013, 21:34
Akurat w przypadku Raylana jest to dobrze uzasadnione. Cały myk tej postaci polega na tym, że facet to sharpshooter i oldschoolowy quickdraw, który z glockiem przy udzie jest w stanie załatwić każdego. Ale dobre w tym jest to, że twórcy wcale nie kreują go na supermana i wyraźnie dają do zrozumienia, że ta jego zarozumiałość i pewność siebie, mogą ugryźć go w dupę, gdy znajdzie się w sytuacji, w której nie może zdać się na swojej broni. Parę razy w serialu dostawał ostry wpierdol.
Inna sprawa, że Raylan zazwyczaj nie ma do czynienia z jakimiś super badassami. Większość czasu przychodzi mu zastraszać zwykłych rednecków.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
03-07-2013, 23:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-07-2013, 23:35 przez Proteus.)
Raylan - ok. Jest oldskulowcem, więc ma prawo być zajebistym. Ale reszta mnie wkurza :)
04-07-2013, 17:32
Mnie wkurza jedynie były snajper z jues army. Z tym jego permanentnym kaczym dzióbkiem i nieprzekonywującą postawą niby-twardziela.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
04-07-2013, 17:44 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |