![[Obrazek: oz_the_great_and_powerful_xl_quad-610x305.jpg]](http://oyster.ignimgs.com/wordpress/stg.ign.com/2012/11/oz_the_great_and_powerful_xl_quad-610x305.jpg)
Prequel "Czarnoksiężnika z krainy Oz" z 1939 roku. Podrzędny cyrkowy magik zostaje przypadkowo przeniesiony z Kansas początku XX wieku do magicznej krainy Oz. Tam zostanie wzięty za herosa z przepowiedni, wmiesza się w rodzinne sprawy trzech czarownic i stanie się lepszym człowiekiem. Rolę Oza w filmie Sama Raimi miał początkowo zagrać Robert Downey Jr, nie odnalazł on jednak wspólnego języka z reżyserem a sprawa zakończyła się na dwóch roboczych spotkaniach. Disney marzył o przekonaniu Johnny'ego Deppa, ostatecznie skończyło się jednak na znacznie tańszym i doświadczonym w pracy z Raimim Jamesie Franco. Nawet bez jednej z najdroższych gwiazd Hollywood, budżet zamknął się w kwocie 215 mln$, a "Oz" stał się najdroższą produkcją kręconą w Michigan, rodzinnych stronach Raimiego.
Przed seansem byłem przekonany, że tylko dwie grupy docelowe mogą czerpać przyjemność z tego filmu: dzieci do lat 7 i najwierniejsi fani Raimiego. Jednak nawet serca tych dwóch grup mogą pozostać niewzruszone, dzieciakom przez większość czasu może brakować odpowiedniego tempa, werwy i gagów. Fani Ramiego dostaną odrobinę więcej, kilka charakterystycznych ujęć, cameo Bruce’a Campbella i kilkusekundowe spotkanie po 30 latach trzech dam z “Martwego zła” (ok, Betsy Baker doczekała się nawet linijki dialogu). Rzuca się także w oczy schemat fabularny podobny nieco do Armii Ciemności: Oz zostaje wzięty za bohatera przepowiedni o śmiałku który spadnie z nieba i wyzwoli krainę spod wpływu złych mocy. Mimo tchórzostwa i prostego charakteru zbiera armię wieśniaków i staje do walki. Tyle z miłych skojarzeń, bo reszta to jednak pańszczyzna dla Disneya, taka sama jak występ głównych aktorów.
Szczególnie fatalna jest tutaj Rachel Weisz, wyraźnie męczy się mając na ciele gorset a w ustach dialogi na miarę Nowej Trylogii Gwiezdnych Wojen. Michelle Williams wypada tak bezbarwnie, że aż zbliża się do bieli swojej sukienki a Mila Kunis zyskuje wigor dopiero w drugiej połowie filmu i w sumie ze wszystkich trzech pań wypada najlepiej. James Franco jest wyraźnie prowadzony niczym Bruce Campbell za starych czasów, ma wykonywać te same gesty, miny i okrzyki (nawet spada z klifu tak samo jak Bruce do studni w Armii Ciemności) ale brakuje mu luzu, charyzmy czy też po prostu serca i zaangażowania w ten projekt. Paradoksalnie z twarzą wychodzą z tego filmu ci aktorzy którzy (prawie) twarzy nie pokazują. Postacie Zacha Braffa i Joey King, mimo, że w całości wykreowane za pomocą komputera mają w sobie najwięcej uroku i potrafią zdobyć sympatię widza.
Może momentami film ma coś na kształt wspomnianego uroku, może Elfman dobrze bawi się na starych nutach, ale całość pozostawia posmak wykalkulowanego produktu, wyraźnie zabrakło werwy, zaangażowania i jeszcze jednego przepisania scenariusza.
Naciągane 6/10
24-05-2013, 21:14





