Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
simek napisał(a):Oczywiście, że te uniwersalne motywy występują w Mad Menie, za to uwielbiam ten serial! Przecież w 7 sezonie jest ich zatrzęsienie, można powiedzieć, że teraz jest ich kulminacja. Jestem pełen podziwu jak scenarzystom udaje się ich zawrzeć tyle w każdym odcinku nie popadając przy tym w łopatologie, dalej kręcąc zwykłe odcinki pchające fabułę do przodu.
Ale mnie chodzi o jedno zdanie. Zresztą to nie pierwszy raz pojawia się "tyle tematów", a nikt nie wymienia nawet dwóch. Wiesz ile zajmuje podsumowanie SFU? 21 sekund:
[spoiler=żeby nie było ze nie ostrzegałem!]
[/spoiler]
podsumowanie Treme? Jakaś 1:30, nie mogę znaleźć wideo:
Odbywa się czuwanie przed domem zmarłego. Ludzie zbierają się i śpiewają wspólnie "When the Saints..." Przyjeżdża policja i każe się rozejść ze względu na nielegalne zgromadzenie i zakłócanie ciszy nocnej. Zaczyna się awantura.
Umiesz znaleźć taką scenę, która pokaże sens Mad Mena? Bo ja rozumiem, że tam jest dużo pomniejszych cieakawych wątków, ale nie da się ich zebrać do kupy i powiedzieć o jakimś uniwersalnym sensie tego serialu. I dla mnie brak tego motywu spajającego całość, uzasadniającego pojawianie się konkretnych postaci i wątków jest minusem, elementem nużącym na dłuższą metę.
Cytat:Bo to, że w tym końcowym sezonie każdy odcinek ma swoją myśl przewodnią i skupia się na konkretnym, ale uniwersalnym dla kilku postaci problemie, to chyba zauważyłeś? Ten z zeszłej niedzieli to były rozważania wokół szekspirowskiego "What's in a name", o tym jaka (czy w ogóle?) wartość jest w nazwach, nazwiskach - tworzonych, kontynuowanych, dziedziczonych.
Ale to nie jest fabuła, to jest przykład środka narracyjnego, który spotkałem nawet w Seinfeldzie 20 lat temu. Nikt tu kola nie wymyślił. A tegorocznego sezonu jeszcze nie ruszyłem.
Cytat:Co do postaci i braku ich zmienności do 3 sezonu, moja odpowiedź jest taka, że do 3 sezonu nie jestem w stanie bronić genialności Mad Mena ;) trzy pierwsze sezony to tylko uwertura, mi się podobała, ale nie ma jakiegoś wielkiego wpływu na całą opowieść.
Trzeci sezon został tutaj rzucony arbitralnie, bo nie pamiętam kiedy to do mnie dotarło - oglądałem 5 sezonów ciągiem. Nie umiem nawet dokładnie umiejscowić, co się tam konkretnie działo. Nie ma do takich rzeczy pamięci. A IMHO im dalej, tym mniej pomysłu mają twórcy na poszczególne postacie i format serialu odchodzi od "najważniejsze są postacie" do "najważniejsze są historie".
03-05-2015, 13:04
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Pisze z komórki, rozwinę jak będę przy kompie.
Czemu chcesz jedno podsumowujące zdanie, a nie 3,5, czy 10? Po pierwsze serial się jeszcze nie skończył, wiec trochę nie fair go porównywać z SFU, które najmocniej swój "przekaz" pokazało w ostatnich odcinkach. Swoją drogą ja bym wybrał inny fragment podsumowujący SFU, wkleję linka jak znajdę. Po drugie dla mnie Mad Men opowiada o kilku ważnych rzeczach, zasadniczo kręcących się wokół pytania o sens, charakterystykę i cenę samorealizacji, czym ona jest dla różnych osób w zmieniającym się środowisku i czasach. Nie oglądałeś jeszcze 7. sezonu, a całkiem niezłym podsumowaniem serialu (albo nawet nie tyle całego serialu co wątku Dona) mogłaby być piosenka Coopera z finału środka sezonu.
Daj mi i wszystkim innym jeszcze te 3 tygodnie na dokończenie całości i wtedy możemy się spierać. Obiecuje wymienić przynajmniej kilka tematów jakie wg mnie Mad Men poruszał przez te wszystkie lata. Oczywiście, że nie odkrył niczego nowego (który serial to zrobił?), ale po prostu opowiadał w świetny sposób niezwykle angażującą i bogata historie.
03-05-2015, 13:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2015, 13:56 przez simek.)
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(02-05-2015, 10:36)simek napisał(a): Six Feet Under to też telenowela.
(03-05-2015, 00:03)Albertino napisał(a): jak słusznie zauważyłeś SFU też jest telenowelą, a jednak łykałem bez popitki.
Ludzie.
"w telenoweli łatwo jest wyróżnić główny wątek, oparty na tradycyjnej fabule melodramatycznej, którą zwykle jest historia miłosna. Zwykle miłość od pierwszego wejrzenia, mająca wiele przeciwności do pokonania."
To, że coś jest serialem obyczajowym o codziennym życiu ludzi nie znaczy, że jest telenowelą. Idąc tym tokiem myślenia "The Wire" to też telenowela, bo jest serialem obyczajowym, jeno osadzonym w takim, a nie innym swiecie.
03-05-2015, 13:59
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Według tej definicji to Klan nie jest telenowelą, a chyba każdy używający tego terminu właśnie coś takiego ma na myśli. Chodzi nam o obyczajówkę, która nie zmierza do żadnego końca, tylko obserwuje jakby codzienne życie. The Wire jest inne bo tam każdy sezon to oddzielna sprawa, konkretny cel, tylko obudowane to wszystko dużą dawką zwykłego życia w stylu problem ze skręceniem mebli.
03-05-2015, 14:08
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
I tutaj popełniasz klasyczny błąd myląc telenowele z opera mydlaną:)
Czemu nie więcej zdań o MM? Bo staram się maksymalnie uprościć przekaz, znaleźć esencję historii, czynnik spajający poszczególne wątki. To daje widzowi poczucie celu, sensu całej fabuły. W MM nie umiem znaleźć więcej spójności niż w operze mydlanej typu Klan.
Oglądałem zeszłoroczny sezon, z piosenki Coopera pamiętam już tylko tancerki. O co mu niby chodziło?
03-05-2015, 14:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2015, 20:34 przez wujo444.)
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(03-05-2015, 14:08)simek napisał(a): Według tej definicji to Klan nie jest telenowelą, a chyba każdy używający tego terminu właśnie coś takiego ma na myśli. Chodzi nam o obyczajówkę, która nie zmierza do żadnego końca, tylko obserwuje jakby codzienne życie. The Wire jest inne bo tam każdy sezon to oddzielna sprawa, konkretny cel, tylko obudowane to wszystko dużą dawką zwykłego życia w stylu problem ze skręceniem mebli.
Klan jest wspolczesną operą mydlaną. http://pl.wikipedia.org/wiki/Opera_mydlana#Charakterystyka
The Wire nie dąży do konkretnego zakończenia - ba, nawet zakończenie sugeruje, ze nie ma zakończenia. Mało jest seriali, ktore od poczatku dąż do konkretnego zakończenia - to zwykle wychodzi w trakcie. "Six Feet Under" ma bardzo konkretne zakończenie - powiedzialbym, ze to serial, ktory najbardziej zmierza do zakończenia. ;)
Serial obyczajowy/dramat =/= opera mydlana =/= telenowela. (Choc czasem moze. SFU mozna podciagnac pod opere mydlana, ale to przesada imo - jednak to nie temat do sporu o to :).)
Zwracam uwage, bo strasznie mnie to irytuje nazywanie wszystkiego telenowelą, bo to troche tak jakby nazywać "Die Hard" akcyjniakiem klasy B pokroju taśmowo produkowanych tworów Seagala.
(03-05-2015, 14:21)wujo444 napisał(a): Czemu nie więcej zdań o MM? Bo staram się maksymalnie uprościć przekaz, znaleźć esencję historii, czynnik spajający poszczególne wątki. To daje widzowi poczucie celu, sensu calej fabuły. W MM nie umiem znaleźć więcej spójności niż w operze mydlanej typu Klan.
Mnie zawsze Mad Men opisywano jako serial o kryzysie męskości. Ale ja nie ogladalem, tak tylko mowie. #nieznamsietosiewypowiem Niemniej to, ze nie mozna serialu opisac w prosty sposob nie jest zawsze jednoznaczne, ze brakuje mu celu czy spojnosci. W filmie to moze byc gwozdziem do trumny rzeczywiscie, bo jest krotszy, ale w serialu przekrój społeczeństwa czy charakterystyka mentalności człowieka lat 60-ych, czy cos, to jest jakis element spajający wszystko. Tak jak w "The Wire", gdzie elementem spójnym jest scharakteryzowanie działania miasta.
03-05-2015, 14:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2015, 14:33 przez Gal Anonim.)
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Czyli podsumowując, to mogę nazywać MM i SFU operami mydlanymi? Skoro nie telenowelą?
(03-05-2015, 14:21)wujo444 napisał(a): Czemu nie więcej zdań o MM? Bo staram się maksymalnie uprościć przekaz, znaleźć esencję historii, czynnik spajający poszczególne wątki. To daje widzowi poczucie celu, sensu calej fabuły. W MM nie umiem znaleźć więcej spójności niż w operze mydlanej typu Klan.
No nie da się uprościć do jednego zdania :p tak jak nie da się opisać The Wire jednym zdaniem, aby nie pominąć masy ciekawych spraw, które są tam pokazane. W kilku zdaniach, czy punktach Mad Mena da się opisać, że jest o: zmieniającej się mentalności amerykańskiego społeczeństwa w latach 60, o emancypacji kobiet i związanym z tym kryzysem męskości, o upadku znaczenia dotychczas uprzywilejowanych, o walce o niezależność, o cenie sukcesu zawodowego, o pogodzeniu się z własną przeszłością, o bezwładności życia utrudniającej jego zmianę, o cynizmie zżerającym ludzi od środka, o niemożności zaspokojenia swoich potrzeb, o nienasyceniu, rozczarowani życiem, a na końcu nawet o pracy agencji reklamowej :p
03-05-2015, 15:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2015, 15:07 przez simek.)
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(03-05-2015, 15:05)simek napisał(a): Czyli podsumowując, to mogę nazywać MM i SFU operami mydlanymi? Skoro nie telenowelą?
Mozesz je nazwac serialami obyczajowymi albo dramatami. :) http://pl.wikipedia.org/wiki/Opera_mydlana#Charakterystyka - IMO punkty 1 i 4 szczegolnie wykluczaja SFU.
03-05-2015, 15:09
Stały bywalec
Liczba postów: 756
Liczba wątków: 9
Mad Men to Rodzina Soprano tyle, że zamiast mafia jest agencja i lata 60. Nie jest powiedziane konkretnie dokąd to wszystko zmierza, bo przecież to nie jest jakiś pieprzony kryminał, gdzie w pierwszym odcinku zaczyna się sprawa, a w finale widzimy jej rozwiązanie. Oczywiście nie znaczy to, że serial nie ma nic do przedstawienia i całość jest tylko po to, żeby wypić kilka old fashioned i wypalić parę ram Lucky Strike'ów. Wystarczy spojrzeć w jakim miejscu był Don Draper na początku, a w jakim jest w siódmy sezonie, zresztą dotyczy to każdego z bohaterów, którzy są na stałe w obsadzie. A zarzut Wojskowego, że serial przedstawia jakieś banalne sytuacje z życia, które nudzą kompletnie do mnie nie trafia, bo właśnie cała siła tego serialu tkwi w tym, że prawie każdy odcinek trzyma niesamowicie wysoki poziom niezależnie od tego czy główni bohaterzy ogarniają jakiegoś ważnego klienta, czy wpieprzają obiad w swoich domach na przedmieściach. Bohaterowie są na tyle ciekawi i dialogi na tyle dobre, że po prostu wyśmienicie się to ogląda.
03-05-2015, 16:42
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
(03-05-2015, 14:27)Crov napisał(a): Mnie zawsze Mad Men opisywano jako serial o kryzysie męskości. Ale ja nie ogladalem, tak tylko mowie. #nieznamsietosiewypowiem Niemniej to, ze nie mozna serialu opisac w prosty sposob nie jest zawsze jednoznaczne, ze brakuje mu celu czy spojnosci. W filmie to moze byc gwozdziem do trumny rzeczywiscie, bo jest krotszy, ale w serialu przekrój społeczeństwa czy charakterystyka mentalności człowieka lat 60-ych, czy cos, to jest jakis element spajający wszystko. Tak jak w "The Wire", gdzie elementem spójnym jest scharakteryzowanie działania miasta.
Tylko ten przekrój ogranicza się do pracowników jednej, średnio usytuowanej firmy i jednej rodziny (Dona, z małymi wkrętami dla pozostałych postaci). Żaden to przekrój, to raptem wycinek. I jako taki nie spaja fabuły, bo Mad Men historię traktuje równie istotnie jak kwiatki na parapecie - widać je w kadrze, ale rzadko postacie je wąchają. Ale o tym może będę rozmawiał z osobami, które chociaż trochę serial widziały, jeśli się nie obrazisz :P
A czy serial bardziej potrzebuje spoiwa czy film, to nie zgodzę się - jeśli serial leci przez 50+ h, musi mieć coś wspólnego, żeby nie dostać schizofrenii, pomieszania z poplątaniem. Film może się bez tego obejść bo zwyczajnie nie ma czego łączyć gdy cała fabuła to jeden wątek.
simek napisał(a):No nie da się uprościć do jednego zdania :p tak jak nie da się opisać The Wire jednym zdaniem, aby nie pominąć masy ciekawych spraw, które są tam pokazane.
Wystarczy powiedzieć, że jest o problemach współczesnego Baltimore, wystarczy. Poszczególne wątki są bardziej szczegółowe, ale wspólnie mają tworzyć obraz miasta, i to miasto jest wspólnym mianownikiem.
simek napisał(a):W kilku zdaniach, czy punktach Mad Mena da się opisać, że jest o: zmieniającej się mentalności amerykańskiego społeczeństwa w latach 60, o emancypacji kobiet i związanym z tym kryzysem męskości, o upadku znaczenia dotychczas uprzywilejowanych, o walce o niezależność, o cenie sukcesu zawodowego, o pogodzeniu się z własną przeszłością, o bezwładności życia utrudniającej jego zmianę, o cynizmie zżerającym ludzi od środka, o niemożności zaspokojenia swoich potrzeb, o nienasyceniu, rozczarowani życiem, a na końcu nawet o pracy agencji reklamowej :p
Część to inne określenie tego samego, część to pierdoły pojawiające się w tle. Najbardziej mi pasuje ten bezwład, tylko że jak sam zauważasz, postacie nie umieją się z niego wyrwać co prowadzi do stagnacji tak fabularnej jak charakterologicznej. Mam cały czas wrażenie, że "podróż" którą odbywają postacie, jest po nic.
hanys napisał(a):Mad Men to Rodzina Soprano tyle, że zamiast mafia jest agencja i lata 60. Nie jest powiedziane konkretnie dokąd to wszystko zmierza, bo przecież to nie jest jakiś pieprzony kryminał, gdzie w pierwszym odcinku zaczyna się sprawa, a w finale widzimy jej rozwiązanie.
Nikt nie twierdzi, że to musi być coś tak konkretnego jak trup. Chodzi mi o znalezienie większej całości, złożeniu poszczególnych wątków w jeden obraz. Uważam, że tego przejścia od szczegółu do ogółu brak w MM. Ogólnie się ciężko argumentuje, że czegoś nie ma.
Cytat:Wystarczy spojrzeć w jakim miejscu był Don Draper na początku, a w jakim jest w siódmy sezonie
Tak, ma nową żonę. Kapitalny postęp postaci przez 7 sezonów :)
Cytat:Bohaterowie są na tyle ciekawi i dialogi na tyle dobre, że po prostu wyśmienicie się to ogląda.
No właśnie nie są. Albo są, ale gdy zauważasz z jak wielką bezwładnością toczy się ich życie i jak sami nie robią nic by odzyskać nad nim kontrolę, przestaje Ci zależeć.
03-05-2015, 22:59
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Cytat:Mam cały czas wrażenie, że "podróż" którą odbywają postacie, jest po nic.
I to jest chyba kluczowe w naszych, różniących się opiniach. Ty uważasz, że żeby serial był dobry to musi pokazać jakąś większą zmienność, niż przenosiny do nowej firmy i nowa żona, a ja uważam, że wystarczy jak w ciekawy sposób pokazuje codzienne życie, które nie koniecznie musi do czegoś zmierzać, zmieniać się, może sobie po prostu płynąć.
04-05-2015, 09:27
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Wiecie co sobie myślę? Weiner miałby wielkie jaja gdybyśmy już nie zobaczyli Dona do końca serialu. Co najlepsze - chyba nie byłbym bardzo obrażony.
Do tego cholernie smutne zakończenie wątku Joan, chociaż może jeszcze wróci łamać nogi, jedna z najpiękniejszych scen serialu między Rogerem i Peggy i cóż, fantastyczny poziom utrzymywany.
05-05-2015, 23:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2015, 23:53 przez Snuffer.)
Stały bywalec
Liczba postów: 756
Liczba wątków: 9
Jednak w kwestii Dona Weiner nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa ;). Ktoś ma informacje czy finał będzie nieco dłuższy ? Już 13 epizod ma te kilka extra minut, więc może finał też będzie miał trochę więcej niż te nigdy nie wystarczające 45 minut :P.
11-05-2015, 21:57
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Nie wiem czy nie polecieli za bardzo po bandzie z ładunkiem smutku w ostatnich odcinkach, bardzo przygnębiający ten koniec na razie.
Pojawiło się odniesienie do Ojca Chrzestnego - od początku tego sezonu czułem, że w jakiś, chociaż najmniejszy sposób do książki lub filmu nawiążą i jak widać, nie pomyliłem się :)
11-05-2015, 22:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2015, 09:14 przez simek.)
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Finał ma trwać ponad godzinę z tego co pamiętam.
12-05-2015, 15:32
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,956
Liczba wątków: 15
Nadrobiłem wszystkie zaległe odcinki. Miazga. Obawiam się, że finał nie udźwignie ilości wątków i postaci, no ale zobaczymy. To już koniec, ciężko mi w to uwierzyć :/
17-05-2015, 11:50
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Kiedyś obejrzałem z siedem odcinków i chociaż podobało mi się, to nie cisnąłem dalej. Jak czytam te wszystkie zachwyty nad ostatnim sezonem, to myślę, że chyba zrobię sobie drugie podejście i zacznę dziś od początku :D
17-05-2015, 13:39
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Ja nie obawiam się, że zbyt wiele wątków do zamknięcia, po prostu jestem pogodzony z tym, że kilka postaci zakończyło juz serialowy żywot, bo wszystkich do finału nie włożą. Ciekawi mnie tylko czy Weiner zaserwuje jakiś twist, wydarzy się coś dużego, niespodziewanego, czy będzie spokojna końcówka.
Bardzo mi smutno, że już koniec, spędziłem z tym serialem 7 lat (oglądałem na bieżąco od 2 sezonu), kupa wspomnień, osób z którymi oglądałem kolejne odcinki. Chyba z żadnymi (tylko obsada Six Feet Under może się równać) fikcyjnymi bohaterami się tak nie związałem jak z Donem, Petem, Joan, Rogerem, Peggy. Dzisiaj rozmawiałem z inną miłośniczka serialu i zgodnie uznaliśmy, że idealne rozwiązanie to byłoby zakończenie Mad Mena w sposób jaki się skończy za kilka godzin, a potem niech zrobią tasiemiec Bold and Beauty: Mad Men w którym każdy odcinek to jeden dzień z działalności dawnego Sterling&Cooper ;)
18-05-2015, 01:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-05-2015, 01:05 przez simek.)
.
Liczba postów: 27,875
Liczba wątków: 62
Nikt jeszcze nie zakończył serialu? Ja jestem delikatnie rozczarowany, bo nie wydarzyło się właściwie nic czego byśmy już nie wiedzieli, czy nie spodziewali się. Bez przytupu, spokojne zamknięcie całości, nie ma mowy o tym, żeby finał to była czołówka odcinków rozpatrywanych pojedynczo, liczyłem na trochę więcej, ale mimo wszystko całemu serialowi bez problemu daje 10/10, bo to genialna opowieść, a że ostatni akt nie zwala z nóg, to nic nie szkodzi.
18-05-2015, 23:04
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Czyli jednak postanowili dojebać coelhizmem na koniec. Straszne. To już lepszym finiszem był 7x13. Finał był totalnie zbędny a poprzednik spinał dość wątków, by móc powiedzieć koniec. Tutaj dostaliśmy zakończenie wątku Peggy, które zostało rozegrane w najgorszy sposób jaki widziałem odkąd przestałem oglądać Modę na Sukces z babcią.
Ostatecznie okazało się, że twórcy skaczą radośnie z wątku na wątku, nie wiedząc co i po co robią. Scenariusz to chyba przepuścili przez niszczarkę i skleili losowo. Historia skończyła się równie losowym rzutem kostką. Wypadło "ommmm".
18-05-2015, 23:27
|