A tymczasem moje książkowe lutowe podsumowanie :)
"Hyperion"
Dan Simmons
Chociaż na czytelniku znającym dokonania pisarzy takich, jak China Miéville, Charles Stross, czy Jeff VanderMeer - których twórczość, obudziła we mnie automatyczne skojarzenia po lekturze "Hyperiona" - aż tak oszałamiającego wrażenia Simmons nie zrobi, to książce nie sposób odmówić zasłużonej pozycji klasyka science - fiction. Bogata, czarująca i zmuszająca do przemyśleń wizja przyszłości, i historia, odkrywana przed czytelnikiem, w urzekających opowieściach - elementach układanki, której pełen obraz otrzymujemy dopiero po przeczytaniu ostatniej strony "Hyperiona". A do tego genialne zakończenie, wobec którego z trudem można się powstrzymać przed natychmiastowym sięgnięciem po "Upadek Hyperiona". To trzeba przeczytać!
4/5
"Palimpsest"
Catherynne M. Valente
Wspaniała, współczesna baśń, spisana językiem barwnym, przepełnionym poetyką i bogatym w metafory. Opowieść o czwórce ludzi, którzy poświęcają więcej niż życie, by otworzyć bramy do onirycznego, a zarazem równie prawdziwego, jak nasz świata - miasta Palimpsest... Rzecz raczej skierowana dla dojrzałego czytelnika i to nie tylko z powodu obecnej tu odważnej erotyki, która jest ważnym elementem opowieści. Zdecydowanie polecam!
4/5
"Upadek Hyperiona"
Dan Simmons
"Upadek Hyperiona" zaczyna się nieomal dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się pierwszy tom dylogii. Chociaż mamy do czynienia z ciągiem dalszym opowieści, to jednak kontynuacja owa różni się znacząco od tomu uprzedniego, przy jednoczesnym zachowaniu jego walorów. Mimo, że nie pogniewałbym się na autora, gdyby po raz kolejny "sprzedał" mi kilka odrębnych, acz łączących się ze sobą opowieści, to "Upadek Hyperiona" w formie space opery - trzeba dodać space opery najwyższej próby - przyjmuję bez zarzutów. Część ową cechuje większa dynamika, obfitująca w liczne, naprawdę zaskakujące zwroty akcji, przy jednoczesnym zachowaniu głębi oryginału. Cieszy też spotkanie ze znanymi bohaterami, na których ponowne pojawienie się liczyłem, jak również z tymi, których powrotu kompletnie się nie spodziewałem.
Zgadzam się z wieloma opiniami, przyrównującymi "Hyperiona" do cyklu "Diuna" Franka Herberta - Dan Simmons jest godnym kontynuatorem prawdziwie epickiej, acz nie popadającej w sztampę science - fiction.
4/5
"Podróż Wędrowca Do Świtu"
Clive Staples Lewis
Niedawna premiera słabego pod wieloma względami filmu - od którego "odwróciło" się studio Disneya - skłoniła mnie do ponownego, po wielu latach sięgnięcia po "Kroniki Narnii". Odpuściłem sobie dwie pierwsze części, skupiając się na mojej ongiś ulubionej "Podróży Wędrowca Do Świtu". Mimo upływu lat - moich i książki - czyta się ją nadal przednio, i wciąż czuć tą cudowną magię wylewającą się kart opowieści. Jeśli chodzi o porównanie z filmem, to jeden z tych przykładów, w których oryginał książkowy zdecydowanie wygrywa, a wszelkie zmiany wprowadzone przez scenarzystów odbiły się negatywnie na ekranizacji. Lewis jest tak świetnym "bajarzem", że potrafi pobudzić wyobraźnię na skalę, o jakiej się współczesnym "magikom" kina nawet nie śniło. Zdecydowanie warto sobie od czasu do czasu odpuścić "dorosłą" literaturę i sięgnąć po taką, która choć przeznaczona dla młodszego czytelnika, wciąż potrafi zaciekawić, rozbawić i wzruszyć.
4/5
"Opowieści sieroty (tom 2): W miastach monet i korzeni."
Catherynne M. Valente
Drugi tom tej niekończącej się opowieści przynosi lekkie rozczarowanie. Formuła nie zmieniła się ani na jotę, wciąż mamy do czynienia ze niezwykle zgrabnie spisaną baśnią w postaci powieści szkatułkowej, pełnymi garściami czerpiącą z wszelkiego rodzaju mitów, opowieści, bajek i legend ze wszystkich stron świata. Jednak gdzieś pod tym "ciężarem" barwnego języka i bogatego stylu zabrakło interesujących opowieści, które były w pierwszym tomie równoważnikiem momentami uciążliwego snucia historii dla samej radości opowiadania.
"W miastach monet i korzeni" każda z postaci ma jakąś historię do opowiedzenia, problem tkwi jednak w tym, że większość z nich jest raczej mało zajmująca - a to nie zdarzało się w tomie pierwszym, gdzie niemal każda opowieść była ważnym składowym elementem łamigłówki, której pełen obraz krystalizował się dopiero na samym końcu. Tym razem nie sposób pozbyć się wrażenie obcowania z "przerostem formy nad treścią", i trudno nie uznać większości z opowieści - mimo, iż pięknie spisanych - za zwykłe "zapchajdziury"...
Tak czy inaczej, autorka nadal potrafi zachwycić, choć nie zawsze zaciekawić, i wątpię czy ktokolwiek spróbowawszy pierwszego tomu, odmówi sobie poznania zakończenia tej historii, choćby dlatego, by dowiedzieć się kim ostatecznie okazała się bajarka z Ogrodu Nocy...
3/5
"Vita nostra"
Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko
Powieść o raczej umiarkowanej zawartości pierwiastka fantastycznego, tudzież nadprzyrodzonego. To, co najzwyklejsze, jest w tym przypadku największym atutem książki. W "Vita nostra" w sposób niemal perfekcyjny sportretowano wszystko to, co wiąże się ze studiowaniem, ujmując zarówno negatywny, jak i pozytywny aspekt tego etapu życia. Pierwsze miłości, pierwsze "kontakty", zakrapiane wódką zagryzaną kiszonymi ogórkami imprezy, ale też stres związany z zaliczeniem sesji, tyle że... w przypadku niezaliczenia kara jest dużo cięższa niż zniweczenie szansy na zdobycie lepszej pracy w przyszłości, czy otrzymanie "biletu" do wojska - to najbliżsi naszych bohaterów cierpieć będą za ich błędy.
Co do wątku fantastycznego, będącego dość udaną wariacją na temat konceptu logosu - zdecydowanie należy pochwalić autorów za to, że tak długo "trzymają karty przy orderach". Oszczędne dawkowanie informacji na temat tego, czego tak naprawdę uczą się studenci Instytutu Technologii Specjalnych w Torpie, sprawia, że każda kolejna informacja z tym związana powoduje szybsze bicie serca. Niestety, kulminacja tych wątków nieco rozczarowuje, jednocześnie pozwalając oczekiwać od autorów kontynuacji "przygód" Aleksandry Samochiny. Po kolejny tom - jeśli takowy powstanie - z przyjemnością sięgnę.
3/5
"Hańba"
John Maxwell Coetzee
"Hańbę" trochę trudno mi ocenić i zakwalifikować, bowiem spektrum poruszanych w niej tematów przekracza granicę moich literackich zainteresowań. Z drugiej strony dość łatwo było mi nawiązać więź z głównym bohaterem, wczuć się w jego sytuację i na wielu płaszczyznach zrozumieć jego uczucia, doznania i problemy. Wielka w tym zasługa autora, że w sumie dość skromnie korzystając ze środków stylistycznych potrafi oddać w tak znakomity sposób stan ducha tej postaci. Ponadto "Hańba" jest jedną z tych książek, które z jednej strony potrafią zachwycić i wzruszyć, by w kilku momentach, całkowicie niespodziewanie zszokować, przerazić czy wpędzić w melancholię.
3/5
"Związek Żydowskich Policjantów"
Michael Chabon
Mimo, że jakieś dziewięćdziesiąt dziewięć procent bohaterów tej powieści to mniej, lub bardziej ortodoksyjni Żydzi, a pozostali to Indianie (ba, jest nawet jeden pół-Indianin, pół-Żyd) i ze dwóch Amerykanów i mimo, że akcja osadzona jest w alternatywnej historii, w której Naród Wybrany w drodze do Ziemi Świętej zatrzymuje się na "krótki" przystanek na Alasce, to i tak mamy do czynienia ze znakomitym kryminałem pełnymi garściami czerpiącymi z nurtu noir. Główny bohater, to ni mniej ni więcej, jak żydowski odpowiednik Philipa Marlowe - bystry, zgorzkniały, z bagażem doświadczeń, problemami z alkoholem i kobietami, acz jednocześnie ostatni sprawiedliwy w tym szalonym i zepsutym świecie. Jednak całości obrazu dopełnia galeria nietuzinkowych postaci - moim osobistym faworytem jest indiański "szeryf" Willy Dick - oraz dopracowana, choć nieszczególnie skomplikowana intryga, która budzi skojarzenia z pomysłami naszego rodzimego mistrza czarnego kryminału, Marka Krajewskiego. Zarówno wielbiciele tego pisarza, jak i miłośnicy szeroko pojętej klasycznej powieści kryminalnej będą z pewnością ukontentowani. Niniejszym książkę Chabona szczerze polecam!
4/5
Dodatkowo wszystkich miłośników literatury zapraszam do mojego profilu i w ogóle do zarejestrowania się na
LubimyCzytać.pl i
Goodreads.com (bardzo fajne portale społecznościowe, będące w ogólnym zarysie tym, czym jest
Last.fm dla melomanów).