Ankieta: Jak oceniasz "Prometheus"?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Prometheus (2012) reż. Ridley Scott
(22-03-2013, 17:02)barry8500 napisał(a): Jaka jest różnica czy piszesz klawiaturą czy długopisem?

Taka, że przy pisaniu na klawiaturze nie jest potrzebna nawet wiedza o wyglądzie znaku, a tylko gdzie się on znajduje. Rozumiem problemy mózgu w odróżnianiu pisanego "d" od "b", ale pomylić je na klawiaturze? Spację z enterem też mylisz z powodu dysgrafii?
Poza tym jednym co podałeś dysgrafia objawia się po prostu nieczytelnym pismem. Tu chyba nie muszę wyjaśniać jaki to ma wpływ na pismo maszynowe?

Reszta była oczywistym (i niezbyt wyszukanym przyznaję) żartem i nie wymagała komentarza.

Odpowiedz
http://www.comicbookmovie.com/fansites/BatFreak/news/?a=76523

Lindeof jak coś pierdoli, to pierdoli na całego...

Odpowiedz
Jak to się ma do linka który wkleiłeś? Dla pewności przeczytałem 5 razy.

Odpowiedz
1. Zjebał scenariusz do pierwszej części.
2. To był jego pomysł by zrobić "trylogię", po czym porzucił franczyzę.

A więc zamiast dostać jeden porządny film z zamkniętym zakończeniem, dostaliśmy to co dostaliśmy, a sequel który miałby szansę naprawić część szkód możliwe że nie powstanie, głównie z tego powodu że nikt nie wie o czym takowy miałby opowiadać, gdyż osoba która przekonała wszystkich do stworzenia trylogii, wypięła się.

Fakt, może to wyjść filmowi na dobre, gdyż może ktoś z głową się zabierze za scenariusz, ale nie umniejsza to tego że Lindeof pierdoli wszystko czego dotknie.


Odpowiedz
A, spoko, założyłem że piszesz "pierdoli" w sensie "pierdoli od rzeczy" i szukałem tam jakieś jego wypowiedzi :) Poza tym co, znowu okazuje się, że Ridley gówno wie i sam nie wie czego chce?

Niech Fox da mi kasę to im napiszę sequel, no problemo.

Odpowiedz
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Obejrzałem Prometeusza drugi raz i powiem szczerze, ze oglądało się dużo lepiej. Być może jest to związane z tym, że wiedziałem już czego się spodziewać i nie do końca traktowałem tego seansu jako obcowanie z universum Aliena.
Jako osobny film nie związany z oryginałem Scotta, obraz wyprodukowany przez tego samego gościa mógłby się podobać ze względu na obłędną oprawę wizualną, film jest po prostu przepiękny i basta.
Liczne głupoty i dziury w scenariuszu rażą tak samo jak w kinie, niestety ubolewam, ze niedorozwój Lindelof przerobił na spółę ze Scottem oryginał Spaihtsa.
Potencjał był, ale się zmył jak to mawiają.
Obraz wydania BD świetny, a dźwięk jeszcze lepszy- dosłownie można doznać dźwiękowego orgazmu oglądając ostatnie 30 min.
Polecam oglądać tylko na porządnym kinie domowym i wystarczająco dużym telewizorze:)
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
nie wiem czy było:

[Obrazek: tumblr_mbrzndFD4d1rf29u9o1_1280.jpg]

Natalie Portman we wstępnym projekcie graficznym
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Ostatnio sobie próbowałem przypomnieć Prometeusza i już mnie nie grzeje to, jak głupi jest ten film. Teraz bardziej mi przeszkadza, że mimo całego tego wizualnego blichtru, w przeciwieństwie do sagi o Alienach...

Siriusly, nie mogłem zdzierżyć. To chyba połączenie scenariuszowych głupot i bohaterów, których po prostu nie da się lubić. Wszyscy to idioci, a jeden wredny robot to za mało.

Odpowiedz
Też zaliczyłem ostatnio powtórkę i mam podobne odczucia.

Największym problemem Promka to to, że jest kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek ikry. A przecież potencjał był. Ten film na papierze to samograj: historia eksploracji nieznanego/Gigerowsko-Lovcraftowe klimaty/uczucie kosmicznej tajemnicy/pompa/tematy przez duże T.

A tam powietrze z filmu ulatuje po 15 minutach. Jakieś takie to wszystko jest lekkie, rozklekotane, pozbawione jakiejkolwiek dramaturgii. Przyziemne. Nawet bohaterowie zdają się być znudzeni i nie doceniać wagi wydarzeń. To tak jakby wziąć zajebiste koncepty SF i wyprać je z jakiejkolwiek mocy. Strasznie b-klasowe są te śmieszne shennanigans załogi, jakie mają miejsce miedzy "świątynią" Inżynierów, a wnętrzem Promka. Klimat jest jedynie wizualny. Nie czuje się wagi wydarzeń. Uczucie odkrywania nieznanego ulatauje błyzskawicznie. A problemy załogi nikogo nie obchodzą. No i pod koniec wszystko sprowadza się do zwykłego akcyjniaka i to takiego najgorszego typu, który nie sprawdza się jako nic. Kij z tym, że film ma błędy logiczne, skoro wywala się już u samej struktury.

Za to dla Millburna zawsze będę miał miejsce w serduchu. Tego bohatera powinni "eksportować" do innych filmów i zrobić z niego powtarzający się hollywoodzki dowcip na miarę "Okrzyku Willhelma". Każdy film miałby swojego "Millburna", frajera z innej bajki, który urwał się z choinki i pierdzieli całą fabułę swoim niedorzecznym zachowaniem.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
Millburn zaczął dobrze - od podważenia głupot wygadywanych przez Noomi Rapace. Wydawało się, że to będzie rozsądna postać. Mam teorię, że w pewnym momencie Lindelof po prostu się jebnął - pomylił nazwiska Millburna i Fifielda. To Millburn cienias-hipster miał palić zioło i panikować, a Fifield twardziel próbować pogłaskać wonsza. Jestem wręcz pewny, że pomylili się w scenariuszu, nikt nie zauważył (tak jak z 26 days, 38 hours...) i już zostało.

Odpowiedz
9-płytowy pakiet Prometheus+Alien stanął na półce więc wziąłem się za dodatki do upośledzonego, zeszłorocznego dziecka Scotta. Na temat making ofu jeszcze się wypowiem, bo wszystkiego nie skończyłem, ale chciałbym skomentować te pół godziny scen usuniętych, które stanowią kolejny smutny dowód na to, że ludzie pracujący przy tym filmie nie wiedzieli, że mają w rękach coś dobrego i nie dość, że zmasakrowali go na etapie scenariusza, to jeszcze kontynuowali ten proces w trakcie montażu.

Dla jasności - to nie tak, że te sceny nagle uczyniłyby Prometeusza jakoś znacząco lepszym filmem ogólnie, nie, ale są na tyle dobre, zawierają takie elementy, które nie powinny zostać zn niego usunięte.

- Więcej Inżynierów w prologu to niby tylko detal, ale nie usuwałbym ich.
- Scena z choinką to zwykły zapychacz, ale za to Janek i Vickers dostają chwilę na pokazanie swoich charakterów.
- Nie rozumiem czemu scena z robakami wyleciała; chyba oczywistym jest, że w kontakcie z mazią uwolnioną z kapsuł ewoluowały w węże z późniejszej części filmu.
- Fragment ze znalezioną przez Fifielda i Millburne'a zrzuconą skórą jest creepy, ale zabija ją Fifield gaszący nasuwające się temu drugiemu pytania i durne popędzanie go by szli dalej
- Toast wznoszony przez Shaw przed całą załogą to jedna ze scen, których brakuje; w tym filmie ludzie nie rozmawiają o tym jakiego fantastycznego odkrycia dokonali i ogólnie mają w dupie wagę wydarzeń; ta scena nieco, tylko nieco to zmienia i powinna zostać w filmie
- Pijany Holloway i Shaw tuż przed seksem - Green irytuje swoim aktorstwem, ale jego zachowanie jest lepiej uzasadnione; faceta nie interesowały żadne trupy i skamieliny, chciał po prostu spotkać żywych Inżynierów. Naciągane, ale kupuję to, a raczej kupiłbym, gdyby scena znalazła się w filmie.
- Janek odwiedza rozstrzęsioną Vickers po spaleniu Hollowaya - scena odrobinę za długa i spowalniająca film, ale za to bardzo potrzebna, raz że to kolejny moment dla Janka, a dwa - jego opowieść o zniszczeniu bazy, w której rozprzestrzenił się wirus stanowi jakąś tam analogię dla tego, co zrobił w finale. Szkoda tylko, że uparcie brną w robienie z Vickers baby o bryle lodu zamiast serca. "Poparzyłam sobie rękę" to jedyne wyjaśnienie jej szoku. Come on!
- Rozszerzona scena rozmowy Vickers i Weylanda - beznadziejne postaci, beznadziejna relacja między nimi i beznadziejne dialogi, ale za to Vickers próbuje zgasić entuzjazm Weylanda wspominając o tym "co piszczy w pomieszczeniu obok". A więc jednak wiedzieli o kalmarze, którego urodziła Shaw. Jedno drobne zdanie, a ile zmienia. Czemu to wywalili?
- Atak Fifielda - znacznie, ale to znacznie lepsza scena od tej z wersji kinowej - zmutowany Fifield wygląda rewelacyjnie i niepokojąco. Scott tłumaczył, że wybrał drugą wersję, bo szkoda mu było talentu aktora. Serio? SERIO???
- Dialog Inżyniera - można to było spokojnie zostawić.
- Rozszerzona scena z Shaw i Inżynierem - najlepsza obok ataku Fifielda z usuniętych scen; zamiast 10 sekund pt. "Shaw sobie stoi. O jest i Inżynier, "Die!"" i koniec, mamy klimatyczną, pełną napięcia scenę, w której Inżynier z ciekawością ogląda otoczenie (momentu z książką niestety nie ma), a Shaw chowa się przed nim, po czym jest zmuszona kilka razy zrobić użytek z siekiery.
- Ostatni, zmieniony i rozszerzony dialog o locie na planetę Inżynierów. Powinien zostać w filmie, poza tym schowanie głowy Davida do torby i jego reakcja na to to drobny element humorystyczny totalnie zmieniający ten niezręczny, śmieszny w nie taki jak trzeba sposób moment z wersji kinowej.

Pierwsza wersja filmu trwała 2,5 godziny i OK, zrozumiałe jest, że dąży się do skrócenia czasu trwania, utrzymania odpowiedniego tempa filmu itp, ale z drugiej strony wywalanie świetnych scen, momentów określających postaci itp. to dla mnie czysta głupota. Montażysta Pietro Scalia mówi nawet, że wraca się do filmu po pewnej przerwie już po raz ostatni i wywala jak leci wszystko, co tylko się da. Zdecydowanie nie mógłbym być montażystą :)

Odpowiedz
Wyrzucenie tych scen to tylko dowód na to, ze Ridley stracił zmysł reżysera. I jego decyzje, bo to były jego decyzje to czysty debilizm. Ale z drugiej strony i tak by nic tego filmu nie uratowało.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
Mierzwiak, co do tych scen - spoko, to się da naprawić :)

Odpowiedz
Ta, jak se kupisz Fotoszopa i dokończysz efekty.:)

Odpowiedz
Tylko w konfrontacji inzyniera z Shaw w jednym miejscu widać ciągnącą ją linkę (można skrócić scenę o parę sekund i tyle), poza tym nie ma nic co by koniecznie musiało być poprawione. Zmutowany Fifield wygląda wystarczająco dobrze. Dodatkowo dorzuciłbym też przemowę Weylanda z materiałów promocyjnych bo to jego najlepsza scena.

Odpowiedz
(15-12-2013, 22:34)Gieferg napisał(a): Dodatkowo dorzuciłbym też przemowę Weylanda z materiałów promocyjnych bo to jego najlepsza scena.

Istnieje taki fan-edit, nazywa się "Prometheus: Giftbearer". Przemowa Weylanda jest na początku, usunięte wcześniej sceny też są dodane (ale nie wiem czy wszystkie). Oglądałem to i nie wygląda jakoś szczególnie ciekawie. Największym minusem było przemontowanie początkowej sekwencji z Inżynierami i wsadzenie jej później - chyba po tym jak Shaw przespała się z Holloway'em .

(30-08-2013, 21:28)military napisał(a): Mam teorię, że w pewnym momencie Lindelof po prostu się jebnął - pomylił nazwiska Millburna i Fifielda. To Millburn cienias-hipster miał palić zioło i panikować, a Fifield twardziel próbować pogłaskać wonsza.

Lindelof jest po prostu głupi i niepotrzebnie zmienia pewne rzeczy... O ile pamiętam, to w pierwszej wersji jego scenariusza (już po tym jak przerobił scenariusz Spaihtsa) scena z wężem nie jest tak głupia bo, Millburn nie był biologiem, a geologiem. Natomiast Fifield, który w filmie jest geologiem, w skrypcie był botanikiem.


zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.




Odpowiedz
Cytat:Istnieje taki fan-edit,
Wolę sobie sam zrobić.

Odpowiedz
Zrobiłem sobie dzisiaj specyficzny double feature - Prometeusz + Alien.

Powtórka Prometeusza nie bolała, choćby dlatego, że dla mnie to nie jest prequel Aliena i wcale nie chodzi o jakiś mechanizm wyparcia czy coś w tym stylu. To po prostu wynik prostej, wspominanej tu już różnicy między Inżynierem w kombinezonie, a skamieniałym, ogromnym dziwadłem siedzącym w fotelu pilota, którego Scott pokazał w Alienie. Jedno z drugim gryzie się do tego stopnia, że nawet największe zawieszenie niewiary i przymknięcie oka nie pomoże. To po prostu nie działa i tyle.

O głupotach Prometeusza napisaliśmy tu już wiele, ale po dzisiejszym seansie nie przeszkadzają mi tak jak wcześniej, olewam nawet nie do końca jasne zasady rządzące czarną mazią; to co wkurza mnie najbardziej to a) zmarnowany potencjał spotkania z inteligentną, obcą cywilizacją b) sprowadzenie relacji stwórca-dzieło (również tyczące się Davida) do banałów wypowiedzianych prosto do kamery, z których nie płyną żadne wnioski i które można by spokojnie wywalić ze scenariusza c) Weyland i Vickers d) dobre sceny, które usunięto z filmu. Tyle.

Na 6/10 w sam raz, ale za efekty specjalne i scenografię należy się solidna dziewiątka. Obszerny making of pokazuje ogrom pracy i talentu włożony w ten film, nakręcony w większości klasycznymi metodami (nawet czarna mazia budząca się do życia to masa kukurydziana wprawiana w drżenie zamontowanym w wazie silniczkiem) i tylko szkoda, że dopuszczono do tego projektu Lindelofa. Swoją drogą zaskakująco dużo tu wypowiedzi Spaihtsa (za to aktorzy potraktowani są cokolwiek marginalnie), ale na żadną szczerość jak w dodatkach do Antologii liczyć nie można. Może w wydaniu rocznicowym za 20 lat usłyszymy, jak Spaihts nazywa po imieniu to, co Lindelof zrobił z jego skryptem?

O ile jednak wspomniana strona wizualna Prometeusza budzi mój podziw, tak Alien którego włączyłem kilka minut później szybko sprowadził mnie na ziemię; w porównaniu z nim scenografia w Prometeuszu wydaje się jednak zbyt sterylna, niedostatecznie organiczna i nieprzyjemna, pozbawiona tego czegoś, co w Alienie krzyczy "Giger!".

Odpowiedz
Eh. To film, który niszczy przyjaźnie. Bo nie powiem, zostałem wkręcony w jego obejrzenie. I w sumie gdyby nie piwko i dobre towarzystwo, to powiedziałbym, że 2 godziny życia poszły się jebać. Tak nie powiem, aczkolwiek wspomniane elementy nie były w stanie spojrzeć na to cudo choćby ciutkę przychylniej. Jest to bowiem ni mniej, ni więcej, jak tylko gówno największego kalibru - i tu przyznam, że Scott miał jaja, żeby się pod tym podpisać. Ja bym nie potrafił, tak złe to jest. Już nawet kij z tym, że film gwałci wypracowane wcześniej universum Aliena (co już wcześniej uczyniło choćby AvP w dwóch odsłonach) i Space Jockeyów, których obecny wygląd to chyba wynik ostrego ćpania na siłce ("ale mam pomysła na film! łooooo!"). Z tym wielkiego problemu nie mam, bo tak jak można wymazać z pamięci Batman i Robin oraz parę innych ścierw, tak i Prometeusz nie stanowi przeszkody.

Gorzej, że ten film jest tak nieludzko debilny sam w sobie, że jest to aż przykre (bo wiadomo - wspomniany B&R jest tak zły, że przynajmniej śmieszy). Serio - jeśli kiedykolwiek spotkam Lindelofa i Spaihts dostaną ode mnie w pysk po prostu. Bo to się w piździe nie mieści, żeby napisać taki syf i dostać za to kasę. Tu się nic nie klei, nic, absolutnie. Chyba jedyną sceną, która ma jakikolwiek sens przyczynowo skutkowy jest spotkanie starca z córką, w której starzec mówi Dawidowi, żeby zostawił ich samych i on to robi. I to jest jedyna scena, w której zachowania bohaterów i wszystko inne ma sens. Cała reszta nie ma go nawet w szczątkowych elementach, a im dalej w las, tym debilizm jest gorszy. Przykładów nie będę dawał, bo o tym można książkę napisać.

Poza brakiem IQ produkcja nie lepi się zresztą w żadnym stopniu - między bohaterami nie ma chemii, ani żadnych konkretnych relacji. Po prostu są i w odpowiednich sekwencjach wypowiadają swoje kwestie i robią, co stało w skrypcie, kompletnie niezależnie od siebie (tu chyba najlepszym przykładem powrót na statek, zrobienie cesarki - ah, te zszywacze! - i odkrycie obecności starucha: dzieje się wtedy dużo, ale nikt nie przejmuje się pozostałymi wydarzeniami i w sumie pozostają one w swoim własnym obrębie; podejrzewam, że jakby na statku pojawiła się nagle Julia Tymoszenko i zaczęła przemawiać do 10000 Ukraińców, którzy nagle otoczyliby statek, to nikt by na nią nie zwrócił uwagi nawet, po prostu jedziemy dalej). Aktorsko zresztą film jest nieprzekonujący - nie tylko żaden z aktorów nie przekonał mnie w swej funkcji, ale każdy gra z takim kijem w dupie, że głowa mała (tu wyjątkiem Fassbender, który jest po prostu świetny, ale i tak przegrywa z minusami tej produkcji).

Zdjęcia i efekty? No ładne to, ale problem polega na tym, że aż za ładne - przez cały seans miałem wrażenie, ze twórcy sami się nimi jarają. Wszystko jest tu super dopieszczone, robi wrażenie samo w sobie, ale nijak nie pasuje do filmu - tak jakby efekty zrobiono sobie, a film sobie, tudzież dopisano go do nich, jak już powstały. Co w sumie wyjaśniałoby tą kupsztowatą fabułę.

Dobra, dalej nie jestem w stanie nawet wymieniać złych rzeczy w tym czymś. Elementy dobre co prawda są - nieliczne, bo nieliczne, ale jednak. Lecz nie są one na tyle dobre, by film otrzymał ode mnie choćby punkt więcej. A ponieważ już dawno nie byłem tak zły po obejrzeniu filmu, toteż nota może być tylko jedna:

1 / 10

Gówno, gówno, syf, syf, kiła, mogiła, japierdoleojajebiekurwanapierdolonamać - no, trochę mi lepiej.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Alien (1979) reż. Ridley Scott Anonymous 362 64,327 16-05-2026, 20:15
Ostatni post: Westcoast
  Alien: Covenant (2017) reż. Ridley Scott military 1,201 255,005 07-03-2024, 14:24
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości