Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Nie będę ukrywał, że jestem wielkim fanem Philipa K. Dicka, tak też kiedy dowiedziałem się, że ma powstać serial na podstawie jego słynnej książki "Człowiek z Wysokiego Zamku" powiedziałem: "Szkoda, że nie film".
Ale już mniejsza oto miło widzieć, że ktoś zabiera się za Dicka książkę, a nie kolejne powieści. A zabiera się Amazon i Ridley Scott.
Na początku stycznia pokazano pilotażowy odcinek i z tego mi wiadomo będą kolejne, dlatego też zakładam ten temat.
Jak ktoś nie wie o co chodzi, to mamy do czynienia z alternatywną historią, gdzie Alianci przegrali II wojnę światową i teraz USA podzielone są na strefy okupacyjne: Cesarstwa Japońskiego na zachodnim wybrzeżu i III Rzeczy na wschodnim. Plus należy jeszcze policzyć strefę buforową pośrodku USA.
Obejrzałem pierwszy odcinek i raczej jestem na tak. Główna w tym oczywiście zasługa książki Dicka, której fabuła wciąga.
Naturalnie nie obeszło się bez drobnych zmian, ale jakoś mi one bardzo nie przeszkadzają.
Wizualnie film wygląda dobrze, choć nie jakoś porywająco. I dlatego też bardziej wolałem film, gdzie można byłoby może zainwestować więcej w stworzenie tego alternatywnego świata. Znaczy się obie strefy okupacyjne charakteryzują się w dużej mierze nagromadzeniem albo swastyk, albo japońskich bander. I też stylistycznie jest wiele zrozumiałych podobieństw do Fatherlandu. Przy czym wolałbym ujrzeć więcej z tego nieokrzesanego industrializmu i ciągłej gonitwy za dalszym skokiem technologicznym, jakie charakteryzowały III Rzeszę w książce Dicka. Ale to tylko pierwszy odcinek, więc niby na wszystko czas.
Aha i trochę mnie razi, że o ile Japończyków zdaje się grają Japończycy, tak znowu nie pomyślano, aby zatrudnić niemieckich aktorów. Tak też znowu mamy ten sztuczny niby niemiecki akcent. Ale cóż może to tylko mnie jako germanofila przeszkadza.
Mimo wszystko dobrze mi się oglądało pierwszy odcinek i mimo, że znam zakończenie to mnie ciekawi jak twórcy planują pójść dalej z książkowym materiałem.
P.S. W jednej scenie jest nawet pewne odniesienie do "Blade Runnera".
02-03-2015, 21:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-10-2019, 20:58 przez Mierzwiak.)
Red Crow
Liczba postów: 12,677
Liczba wątków: 50
Kilka dni temu pojawił się cały sezon. Oglądał ktoś? Warto?
23-11-2015, 17:30
Stały bywalec
Liczba postów: 10,279
Liczba wątków: 5
Kiedyś zacząłem pilota i spasowałem po 30 minutach - mam nadzieję, że to wystarczy za odpowiedź :) Tak btw poprawili coś/przemontowali w tym pilocie?
23-11-2015, 20:34
.
Liczba postów: 27,684
Liczba wątków: 62
To pewnie bluźnierstwo, ale ja nawet za książką nie przepadam, wiec na serial leję cieplutkim moczem.
23-11-2015, 21:15
Stały bywalec
Liczba postów: 10,279
Liczba wątków: 5
Daleko jej do czołówki moich ulubionych powieści Dicka, ale to wciąż interesująca lektura, więc nie bluźnij :) Ok, może dam tej serii drugą szansę.
23-11-2015, 21:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2015, 21:50 przez Albertino.)
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
(23-11-2015, 21:50)Albertino napisał(a): Daleko jej do czołówki moich ulubionych powieści Dicka, ale to wciąż interesująca lektura, więc nie bluźnij :)
W sumie też się mogę pod tym podpisać. Przy czy jak większość powieści Dicka i tę dobrze mi się czytało. Przy czym
w końcówce mamy tylko lekko muśnięty wątek światów równoległych. Znaczy kiedy widzimy na chwilę naszą rzeczywistość. I sam myślałem, że jednak pod koniec będzie z tym większe walnięcie. Przy czym Dick to trochę subtelniej zaznacza. I ja to akceptuję i toleruję, ale nie wiem czy jednak nie wolałbym, aby poszedł w inną stronę. .
Ciekawe jak to w serialu przedstawią i chyba jednak go obadam. W końcu adaptacji Dicka nigdy za wiele.
25-11-2015, 01:34
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Myślę że dobrze, że Dick poszedł w bardziej subtelne zakończenie, a nie walił łopatą przez łeb. Mogło bardziej wybrzmieć w głowie czytelnika, bez przefiltrowania jej przez "umysł" postaci. I w sumie nie tak brzmiało jak w spoilerze, Lawrence ;]
Co do serialu, to po obejrzeniu pilota widzę spore rozbieżności z fabułą powieści (chociaż czytałem spory kawałek czasu temu), ale dość wiernie trzymają się charakterystyki świata. I ta jest oczywiście dużo ważniejsza od tego, gdzie kto kogo spotkał i jak. Przegrana Ameryka wygląda bardzo ciekawie i wiernie książce, nawet jeśli momentami widać cięcie planów i maskowanie CGI. Fajny myk dotyczący głównego McGuffina, pochwalam. Aktorsko na razie ujdzie, niech trochę poprawią tempo i wyjdzie niezły serial. Biorę się za resztę.
30-11-2015, 00:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-11-2015, 00:35 przez wujo444.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Po dwóch odcinkach jestem i właściwie mógłbym się podpisać pod przedmówcą. Widać trochę "uatrakcyjnianie" fabuły ale powiedzmy sobie szczerze - powieściowy pierwowzór szału pod tym względem nie robi, tam liczy się konstrukcja świata i klimat a te elementy serial odwzorowywuje w sposób zadawalający. Zachęcony jestem, będę kontynuował.
Why are you firing wallnuts at me?
30-11-2015, 02:06
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Po zakończeniu całości - niestety przesłanie Dicka przegrało z "uatrakcyjnianiem" fabuły.
Szukanie elementów wspólnych w fabule jest skazane na porażkę - zgadzają się nazwiska i niektóre relacje, ale to co się dzieje ma bardzo mało wspólnego z książką (którą w międzyczasie odświeżyłem - cholernie trudna do przełożenia na ekrany, fragmentaryczna, skupiona na emocjach i niewypowiedzianych myślach, pozbawiona klasycznego tempa, postacie pojawiają się na chwilę i rzadko wracają). I nie jest to złe samo w sobie jeśli umie się powiedzieć coś własnego, ale równie dobrego i zachowującego ducha książki (dlatego będę bronił Solaris Soderbergha). Niestety uatrakcyjnienie sprowadza się do wpisania banalnej historyjki o ruchu oporu, obcięciu niemal całej podległości Amerykanów względem Japończyków i Niemców, a nawet rozpisaniem postaci Nazistów na tych umiarkowanie dobrych :\ Serial gubi nie tylko puentę, ale też kardynalną dla świata Dicka skazę w sercach i głowach Amerykanów, którą wywołała przegrana wojna. Zamiast tego tradycyjnie Stany będą walczyć do ostatniego człowieka...
Inna rzecz, że serial jest nudny. Po 4 odcinku traci parę i toczy się do finału wyłącznie siłą rozpędu. Odbija kolejne punkty bez wyraźnego kierunku czy celu. Finał historii zresztą nie kończy, zostawiając sporo spraw otwartych. Kolejnym powodem są słabo zarysowane postacie, pozbawione głębszego rysu czy cech charakterystycznych. Nawet Naziści wyglądają blado, bez tego demonicznego szaleństwa masowych morderców. Najlepiej wypada Sewell, jako Obergruppenführer John Smith kreuje najbardziej magnetycznego nazistę od czasu Hansa Lando. Davalos wypada ładnie, ale jej postać wkurza naiwnością, za to Luke Kleintank i Rupert Evans grają z werwą i wdziękiem świerkowego kloca. Wychodzi też mały budżet, brakuje otwartych przestrzeni, placów, widoku zwykłej ulicy zdominowanej przez żółtków.
TL;DR: spłaszczono i wygładzono ciekawsze elementy, dodając sztampową historię i amerykańskie "yes, we can", całość przynudza i brakuje jej interesujących postaci. Falstart Amazonu.
09-12-2015, 19:27
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Z tego co pamiętam w książce, to był tam przynajmniej jeden nazista, który akurat był dobry.
Co jednak nie zmienia faktu, że z tego co mi napisałeś, to informacje o jakimś ruchu oporu, zupełnie mnie zniechęcają do oglądania tego serialu, na który się tak napaliłem. Toż właśnie siłą była uległość wobec okupantów. W zbyt dużej ilości dystopii, cały efekt psują niepotrzebne ruchy oporu :/
09-12-2015, 23:14
Stały bywalec
Liczba postów: 1,637
Liczba wątków: 0
Odkopuję, bo mamy zwiastun czwartego i ostatniego sezonu. Premiera 15 listopada.
16-10-2019, 19:45
Stały bywalec
Liczba postów: 3,052
Liczba wątków: 28
Serial dobry do połowy, z raczej trudnym startem, bowiem twórcy rzucają widza od razu na głęboką wodę. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że po dobrym pilocie przez kilka odcinków pada faktyczna akcja, by nie powiedzieć jest nudno.
Sezon 1
Całkiem zgrabnie, chociaż czasami nudzące uwspółcześnienie (taśmy filmowe) powieści Dicka. Niestety główna bohaterka grana przez Alexandę Davalos Juliana Crane to nawet nie Mary Sue, a po prostu męcząca buła. Co więcej, jej nieskoordynowane działania, w prosty sposób prowadzą do rozlicznych tragedia np. de facto przypieczętowuje ona los rodziny jej chłopaka Franka Frinka. I co? I nic! Babka jest przyczyną jego tragedii, a ten nadal lgnie do niej jak ćma do światła. Całość historii ratuje Rufus Sewell, który jako obergruppenführer John Smith, chryzmą po prostu rozsadza ekran, tworząc przy tym ciekawą postać. Oprócz niego wyróżniają się inspektor kempeitai Takeshi Kido grany przez Joela de la Fuente i minister handlu Japońskich Stanów Pacuficznych Nobosuke Tagomi, w tej roli Cary-Hiroyuki Tagawa ("your soul is mine!"). Do tej grupki można jeszcze zaliczyć Joe Blake`a (Luke Kleintank), który o dziwo wyrabia się na przestrzeni serialu.
W ostateczności całość historii spoczywa na barkach postaci z państw Osi, którzy w mniej lub bardziej świadomy sposób uczestniczą w rozgrywce o władzę w Rzeszy.
Ocena 7/10
Sezon 2
Kontynuacja poprzedniego, tylko bardziej. Juliana jest jak zwykle mecząca, niemniej coraz bardziej na wierzch wybija się zaznaczona w sezonie 1 polityczna intryga. Jej kulminacja w ostatnich odcinkach, to zdecydowanie szczyt serialu jako takiego. Co ciekawe amerykański ruch oporu jest kreowany na zbieraninę wyjątkowo antypatycznych gości. Do obsady dołącza tez Kenneth Triggar jako Heinrich Himmler, kreując niezłą przeciwwagę dla Johna Smitha. Szczerze mówiąc na tym sezonie można spokojnie zakończyć oglądanie serialu.
Najlepsza scena scena a la "Doktor Strangelove"
Ocena 8/10 (ostatnie odcinki 9/10).
Sezon 3
Tutaj opowiadana historia skręca w stronę męczącego melodramatu. John Smith pnie się po szczeblach kariery jako oberstgruppenführer a potem reichsmarschall (twórcy używają tutaj niemieckich rang w nader idiotyczny sposób). Niestety zamiast rozgrywek na wysokich szczeblach jesteśmy skazani na śledzenie rodzinnego dramatu rodziny Smithów, co po prostu jest niezbyt angażujące. Co do Julianny snuje się ona po sezonie i poznaje w końcu tytułowego Człowieka z Wysokiego Zamku. Niestety tutaj odarty z tajemnicy zostaje całkowicie wątek światów równoległych. Ot medytujesz sobi i puff!!! jesteś gdzie indziej. Co gorsze pokazano w dosłowny sposób, przez co trudno podchodzić do tego na poważnie.
Najlepszy wątkiem okazała się rewolucja kultura... tzn Jahr Null w nazistowskiej Ameryce. Mao Zedong byłby dumny ;)
Hitem sezonu jest zaś przypisanie pewnej postaci drugoplanowej homoseksualizmu, bo... tak. Najwidoczniej musieli dać parytet (chociaż to może wynik nacisków aktora, który w realu jest gejem). W kontekście rozwoju tej postaci nie ma to kompletnie sensu, no, ale co poradzisz - takie czasy
Ocena 6/10
Sezon 4
Wielkie zwieńczenie historii, które okazuje się mokrym pierdnięciem. Pomimo kilku interesujących pomysłów, serial po prostu się wykoleił. Pojawia się dodatkowa grupa oporu wobec faszystów - Black Communist Rebellion , która dzięki serii zamachów bombowych tj. zasadniczo wysadzenia rurociągu w San Francisco doprowadza do wycofania się Japończyków z Ameryki... Tak, tak Black Lives Matter na pełnej kurtyzanie walczy z faszystami i rasową opresją ze strony Rzeszy. Notabene by zyskać czas antenowy dla czarnych komunistów wycięto wątek gejowski (w końcu był tak bardzo ważny...).
Rozgrywki polityczne też stają się nijakie i powtarzalne, sytuacji nie poprawia też brak w obsadzie ministra handlu, który został zabity off screen pomiędzy 3 a 4 sezonem. Ogólnie sezon zmierza ku wymuszonemu pozbawionemu sensu końcowi. Juliana oczywiście żyje i jak zwykle przynosi pecha każdemu, kto ma z nią styczność.
Ocena 4/10
Podsumowując: serial jest nawet dobry przez pierwsze dwa sezony. Twórcy nieintencjonalnie postawili w korzystnym świetle postacie z państw Osi - po prostu są one znacznie ciekawiej napisane i zagrane od męczących bułek z ruchu oporu i megabuły Juliany Crane. Drastyczny zjazd pomiędzy 2 a 3 sezonem był najprawdopodobniej związany z odejściem Franka Spotnitza ("Z archiwum X") z pozycji showrunnera i zastąpienie go przez jakiegoś nołnejma, przez co ucierpiała spójność historii.
Z technicznego punktu widzenia produkcji nie mogę nic zarzucić, wrażenie robi na pewno dbałość o detale i kostiumy.
Ocena całości 7/10
Co do 3 i 4 sezonu werdykt jest tylko jeden:
24-11-2020, 21:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-11-2020, 22:06 przez Scheckley.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,892
Liczba wątków: 11
Fajnei to wszystko opisałeś, ale odebrałeś mi ochotę na oglądanie ;)
Pamiętam jak zacząłem ale znudziłem się po 4-5 odcinkach. A serial przecież z taką fabułą ma MEGA potencjał.
24-11-2020, 23:16
Stały bywalec
Liczba postów: 3,059
Liczba wątków: 8
A ja się nie zgadzam. Dla mnie najlepszy jest właśnie 3 sezon.
Pamiętam, że w poprzednich sezonach, a przynajmniej w pierwszym problemem było dla mnie to, że nie tyle kibicowałem, co wolałem oglądać wątki poświęcone japońskiej strefie świata oraz historię poświęconą Smithowi, czyli postaciom, którym nie powinno się kibicować. Bo niestety Alexa Davalos czyli Juliana i Rupert Evans grający jej męża oraz Luke Kleintank w roli Joe Blake byli strasznie wkurzający i irytujący w 1 serii. Zwłaszcza Juliana i jej mąż mnie wnerwiali, ale z czasem się to zmieniło, bo bohaterowie sporo przeszli. No i ograniczono wątki romantyczne do minimum w 2 serii, których wydaje mi się, że za dużo było w pierwszej serii i postawiono na akcję oraz sporo ciekawszych wątków, a nie na nudne historie miłosne z udziałem Juliany, która rozkochuje w sobie każdego faceta.
Dla mnie właśnie w 3 serii serial poszedł w bardzo ciekawą stronę z wątkiem związanym z taśmami, który zahacza o SF, ale mnie to odpowiada (kojarzył mi się trochę z wątkami hitlerowskimi z trylogii Indiana Jones połączonymi z pomysłami rodem z serialu Fringe). Ale pomimo tego, że z czasem polubiłem Julianę, Franka oraz Joe (a co do męskich bohaterów to są najtragiczniejsze postacie) to oglądałem 3 sezon, tak jak w przypadku 1 i 2 serii, głównie dla Cary Hirouki Tagawy w roli Tagomi i Rufusa Sewella w roli Smitha.
Ta dwójka to są najciekawsze postacie w serialu. Tagomi to rodzaj takiego bohatera, którego od początku się lubi i kibicuje się. A w przypadku Smitha to lubię amerykańskiego nazistę na tyle, że czasami zapominałem po której stronie on jest. A gdy wykonuje rozkazy Himmlera, czyli robi rzeczy wątpliwe moralnie mówiąc bardzo ogólnie, to mnie mocno wkurzał, ale jednocześnie nie tracił mojej sympatii co jest zasługą Sewella, który ma najlepiej rozpisaną rolę obok Tagawy w całym serialu. John Smith jest to najbardziej skomplikowana postać w serialu, dwuznaczna moralnie, a jednocześnie moja ulubiona.
Dla Tagomi i Smitha warto przemęczyć 1 sezon, bo w 2 i 3 serii serial bardzo fajnie się rozkręcił. Nie licząc Tagomi i Smitha drugoplanowe postacie są ciekawsze i budzące więcej emocji od reszty głównych bohaterów i mam na myśli Eda McCarthy, Roberta Childana, okrutnego szef Kempetai Kido czy rodzinę Smitha. W 3 sezonie pojawiają się nowe interesujące postacie jak np. Edgar J. Hoover, w którego wcielił się dawno niewidziany przeze mnie William Forsythe. Podoba mi się też w tym serialu jak bawią się scenarzyści losami prawdziwych postaci, jak właśnie choćby Hoovera, jak wykorzystują w scenariuszu to co wiadomo powszechnie o tych historycznych postaciach. Świetny jest też aktor wcielający się w Himmlera, który nie przeszarżował swojej roli.
Co do strony technicznej to wizualnie serial nie wygląda jakoś super, ale nadrabia ciekawą historią. Chociaż podobają mi się zdjęcia i kolorystyka, która wygląda tak, że czasami odnosiłem wrażenie jakbym oglądał czarno biały film co idealnie pasuje do tej produkcji, bo dzięki temu się czuje klimat tego ponurego i szarego świata, w którym nie da się żyć.
Większość wątków się fajnie łączy i cały czas się coś dzieje, więc nie można narzekać na nudę w 3 sezonie. Dla mnie nie jest nudny wątek rodzinny Smiha, ale bardzo fajnie się rozwija, podobnie jak postać graną przez Sewella. Dla mnie 3 sezon zasługuje na 8/10. 1 sezon oceniłbym na 6+/10, drugą serię na 7+/10.
Finałowa seria trzyma też dobry poziom, choć mam parę zastrzeżeń i dlatego oceniam trochę niżej od 3 serii.
Sheckley, zdradziłeś to co się stało z jedną z postaci. Powiem tak, że to co zrobiono na początku 4 sezonu prawie wybiło mnie z serialu, choć odcinek podobał mi się, tak jak cały sezon. Ale przez cały 4×01 myślałem, dlaczego scenarzyści zrobili co zrobili, czy tak mieli zaplanowane od początku, czy nastąpił konflikt na planie między aktorem i twórcami, a jak dowiedziałem się po obejrzeniu sezonu, aktor był zajęty na planie innej produkcji i dlatego wypisali go z serialu.
Pojawia się sporo nowych wątków i postaci, których wcześniej nie było, jak np. całkowicie nowy odłam ruchu oporu lub przyjaciółka Childana (a przynajmniej nie kojarzę by była wcześniej). Na szczęście polubiłem nowych bohaterów. A co do starych znajomych to zapomnieli scenarzyści całkowicie o kilku postaciach z drugiego planu, jak choćby Edzie, którego wątek całkowicie wyparował w 4 serii. Nie jest wspomniany przez nikogo, przez bliskie mu osoby, czyli choćby Julianę, albo Childana, z którym się zaprzyjaźnił w 3 serii, tak jakby nigdy nie istniał.
Ostatni raz jak pojawił się w finale 3 serii, to było wszystko z nim w porządku, więc wygląda to tak, jakby scenarzyści uznali, że mają za dużo wątków na ostatnie 10 odcinków serialu, więc część wywalą do kosza, jak np. wątek Eddiego, a skupią się na rodzinie Johna Smitha. Tempo w 4 serii jest bardzo szybkie, śpieszą się scenarzyści z historią. Ucierpiały też inne postacie przez to, bo nie tylko Ed nie pojawia się w 4 serii. Mam na myśli np. Nicole Dormer i Marka Sampson, którzy zniknęli bez słowa wyjaśnienia w 4 serii. Przez to jak drastyczne zmiany nastąpiły w premierze finałowej serii, to oglądało mi się trochę 4 sezon tak, jakbym przeskoczył z 1 serii od razu do 10 sezonu jakiejś produkcji, jakby nastąpił restart/nowy początek, albo jakbym oglądał spin-offa.
Więcej miejsca poświęca się np. Kido (świetna postać) i Irlandczykowi z ruchu oporu, a niektórzy w ogóle się nie pojawiają, zaś inni starzy znajomi mają epizodyczny występ, np. człowiek z wysokiego zamku. Ale przyznam, że podoba mi się, jak zakończono większość wątków, np. historia Kido ma ciekawe zakończenie. Nic nie mam do tego, że żegnamy go akurat w takim momencie życia, choć po wszystkim co zrobił to powinien dziękować, że skończył jak skończył. Podoba mi się też jak skończono wątek Childana, a była to jedna z moich ulubionych postaci.
Ale przez to jak dużo wątków mają scenarzyści do pozamykania w ostatniej serii i pomimo wykasowania niektórych postaci z drugiego planu, to i tak w 4 serii dzieje się tak dużo, że nie ma miejsca dla Juliany, głównej bohaterki, której wątek jest zepchnięty, przynajmniej w pierwszej połowie, na drugi plan. No i też ma niewiele do roboty, przynajmniej na początku. Akurat nie przeszkadza mi to, bo jak ją polubiłem w końcu, to jestem świadom tego, że wszystkie postacie są ciekawsze jak ona. Ale też uważam, że wyrobiła się w 3 serii, nie jest już tak okrutnie nudna jak na początku serialu.
Ale wiadomo, że to John Smith jest najciekawszą postacią, dla niego ogląda się serial. W 4 serii Rufus Sewell jest tak samo wybitny co w poprzednich sezonach. Moim zdaniem jest to jego najlepsza rola, przynajmniej z tych co widziałem. Serial nie jest bez wad, zwłaszcza w 1 serii, rozkręcił się w 2 i 3 sezonie, ale jest jedna rzecz dla której warto poświęcić czas na tą produkcję, jest to właśnie ten angielski aktor. Smith to postać, którą ciężko jednoznacznie ocenić i podsumować jednym słowem, że jest zły, albo dobry.
Smith ma dobrą stronę, ale czasami robi takie rzeczy, że ciężko mu kibicować, a innym razem takie, że chce mu się pogratulować sprytnego planu. Jest to postać tak napisana, by wywoływała ambiwalentne uczucia u widzów, co Sewell świetnie sprzedaje swoją grą aktorską. Widać, że to on i jego rodzina najbardziej scenarzystów interesuje z całej obsady, czemu wcale nie dziwię się. Choć drugi i trzeci plan też jest super obsadzony. Mógłbym wymienić wiele nazwisk, ale wydaje mi się, że za mało się mówi o aktorze grającym Himmlera, gość jest hitlerowy w tej roli bardziej jak sam Hitler, facet mnie przerażał.
A co do odejścia Spotnitza to on odszedł w czasie kręcenia 2 serii, chyba na samym początku sezonu i dokończyli 2 sezon bez showrunnera, co wcale produkcji nie zaskoczyło. Za 3 sezon odpowiadał Eric Overmyer, więc nie jakiś nieznany gość, ale facet który często tworzy seriale z Davidem Simonem, np. Treme, a ostatnio Eric odpowiada za Boscha dla Amazona. 4 sezon to produkcja innego showunnera, ale wyleciało mi z głowy, kto za niego odpowiadał. Więc w każdym sezonie był inny szef nadzorujący sezon.
Serię finałową oceniam prawie tak samo dobrze jak 3 sezon, bo na 7.5/10. A czemu nie 8, tak jak 3 sezon, to napisałem wcześniej, czyli zapomnienie o kilku ważnych postaciach, mocne przyśpieszenie tempa, widać jak fabuła pędzi, tak jakby mieli plan na więcej sezonów, ale musieli zakończyć serial w 10 odcinków. Ale ten minus, czyli zapomnienie o kilku postaciach to bierze się stąd, że mieli tylko 10 odcinków na zakończenie historii, więc kilku postaci i wątków musieli się pozbyć na szybko w ostatnich odcinkach. No i skupili się na tym co najważniejsze, czyli na historii bohatera granego przez Sewella.Ale pomimo paru skrótów i przyśpieszenia tempa dobrze się bawiłem na ostatniej odsłonie.
A co do samego finału to jest tak zrobiony, że mógłby powstać kolejny sezon, który byłby czymś na kształt nowego początku, ale jednocześnie takie, że to może być koniec serialu. Więc jednocześnie zamknięte zakończenie, ale też z dużą furtką na przyszłość. Sytuacja z fabułą w 4 serii Człowieka z Wysokiego Zamku przypomina mi trochę sytuacje z fabułą 2 serii “Rzymu”, gdzie też upchnęli w 10 odcinków historię na kilka sezonów. Serial miał lecieć więcej jak 2 lata, więc widać było po odcinkach, jak się śpieszyli z wątkami, a mimo tego znakomicie się oglądało. Zresztą uważam 2 sezon “Rzymu” za jeden z najlepszych seriali HBO. I w produkcji Amazona też widać jak zapierniczają z fabułą szybko, bo mają tylko 10 odcinków na zakończenie produkcji.
25-11-2020, 01:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-11-2020, 01:22 przez michax.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,279
Liczba wątków: 5
Zgadzam się, że drugi sezon był najfajniejszy, ale 3 i szczególnie 4 oceniłbym dużo gorzej niż ty. Strasznie zmarnowany potencjał, ale wizualnie to było fajne.
25-11-2020, 09:04
Stały bywalec
Liczba postów: 3,052
Liczba wątków: 28
(25-11-2020, 01:07)michax napisał(a): Sheckley, zdradziłeś to co się stało z jedną z postaci. Powiem tak, że to co zrobiono na początku 4 sezonu prawie wybiło mnie z serialu, choć odcinek podobał mi się, tak jak cały sezon. Ale przez cały 4×01 myślałem, dlaczego scenarzyści zrobili co zrobili, czy tak mieli zaplanowane od początku, czy nastąpił konflikt na planie między aktorem i twórcami, a jak dowiedziałem się po obejrzeniu sezonu, aktor był zajęty na planie innej produkcji i dlatego wypisali go z serialu.
No niestety tutaj ucierpiał bardzo wątek japoński. Z uwagi na brak traduministru Tagomiego musiano dopompować inspektora Kido, który (według mnie) nie był raczej kandydatem na akuszera wycofania się Japonii z Ameryki. Kido, był (o dziwo) postacią jakby mniej skomplikowaną niż John Smith, jakby bowiem nie patrzył, ten ostatni de facto zdradził swój kraj i wszystkie wartości, według których starał się żyć. Kido zaś to taki typowy oddany służbie cesarzowi oficer tajnej policji - obcy w obcym kraju, którego nie wiążą miejscowe konwenanse. Dopisanie mu wątku rodzinnego w sezonie 4 służyło tylko i wyłącznie jego wybieleniu i temu by wszedł gładko w buty Tagomiego. W ostateczności jego wątek wydał mi się wysilony w 4 sezonie, niby jest jakiś pomysł na postać, ale mnie to nie przekonało.
BTW wprowadzenie doktora Mengele jako szefa wiadomego projektu nawet mnie rozbawiło, chociaż do tej pory nie wiem jakie kompetencje w dziedzinie fizyki ma zwykły (no, ok w tym przypadku niezwykły w złym sensie) doktor medycyny.
25-11-2020, 18:25
|