Juby napisał(a):Widzę, że ślepy odkrył Na Gałęzi. ;)
Ta, jakiś rok temu;)
27-09-2016, 00:03
|
Mad Max (1979-2024)
|
Juby napisał(a):Widzę, że ślepy odkrył Na Gałęzi. ;) Ta, jakiś rok temu;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
27-09-2016, 00:03
Powtórka na Blu-ray. Wróć! Dwie powtórki na przestrzeni pięciu dni + obejrzenie wszystkich dodatków. Czyli jestem już po czwartym seansie filmu Millera, a jego najnowszy Mad Max staje się trzecim najczęściej powtarzanym przeze mnie filmem bieżącej dekady po TDKR i MoS.
Tę scenę z kolei, widziałem już chyba z 10 razy. Uwielbiam to zakończenie, zwłaszcza ostatnie spojrzenie Furiosy i Maxa: Poza zapoznaniu się z - żałośnie skromnymi - materiałami zza kulis, jeszcze bardziej doceniam realizację, to ile efektów i scen wykonano praktycznie, to ile pracy włożono w zaprojektowanie i zbudowanie każdego pojazdu, rekwizytu, kostiumu, to jak starannie planowano całe sceny, głównie akcji, za pomocą storyboardów, to jak dobrze wykreowano ten postapokaliptyczny świat (nawet jeśli trochę bzdurny). A same sceny akcji - każda kolejna jest coraz lepsza, a finał to istna petarda! Mam głęboko gdzieś stare Mad Maxy, do tego będę wracał jeszcze wiele razy. Najlepszy z serii i zdecydowanie mój ulubiony film ubiegłego roku. Najlepszy film akcji wszech czasów? Wciąż zdecydowane NIE, ale w tej dekadzie - zdecydowanie. Od dobrych kilku lat nie było tak mocnego reprezentanta tego gatunku. 22-10-2016, 13:32 Też sobie powtórzyłem najnowszego Maxa. Już chyba trzeci raz i muszę przyznać, że z seansu na seans ogląda mi się go coraz lepiej.
Nie za bardzo przepadam za poprzednimi częściami (Tylko dwójkę w miarę lubię), ale Fury Road to zupełnie inna bajka. Zgadzam się z Jubym, że jest to jeden z lepszych filmów akcji ostatnich lat. Super zrealizowany, świetne efekty (Dlaczego nie dostał oscara to ja nie wiem), fajne postacie. Nic nie mam do Gibsona, ale Hardy jest dla mnie dużo lepszym Maxem niż Mel. Świetne akcje, zwłaszcza finał i bardzo dobra muzyka.
Jedyne do czego mogę się przyczepić, to do tego, że jest dla mnie trochę za bardzo efekciarski, na przykład po co temu gitarzyście jakieś tandetne płomienie z gitary, ale to tylko drobnostka, więc tak bardzo mi to nie przeszkadzało, zwłaszcza, że moment, w którym Max wskakuje do tego gitarzysty i naparza się z gostkiem jest super.
Jeden z najlepszych filmów ubiegłego roku. Ocena rośnie oczko w górę 9/10.
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!" - Kyle Reese
Baretto - Filmweb 22-10-2016, 14:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2016, 14:26 przez Baretto.)
Pytając się o płomienie to tak jakbyś się pytał o wszystkie środki wizualne, jak czachy itd, po co, po co? dla efektu :)
22-10-2016, 14:41
No przecież wiem, że to dla efektu, ale czaszki nie są potrzebne, a ten ogień musi powstawać z jakiegoś paliwa, które tam jest na pewno cenne, tak samo woda puszczana przez Joe pewnie w 90% się zmarnowała. Z resztą mi to praktycznie nie przeszkadza, tak tylko o tym wspomniałem ;)
"It can't be bargained with. It can't be reasoned with. It doesn't feel pity, or remorse, or fear. And it absolutely will not stop... ever, until you are dead!" - Kyle Reese
Baretto - Filmweb 22-10-2016, 15:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2016, 15:02 przez Baretto.)
Screeny z wersji czarno-białej:
http://www.blu-ray.com/movies/Mad-Max-Fury-Road-Blu-ray/164484/#Screenshots Ta sama sytuacja co przy The Mist o czym już pisałem - taka wersja nie polega po prostu na obniżeniu saturacji do zera, ale cały film, scena po scenie, poddaje się takiej samej korekcji jak przy tworzeniu wersji kolorowej. Poniżej porównanie - na górze screen z wersji kolorowej przerobiony w programie graficznym, na dole screen z wersji czarno-białej: ![]() ![]() ![]()
02-12-2016, 20:33
Ale co to za porównanie? Screen z filmu porównany ze screenem przerobionym w programie graficznym w inny sposób niż to przerobili twórcy.
Dasz inne ustawienia i wyjdzie ci to, co im. Owszem, to nie jest tylko obniżenie saturacji tylko jeszcze kilka innych ustawień (gamma, kontrast itd.). Jedyne co mnie ciekawi to wygląd scen nocnych bo te w kolorowej wersji mi się nie podobały. 02-12-2016, 21:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-12-2016, 21:03 przez Gieferg.)
Nie, bo każda scena "koloryzowana" jest osobno. To nie jest jedno ustawienie dla całego filmu, tego się nie robi w 5 minut.
02-12-2016, 21:03
No shit, Sherlock :)
Z tym, że jestem niemal pewien że jakby mi ktoś to zrobił jednym, odpowiednim ustawieniem kilku suwaczków, nawet bym nie zauważył różnicy. Chciałem sprawdzić na swoim TV, ale okazuje się, że na nim nie mogę całkiem wyłączyć kolorów :( Spodziewałem się po tej wersji czegoś bardziej... radykalnego. Poza tym - ten film ma zbyt zajebiste kolory, żeby go oglądać bez nich, także sorry, Miller, no bonus this time. 02-12-2016, 21:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-12-2016, 21:13 przez Gieferg.) Boże, jak w tym filmie fantastycznie nakręcona jest akcja. Świetna kompozycja kadrów i doskonała muzyka, ale przede wszystkim... od strony scenariusza. Tak, jeśli chodzi o same sceny akcji to są one rozpisane doskonale (szkoda, że pozostałe strefy nie nadążają). Randomowy noname dostaje włócznią - jednak Miller pokazuje to tak dramatycznie, jakby stało się coś strasznego. Dynamiczna muzyka nagle gaśnie, Nux patrzy na niego - pełny od emocji - i to pierwszy punkt: ci bezimienni żołnierze kibicują sobie nawzajem, przejmują się swoim losem, w pościgach i strzelankach znajdują się sekundowe momenty by pokazali braterstwo broni. Anyway, wracając: Nux patrzy na henchmena, który przy epickiej muzyce powstaje w slow-mo, pozostali żołnierze też patrzą na niego, niektórzy pokazują palcami, następuje "WITNESS MEE!" (i znowu związanie emocjonalne - przed akcją z randomowym henchmenem ujęcie na któregoś z głównych bohaterów, który patrzy z emocjami w tamtą stronę - co uwiązuje też emocjonalnie ze sceną widza)... BUM, henchmen ginie, wszyscy krzyczą "WITNESS" radując się z heroicznej śmierci i wiecznego życia w Valhalli swojego kolegi. Czyli... nagle randomowa armia przestaje być randomowa, staje się ciekawa - żołnierze stają się prawdziwi i z krwi i kości, a świat nabiera imersji. Od strony reżyserii i muzyki wszystko co się dzieje, jest pokazywane tak, jakby było naprawdę ważne. Czegoś takiego brakuje mi w choćby Avengers (choć dotyczy to teraz większości kina komiksowego i ogółem blockbusterów) - jak w tej nudnej armii kosmitów, nudnej armii robotów, nudnej armii... yyy dziwnych rzeczy w Suicide Squad i tak dalej. Tam jest jakaś muzyka-zapychacz i bohaterowie rozwalający wrogów bez trudu, tak że nawet nie odczuwamy emocji z samej walki. O ile ciekawiej by było, gdyby te epickie rozpierduchy nakręcił Miller. A to już jest w ogóle czysta magia. Wizualnie orgazm, epickie nasycenie barw i gigantyczna skala burzy piaskowej z piorunami, pochłaniającej pojazd z henchmenami, piękna kompozycja kadrów. Klasyczne "what a day, what a lovely day"... no i tu jest coś, czego ZNOWU brakuje mi w Marvelu i większości blockbusterów. Czemu ta scena wywołuje duże emocje? Bo każdy z bohaterów ma w niej silną motywację - Nux wie, że umiera i chce zginąć heroiczną śmiercią, by trafić do Valhalli, Furiosa chce ratować kobiety i buntuje się przeciw Immortal Joe, a Mad Max jest uwięziony na pojeździe, z którego chce się uwolnić (i jest najsłabszym ogniwem z tej trójki). Emocjonalna muzyka podkreśla stawkę pościgu dla Nuxa i Furiosy. Jak na to patrzę, to aż mnie boli, że musiałem dać temu filmowi tylko 9+/10. 05-01-2017, 17:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2017, 17:15 przez Capt. Nascimento.)
Wszystko fajnie, ale
1) nie wiem dlaczego piszesz w liczbie mnogiej i w czym imieniu, innymi słowy nie mam zielonego pojęcia kim "wy" jesteście 2) MM:FR to dla mnie perfekcyjne widowisko ale w zasadzie to w nosie mam tych bohaterów a co za tym idzie emocji jako takich ten film mi w zasadzie nie dostarcza żadnych, ja go tylko chłonę oczami i uszami Także no, ten tego, niezła próba ale wolę jednak sam zadecydować co mnie emocjonuje :) [szersze komentowanie porównań z Marvelem sobie daruję, nadmienię tylko że mając do wyboru genialne sceny akcji a bohaterów których lubię wybieram to drugie.] 05-01-2017, 19:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2017, 19:24 przez Mierzwiak.) Mierzwiak napisał(a):1) nie wiem dlaczego piszesz w liczbie mnogiej i w czym imieniu, innymi słowy nie mam zielonego pojęcia kim "wy" jesteście Mówię o tym, jaki efekt to moim zdaniem wywołuje u widza... analizowanie wpływu elementów filmu konkretnie NA MNIE byłoby bez sensu. xD Mogę dopisywać przed każdym akapitem "MOIM ZDANIEM" jeśli dzięki temu przestaniesz się czuć, jakbym próbował przejąć kontrolę nad Twoim umysłem. Mierzwiak napisał(a):2) MM:FR to dla mnie perfekcyjne widowisko ale w zasadzie to w nosie mam tych bohaterów a co za tym idzie emocji jako takich ten film mi w zasadzie nie dostarcza żadnych, ja go tylko chłonę oczami i uszami Zaraz, czy aby ostatnio nie pisałeś... Mierzwiak napisał(a):Rey NIE CHCE NIC ROBIĆ. Ta postać nie posiada żadnej motywacji, żadnego celu. Dajcie jej spokój, ona chce siedzieć na Jakku. Gdy udaje im się uciec Sokołem, mówi Finnowi że pomoże mu dostarczyć robota podróbce Rebelii, ale że tylko gdzieś ich podrzuci, bo… Pewnie, motywacja bohatera nie ma znaczenia (szczególnie w filmie akcji sci-fi). Mierzwiak napisał(a):[szersze komentowanie porównań z Marvelem sobie daruję, nadmienię tylko że mając do wyboru genialne sceny akcji a bohaterów których lubię wybieram to drugie.] Czyli nieważne co i jak mierne będzie w filmie Marvela, wolisz "bo masz bohaterów których lubisz"? 1. To wyobraź sobie to genialne sceny akcji Z BOHATERAMI KTÓRYCH LUBISZ. 2. Nie wiem co to w ogóle udowadnia, że nie zależy Ci, czy scena akcji jest dobra? :D 05-01-2017, 20:25 (05-01-2017, 20:25)Capt. Nascimento napisał(a): Pewnie, motywacja bohatera nie ma znaczenia (szczególnie w filmie akcji sci-fi).Widzisz żebym gdzieś wspominał choćby słowem o motywacji bohaterów FR? Bo ja nie. W temacie o TFA udowadniałem dlaczego Rey jest źle napisaną postacią. Bohaterowie Mad Maksa mogą mieć motywację i zgadza się, mają ją, ale to nie oznacza, że muszę (musimy?) się ich przygodami emocjonować. To tylko jeden z elementów układanki jakie składają się na postać w filmie. Naprawdę nie wiem co próbowałeś osiągnąć cytując moją krytykę tego jak napisano Rey. (która jest zresztą przykładem tego, że źle napisana postać, dzięki aktorce, może zyskać naszą (a co!) sympatię) Mierzwiak napisał(a):Czyli nieważne co i jak mierne będzie w filmie Marvela, wolisz "bo masz bohaterów których lubisz"?Znowu narzucasz swoje zdanie :) Nie uważam by w filmach Marvela (z wyjątkiem The Incredible Hulk, ale ten się nie liczy, bo tam nikogo nie lubię) sceny akcji były mierne, więc nie mam nawet konkretnego na to przykładu z ich stajni. Dopowiadasz sobie zresztą coś czego nawet nie napisałem, a chodziło mi po prostu o to, że od geniuszu scen z Mad Maxa wolę sceny które genialne nie są, ale z bohaterami których lubię i na których mi zależy. Nie-genialne sceny nie muszą być od razu mierne :) Jeśli spytasz mnie czy którykolwiek z Marveli ma lepsze sceny akcji niż Fury Road to odpowiem "Nie", ale już na pytanie o to w którym filmie (filmach) sceny akcji bardziej mnie angażują, to rzucę Avengersami, Strażnikami Galaktyki, Civil War etc. To zresztą refleksja natury ogólnej, tu nie chodzi nawet o peodukcje Marvela, ale filmy w ogóle. Tak jak napisałem, Mad Maxa chłonę oczami i uszami, bo to audiowizualne arcydzieło i majstersztyk kina akcji, ale nie będę się oszukiwać, że ktokolwiek mnie tam obchodzi (szczerze mówiąc to największe, jeśli nie jedyne, emocje wzbudziła we mnie śmierć tej babinki-niemowy). Cytat:1. To wyobraź sobie to genialne sceny akcji Z BOHATERAMI KTÓRYCH LUBISZ.Nie muszę, mam takie np. w Heat :) Cytat:2. Nie wiem co to w ogóle udowadnia, że nie zależy Ci, czy scena akcji jest dobra? :DTak jak napisałem: nie-genialna nie oznacza od razu miernej, niedobrej, złej. Po co taki zerojedynkowy podział? 05-01-2017, 21:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2017, 21:08 przez Mierzwiak.) Mierzwiak napisał(a):a chodziło mi po prostu o to, że od geniuszu scen z Mad Maxa wolę sceny które genialne nie są, ale z bohaterami których lubię i na których mi zależy. Nie-genialne sceny nie muszą być od razu mierne :) Ok, to poniekąd ma sens. :P Mierzwiak napisał(a):Nie muszę, mam takie np. w Heat :) No ale to już jest wyższa szkoła jazdy. Mierzwiak napisał(a):Tak jak napisałem: nie-genialna nie oznacza od razu miernej, niedobrej, złej. Po co taki zerojedynkowy podział? Tak jak teraz się zastanowiłem, to trochę za bardzo uprościłem na cały Marvel/DC... w pierwszych Avengersach było dużo fajnych scen akcji, które wynikały z fajności bohaterów (Iron Man/Thor, wszystko gdzie był Loki, poniekąd Hulk itp), w Civil War były boskie napieprzanki, w Winter Soldier jeszcze lepsze... W Avengersach 1 kłuła mnie bardziej bezpłciowość tej kosmicznej armii i jej słabość, gangusy w Fury Road są dużo ciekawsze i bardziej barwne, faktyczna lipa to była w scenach akcji w Avengers 2 z nieskończoną ilością useless robotów-klonów i w Suicide Squad. 05-01-2017, 21:37
No to ja się chyba zgubiłem, bo miałem wrażenie, że Kapitan dowalił się bezimiennej masy z którą bohaterowie Marvela walczą zwykle w końcowych aktach swoich filmów, a nie do sposobu nakręcenia akcji per se. I pod tym względem ja się z nim zgadzam. "Fury Road" nadaje mięsu armatniemu jakieś cechy charakterystyczne i motywacje ich działań (Joe to bóg, a spektakularna śmierć w walce to cel życia), więc sceny z ich udziałem (do tego świetnie nakręcone) oraz głównych bohaterów których się lubi ogląda się lepiej, niż anonimek nr 10576 dostający wpierdol od głównych bohaterów, często nie sprawiający większych problemów. Dlatego "Civil War" jest czołówką MCU, gdyż sceny akcji są bardziej personalne. Przynajmniej ja to tak odbieram.
05-01-2017, 22:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2017, 22:04 przez Grievous.)
Finałowa bitwa pierwszych i drugich Avengersów to ten sam poziom, problem jest w tym, że dwójka serwuje DRUGI RAZ ten sam słaby pomysł na finałową bitwę z armią one-shot-no name'ów (Justice League pewnie zrobi to po raz kolejny :P). Takie bitki zwykle* są słabsze od tych, w których są jacyś konkretni przeciwnicy. W Mad Maxie przeciwnicy (choć niby też banda podobnych do siebie pionków) są jednak dużo ciekawsi.
* ale nie zawsze - vide: X:A. 05-01-2017, 22:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2017, 22:12 przez Gieferg.)
Hy, już mi się generalnie nie chce wykłócać o filmy i zaglądam tu tylko po to, żeby poczytać, ale przypomniałem sobie Mad Maxa 3 i aż się we mnie zagotowało. Megasyf, choć jakoś dotąd nie zdawałem sobie z tego sprawy. Po seansie back-to-back Fury Road i Road Warriora wdepnąć w Thunderdome to jak wdepnąć w coś innego.
Co oni myśleli, z kim się na łby pozamieniali? Jak po dwóch minimalistycznych, brutalnych, surowych filmach można zrobić takich rozmemłanych Flintstonów? Jak można zmienić cichego Maxa w dowcipkującego gadułę? To bardziej Riggs niż Max. Jak można w tle puścić saksofonowy pop? Jak można uzupełnić go muzyczką rodem z Hooka? Najgorsze, że w Thundercats nic nie ma sensu. Przełknąłbym może przyjazną dla dzieciaków naturę filmu, gdyby cokolwiek się tu kleiło - ale czemu jakiś karzeł z bezmózgim gimpem rządzi miastem? Bo gimp jest silny? Więc czemu nie przystawią mu broni do głowy i nie zastraszą, tak jak to zresztą w pewnym momencie zrobili? Czemu "gułag" to zesłanie? Czemu w jego ramach, do kurki nędzy, sadzają Maksa na koniu i puszczają na pustynię? NA KONIU? Ile wart musiał być ten koń? Ile kosztowało jego utrzymanie w świecie bez żarcia i wody?! To był jedyny koń, jakiego widzimy!Jakim cudem małpka pokonała kawał pustyni w ciągu kilkunastu godzin, znalazła Maksa w burzy piaskowej i nawet się nie zmęczyła? I skąd Max wziął małpę?! O co chodziło z bandą dzieciaków? Skąd tam się wzięło tyle dzieci w wieku, na oko, 5-6 lat? Przecież to sugeruje, że ekipa trafiła tam maksymalnie parę lat temu - albo że się z czasem powiększała. Ale jak? Czy oaza to jakiś magnes na dzieci? Jedna dziewczyna jest w ciąży - czy to znaczy, że najmłodsi są dziećmi innych dzieci? W jakim wieku zaczęły się rozmnażać?! Po kiego uja Max wracał z dzieciakami do miasta? Myślałem, że po zapas wody na powrót, ale najwyraźniej nie. Po co porywał karła? Może swoim zwyczajem coś przegapiłem, ale była tylko mowa, że karzeł "sporo wie" i będzie znał jakieś odpowiedzi. No więc: jakie są odpowiedzi? I jakie były pytania? Skąd na postapokaliptycznym pustkowiu idealnie utrzymane tory kolejowe? Jakim cudem dzieciak pilota wiedział, żeby zastawić pułapkę na pociąg, który nigdy nie jeździ? Czemu zrobił to sam? JAK zrobił to sam? Czemu jego ojciec miał idealnie lśniące zęby? Czym napędzane były samochody Tiny i jej kumpli? Świńskim gównem? Skąd wzięli krowią skórę na obicie jednego z wozów? Czy fakt, że główny henczmen "ginął" i powracał miał coś "znaczyć"? Czy jego maska miała sugerować, że to jakiś "szaman"? Czy to miał być tylko dowcip? Dlaczego Tina po dotkliwej porażce (zniszczone miasto, brak szans na odbudowę zasilania) wzrusza ramionami, uśmiecha się i odchodzi, jakby właśnie przegrała w warcaby? Dlaczego w epilogu widać dzieciaki w towarzystwie jakichś dorosłych? Kim oni są? Czemu oni wszyscy znajdują się w jakimś zrujnowanym budynku? Dlaczego monolog tej kobity jest taki słaby? Czekajcie... czy ona ma być w tej scenie dorosła? Więc czemu jej nie postarzono? Ani tamtego drugiego kolesia? WTF, co tu się dzieje? Ech... Dobra, teraz plusy. Potrafię docenić fakt, że przeżywa główny bad guy, przeżywa główny henczmen, a JEDYNE ofiary śmiertelne to niedorozwinięty i siedmioletnie dziecko. Mam wrażenie, że Miller za kulisami sobie robił srogie jaja z producentów, a oni nawet nie zauważyli. Pewnie tak było z małpką - pomysł rzucony ironicznie na jakimś spotkaniu z księgowymi, którzy domagali się słodkiego zwierzątka dla Maxa. Poza tym walka pod kopułą była nawet fajna. No i okładka też spoko. Ocena: 0/10. Mad Max to wciąż świetna czteroczęściowa saga: Mad Max Road Warrior Salute of the Jugger Fury Road 02-06-2017, 21:37
Wczoraj dotarło do mnie Fury Road na UHD i mogłem na własne oczy przekonać się o tym, co wynikało z recenzji - film ma inną kolorystykę niż w kinie / na Blu-ray :) Przyzwyczajony do agresywnej kolorystyki z Blu w pierwszej chwili tylko się skrzywiłem. Co prawda HDR dodaje świetnej przestrzenności, a eksplozje podczas pościgu prowadzącego do burzy piaskowej jak i wyładowania podczas samej burzy wyglądają genialnie, ale w zasadzie od razu żałowałem zakupu. Do czasu aż nie obejrzałem więcej scen. Nie tylko oczy się przyzwyczaiły, ale stwierdzam że tak po prostu pasuje to do filmu. Film nie tylko wygląda naturalniej, ale przez to bardziej ponuro i surowo. Wrzuciłem jeszcze do odtwarzacza zwykłą płytkę BD i z kolei teraz to było szokiem, zwłaszcza twarze aktorów jak po uśnięciu w solarium :)
Poniżej fotki poglądowe, po lewej Blu-ray, po prawej wersja 4K:
02-09-2017, 13:33 |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Szczęki (Jaws 1975, 1979,1983,1987) | Goro Gondo | 86 | 37,762 |
21-05-2026, 17:35 Ostatni post: slepy51 |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |