Stały bywalec
Liczba postów: 12,677
Liczba wątków: 30
Z cyklu "stary chłop czyta książki dla dzieci" - będziecie ze mnie śmiać, ale naszła na mnie powtórka Oto jest Kasia, którą w szkole miałem jako lekturę obowiązkową (nie wiem czy dalej nią jest).
Nudne i nieaktualne lektury już były w pierwszych klasach podstawówki. Do takich należała właśnie Oto jest Kasia. Z fabuły pamiętam głównie to, że tytułowa Kasia była wkurwiającym bachorem pokroju D.W. z Arthura i przechodziła nierealistyczną przemianę, całą dramę z Agnieszką oraz to, że słusznie jebnęła niejakiego Kazka pomidorem(co było kwitowane jako złe zachowanie) za naigrywanie się z niej. Jeszcze pamiętam, że w zerówce robiono nam przedstawienie z Oto jest Kasia w wykonaniu pierwszoklasistów, gdzie moja siostra grała Agnieszkę :).
Tak jak pamiętam - Kasia to wredna i zadufana w sobie gówniara patrząca na wszystkich z góry i domagająca się atencji. Szantażuje swego starszego brata, otwarcie gardzi nową uczennicą i przedrzeźnia sepleniącą koleżankę przed dziadkiem (który to pochwala :)). W innym utworze ona byłaby czarnym charakterem. Ale przyznam się, jej zachowanie jest bardziej realistyczne niż jej "przykładnych koleżanek" i bądźmy szczerzy - dzieci z reguły to wredne gnojki. Wszyscy inni bohaterowie to przesadnie szlachetne i grzecznie manekiny mające uwypuklać wredność protagonistki. Jedynie dziadek też mniej spiżowy, bo nabija się z sepleniących się. I czasami starszy brat, który niby jest kreowany na mądrego i odpowiedzialnego, ale mam wrażenie, że gdy Kasia już nie jest w centrum uwagi rodziców, to ewidentnie wyżywa się na niej za wszystkie czasy. Rozbawił mnie fragment z pierwszego rozdziału, jak brachol ma ją w nosie i wprost ją ostrzega, że ją zbije bo ta go wkurwia :D.
Nie wiem, na ile to to kwestia daty wydania książki, ale nie chce mi się wierzyć, że dzieci już nie lubią Kasi, bo ma złe oceny i przynosi wstyd w klasie - z autopsji wiem że kujony nie należą do popularnych i lubianych. Odnośnie upływu czasu - podczas nieobecności mamy ojciec nie radzi kompletnie z obowiązkami domowymi i jest jak Ted Kramera z Sprawy Kramerów :). I mam świadomość, że społeczeństwo było bardziej purytańskie i mogę uwierzyć, że dzieci nie wiedzą skąd się biorą inne dzieci i Kasia jest zaskoczona istnieniem niemowlaków... ale Kasia nie zauważyła, że matce rósł brzuch? Ciotki nie dopytują się o termin? Nierealistycznie zachowuje jej brat, który też nie wie o co kaman, mimo że wcześniej pokazywano go jako ogarniętego i już chodzącego do jakiegoś kółka mechanicznego. Nie podano jego dokładnego wieku, ale podejrzewam że już kojarzy jak się robi dzieci.
Potem jest wątek, jak nowonarodzona siora Kasi - Agnieszka pozbawia ją atencji i smród dydaktyczny prawi, że Kasia źle postępuje. Nie - wyjątkowo trzymałem stronę Kasi i jej gniew był zrozumiały (słusznie Kasia prawi, żeby nie przepraszać ojca, że dostała dwóję z polskiego. I ma rację, że jej klasy nie powinno obchodzić jakie ma stopnie). Rodzice kompletnie jej nie przygotowali na nadejście nowego członka rodziny i okazali skończonymi idiotami, sądząc że taka "śliczna" niespodzianka się jej spodoba i nie wyjaśnili jej, że przy niemowlętach tak już jest. W ogóle ci sami rodzice nie spostrzegli, że wychowali rozwydrzonego samolubnego bachora, którego pupa domaga się końskiej dawki kabla od prodiża. Jej dotychczasowe zachowanie kwitowali "no tak tak" i generalnie ją wychowywali bezstresowo. I potem się dziwą, że "jest nieznośna i przynosi dwóje". Ale znowu ją głaszczą po główce i zmuszają jej brata do pomocy w nauce, co ten słusznie wytyka ojcu, że sam narzekał na Kasię. Tą całą chryję z chorą Agnieszką to winą obarczam matkę, bo wiedziała że Kasia nie znosi Agnieszki i nierozsądnym jest zostawiać je obie same.
Tak jak pisałem - też nie wierzę, że Kasia stała się nagle jak do rany przyłóż i zaczęła się troszczyć o Kasię z przypływu serca. Pamiętam jedną starą kreskówkę z lat 30. – The Little Pest, gdzie bohater nienawidzący swego małego braciszka ratuje go tonącego, dopiero gdy uświadamia, że grozi mu kara śmierci za morderstwo :D.
I znając doświadczenia mojej siostry i partnerki mego kuzyna powiem, że wychowanie niemowlaka jest pokazane dosyć romantycznie.
Reasumując - ramotka, która powinna zniknąć z kanonu lektur i podejrzewam, że autorka nie mogła wytrzymać z własnym dzieckiem lub napatrzyła się na inne gówniaki jej znajomych i zwyczajnie przelała swą frustrację na papier. Można i tak :).
12-11-2021, 23:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2021, 23:57 przez OGPUEE.)
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
OGPUEE napisał(a):Z cyklu "stary chłop czyta książki dla dzieci" - będziecie ze mnie śmiać, ale naszła na mnie powtórka Oto jest Kasia, którą w szkole miałem jako lekturę obowiązkową (nie wiem czy dalej nią jest).
Nie martw się, ja też to przeczytałem kilka lat temu w ramach przypominania sobie lektur z dzieciństwa przed oddaniem ich bardziej potrzebującym. Nie pamiętam, czy to w podstawówce przerabiałem, ale to faktycznie głupotka. Oprócz tego tytułu zaliczyłem też m.in. „Jacka, Wacka i Pankracka” (tej samej autorki), „Cudaczka Wyśmiewaczka”, „Karolcię” oraz „Przygody Filonka Bezogonka”, a nawet „Pszczółkę Maję i jej przygody”, nie mówiąc już o kilku książeczkach z serii „Poczytaj mi, mamo”. ;)
13-11-2021, 09:34
Fhtagn
Liczba postów: 5,366
Liczba wątków: 9
Z takich książek to ciepło wspominam Dzieci z Bullerbyn, ale nie chcę znowu czytać. Obawiam się zawodu, a Kasią gardziłem i gardzę do tej pory :)
13-11-2021, 10:40
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 655
Liczba wątków: 2
Jako rodziciel 10-letniej córki spędziłem swego czasu nad "Kasią" parę (zbyt) długich chwil, tłumacząc Młodej niuanse tzw. grzeczności, co w gruncie rzeczy przerodziło nam sie w rozmowę o asertywności i stawianiu granic. "Kasia" jest wyjątkowo toporną lekturą, w świetle współczesnej psychologii jest zwyczajnie szkodliwa i ośmieszająca m.in. szkołę. O tym skąd się biorą dzieci to Młoda już wtedy miała większe pojęcie niż ten Kasi starszy brat. Młoda jest wyjątkowo bystra i skończyło się na pytaniu - "Okej tato, to PO CO KAŻĄ NAM TO CZYTAĆ?" I bądź tu mądry...
13-11-2021, 10:51
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
raven.second napisał(a):Z takich książek to ciepło wspominam Dzieci z Bullerbyn, ale nie chcę znowu czytać. Obawiam się zawodu
Dzieci z Bullerbyn nie trzeba się bać, znakomicie zniosły próbę czasu, są nie tylko świetnie napisane, ale i pełne celnych, wiarygodnych spostrzeżeń nieobrażających niczyjej inteligencji ani nie są infantylne, w tej książce nie ma nic szkodliwego, choć jak kto się uprze, to pewnie też znajdzie dziury. Czytałem to ostatnio bodaj pięć lat temu, sama przyjemność i opus magnum Lindgren. Jej równie słynna „Fizia Pończoszanka” zapewne ma z wiadomych względów niezbyt dydaktyczne walory i nie wiem, czy jest obecnie jakąś lekturą i jak jest odbierana. Za to „Bracia Lwie Serce” do dziś robią wrażenie jako oszałamiające fantasy, choć też oparte są na dość kontrowersyjnym ujęciu pewnego tematu (śmierci). W każdym razie to również niezaprzeczalna dziecięca klasyka, kiedyś tę książkę podarowałem mojej 12-letniej kuzynce i była zachwycona.
13-11-2021, 12:12
Agent Putina
Liczba postów: 4,432
Liczba wątków: 21
Dzieci z Bullerbyn przede wszystkim bronią się autentycznym i niewymuszonym poczuciem humoru. Braci Lwie Serce trochę mi psuje denne zakończenie - i szczerze mówiąc pierwszy rozdział chyba lepiej działałby jako niezależne opowiadanie, bo to najmocniejsza część powieści. Lepiej wspominam Ronję, ale wieki temu czytałem.
13-11-2021, 12:22
Stały bywalec
Liczba postów: 2,733
Liczba wątków: 0
Wszystko od Lindgren jest spoko. Nam najbardziej przypadł do gustu Emil ze Smalandii. Teraz jak coś młody wywinie to go wysyłamy do drewutni :)
13-11-2021, 15:27
Stały bywalec
Liczba postów: 3,028
Liczba wątków: 0
(12-11-2021, 23:33)OGPUEE napisał(a): Z cyklu "stary chłop czyta książki dla dzieci" - będziecie ze mnie śmiać, ale naszła na mnie powtórka Oto jest Kasia, którą w szkole miałem jako lekturę obowiązkową (nie wiem czy dalej nią jest).
To ze mnie będziecie się śmiać, bo ta książka mi się zawsze podobała. Obciach, co?
Jasne, że nie przystaje ona do rzeczywistości i można się wielu rzeczy uczepić - wszystko, co tu wypunktowałeś, to są rzeczy, z którymi nie sposób się nie zgodzić. Jasne, że ramota i jasne, że kuleje przedstawienie świata, psychologii i wszystkiego. No i dydaktyzm się z tego wylewa. Ale czytałem to kilka razy za dziecka i nawet nastolatka i jakoś, no nie wiem, czerpałem z tej książki rozrywkę. Nic na to nie poradzę. Chyba do tego wrócę i zobaczę, czy już z tego wyrosłem :)
A sam fakt, że "stary chłop czyta książki dla dzieci" to dla mnie żaden powód do śmiechu. 35 lat mam na karku, a wracam co jakiś czas do "Puchatka", "Muminków" czy "Narnii". Niedawno pierwszy raz w życiu przeczytałem "Piotrusia Pana" i było całkiem spoko. Literatura to sztuka - również ta, której docelowym odbiorcą jest młody czytelnik - czemu więc po nią nie sięgać?
A z polskiej literatury dziecięcej, to lubię jeszcze np. "O dwóch takich co ukradli księżyc". No i uwielbiam "W pustyni i w puszczy" - to też się kwalifikuje jako literatura dziecięca? Czy nie? W sumie granice są płynne (np. Hobbit, Pottery, Alicja w Krainie Czarów - dzieci i dorośli czytają to na porządku dziennym). Lubię też co jakiś czas poczytać młodzieżowe książki Niziurskiego, szczególnie "Klub włóczykijów". No i "Przygody Sindbada Żeglarza" Leśmiana są świetnie napisane - jedna z ulubionych książek mojego dzieciństwa.
Ale nie myślcie, że skoro dobrze wspominam "Oto jest Kasia", to znaczy, że każdą taką książkę przyjmuję bezkrytycznie. Na przykład gardzę "Godziną pąsowej róży". Okropna rzecz. Dziewucha przenosi się w przeszłość i chociaż niby o tym wie, to przez całą książkę, idiotka, nie jest w stanie tego przyswoić. Przez to aż do końca jej reakcja na wszystkie sytuacje jest w stylu: "Ej, a czemu wszyscy są tak dziwnie ubrani?", "Ale jak to, nie weźmiemy taksówki?". Nóż się w kieszeni otwiera.
13-11-2021, 16:37
Agent Putina
Liczba postów: 4,432
Liczba wątków: 21
Z literatury rodzimej tak jakby poniekąd dla dzieci ("dla byłych dzieci" wedle słów autora) szczerze polecam "Z powrotem" Zbigniewa Batko. Bardzo śmieszna, bardzo smutna i bardzo dziwna książka.
13-11-2021, 16:45
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
al_jarid napisał(a):A sam fakt, że "stary chłop czyta książki dla dzieci" to dla mnie żaden powód do śmiechu. 35 lat mam na karku, a wracam co jakiś czas do "Puchatka", "Muminków" czy "Narnii". Niedawno pierwszy raz w życiu przeczytałem "Piotrusia Pana" i było całkiem spoko. Literatura to sztuka - również ta, której docelowym odbiorcą jest młody czytelnik - czemu więc po nią nie sięgać?
Święte słowa, ja zresztą w takich sytuacjach zawsze mówię: a czy to dzieci piszą te książki? Nie, dorośli, więc skoro dorośli je piszą, dlaczego dorośli nie mieliby ich czytać? ;)
al_jarid napisał(a):A z polskiej literatury dziecięcej, to lubię jeszcze np. "O dwóch takich co ukradli księżyc".
Z Makuszyńskiego to jeszcze „Szatan z siódmej klasy”, „Szaleństwa panny Ewy” i „Awantura o Basię” są znakomite, dla mnie to klasyka. Te dwie ostatnie również sprezentowałem wspomnianej 12-letniej kuzynce, ale było mi wstyd, że musiałem jej dać takie gówniane umłodzieżowione wydanie, niestety nie było nic innego na rynku:
al_jarid napisał(a):No i "Przygody Sindbada Żeglarza" Leśmiana są świetnie napisane - jedna z ulubionych książek mojego dzieciństwa.
Jeszcze bardziej lubię jego „Klechdy sezamowe”, zbiór klasycznych wschodnich baśni m.in. o Ali Babie. Magia Orientu wylewa się z każdego wersu, Leśmian niesamowicie czuł temat.
13-11-2021, 18:00
Stały bywalec
Liczba postów: 5,025
Liczba wątków: 4
Dziś taka refleksja ze znajomym ze starych czasów. Wyszlo mu że czytanie tych pojebanych książek typu Dostojewski, Kafka Balzac, mega ogłupia i ludzie zajebiście po tym sa sentymentalni bezradni życiowo i błądzą.
Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
13-11-2021, 18:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2021, 18:21 przez Nemo.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
A czytał ktoś "Karolcię"? W dzieciństwie to była chyba moja ulubiona lektura. Bardzo fajnie się przeżywało jej przygody i aż chciało się mieć taki koralik. Podobno miała powstać ekranizacja w 2001 roku - dwa razy rozpoczęto zdjęcia i w obsadzie miała się pojawić sama Faye Dunaway, ale coś poszło nie tak. Może to i dobrze, bo znając możliwości polskiego kina familijnego, to wyszedłby kupsztal.
13-11-2021, 19:11
Uzurpator
Liczba postów: 1,525
Liczba wątków: 7
(13-11-2021, 18:14)Nemo napisał(a): Dziś taka refleksja ze znajomym ze starych czasów. Wyszlo mu że czytanie tych pojebanych książek typu Dostojewski, Kafka Balzac, mega ogłupia i ludzie zajebiście po tym sa sentymentalni bezradni życiowo i błądzą.
Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk
ciekawa refleksja, możesz rozwinąć?
Youniverse
13-11-2021, 19:26
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Kryst_007 napisał(a):A czytał ktoś "Karolcię"?
Oczywiście, wraz z drugą częścią „Witaj, Karolciu”, może są trochę dziecinne, ale to pełnoprawne, pomysłowe fantasy, którego nie trzeba się wstydzić.
Ja z kolei jestem też fanem trylogii Pagaczewskiego o przygodach Smoka Wawelskiego, Bartłomieja Bartoliniego i profesora Gąbki. To są znakomicie napisane, pełne humoru i gierek słownych przygodówki, polecam. Niektórzy być może znają tylko dwa animowane seriale, z których ten pierwszy jest raczej dość głupawy, wykorzystujący jedynie z grubsza treść powieści.
13-11-2021, 20:44
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2021, 20:46 przez Cassel.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,677
Liczba wątków: 30
(13-11-2021, 12:22)Paszczak napisał(a): Dzieci z Bullerbyn przede wszystkim bronią się autentycznym i niewymuszonym poczuciem humoru.
Dzieci z Bullerbyn też miałem jako lekturę i wtedy były dla mnie takie se (bardziej zajmujące były dla mnie animacje z TV oraz generalnie nie byłem chętny do czytania grubych książek), ale postacie były realistyczniejsze niż Kasia. Był rozdział jak dziewczynki musiały się opiekować niemowlakiem i to było dla nich koszmarne, ale nie było moralizatorstwa. Choć klucz szkolny nakazywał mówić, że dziewczynki są dobre i szlachetne, a Lasse i Bosse to złe chłopaki (czego specjalnie nie dostrzegałem).
(13-11-2021, 19:11)Kryst_007 napisał(a): A czytał ktoś "Karolcię"?
Ja czytałem... tak jakby. To była moja pierwsza nieprzeczytana lektura - pamiętam, że symulowałem czytanie tj. gapiłem się w stronę jakiś czas i przewracałem na następną :). Jak pisałem - niespecjalnie lubiłem czytać grubsze książki i zwykle zmuszałem mamę, by mi czytała na głos. I jedynie samodzielne przeczytane lektury z okresu 1-3 podbaza to były o kilkustronicowej objętości typu Szewczyk Dratewka i Dzieci pana Astronoma.
Ta niedoszła ekranizacja z Dunaway to przypomniała mi o innej syfiastej polskiej ekranizacji - Balladynie (Mietczynski zrobił recenzję). Czemu mam wrażenie, że Karolcię robiłaby ta sama ekipa co Balladynę.
13-11-2021, 23:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-11-2021, 00:26 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Dwa serca (Peter S. Beagle)
Kontynuacja "Ostatniego jednorożca" w formie noweli napisana po 38 latach. Jedno podstawowe pytanie nasunęło mi się w trakcie czytania - To pisał ten sam Peter S. Beagle? Mnie się to czytało niczym jakieś streszczenie dłuższej powieści, albo nawet fanfic.
Wydarzenia tu tak po prostu pędzą, jakby autor na siłę próbował zmieścić to wszystko w zaledwie 60-ciu stronach. Tym samym brak tu miejsca na rozwinięcie bohaterów, a tacy Szmendeyk czy Molly Grue są tu przez większość stron dodatkiem. Nawet poetyckiego ducha poprzednika jest jak na lekarstwo. W dłuższej formie to może i dałoby się z tej historii coś więcej wycisnąć, ale tak to można równie dobrze opowiedzieć całą historię słownie w 5 minut i nic konkretnego by się nie pominęło. Ba! Kulminacyjny moment jakim jest kompletnie rozczarowuje i jest pozbawiony odpowiednich emocji.
No i mój drugi największy problem z sequelem - narratorką uczyniono tutaj 9-latkę i wydarzenia opisywane są z jej relacji. Bywają fragmenty, typu "Nie zauważyłam akurat tego, ale skoro Molly powiedziała, to znaczy tak było". Na dłuższą metę ta narracja robi się już naprawdę męcząca.
4/10
14-11-2021, 11:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-11-2021, 11:39 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,621
Liczba wątków: 67
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Po raz drugi w życiu Alicja w Krainie Czarów. Krótko mówiąc, bardzo średnia ta dziecięca klasyka, fabuła jest szczątkowa i oparta niemal wyłącznie na serwowaniu ciurkiem durnych dialogów i kretyńskich sytuacji, w których Alicji co chwilę się obrywa nie wiadomo za co, w dodatku z galerią niemal samych antypatycznych postaci. Ona sama kilka razy zastanawia się, czy ktokolwiek w tej krainie zachowuje się normalnie. Rozumiem postawienie na absurd czy groteskę, lecz tutaj nie wynika z tego absolutnie nic poza przerzucaniem się coraz to głupszymi tekstami i pseudofinezyjnymi gierkami słownymi. Zabawy z tego jest bardzo niewiele, względnie najciekawsze są kontakty Alicji z Królową Kier i jej dworem, które trzymają jakieś tam pozory fabuły. Do tego Kot z Cheshire z tym swoim uśmiechem oraz ciastka i napoje z gatunku „zjedz mnie” i „wypij mnie”, i to wszystko, cała magia. Notabene nasze tłumaczenie tytułu jest mało adekwatne, bo w tej krainie w ogóle nie było czarów, tylko dziwy (Wonderland). Tak więc mało tu naprawdę dobrej prozy, te kilka wspomnianych ikonicznych motywów na pewno lepiej się sprawdza w filmach (oglądałem ekranizację Burtona oraz taką telewizyjną z 1999 r. z Tiną Majorino – całkiem fajna była).
No ale to powieść XIX-wieczna, wtedy się tak pisało i pewnie dzieciarnia miała z tego szalony ubaw i chłonęła takie coś jak gąbka, nie mówiąc już o uznaniu krytyków. Jakie czasy, takie fantasy. Mimo to nie rozumiem, czemu to zyskało aż taką szaloną popularność, ja na pewno żadnemu dzieciakowi bym tego nie polecał. Zresztą może to kwestia indywidualnej wrażliwości oraz tego, że to proza z kręgu literatury zachodniej, bo zwrócę uwagę, że tak samo w stosunkowo późnym wieku zapoznałem się z Kubusiem Puchatkiem, Piotrusiem Panem i Małym Księciem, i żaden z tych tytułów mnie nie wciągnął ani nie zachwycił. Dla mnie to nie jest kanon literatury dziecięcej, co najwyżej specyficzne powiastki, z których dopiero we współczesnej kulturze popularnej i ekranizacjach wyciągnięto to, co najlepsze. Tak więc Alicja oraz tamte wspomniane trzy mają u mnie 4/10.
22-11-2021, 12:27
Stały bywalec
Liczba postów: 3,028
Liczba wątków: 0
Popieram. Popularność "Alicji..." to dla mnie zagadka. Generalnie ten temat lepiej sprawdza się w filmach. Oryginał to po prostu wygłupy bez fabuły i nie ma w nich nawet faktycznie czego szukać - ani satyry, ani jakiejś filozofii, czy choćby autentycznie dobrego humoru. Myślę, że gdyby tę książkę wydano dzisiaj, zostałaby zjechana z góry na dół i podawana jako przykład, jak to dzisiejsza literatura odmóżdża dzieciaki.
Ale "Kubusia Puchatka" to ty szanuj. I "Piotrusia Pana" szanuj również.
22-11-2021, 14:14
Stały bywalec
Liczba postów: 12,677
Liczba wątków: 30
(22-11-2021, 12:27)Cassel napisał(a): Mimo to nie rozumiem, czemu to zyskało aż taką szaloną popularność, ja na pewno żadnemu dzieciakowi bym tego nie polecał.
Z Alicjami to było tak, że była pierwsza książka kierowana stricte dla dzieci i Carroll stworzył literaturę dziecięcą, która wcześniej nie istniała. I niektóre rymowanki czy teksty były jawną parodią ówczesnych dziecięcych wierszyków, których trzeba było się uczyć na pamięć.
Odnośnie przekładów (jeśli mówimy o Polsce) to też ciężko, bo powstało ich kilkanaście i przynajmniej te wczesne swobodnie tłumaczyli materiał nie mając znajomości wiktoriańskich realiów, a niektóre postacie ma kilka wariantów swego imienia (także w polskim dubbingu disneyowskiej Alicji - np. Kot Chesire nazywa się Specjalny Kot).
22-11-2021, 15:48
|