Pacific Rim (2013-2018)
Po powtórce na blu ocena bez zmian. Co prawda para naukowców już mnie tak nie irytowała, ale cały final nadal jest słabawą i nudną jedną wielką kliszą, która w zasadzie nie ma do zaoferowania nic ciekawego. Kaiju i jeagery pod wodą bez żadnego punktu odniesienia który pozwoliłby odczuć ich rozmiar nie są już takie fajowe, a po Hong Kongu finałowa bitka jest jak chipsy postawione na stole po wypasionym obiedzie. W dodatku o ile we wszystkich wcześniejszych scenach serwowana przez Del Toro "kolorowość" jest jak najbardziej ok, tak w ostatniej walce skoro już musiała być w takim miejscu, wolałbym mniej kolorków, więcej ciemności rozświetlanej pojedynczymi reflektorami, bo tak to robi się z tego kreskówka na całego.

Bardzo, ale to bardzo brakowało jakiejś konkretnej potyczki w pełnym słońcu. Bay w swoich TFach serwuje to raz po raz, a tu dupa. Co do jakości efektów specjalnych: Transformers > Pacific Rim.

No ale za pierwsze 100 minut nalezy się 8/10.

Odpowiedz
Właśnie chciałem spytać czy pośród tak skomplikowanych i niepłaskich bohaterów Pacific Rim znajdziemy kogoś na poziomie postaci granej przez Jackmana.

Odpowiedz
(23-11-2013, 19:21)patyczak napisał(a): Właśnie chciałem spytać czy pośród tak skomplikowanych i niepłaskich bohaterów Pacific Rim znajdziemy kogoś na poziomie postaci granej przez Jackmana.
Stacker Pentecost!
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
On nie jest płaski? Relacja z Mako tylko pozornie go pogłębia, bo tak naprawdę jest naciągana i wrzucona jakby na siłę. Ja przynajmniej w ogóle nie kupuję jego wątpliwości i uczuć związanych z azjatką.

Odpowiedz
Mała Mako > każdy kto wystąpił w Wolverine. Śmiała teza, ale chyba słuszna. Przynajmniej dla mnie :P

Odpowiedz
Płaczące dziecko jest szczere i rozczulające, owszem, ale stawianie go ponad aktorami to trochę cios poniżej pasa. No ale z drugiej strony to dziecko to jedyna dobra rzecz w tym filmie więc...

Odpowiedz
Też się zgadzam, i dodałbym jeszcze wymienionego już Stackera oraz Herca Hansena.
I nie zgadzam się z Patyczakiem jakoby relacja Mako - Stacker była tylko pozornie pogłębiona czy wsadzona na siłę. Watek tych dwóch osób jest prosty, dzięki małym scenom, dialogom bardzo autentyczny.
(23-11-2013, 21:13)Mierzwiak napisał(a): Płaczące dziecko jest szczere i rozczulające, owszem, ale stawianie go ponad aktorami to trochę cios poniżej pasa.
Tak bo w tej scenie mała Mako nic nie robi tylko płacze. Ta dziewczynka w te kilka minut zawstydza całą obsadę nowego Wolverina.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
(23-11-2013, 21:15)Danus napisał(a): Tak bo w tej scenie mała Mako nic nie robi tylko płacze.
Płacze i ucieka. Tak lepiej?

Cytat:Ta dziewczynka w te kilka minut zawstydza całą obsadę nowego Wolverina.
Za to Pacific Rim z jego wybitnymi, oscarowymi kreacjami nie :)

Tak czy inaczej wiemy, że Pacific Rim to najlepszy film ever, a czerwony bucik zagrał lepiej niż Crowe w Gladiatorze.

Odpowiedz
(23-11-2013, 19:21)patyczak napisał(a): Właśnie chciałem spytać czy pośród tak skomplikowanych i niepłaskich bohaterów Pacific Rim znajdziemy kogoś na poziomie postaci granej przez Jackmana.

Ni c*uja.


Odpowiedz
Cytat:Watek tych dwóch osób jest prosty
i banalny. To nie do końca źle, nikt nie oczekuje chyba po takim filmie pogłębionych relacji międzyludzkich, a tylko bohaterów, których można polubić. W Wolverine mamy do czynienia z czymś innym, bo tutaj fabuła opiera się na jakimś wewnętrznym konflikcie Logana. Pozostali bohaterowie filmu może nie są tak rozbudowani jak on, ale nie rozumiem jak można jechać po ich "płaskości", a zachwycać się pod tym względem Pacific Rimem..

Odpowiedz
PR nadrobione.

Ten film jest arcy-zajebisty w scenach pomiędzy Jaegerami a Kaiju, natomiast cała reszta jest fatalna.

Najpierw pochwalę Del Toro, bo czysto wizualny potencjał jaki tkwił w tej zajebistej konwencji facet wykorzystał w pełni. W ciągu ostatnich lat było kilka filmów, o których na forum pisano, że to "czysty fun", że "blockbusterowa magia kina", itp, itd. Jednak PF to pierwszy blockbuster od dawna, który autentycznie wprowadził mnie momentami w osłupienie swoją widowiskowością i funem. I tak jak podejrzliwie podchodziłem do wszystkich opinii, że Pacific Rim to niby nowy JP, który pozwala poczuć się jak szczeniak, tak przyznam, że już dawno sceny akcji w filmie nie podniosły mi pompy w taki sposób. CGI jest rewelacyjne, może nie tyle realistyczne co po prostu efektowne i łechcące zmysł wzroku. Walki mają odpowiedni feel, mają widowiskowość, no i tę specyficzną "wagę", "kinetyczność" jaką powinny posiadać starcia tytanów. No i czysty fun i serducho. Pompę miałem jakbym oglądał Rocky'ego. A film obejrzałem na kompie, więc mogę sobie tylko wyobrazić jak fantastycznie to wyglądało w Imaxie.

Ale cała reszta...no nie wiem. Tu już nawet nie chodzi o to, że ten film jest wypełniony typowo hollywoodzkim, blockbusterowym zapychaczem pomiędzy scenami akcji. Chodzi o to, że to wszystko jest jeszcze gorsze niż zwykle. Bardziej drętwe niż zwykle, gorzej napisane niż zwykle, gorzej przedstawione niż zwykle i jakoś tak bardziej irytujące. Zazwyczaj gdy mam do czynienia z blockbusterowym zapychaczem, jest on albo bezbolesny, albo czasami nawet zabawny czy rozczulający, pomimo ogrania i sztampy. Tutaj cały melodramat tych wszystkich ludzi jest strasznie miałki, nijaki, a momentami wręcz wkurzający. Głowny bohater to totalne drewno, jego relacja z Japonką to jeden z najgorzej wykorzystanych i rozpisanych "romansów" jakie widziałem ostatnio w kinie, a facet grający jednego z naukowych sidekicków powinien dostać dożywotni zakaz grania w filmach.

Nie twierdze, ze PR powinien ograniczyć się do bycia zwykłą rozpierduchą czy festiwalem CGI. Było 1000 rożnych sposób na to by ładnie rozpisać watek obyczajowy, bo pokazać ciekawych bohaterów i wypełnić sceny pomiędzy bitkami wprowadzeniem do interesującego świata. No właśnie, nawet ten świat jakiś taki mało satysfakcjonujący. Potencjał by przedstawić - nawet urywkowo - rzeczywistość planety odmienionej przez nieustającą groźbę inwazji fantastycznych istot, był ogromny. Tej wyobraźni Del Toro jakoś nie widać.

Konwencja i pomysł stojące za PR są zajebiste i w pełni zgadzam się, że Roboty vs Potwory, to pomysł na fantastyczne kino z sercem, ale trochę to zostało zmarnowane. Lepiej można było to wszystko napisać, zgrabniej rozłożyć akcenty, jakoś ładnie podbudować te wszystkie robo-monster-bitki. Zamiast tego obejrzałem film, w którym kilkanaście minut czystej zajebistości, jest zapychane dramatem, który mam ochotę przewinąć i do którego nie chcę wracać. Tak jak nie wymagam od PR scenariuszowej ambicji, tak przynajmniej oczkuje, że będzie to FILM. Zgrabnie rozpisany i interesujący, nawet wtedy gdy opowiada o czymś głupim czy prostym.

Mam nadzieję, że PR nie zabił konwencji i kiedyś zobaczymy jeszcze inną produkcję w podobnych klimatach. Albo przynajmniej sequel napisany przez kogoś innego.

Aha i jeszcze jedno....Charlie Hunnam. To pierwszy tytuł z tym facetem jaki obejrzałem. "Sons of Anarchy" jeszcze nie ruszyłem, więc jeżeli ktoś mi powie, że koleś tam wymiata to uwierzę na słowo, ale tutaj? Nie wiem czy to wina dialogów czy po prostu czegos tak prozaicznego jak jego akcent, ale nie mogę się przyzwyczaić do sposobu w jaki ten koleś wypowiada kwestie. Ta jego intonacja nadaje każdej wypowiadanej linii karykaturalną wagę, przez co facet momentami brzmi jak jakiś aktor porno usilnie próbujący wdrożyć nieco dramatu do historii o samotnej matce i dostawcy pizzy. A w połączeniu z melodramatycznymi dialogami daje to iście karykaturalny efekt.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
[Obrazek: pacrim127.jpg]

Mając niedawno trochę wolnego czasu postanowiłem sobie powtórzyć najlepsze fragmenty Pacific Rim. Niestety jest tego niewiele - prolog o pierwszych atakach Kaiju, pierwsza walka GD z Kaiju, telewizyjna relacja przebicia się przez mur + walka potwora ze SE, wspomnienie uciekającej przed potworem małej Mako, i walka robotów z potworami w Hong Kongu. Niezła muzyka, dobre efekty specjalne - to wszystko co w filmie dobrego. Liczyłem na wielki, wysokobudżetowy Kaiju movie, w klimacie podobnym do fragmentów zaprezentowanych w pierwszej minucie filmu (atak potwora na San Francisco) i w relacji z Sidney, gdzie widać z perspektywy zwykłych ludzi walkę ogromnego potwora z wielkim robotem. Niestety Del Toro wiele naobiecywał a wyszła kiszka. Po powrocie z kina wystawiłem 6/10 i uznałem film za rozczarowanie. Teraz uważam go za słabą rozrywkę na raz i nie mam ochoty kiedykolwiek do niej wracać. 5/10

PS: 1 - Del Toro twierdził, że robi Kaiju movie bo jest ich fanem - to dlaczego jego filmowi bliżej do Dnia niepodległości niż japońskich filmów o wielkich potworach? 2 - Del Toro też obiecywał w swoim filmie pokazać największe potwory jakie gościły na ekranach kina - LOL. Żaden nie był nawet wielkości Godzilli z serii Heisei.

Odpowiedz
Cytat:Del Toro też obiecywał w swoim filmie pokazać największe potwory jakie gościły na ekranach kina - LOL. Żaden nie był nawet wielkości Godzilli z serii Heisei.
Sprawdź źródła najpierw. Godzilla - osiemdziesiąt/sto metrów. Slattern - sto osiemdziesiąt metrów. Scunner - sto trzydzieści. Raiju - sto dziewięć. Gypsy Danger - osiemdziesiąt metrów.

Odpowiedz
Nie obiecywał największych potworów. Wyraźnie mówił, że celowali w taki rozmiar jaki widzimy na ekranie, bo inaczej byłoby nieciekawie względem walk w mieście.

Odpowiedz
(06-12-2013, 18:28)Juby napisał(a): 2 - Del Toro też obiecywał w swoim filmie pokazać największe potwory jakie gościły na ekranach kina - LOL. Żaden nie był nawet wielkości Godzilli z serii Heisei.

I pokazał, trzeba jakoś z tym żyć:P
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
(06-12-2013, 19:00)raven.second napisał(a):
Cytat:Del Toro też obiecywał w swoim filmie pokazać największe potwory jakie gościły na ekranach kina - LOL. Żaden nie był nawet wielkości Godzilli z serii Heisei.
Sprawdź źródła najpierw. Godzilla - osiemdziesiąt/sto metrów. Slattern - sto osiemdziesiąt metrów. Scunner - sto trzydzieści. Raiju - sto dziewięć. Gypsy Danger - osiemdziesiąt metrów.

Sprawdziłem. Dwa potwory z Hong Konu (kategoria 4) miały 81 i 62 metry (wzrost). Ten ostatni - Slattern kategorii 5, był największy (choć otoczenie walki sprawia, że nie ma opcji dostrzec jego rozmiaru) i choć też czytałem gdzieś w sieci o jego 180 metrach, to chyba musiałby stanąć na ogonie, żeby być ponad 2 razy wyższy od Gypsy Danger. :P

Potwór z Cloverfield i przeciwnicy Godzilli z serii Heisei (np. King Gidorah) byli więksi.

Craven - poszukam linka, na którymś Comic Conie obiecywał największe potwory. Zresztą, nawet w materiale viralowym wypuszczonym jeszcze przed pierwszym zwiastunem w tle słychać głos osoby mówiącej o potworze at least 300 ft.

Odpowiedz
Godzilla Heisei jakoś szczególnie wielka nie też nie była. A żaden z potworów z japońskiej sagi nie sprawiał takiego wrażenia skali i ciężaru jak behemoty z PR.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Poszukaj, ja pamiętam albo wywiad albo filmik, w którym mówił, że celowali właśnie w taki rozmiar przy którym roboty są niższe od najwyższych budynków.

Odpowiedz
Ciekawe co Freud powiedziałby na temat licytowania się kto ma większego... potwora w swoim filmie :)

Przy okazji Juby niepotrzebnie czepiasz się bzdur, jakie to ma znaczenie? Naprawdę nie masz nic ciekawszego do zarzucenia filmowi jak tylko to, że potwór miał 110 a nie 120 metrów?

Odpowiedz
Drugi seans, wbrew obawom, świetny, choć tym razem przeszkadzało mi rozwalenie dwóch nieźle nahajpowanych mechów praktycznie bez walki - zupełnie jakby z filmu wyleciało parę scen, w których widać, co te roboty potrafią. Poza tym: świetna muza, wizualnie (zwłaszcza kolorystycznie) bomba, a walka w Hong Kongu to jak dla mnie scena roku.

BTW: uzasadnienie dla mechów jest takie, że tradycyjna broń co prawda zabija Kajdżu, ale zanim do tego dojdzie, potwór przetoczy się przez trzy miasta. Mechy miały przede wszystkim zatrzymać jego spacer - i to ma sens, choć chętnie zobaczyłbym jakieś wsparcie z powietrza czy od artylerii na wybrzeżu. No cóż - nie można mieć wszystkiego.:)

9/10 - dychy nie ma właśnie za wkurzające niewykorzystanie potencjalnie fajnych postaci i motywów. Ale poza ten film to czysty fun, magia kina, świetny wciągający świat, zwłaszcza dla kogoś, kto za młodu jarał się dżapońskimi mechami i potrafi wychwycić stylistyczne nawiązania.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Die Hard (1988-2013) KubaG 1,315 254,773 18-05-2026, 14:16
Ostatni post: Gieferg
  Ocean's 11 / 12 / 13 / 8 (2001-2018) Mefisto 40 9,760 14-03-2026, 16:13
Ostatni post: Pelivaron
  Sicario: Day of the Soldado (2018) reż. Stefano Sollima Mental 194 45,120 18-09-2024, 20:06
Ostatni post: Reno
  The Equalizer (2014-2018) Snappik 100 26,220 02-11-2023, 06:29
Ostatni post: Predator895
  Seria The Purge (2013 - 2018) Mierzwiak 69 23,122 28-11-2021, 10:03
Ostatni post: Snappik
  Fifty Shades of Grey (2015-2018) simek 468 98,270 15-12-2019, 01:36
Ostatni post: Mierzwiak
  The Hangover (2009-2013) Anonymous 108 24,574 26-09-2019, 21:25
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości