Lost in Translation (2003) reż. Sofia Coppola
#81
Cytat:są sami w obcym mieście

Na tydzień.

Dziecko lepiej przetrwałoby tydzień w obcym mieście.

Odpowiedz
#82
(26-08-2015, 11:51)military napisał(a):
Cytat:są sami w obcym mieście

Na tydzień.

Dziecko lepiej przetrwałoby tydzień w obcym mieście.
Przecież nikt nie twierdzi, że problemem bohaterów jest obce miasto i te kilka dni Ono tylko wzmacnia uczucie samotności. To takie niesamowite, że ludzie gorzej radzą sobie ze swoimi osobistymi problemami (nieważne w tej chwili czy Twoim zdaniem przesadzonymi czy nie) w obcym miejscu?

Ona czuje się źle w związku. Ty sugerujesz, że jest głupia, bo on ją przytula (lol) i taki przystojny i bogaty. A jak jej źle to niech jedzie do matki na tydzień. Nosz kurwa, żyć nie umierać. Problem rozwiązany. Tyle że z Twojej perspektywy. Nie chcę robić wycieczek osobistych, bo granica została przekroczona, ale może masz inne priorytety niż bohaterka. I bohater.

O sposobie filmowania co napisałeś? Że powolna narracja? Nikt tego nie kwestionuje. Gdybyś napisał, że nie rozumiesz problemów bohaterów i się nudziłeś, myślę, że nikt by cię nie próbował nawracać. Ale fatalnie napisane postaci? Film nie ma racji bytu? Nie ma historii?

A to i tak wszystko o filmie, którego nie skonczyleś, ale piszesz ze film to zamknięta całość.


Odpowiedz
#83
military napisał(a):Dziecko lepiej przetrwałoby tydzień w obcym mieście.

kevin sam w NY > LiT?
tak że o.

Odpowiedz
#84
"A to i tak wszystko o filmie, którego nie skonczyleś, ale piszesz ze film to zamknięta całość".

1. Czy muszę oglądać wszystkie 20 000 odcinków Mody na sukces, żeby się o niej wypowiadać?
2. [KAŻDY] film to zamknięta całość.

"kevin sam w NY > LiT?"

Jasne.

Odpowiedz
#85
(26-08-2015, 10:50)military napisał(a): P.S.
American Beauty był filmem z grubsza o tym samym, ale miał:
- energię
- fabułę
- bohaterów z przeszłością, którzy utknęli w swoich życiach, a nie w najlepszym hotelu w Japonii NA SIEDEM DNI

i dlatego AB ma u mnie 9-10/10, a LiT - wręcz przeciwnie.
Nie, American Beauty nie był o tym samym. American Beauty był wlasnie o czyms dokladnie odwrotnym: O DZIAŁANIU. Bohater, który był w tym miejscu, co bohaterowie Lost in Translation postanowił to zmienić. Dlatego miał to, o czym piszesz - energie i fabułę, którą napędzał bohater. Odnosze wrazenie, ze nie rozumiesz, ze bohaterowie nie sa w takim stanie, w jakim są, bo są w hotelu w Japonii na siedem dni. To tylko wycinek ich z życia. To tak, jakby rozciągnąć pierwszy akt American Beauty do całego filmu.

LiT nie ma energii? NO NIE GADAJ. BO WLASNIE O TO CHODZI. ;) Wlasnie o to chodzi, ze ma nie miec energii. Chodzi o to snucie się, poczucie pustki i powolnego, nudnego przeżywania każdego dnia, nawet gdy jestes w teoretycznie wspaniałej sytuacji i fascynującym miejscu.

military napisał(a):2 godzin(y) temu
No dobra, to inaczej: po co kręci się filmy?

a) żeby rozbawić widza
b) żeby rozbudzić emocje akcją / intrygą / suspensem
c) żeby opowiedzieć ciekawą historię
d) żeby sprzedać jakiś morał albo ciekawą myśl
e) żeby poeksperymentować z formą i dostarczyć sporo wrażeń "artystycznych"

Po co powstał LiT?
f) po to, żeby spróbować odzwierciedlić pewne uczucie; spróbować zamknąć w słoiku moment, który w fabule, humorze, wśród wielkich myśli i artystycznych wynurzeń zniknąłby jako jeden z wielu momentów

Odpowiedz
#86
Crov, właśnie stworzyłeś najlepszą definicję "nudnego filmu", jaką kiedykolwiek widziałem.

Odpowiedz
#87
No, niezbyt, bo jest mnóstwo nudnych filmów (od blockbusterów do polskiej martyrologii), które ni cholery nie pasują do tej definicji :)

Odpowiedz
#88
(26-08-2015, 14:19)military napisał(a): Crov, właśnie stworzyłeś najlepszą definicję "nudnego filmu", jaką kiedykolwiek widziałem.
W ogole jestem kreatywny. Dla Ciebie film był nudny, dla mnie fascynujący wlasnie z tego wzgledu. Dlatego napisałem kilka postów wcześniej, ze nie widze sensu rozkminiac niuansów scenariusza w taki sposob - a juz tym bardziej zestawiac obok Die Hard, czy innych klasycznie skonstruowanych filmów. Ten film albo się komuś spodoba, albo nie, bo albo się go poczuje i wejdzie w tę atmosfere, albo nie. Dyskusja jak "lepiej" powinny być napisane postacie, czy cos, nie ma tutaj po prostu znaczenia.

Nie każdy nudny film pasuje do tego, bo nie każdego nudnego filmu motywem przewodnim jest samotność, poczucie pustki, zagubienie, znużenie życiem, rutyna, poczucie bezsensu, chłód emocjonalny. Tutaj to po prostu pasuje do motywów filmu i tego, o czym opowiada.

Odpowiedz
#89
Powiedziałeś właśnie, że tego filmu nie można krytykować ZA NIC, bo "wszystko jest jak miało być, a jak się nie podoba, to nie rozumiesz i już". Wracają wspomnienia z czasów Incepcji.

Odpowiedz
#90
Bzdura. Jestem odpowiedzialny tylko za to, co napisałem, a nie za to, co przeczytałeś. Nie zabroniłem Ci krytyki filmu, tylko stwierdziłem, że krytyka tych elementów jest bez sensu. Tak jak pisałem już wcześniej - gdyby dawać bohaterom jakieś konkretne uzasadnienie tych emocji zmieniłbyś bohaterów, zmieniłbyś opowieść i zmieniłbyś film. Mozesz uznac, ze bylby wtedy lepszy - spoko. Ja uwazam, ze nie, bo magią tego filmu wlasnie jest odzwierciedlenie bezsensownych, nieuzasadnionych emocji. Nie napisałem, że nie rozumiesz filmu, tylko że go nie czujesz. Że to nie jest film dla Ciebie, i tyle. Może nie masz emocjonalnie punktu odniesienia, może nie tego szukasz w kinie, może po prostu miałeś zły dzień, a może... Chu wie, nie mnie rozkminiać - może Coppola zrobi o tym film. ;) Jeżeli to dla Ciebie jakaś obraza z mojej strony no to nic nie poradze - ja wiem, ze sa filmy, które nie są dla mnie, ale nie czuje sie przez to gorszym człowiekiem, ani nawet gorszym kinomaniakiem. ;)

Odpowiedz
#91
Proponuję ustalić ponad wszelką wątpliwość pewną sprawę: jedyną wadą tego filmu jest beznadziejna okładka Bluraya
[Obrazek: 15502_front.jpg]

Odpowiedz
#92
" Nie zabroniłem Ci krytyki filmu, tylko stwierdziłem, że krytyka tych elementów jest bez sensu".

...:)

Odpowiedz
#93
To naprawde nie jest skomplikowane, ale skoro nie rozumiesz to jeszcze raz... :) krytykowanie tego, że film nie buduje postaci wg klasycznego schematu nie ma tutaj sensu, bo wlasnie to, że tego unika jest siła i celem tego filmu. To troche jak zarzucać "Glengarry Glen Ross", że mało tam strzelanin - no nie o tym jest. :)

(26-08-2015, 15:58)simek napisał(a): Proponuję ustalić ponad wszelką wątpliwość pewną sprawę: jedyną wadą tego filmu jest beznadziejna okładka Bluraya
[Obrazek: 15502_front.jpg]
Tak powinna wygladac okladka.

[Obrazek: 392099_scarlett_johansson_lost_in_transl...105411.jpg]

Odpowiedz
#94
"American Beauty" jest z grubsza o tym samym - czyli już wiemy, że nie zrozumiałeś żadnego z tych filmów. Napisałem Ci zresztą punkt wyjścia tego filmu - filmu, który ostatni raz widziałem bez kitu w okolicach premiery, a mimo to wciąż pamiętam, bo to jest tak dobrze przedstawione, że nie da się lepiej. Ale Ty się uparłeś i dalej sadzisz bzdurne porównania i generalnie brednie.
Aha, gwoli ścisłości jeszcze - Murray jest popularny jedynie w Japonii, dlatego właśnie TAM kręci, a nie na karaibach. D'oh!
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#95
Tak, jest popularny w Japonii i dlatego rozpoznają go nie Japończycy, tylko Amerykanie, i dostaje dwa miliony za reklamę.

Dobra, Mefisto, w tej chwili się waham czy nie posłać cię w otchłań jak Gieferga, bo za stary jestem żeby się wkurzać przez czyjeś wycieczki osobiste na forum. Szkoda nerwów, szkoda życia.

Odpowiedz
#96
Btw, od 6 lat nie ma kto tego wątku przenieść do właściwego dzialu...
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#97
Wszyscy moderatorzy usypiali na widok tytułu.:)

Odpowiedz
#98
Przypomnę tylko, że wojskowy mnie ignoruje bo wytknąłem mu szereg absurdów w jego recenzji, a copywriterzy tego nie lubią :)

Odpowiedz
#99
Gieferg, STFU and buy Jupiter Ascending on DVD! :)

Odpowiedz
(26-08-2015, 21:41)military napisał(a): Dobra, Mefisto, w tej chwili się waham czy nie posłać cię w otchłań jak Gieferga, bo za stary jestem żeby się wkurzać przez czyjeś wycieczki osobiste na forum.

Od kiedy to wycieczki osobiste = stwierdzeniu, że pierdolisz (bo pierdolisz, co przyznaje połowa forum)? Zresztą jebie mnie to - wyszło copywricisko z worka, obrażone na cały świat.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Master and Commander: The Far Side of the World (reż. Peter Weir, 2003) Pelivaron 22 4,520 25-12-2025, 14:01
Ostatni post: Bucho
  The Hunted aka Nożownik (William Friedkin, 2003) Mental 6 2,316 08-11-2025, 15:58
Ostatni post: Bartholomew
  The Memory of a Killer/The Alzheimer Case (2003), reż. Erik Van Looy Paszczak 2 878 31-01-2022, 21:49
Ostatni post: Paszczak
  The Lost City of Z (2017) (Reż. James Gray) Lawrence 2 2,405 13-07-2017, 12:51
Ostatni post: Snuffer
  All is Lost - teatr jednego aktora Pitero 13 4,386 14-07-2015, 01:43
Ostatni post: wrazart
  Lost River (reż. Ryan Gosling) Viddy Well 2 1,370 05-07-2015, 15:30
Ostatni post: Mental
  Jagoda w supermarkecie (2003; reż. Dusan Millic) zdarteglany 1 2,296 20-08-2011, 22:40
Ostatni post: dillu



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości