Ankieta: Jak oceniasz "Mission: Impossible - Fallout"?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Mission: Impossible (1996-2022)
(24-08-2018, 00:11)Crov napisał(a): Najlepszy był ten, gdy Tomek udowadnia blondynie, że jest złym Larkiem mówiąc coś w stylu: "Jestem John Lark, zabijam kobiety i dzieci. Zabicie policji to dla mnie nic." Mnie przekonał, blondyne też.

No mi się o wiele bardziej podobało przeprowadzenie tej akcji w głowie Tomka, po to by za moment okazało się, że "a kuku! żartowaliśmy, to się nie wydarzyło", a oni sobie dalej stoją przy tym stole i pierdolą o niczym.

A Roninem oni się wyraźnie inspirowali. Ronin, True Lies, Dark Knighty, Spectre, Jason Bourne, John Wick... - lista "kopiuj-wklej" oraz stylizacji jest tu tak długa, że aż głowa mała.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(24-08-2018, 00:11)Crov napisał(a): http://forumkmf.pl/search.php?action=getnew
Dialogi były tak czerstwe, że zęby mnie bolały momentami. Najlepszy był ten, gdy Tomek udowadnia blondynie, że jest złym Larkiem mówiąc coś w stylu: "Jestem John Lark, zabijam kobiety i dzieci. Zabicie policji to dla mnie nic." Mnie przekonał, blondyne też.


Po seansie dalem 6/10, mozliwe, ze zawyzone, ale juz zbyt wiele z filmu nie pamietam i ciezko powiedziec :)


Wiem natomiast jedno, jedna z lepszych scen w filmie tj, jatka w kiblu i tak wypada duzo gorzej od tego klasyka:




Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Ja również dałem po wyjściu z kina 6, głównie za ładne widoczki i kaskaderkę Cruise'a, ale im dłużej myślę o filmie tym gorzej go wspominam, więc 5/10 będzie adekwatne. Los całej ekipy miałem przez większość filmu gdzieś, teraz mogę właściwie powiedzieć, że nie znoszę postaci Benjiego i tego murzyna - oni są zbyt blisko komedii, przez co psują ton całej fabuły. Przytaczacie powyżej żenującą scenę przekonywania Cruise'a, że jest złoczyńcą - to rzeczywiście najgorszy fragment filmu, w ogóle wszystkie dialogi z Białą Wdową są kiepskie.
Jasne, że nadal się to miło ogląda i chętnie pójdę na kolejną część przygód Hunta, ale trzeba sobie szczerze powiedzieć, że to nigdy nie była szczególnie dobra seria, najlepsze części II i III mają u mnie 7ki, pozostałe części maks 6tki.

Co do sceny w łazience, to chyba pobito nieoficjalny rekord nieporadności bohaterów w starciu z przeciwnikiem, reżyser naprawdę wyprawiał cuda, żeby Cruise do spółki z Supermanem nie spuścili temu Azjacie wpierdolu w kilka sekund - podnosili się po ciosach wolniej niż moja babcia po upadku ze schodów. Trzeba było wstawić do scenariusza, że jeden z nich ma sraczkę i nie może walczyć, wtedy pojedynek 1:1 byłby bardziej realistyczny.

Odpowiedz
Wystawiałem MI6 6/10 zanim to było modne.

Odpowiedz
Hm, mnie też do końca nie porwało. Świetnie skrojony film, z fantastycznym helikopterowym pościgiem, ale dużo więcej emocji wykrzesała za mnie trójka i piątka. Ciężko mi powiedzieć na razie przez co - czy to natłok twistów i stron konfliktu, czy bardziej samoświadomy ton od poprzednich części. Rozczarowała mnie też rola Cavilla - po pierwsze, jego postać zupełnie nie pasuje do tego, jak ją poprowadzono, poza tym ma tutaj tylko dwie pamiętne sceny - walkę w łazience i finał. Dobrze było widzieć Ilsę, która mam nadzieję zostanie series regular. Za to kompletnie nie rozumiem co tu robi jeszcze Luther i Julia - jego rolę spełnia przecież Benji (i nie jest gruby), a Julia powinna zostać w końcu zapomniana, bo nie wnosi nic, oprócz zbędnego melodramatu (na cholerę te sny Ethana?). Przy muzyce miałem wrażenie, że zaraz ktoś zabije człowieka, zanim wyrzuci go z samolotu (#pdk).

Śmigłowce, Tom Cruise i Rebecca Ferguson - 10/10
Cała reszta - 5-6/10

Dam te asekuracyjne 7.
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
(24-08-2018, 17:16)Kluski napisał(a): Wystawiałem MI6 6/10 zanim to było modne.
Byłem pierwszy, elo pozdro
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(24-08-2018, 23:53)Corn napisał(a):
(24-08-2018, 17:16)Kluski napisał(a): Wystawiałem MI6 6/10 zanim to było modne.
Byłem pierwszy, elo pozdro

Dobra, możemy założyć paczkę, czy coś. Generalnie zgoda za animozję względem filmu, kosa jeśli chodzi o pierwszeństwo w krytyce ;) Chciałem ocenić niżej, ale zawsze czuję się nieco skrępowany w roli pioniera, nachodzą mnie wtedy wątpliwości: może nie zrozumiałem czegoś? może wygłupię się zbyt niską oceną?

Odpowiedz
Wygłupiają to się raczej ci z mega wysokimi ocenami :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Dokładnie. Całe szczęście, że straż KMF czuwa nad nami - tymi, którym słonko przygrzało i dobrze się bawili na tej naładowanej akcją i humorem, pozbawionej energii nudnej bule, w której są jakieś intrygi, zdrady agentów CIA, maski, kiczowate dialogi, wielkie wyświetlacze odliczające eksplozje i brak krwi na twarzach w scenach bójek, a nie to co w poprzednich częściach.

(24-08-2018, 00:09)Mental napisał(a): Pościg samochodowy po paryskich ulicach w "Roninie" był 100x lepszy niż ten z M:I6.

Zawsze o wiele bardziej emocjonujące są dla mnie pościgi, w których to bohater jest ścigany, a nie ściga, a także te, które mają podkład muzyczny. Dlatego IMO akcja w Paryżu z M:I:6 > bdb pościg z Ronina. Do tej dwójki dodałbym jeszcze Matta Damona popylającego czerwonym Mini Cooperem.

Odpowiedz
(25-08-2018, 12:58)Juby napisał(a): a nie to co w poprzednich częściach.


a także te, które mają podkład muzyczny. Dlatego IMO akcja w Paryżu z M:I:6 > bdb pościg z Ronina

Nigga, please. Raz, że pierwsza z brzegu akcja z którejkolwiek z poprzednich części zjada na śniadanie realizacją i nerwem całe Fallout, a dwa, że akcja w Paryżu raz ma muzykę (dodajmy koszmarną i będącą wszystkim, tylko nie MI, a zatem zupełnie nie pasującą do filmu), a raz nie ma. Zatem tak, wystawiając 10 i 9 i krzycząc o tym jakoby był to majstersztyk kina akcji tylko wystawiacie się na pośmiewisko. Nie pozdrawiam.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(24-08-2018, 00:09)Mental napisał(a): Gwoździem to trumny były standardowo sceny obijania sobie ryjów bez kropli krwi - I'm too old for this shit.

Ahh mój ulubiony argument :D I znowu Mental który z każdym kolejnym filmem jest tak samo zbulwersowany. Ja tam pamiętam, że ten finał wcale taki "czysty" nie był, szczególnie w przypadku Cavilla. Zresztą tutaj akurat naprawdę nie rozumiem problemu, to nie jest 5 minutowe ujęcie Jokera który jest obijany ciągle po ryju i praktycznie tego po nim nie widać. Serio, bez hektolitrów juchy i rozciągniętych na kilometry flaków nie może być żadnego dobrego starcia? Nie mówię, że finalna bitka to jakiś kaskaderski wyczyn, ale domyslam sie, że przy scenie z łazienką też się krzywiłeś. Jak to dobrze, że będzie "Mila 22" i trochę krwi się w kinie jeszcze poleje :)

@Mefisto Tak jak się zgadzam odnośnie wizualizacji operacji w głowie Tomka jak i kopiowania wielu scen z innych produkcji. Ale jesli twoim zdaniem osoby które dają 9 i 10 wystawiają się na pośmiewisko po czym twierdzisz, że "Fallout" leży realizacyjnie, jest brzydki i kręcony iphonem...nie no, WTF? Oglądałeś film nagrany archaiczną nokią i wrzucony na YT? Bo chyba innego wyjaśnienia nie widzę. Chyba, że w twojej wersji wycieli sekwencje z helikopterami, skokiem z samolotu, wyścigiem i właściwie wszystkim innym po za dialogami.


Po za tym widze, że głównie czepiacie sie masy naciąganych zwrotów akcji, luźnego podejścia do fabuły i masy absurdów, tak jakby te wszystkie elementy nie były motywami przewodnimi całej serii. Przecież MI to kwintesencja przede wszystkim rozrywki przepełnionej absurdem i nie wmówicie mi, że nie. Też miałem parę uwag co do fabuły, ale kurde, MI:6 nie próbuje być mega inteligentnym i ambitnym pod względem historii filmem tylko rozrywką i to mu wychodzi świetnie.

Odpowiedz
(25-08-2018, 00:03)Kluski napisał(a): Dobra, możemy założyć paczkę, czy coś.

Radykalny odłam Klubu Miłośników Faszyzmu.... tfuuu... Filmu. KKKMF.


Cytat:Raz, że pierwsza z brzegu akcja z którejkolwiek z poprzednich części zjada na śniadanie realizacją i nerwem całe Fallout,


Tym stwierdzeniem ośmieszasz się bardziej niż osoby które mówią, że Fallout jest lepsze od Fury Road ;) Akurat realizacyjnie osiągnięto tutaj chyba szczyt i nie wiem czy kiedykolwiek seria jeszcze wzniesie się na ten poziom. Jak patrze na poprzednie filmy z serii to mam wrażenie, ze w każdym była tylko jedna duża scena akcji i jakieś pomniejsze wypełniacze czasu. Fallout serwuje 4 wielkie sceny i sporo dobrych wypełniaczy czasu. Pod względem realizacyjnym było to ogromne wyzwanie i efekty są widoczne na ekranie. Nie stawiam tego filmu na podium najlepszych filmów akcji w historii kina ale w tym roku, w tej kategorii, już raczej nic go nie przebije. Czas pokaże ale mam wrażenie, że Fallout będzie się starzał najładniej z całej serii.

8.5/10 po dwóch seansach
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!

Odpowiedz
Proszę ja Was - ten film jest brzydki i pozbawiony jakiegokolwiek stylu oraz charakteru poprzedników. Tak, sporo scen wyglądało na kręcone komórkami, bo są wyprane z kolorów, nieostre, często z efektem trzęsawki, zimne i bez polotu. W dodatku każda akcja budowana jest tu właściwie na statycznych ujęciach, szkolnym montażu i ogólnej nijakości łączenia tego do kupy. De Palma w jedynce potrafił ze zwykłej rozmowy w restauracji zrobić trzymający w napięciu majstersztyk. Woo brak logiki nadrabiał pięknym slow-mo i dynamiką; część trzecia robiła wrażenie bardziej realistycznym, odrobinę przyziemnym zacięciem; czwórka była efektowna i pięknie komiksowa, a piątka od tego samego reżysera co tutaj, po prostu porywała rozmachem, energią. Tu natomiast ta sama ekipa co poprzednio bezustannie zabija dobre pomysły fatalną inscenizacją (chyba już pisałem o najgorszym z całego cyklu prologu, który powinien był ustawiać wszystko, a zamiast tego spalił kompletnie zainteresowanie). W kinie co chwila ziewałem i/lub łapałem się za głowę, że ktoś w ogóle zatwierdził te marne kalki sekwencji z innych filmów, z przeklejonym od nich również klimatem. I żal mi było Tomka, bo mimo dawania z siebie wszystkiego, widać było, że jedzie na tym samym autopilocie, co Craig w Spectre i jego Hunt jest nie tylko zmęczony, ale znudzony. Więć sorry, jeśli ktoś wystawia maksy i twierdzi, że to szczyt szczytów w kinie akcji, to filmów z tego gatunku musiał oglądać może ze dwa.

Dobre wypełniacze czasu? Błagam. Mdły romans o chemii praktycznie zerowej (Ilsa zresztą potrzebna jest całej fabule jak pryszcz na dupie), jakieś pierdololo z córką Max, której nie tylko brakuje charyzmy i charakteru matki - w ogóle samo nawiązanie z dupy, bo nic za nim nie stoi - ale w ogóle większej tożsamości. Nie wnosi ona zresztą do tego filmu za wiele - ot ładna buzia, która nie wiadomo jakim cudem utrzymuje się w tym biznesie. Wszelkie twisty mają potencjał, ale wykładane z gracją młotka Cavilla wprawiają bardziej w zażenowanie niż zachwyt. Elementy komediowe z kolei, podobnie jak ta żałosna ścieżka dźwiękowa, której mogłoby nie być, pasują do udającej mega poważną, mhroczną fabułę, jak pięść do nosa. Owszem, scena z helikopterami wybija się na tym tle (choć też nie powala), lecz trzeba na nią czekać aż dwie godziny, podczas których na ekranie dzieje się wiele i jednocześnie nic. Bo na zdrowy rozsądek fabułę popycha do przodu może co trzecia scena, a reszta jest nie wiadomo po co (ale czy to dziwi, skoro na plan weszli z notatkami, a nie z dopiętym scenariuszem). I tak, Kuba - akurat to M:I aż nadto próbuje być "mega inteligentnym i ambitnym pod względem historii filmem", w dodatku kolejnym blockbusterem z rzędu, który ni stąd, ni zowąd zaczyna przeć na wątek rodzinny i braterstwo.I to się odbija czkawką już po pierwszych 20 minutach, a potem jest tylko gorzej.

Mało tego - ten film nie wie tak naprawdę, czym chce być (co tłumaczy słabe łączenie wątków oraz konwencji). W przywołanej już scenie toaletowej widać to aż nadto. W True Lies - które samo w sobie było pastiszem, więc zrobione zostało z przymrużeniem oka - kibel rozwalają Arnie i wielki jak dąb Arab, mimo przyjętej konwencji nie wykraczając poza prawa fizyki i świata przedstawionego. I jest to też pojedynek pokazujący na ich twarzach wysiłek, momentami naprawdę dramaturgiczny. Tymczasem w Fallout jakiś chuderlawy Azjata wyrywa jednym ruchem metalową rurę ze ściany, a Cavill z rozbiegu niszczy pół ściany. Panowie obijają się po ryjach non-stop, ale efektów i jakichkolwiek śladów na nich w ogóle nie widać. Już pomijając fakt, że w tak dużym klubie, ten kibel byłby non-stop okupowany przez kolesi w różnym stanie, to jest to w założeniu scena, na której opiera się cały środek ciężkości intrygi w tym momencie. Ale dramatu w ogóle tu nie ma. I kiedy pojawia się z dupy Elsa, zabijając gościa, po czym tłumacząc się, iż "celowała niżej", to ja nie wiem, czy śmiać się, czy płakać - szczególnie, że reakcja pozostałych postaci to wzruszenie ramion. I tak jest praktycznie z każdą kolejną sekwencją akcji, którą zawsze coś psuje. A żeby było śmieszniej, to nawet momenty mające rozładować napięcie i pozwolić odetchnąć zostały chamsko zgapione z innych filmów (mam tu na myśli scenę z policjantką, jako żywą wziętą z The Town).

Wybaczcie, ale M:I do tej pory wyznaczało standardy współczesnego kina akcji z pogranicza nieprawdopodobieństwa (zawsze jednak pokazane było ono w sposób pozwalający w nie uwierzyć), zatem powinno się od tej serii wymagać o wiele więcej. Tymczasem Fallout jest poniżej poziomu - tu niemal z każdego kadru bije fałsz, brak oryginalności i konsekwencji, realizacyjna nijakość. I winą za to obarczam złamanie dotychczasowej reguły systematycznej wymiany ekipy. Ktoś najwyraźniej pomyślał, że trzeba pójść drogą Szybkich i wściekłych, tworząc sobie rodzinę nie tylko w fabule, ale i na planie. Niestety, to zupełnie inny rodzaj kina, żeby móc sobie pozwolić na obranie takiej drogi. Gdy w poprzednich częściach epizodycznie pojawiała się eks-żona, to było ciekawe nawiązanie, inteligentna próba nadania Huntowi głębi oraz fajna klamerka. Tutaj z kolei dostaliśmy mdłe romansidło, które nie wiadomo nawet jak traktować, bo jest tak niezręcznie wklejone pomiędzy akcję. Tym samym Fallout to monstrum Frankensteina, w którym zaszyte są wszystkie grzeszki współczesnego, beznamiętnego kina akcji. I zarazem film, który przegrywa z własnym trailerem (swoją drogą ile tam jest ujęć nieobecnych w gotowym produkcie - to też ciekawe, bo pewnie okaże się, że najlepsze momenty wycięto). Nie wiem, co poszło nie tak w trakcie produkcji, ale jest to ewidentne, że Fallout na jakimś jej etapie zostało po prostu sprzedane bądź zabite. Taka smutna prawda.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(25-08-2018, 16:09)Mefisto napisał(a): Wybaczcie, ale M:I do tej pory wyznaczało standardy współczesnego kina akcji z pogranicza nieprawdopodobieństwa (zawsze jednak pokazane było ono w sposób pozwalający w nie uwierzyć)

A to ciekawie bo dla mnie wszystkie poprzednie części były na tyle przegięte, że zawsze je oglądałem z lekkim przymrużeniem oka. A Fallout wydaje mi się najbardziej realistyczną częścią. Raz ze względu na te kaskaderskie wyczyny i że ograniczali CGI do minimum (przynajmniej takie odnoszę wrażenie). Dwa, przez stylistykę... tak te mhroczne zdjęcia nadają całości jakiejś powagi. Rozumiem, że mogą się nie podobać, mnie akurat pasują. Co do ich jakości to się nie będę kłócił, miejscami jest nieostro (takie uroki kręcenia na taśmie). No i po trzecie podoba mi się, że w tej odsłonie, akcja nie skacze co pięć minut do kolejnego kraju tylko pozostajemy dłużej w jednym miejscu.

Co do sceny w toalecie to przypomniała mi się scena z Reacher'a. Tam też była taka "bijatyka omyłek" w łazience... Widocznie McQuarrie lubi takie klimaty :P


Cytat:I zarazem film, który przegrywa z własnym trailerem (swoją drogą ile tam jest ujęć nieobecnych w gotowym produkcie - to też ciekawe, bo pewnie okaże się, że najlepsze momenty wycięto). Nie wiem, co poszło nie tak w trakcie produkcji, ale jest to ewidentne, że Fallout na jakimś jej etapie zostało po prostu sprzedane bądź zabite. Taka smutna prawda.


No wiele poszło nie tak, bo przerwy w kręceniu były ;) Ale właśnie jak czytam wywiady z twórcami to twierdzą, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Na przykład montażysta chwali sobie te trzy miesiące przerwy, w tym czasie mogli wspólnie z reżyserem szlifować montaż. Mówi też, że scena z helikopterem miała około 70 godzin materiału, które trzeba było ściąć do siedmiu i pół minuty... także nie dziwmy się, że sporo wyleciało ;)
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!

Odpowiedz
Kuba napisał(a):Serio, bez hektolitrów juchy i rozciągniętych na kilometry flaków nie może być żadnego dobrego starcia

Ty kpisz sobie czy o drogę pytasz?

Odpowiedz
(25-08-2018, 16:49)Ash_9001 napisał(a): A to ciekawie bo dla mnie wszystkie poprzednie części były na tyle przegięte, że zawsze je oglądałem z lekkim przymrużeniem oka. A Fallout wydaje mi się najbardziej realistyczną częścią. Raz ze względu na te kaskaderskie wyczyny i że ograniczali CGI do minimum (przynajmniej takie odnoszę wrażenie). Dwa, przez stylistykę... tak te mhroczne zdjęcia nadają całości jakiejś powagi. Rozumiem, że mogą się nie podobać, mnie akurat pasują. Co do ich jakości to się nie będę kłócił, miejscami jest nieostro (takie uroki kręcenia na taśmie). No i po trzecie podoba mi się, że w tej odsłonie, akcja nie skacze co pięć minut do kolejnego kraju tylko pozostajemy dłużej w jednym miejscu.

No wiesz, na tym polega M:I, że ono jest w samym swym założeniu mega przegięte - akurat chodziło mi o to, że każdy poprzedni film pozwalał jednak w tę niewiarygodność uwierzyć za pomocą zastosowanych środków stylistycznych, ewentualnie tak wziąć je w nawias, że ich odbiór nie rozwalał makówki i nie kłócił się z założeniami fabularnymi. Dlatego nagłe silenie się na mrok i nie wiadomo jaką powagę - a co za tym idzie tak obraną na przykład stylistykę zdjęć - kiksuje. Znamienne zresztą, że bardzo dużo osób na tym forum psioczyło na, dajmy na to, filmy Marvela, bo nie są odpowiednio kolorowe i widowiskowe. Po czym wchodzi Fallout, które wygląda jeszcze gorzej i nagle zachwyt. Co jest grane, Davis? Bo sorry, ale "mrok i powagę" można nakręcić na różne sposoby, na przykład tak, żeby cieszyły oko, co, jakby nie patrzeć, powinno być wykładnikiem blockbusterów. Po to chodzimy do kina. 

A co do ostatniego argumentu - w sumie po części zgoda. Ale też raz, że znowu skakanie po lokacjach to też jakaś część składowa M:I, a po drugie, to akurat w tym wypadku osadzenie większości akcji w jednym miejscu kończy się na tym, że oni nie za bardzo mają co tam robić, więc twórcy dwoją się i troją przy wymyślaniu kolejnych kuriozalnych scen, które jedyne co robią, to wydłużają seans. Serio, wolałbym obejrzeć nieco więcej z tych 70 godzin scen z helikopterami (w których notabene zdjęcia nagle zyskują większy urok i kolorystykę - przypadek?), niż gadu-gadu-gadu w Paryżu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(25-08-2018, 17:21)Mental napisał(a):
Kuba napisał(a):Serio, bez hektolitrów juchy i rozciągniętych na kilometry flaków nie może być żadnego dobrego starcia

Ty kpisz sobie czy o drogę pytasz?


Domyśl się.
Ja osobiście w starciach przekładam nad juchę choreografię, ładunek emocjonalny i ogólną otoczkę. Jasne, fajnie jak na twarzy bohaterów widać, że dostali, ale nie muszą leżeć i zalewać się krwią plując zębami dookoła. No, ale co kto lubi.
Starcia w "Fallout" mają świetna choreografię i widoczne, duże zaangażowanie aktorów oraz kaskaderów. Do tego dochodzi świetna robota Roba. Więcej ten film nie potrzebuje

Odpowiedz
(25-08-2018, 19:25)Mefisto napisał(a): Znamienne zresztą, że bardzo dużo osób na tym forum psioczyło na, dajmy na to, filmy Marvela, bo nie są odpowiednio kolorowe i widowiskowe. Po czym wchodzi Fallout, które wygląda jeszcze gorzej i nagle zachwyt.

Mnie dziwi, że ta nagła zmiana stylistyki aż tak bardzo niektórych uwiera. A przecież to nie pierwszy raz w tej serii gdy mamy z tym do czynienia. M:I 1 i M:I 2 to niebo i ziemia pod tym względem. W sumie tylko 4 i 5 są do siebie podobne. Może to niektórych zmyliło, że seria znalazła swój look i będzie się go trzymała. Mnie, tak jak pisałem, ten mroczny styl zupełnie nie przeszkadza. A nawet mi pasuje do filmu szpiegowskiego, którego większość akcji dzieje się w starej Europie.

Co mnie jeszcze bardziej dziwi to, że film nie trafił tutaj do ludzi którzy cenią sobie oldskulowe podejście w filmach akcji. Przecież powinni być zachwyceni bo tutaj prawie wszystko jest analogowe a nie cyfrowe ;) Bijatyka w toalecie krytykowana za brak krwi... ale przynajmniej nie skaczą tu po sufitach, nie robią nie wiadomo jakich fikołków itp. Zwykła naparzanka na pięści (z odrobinką humoru). Wszystkie pościgi pierwsza klasa... i to samo, nie ma tutaj karamboli w stylu Baya, gdzie samochody fruwają sto metrów w powietrzu. Scena na motorze a później w samochodzie, ja miałem skojarzenia z Francuskim Łącznikiem, takie to było dobre. Dalej pościg w Londynie i skakanie po dachach, wszystko na żywca :) Totalny oldskul.

A jak Hunt zastrzelił tych gości przy policjantce, to myślałem, że tu wejdę i przeczytam jak Mental chwali Tomka, że ten jest w formie jak z Collateral bo ich wykończył prawie tak samo sprawnie jak typków w alejce w filmie Mann'a... Zawiodłem się na was :P
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!

Odpowiedz
(25-08-2018, 20:23)Ash_9001 napisał(a): Mnie dziwi, że ta nagła zmiana stylistyki aż tak bardzo niektórych uwiera. A przecież to nie pierwszy raz w tej serii gdy mamy z tym do czynienia. M:I 1 i M:I 2 to niebo i ziemia pod tym względem. W sumie tylko 4 i 5 są do siebie podobne. Może to niektórych zmyliło, że seria znalazła swój look i będzie się go trzymała. Mnie, tak jak pisałem, ten mroczny styl zupełnie nie przeszkadza. A nawet mi pasuje do filmu szpiegowskiego, którego większość akcji dzieje się w starej Europie.

4 i 5 nie są do siebie podobne. Mają podobnych bohaterów, ale jednak różnią się wystarczająco. Poza tym każda z poprzednich części niesie ze swoją stylistyką jasny przekaz. To nigdy, nawet w pozornie najbardziej przyziemnej i dramatycznej części 3, nie było kino skażone mrokiem a la Mroczny Rycerz - co tutaj dostajemy wręcz w ilościach nagminnych. To wszystko zawsze było wzięte w dobrze widoczny nawias. Dlatego właśnie M:I 1 działa nawet w trakcie najbardziej idiotycznych scen, podczas gdy kij w dupie Fallout jest nie do zniesienia.

Cytat:Co mnie jeszcze bardziej dziwi to, że film nie trafił tutaj do ludzi którzy cenią sobie oldskulowe podejście w filmach akcji. Przecież powinni być zachwyceni bo tutaj prawie wszystko jest analogowe a nie cyfrowe ;) Bijatyka w toalecie krytykowana za brak krwi... ale przynajmniej nie skaczą tu po sufitach, nie robią nie wiadomo jakich fikołków itp. Zwykła naparzanka na pięści (z odrobinką humoru). Wszystkie pościgi pierwsza klasa... i to samo, nie ma tutaj karamboli w stylu Baya, gdzie samochody fruwają sto metrów w powietrzu. Scena na motorze a później w samochodzie, ja miałem skojarzenia z Francuskim Łącznikiem, takie to było dobre. Dalej pościg w Londynie i skakanie po dachach, wszystko na żywca :) 

Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałem, bo nigdzie nie czepiam się ani krwi (której trochę jest, w przeciwieństwie do zmęczenia bohaterów), ani oldskulu. Zresztą dobrze, że przywołałeś Łącznika, bo tam też pościg za kolejką ma więcej dynamiki i napięcia niż Fallout. A zdjęcia są surowe, ale są także jakieś.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(25-08-2018, 00:03)Kluski napisał(a): Dobra, możemy założyć paczkę, czy coś.

To można mnie zaliczyć. Jakby była jakaś niewymagająca posada z dostępem do kasy (skarbnik?) to ja chętnie.

Czyli ode mnie też takie 6/10. Naciągane troszkę.
Generalnie bawiłem się przez większość seansu bardzo dobrze. Lubie tę serię i wiele jej wybaczam. Głupie to momentami niemożliwie, ale sentyment jest. No tutaj jednak trochę za dużo tego było. Wiadomo, że "zabili go i uciekł", ale to działa do pewnego momentu, a tutaj chyba przesadzili.
Cała końcówka w Kaszmirze to już faktycznie "naga broń" robiona w poważnej tonacji czyli mocna beka. Zapewne z całkowitą premedytacją. Nie mniej jednak ludzie na moim seansie łącznie ze mną rechotali całkiem mocno. Czy tego chciał poeta?
Cały ten podwójny romans Tomka też fatalny.

Ale trochę plusów też było. Carvill dał radę. Wielki aktor to nie jest, ale stylówa i gra całkiem, całkiem. Cruise też dobry jak zawsze (zmęczenia nie zauważyłem). Większość akcji (do Kaszmiru) też zacna.
No ale siódemkę to już pewnie w "Hitach Polsatu".

Generalnie to zmęczenie materiału z mojej strony. Ileż w końcu można?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Matrix (1999-2022) Anonymous 1,178 180,016 16-05-2026, 19:11
Ostatni post: Westcoast
  Scream (1996-2011) reż. Wes Craven jarod 222 42,784 18-03-2026, 12:02
Ostatni post: shamar
  Trainspotting (1996-2017) Pitero 12 6,019 01-10-2021, 17:08
Ostatni post: Pelivaron
  [oddzielony] Trainspotting (1996-2017) Arahan 0 694 01-02-2017, 06:54
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości