to istny cud, że ten film się nie rozłazi.
znika logo wytwórni.
słyszymy arcydzieło muzyki: Cohen i "Waiting For The Miracle".
ujęcie 1: międzystanowa, w tle skały, czarno-biały filtr, mocno zabrudzony, spore ziarno;
ujęcie 2: pobocze drogi, kojot, ten sam filtr co poprzednio;
ujęcie 3: wąż wyrzuca jęzor, syczy, filtr czarno-biały;
ujęcie 4: wchodzi kolor, ktoś nalewa herbatę do filiżanki;
ujęcie 5: na horyzoncie mknie pociąg, całość utrzymana w agresywnej czerwieni;
ujęcie 6: kolor, w kadrze jakiś drapieżny ptak, obstawiam, że to myszołów;
ujęcie 7: kolor, kamera u stóp szyldu Cafe Breakfast Lunch. szyld wsparty na podpórkach w kształcie noża i widelca;
ujęcie 8: kolor, kobieca dłoń przekręca kanały w archaicznym odbiorniku tv. widzimy popiersie Nixona, który wypowiada słynne: "As I leave..."; jeszcze w tym samym ujęciu następuje ruch kamery - okazuje się, że dłoń należy do kelnerki imieniem Mabel. kobieta odbiera zamówienie od Mickey'ego. obok na stołku barowym siedzi Mallory, jego partnerka.
ujęcie numer 4 nie daje mi spokoju. po jaką cholerę Stone umieścił akurat w tym miejscu dzbanek z herbatą? jak na to wpadł? tnąc materiał bez opamiętania jak w słynnej scenie z Oldmanem w JFK, kiedy doradził Pietro Scalii, by ten poszatkował taśmę, nie bacząc na przyczynowo-skutkowy charakter ujęcia? nie chce się tutaj nadmiernie spuszczać, ale NBK to prawdopodobnie najlepiej zmontowany film w historii kina. do tego dochodzi nieprawdopodobna żonglerka stylami. bo czego tu nie ma? jest fragment stylizowany na relacje sportową, jest wywiad, sitcom, prognoza pogody z wykresem barycznym, surrealistyczna animacja, przywodząca na myśl urywki "The Wall" Floydów, jest dziennikarstwo wywiadowcze z rozklekotana kamerą na ramieniu. totalny, skondensowany kocioł stylistyczny. a ja biedny ciągle nie mogę wyobrazić sobie prologu bez tej przeklętej filiżanki herbaty, podobnie jak nie mogę wyobrazić sobie sceny oblizywania warg przez naczelnika bez odgłosu porykującego lwa. montaż skojarzeniowy - rzadko który reżyser decyduje się montować film w tak ryzykowany sposób.
JFK, Natural Born Killers i U-Turn to uczta dla oczu i uszu. bombardowani obrazami, zbieramy je do kupy, ale nie na zasadzie logiki, lecz rozmaitych asocjacji. kiedy Mickey przepoławia nożem sernik z zielona galaretką, błyskawicznie następuje cięcie i co widzimy? widzimy jaskrawozieloną listwę szafy grającej. dokładnie ten sam kolor co galaretka - jaskrawa zieleń. niech mnie chudy byk wyrucha:) - to po prostu niesamowite!
Tommy Lee Jones - znowu prawdopodobnie. Prawdopodobnie najlepsza drugoplanowa kreacja w historii kina. leże na glebie, gdy oglądam scenę, w której naczelnik Dwight McCluskey, umazany jakimś białym proszkiem, pyta jednego ze strażników:
MCCLUSKY: What's this?
WURLITZER: A list of prisoners.
i ta reakcja. bezcenne:
MCCLUSKY: What the fuck do I need this for?! I asked for a list of hostages!
albo jak mówi do Wurlitzera, wpieniony na maxa, bo Micky i jego laska zabunkrowali się w kiblu na piętrze:
These TWO... They are gonna die today! You hear me, Wurly? I'm gonna wipe this fuckin' scum off the face of the earth if it's the last fucking thing I do.
i przekręca się wokół własnej osi jak jakiś nakręcony bączek:)
Urodzeni Mordercy raczą nas dość płaskim oglądem rzeczywistości. Płaskim do momentu, gdy nie obejrzymy równolegle Bonnie i Clyde Arthura Penna. wtedy film Stone'a nabiera innego wydźwięku. u Penna bohaterowie poruszali się w świecie ograniczonej wolności. u Stone'a wolność dawno straciła smak. warto zwrócić uwagę na obie pary: Faye Dynaway i Warren Beatty, oni walczą o niezależność, suwerenność, oddech, jakkolwiek to nazwiemy. tymczasem Micky i Mallory to tandem zwyrodniałych psychopatów, korzystający z nadmiaru swobody. U Penna nie istniała kwestia relatywizmu w pojmowaniu spraw. Dla Stone'a to fundament. Mickey: "Zabójstwo jest sprawiedliwe. Wszystkie stworzenia zabijają. Spójrz na życie lasu. Jeden gatunek zabija drugi. Nasz gatunek zabija wszystkie, łącznie z lasem, tylko nazywamy to przemysłem, nie zabójstwem".
podsumowując: pozycja obowiązkowa, naprawdę wybitny film, w dodatku ekstremalnie ciężki, momentami ładna psychodela robi się na ekranie.
EDIT
taka refleksja na zakończenie: Stone ma niesamowity dar przekonywania. jeśli powie, że zamach na Kennedy'ego był zamachem na korpus uniwersalnych wartości, ja mu wierze. jeśli powie, że media kłamią, to pomimo tego, że trudno o większy banał, ja przyjmuje rzecz jako coś, nad czym należy sie pochylić.
znika logo wytwórni.
słyszymy arcydzieło muzyki: Cohen i "Waiting For The Miracle".
ujęcie 1: międzystanowa, w tle skały, czarno-biały filtr, mocno zabrudzony, spore ziarno;
ujęcie 2: pobocze drogi, kojot, ten sam filtr co poprzednio;
ujęcie 3: wąż wyrzuca jęzor, syczy, filtr czarno-biały;
ujęcie 4: wchodzi kolor, ktoś nalewa herbatę do filiżanki;
ujęcie 5: na horyzoncie mknie pociąg, całość utrzymana w agresywnej czerwieni;
ujęcie 6: kolor, w kadrze jakiś drapieżny ptak, obstawiam, że to myszołów;
ujęcie 7: kolor, kamera u stóp szyldu Cafe Breakfast Lunch. szyld wsparty na podpórkach w kształcie noża i widelca;
ujęcie 8: kolor, kobieca dłoń przekręca kanały w archaicznym odbiorniku tv. widzimy popiersie Nixona, który wypowiada słynne: "As I leave..."; jeszcze w tym samym ujęciu następuje ruch kamery - okazuje się, że dłoń należy do kelnerki imieniem Mabel. kobieta odbiera zamówienie od Mickey'ego. obok na stołku barowym siedzi Mallory, jego partnerka.
ujęcie numer 4 nie daje mi spokoju. po jaką cholerę Stone umieścił akurat w tym miejscu dzbanek z herbatą? jak na to wpadł? tnąc materiał bez opamiętania jak w słynnej scenie z Oldmanem w JFK, kiedy doradził Pietro Scalii, by ten poszatkował taśmę, nie bacząc na przyczynowo-skutkowy charakter ujęcia? nie chce się tutaj nadmiernie spuszczać, ale NBK to prawdopodobnie najlepiej zmontowany film w historii kina. do tego dochodzi nieprawdopodobna żonglerka stylami. bo czego tu nie ma? jest fragment stylizowany na relacje sportową, jest wywiad, sitcom, prognoza pogody z wykresem barycznym, surrealistyczna animacja, przywodząca na myśl urywki "The Wall" Floydów, jest dziennikarstwo wywiadowcze z rozklekotana kamerą na ramieniu. totalny, skondensowany kocioł stylistyczny. a ja biedny ciągle nie mogę wyobrazić sobie prologu bez tej przeklętej filiżanki herbaty, podobnie jak nie mogę wyobrazić sobie sceny oblizywania warg przez naczelnika bez odgłosu porykującego lwa. montaż skojarzeniowy - rzadko który reżyser decyduje się montować film w tak ryzykowany sposób.
JFK, Natural Born Killers i U-Turn to uczta dla oczu i uszu. bombardowani obrazami, zbieramy je do kupy, ale nie na zasadzie logiki, lecz rozmaitych asocjacji. kiedy Mickey przepoławia nożem sernik z zielona galaretką, błyskawicznie następuje cięcie i co widzimy? widzimy jaskrawozieloną listwę szafy grającej. dokładnie ten sam kolor co galaretka - jaskrawa zieleń. niech mnie chudy byk wyrucha:) - to po prostu niesamowite!
Tommy Lee Jones - znowu prawdopodobnie. Prawdopodobnie najlepsza drugoplanowa kreacja w historii kina. leże na glebie, gdy oglądam scenę, w której naczelnik Dwight McCluskey, umazany jakimś białym proszkiem, pyta jednego ze strażników:
MCCLUSKY: What's this?
WURLITZER: A list of prisoners.
i ta reakcja. bezcenne:
MCCLUSKY: What the fuck do I need this for?! I asked for a list of hostages!
albo jak mówi do Wurlitzera, wpieniony na maxa, bo Micky i jego laska zabunkrowali się w kiblu na piętrze:
These TWO... They are gonna die today! You hear me, Wurly? I'm gonna wipe this fuckin' scum off the face of the earth if it's the last fucking thing I do.
i przekręca się wokół własnej osi jak jakiś nakręcony bączek:)
Urodzeni Mordercy raczą nas dość płaskim oglądem rzeczywistości. Płaskim do momentu, gdy nie obejrzymy równolegle Bonnie i Clyde Arthura Penna. wtedy film Stone'a nabiera innego wydźwięku. u Penna bohaterowie poruszali się w świecie ograniczonej wolności. u Stone'a wolność dawno straciła smak. warto zwrócić uwagę na obie pary: Faye Dynaway i Warren Beatty, oni walczą o niezależność, suwerenność, oddech, jakkolwiek to nazwiemy. tymczasem Micky i Mallory to tandem zwyrodniałych psychopatów, korzystający z nadmiaru swobody. U Penna nie istniała kwestia relatywizmu w pojmowaniu spraw. Dla Stone'a to fundament. Mickey: "Zabójstwo jest sprawiedliwe. Wszystkie stworzenia zabijają. Spójrz na życie lasu. Jeden gatunek zabija drugi. Nasz gatunek zabija wszystkie, łącznie z lasem, tylko nazywamy to przemysłem, nie zabójstwem".
podsumowując: pozycja obowiązkowa, naprawdę wybitny film, w dodatku ekstremalnie ciężki, momentami ładna psychodela robi się na ekranie.
EDIT
taka refleksja na zakończenie: Stone ma niesamowity dar przekonywania. jeśli powie, że zamach na Kennedy'ego był zamachem na korpus uniwersalnych wartości, ja mu wierze. jeśli powie, że media kłamią, to pomimo tego, że trudno o większy banał, ja przyjmuje rzecz jako coś, nad czym należy sie pochylić.
09-08-2007, 18:27


Zdecyowanie uwielbiam 






